Felieton wakacyjny, czyli pochwała chińskich turystów

Co wiecie o Chinach? Uprzedzam, że czegokolwiek nie wiecie, Chińczycy wiedzą o was więcej.

Nadeszły wakacje. Emigranci staną się turystami, lub odwrotnie (pisałam o tym w poprzednim numerze). Podobno jako emigranci jesteśmy do takiego stopnia zintegrowani, że aż niewidoczni. Bądźmy więc turystami i poobserwujmy.

Nie będzie nas widać (czasem może będzie nas słychać), za to gwarantuję, że będzie widać Chińczyków. Ale nie będzie ich słychać. Można będzie ich poznać po aparycji i po tym, że wszędzie są i wszystko fotografują. I jak się okazuje, też prawie wszystko wiedzą.
Prawie, bo jak się okazuje, Chińczycy nie wiedzą, że istnieje takie państwo jak Austria. Ostatnio w Le Havre w głębokiej Normandii, w porcie, gdzie Francuzów Monet malował słynną „Impresję” spotkałam grupkę Chińczyków. Nie zdziwiło mnie to, byłabym wręcz rozczarowana, gdybym akurat tam ich nie spotkała. Zdziwiło mnie, że nie wiedzą, co to Austria. Na informację, że tam mieszkam, spytali: Australia? Nie, Austria, powtórzyłam. Wiedeń. Dalej nie zaskoczyło, mówię więc: Sisi, Franz. Brak reakcji. Dopiero się zorientowali, gdy wymieniłam Mozarta, Straussa i Adolfa H.
Nie mam do nich pretensji, Austria jest wielkości przeciętnego chińskiego małego miasteczka. Natomiast Austriacy mieliby pretensję, bo od 1848 roku uważają się za pępek świata, co przejawia się tym, że nie wiedzą, że są jeszcze jakieś inne kraje oprócz Austrii. Jakiś Austriak mnie nawet kiedyś pytał, czy w Polsce są góry, choć obejrzał wszystkie skoki Stocha.
A Polskę znacie, pytam. Of course, Poland, Chopin, Karol Wojtyła, Lewandowski! Potrafili wymienić naszych trzech bohaterów od razu! Ponieważ Polska jest wielkości średniego chińskiego miasteczka, wiedzieli o naszym kraju więcej. Moim zdaniem pomniki Chopina, papieża i Lewandowskiego powinny stanąć na każdym placyku niezajętym do tej pory przez inne pomniki, najlepiej ich troje razem na jednym pomniku umieścić. Należy teżrozpocząć produkcję czekoladek Lewandowskikugeln (wódka Chopin już jest). No i można by dorzucić długopisy i T-shirty z podobiznami tych trzech osobowości. Wszystkie trzy razem na jednym obrazku. Inny kraj by tak zrobił, a u nas zaraz rozpęta się spór polityczny o to, kto ma stać po której stronie. Lewego więc lepiej od razu z lewej.
Chińczycy nie wiedzieli, gdzie jest Austria, za to doskonale wiedzieli, jak dojść do miejsca, gdzie Monet malował „Impresję”. A jest tam bardzo trudno dojść: wielki plac budowy zastawiony jest koparkami i dźwigami i nic nie jest oznakowane, ponieważ aroganccy Francuzi wierzą, że każdy znajdzie ich Moneta tak po prostu. Tym większy szacunek dla Chińczyków, tym bardziej że plac budowy jest wielkości małego chińskiego wiejskiego podwórka.
Podobnie jak ogród Moneta w Giverny, gdzie dotarli bez przeszkod. Zawsze też wiedzą, kiedy Rafał Blechacz gra w Wiedniu Chopina i jak dojść na plażę w Deauville w Dolnej Normandii, gdzie Lelouch kręcił słynny nowofalowy film „Kobieta i mężczyzna”; czym Baudelaire podlewał kwiaty zła; kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie, co to żołnierze wyklęci, dlaczego Norwid zmarł w nędzy, gdzie runął fortepian Chopina i dlaczego runął smoleński samolot. Czego nie wiedzą nawet miejscowi.
Sezon urlopowy, Polacy i Chińczycy jeżdżą wszędzie. Niestety w prawie każdym większym europejskim mieście napotyka się na smutny widok siedzących lub raczej półleżących rodaków pod dworcami, ściskających najtańsze wino, wykrzykujących żale z powodu swojego upadku socjalnego, zależnie od kraju po niemiecku, francusku, włosku lub angielsku. Cholerne żabojady! Pierd... kasztany! Je..ne szwaby! W Berlinie miano nawet ich wszystkich się pozbyć, wysyłając samolotami na ojczyzny łono. Czy doszło do tego, nie wiem, prasa ucichła. O tym, że ktoś ma skądś odsyłać Chińczyków, nie słyszałam. A może też leżą pijani w sztok pod dworcem, gdzieś na wschodniej półkuli, w jakiejś Malezji? Kto wie.
Skąd się biorą ci biedni ludzie, dlaczego tyle piją, tak wrzeszczą, i dlaczego są to zawsze Polacy, myślę. I jak to się ma do Chopina, papieża, Lewandowskiego i Chińczyków? Nie mógłby to być choć raz jakiś Serb – oni tak pięknie przeklinają. Albo inny Chorwat. No ale Chorwaci w lecie są zajęci przyjmowaniem Polaków aż do końca sezonu. Ale żeby przynajmniej raz jakiś Chińczyk!
Temat tabu. Pijanej dumie narodowej pomnika się nie postawi. Lecz to także część Polski. Odwracać wzrok i wstydzić się dalej? Czy skoncentrować się na Chopinie, papieżu i Lewandowskim? Naprawdę mam się czego wstydzić, i to przed jakimiś Chińczykami?
Na szczęście znają nas w Europie i z dobrej strony. W mieście Rouen pod domem, w którym urodził się Gustave Flaubert, nie było Chińczyka, był za to wyjątkowo Francuz, który Polaków nie mógł się nachwalić. Ach proszę pani, jacy pracowici, jacy zintegrowani, jak się starają, piją owszem, ale mniej niż Francuzi, ale nie ma, proszę pani, z nimi kompletnie żadnych problemów. W przeciwieństwie do Chińczyków, którzy nasz kraj już wykupili. Katastrofa, proszę pani, ale ci Polacy... Wspaniali.
Może wykupili, a może nie. Gdybym była bogatym Chińczykiem, też bym wykupiła Francję. Zresztą niech bronią swojego kraju jak Napoleon, bo samym Monetem się nie wybronią.
Drogi Krakowie, na następne święta wielkanocne nie popełniajcie tegorocznego błędu. Otwórzcie wrota Muzeum Narodowego i powtórzcie jeszcze wystawę o genialnym Wyspiańskim, by znowu tłumy Chińczyków znających całą biografię artysty nie pocałowały klamki po 15 godzinach lotu. W końcu Wyspiański wspomniał w „Weselu”o Chińczykach, a nie o Anglikach, którzy śpiewają na ulicy Szewskiej „God save the queen” o 4.00 nad ranem, nie dając im spać. A proszę spytać jakiegokolwiek Anglika, czy wie, czemu rozbrzmiewa hejnał i dlaczego jest urwany. Chińczyk będzie to wiedział.
Ktoś kiedyś powiedział, że jako pojedynczy turysta reprezentuję cały mój kraj. Zgadzam się całkowicie. Chciałabym, żeby ludzie mieli to na uwadze wyjeżdżając gdzieś za granicę. Chopin, papież i Lewandowski nie zawsze nam „załatwią” pozostawione po nas wrażenie. A Chiny pięknie reklamują swoją ojczyznę. Może nawet w przyszłym roku się tam wybiorę! Bo w sumie nic o nich nie wiem, a oni o mnie wszystko.

Magdalena Sekulska, Polonika nr 267, lipiec/sierpień 2018

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…