Robię po swojemu

Doszedłem do wniosku, że w swoich poprzednich felietonach zachowałem się nie fair. Nieraz pisałem o kobietach w taki sposób, że można odnieść wrażenie, że są bardziej wulgarne i agresywne od mężczyzn. Była mowa o dziewuchach mówiących o włoskich lodach, o lolitach liżących łyżki i o wrednych profesorkach. Jednak w tym tekście chcę poprawić wizerunek koleżanek. Proszę mi wierzyć: czasami się wstydzę, że jestem mężczyzną.

Czekałem na lotnisku w Berlinie na lot do Wiednia, obok mnie siedział wielki biznesmen (naprawdę wielki, bo zajmował dwa siedzenia i połowę mojego) i mówił równolegle do trzech różnych komórek raz po niemiecku, raz po angielsku, raz po francusku. Zrozumiałem, że chodziło o inwestycję w wysokości kilku milionów euro. Ze względu na tę gigantyczną sumę, o której biznesmen rozmawiał z taką łatwością, jakby się konsultował z żoną w sprawie wybierania bułek na śniadanie, i fakt, że trzema językami władał niemalże perfekcyjnie, byłem pod wrażeniem. – „Ale facet!" – myślałem do chwili, w której wyłączył komputer i, myśląc, że nikt go nie obserwuje, po prostu wsadził palec do nosa. Ten gigantyczny mężczyzna z palcem w nosie wygłądał jak makabryczna postać z jednego z filmów Woody'ego Allena. Aby strawić tę scenę horroru, poszedłem do łazienki. Gdy stałem przed lustrem i myłem sobie twarz, spotrzegłem następnego biznesmena, który wychodził z toalety i mijając stanowczo umywalkę, wytarł ręce o swoją marynarkę. Na ten dzień miałem wystarczająco wrażeń. Zdecydowałem się zająć wyłącznie sobą, aż wrócę do swojego mieszkania.
Jakoś nie mogłem jednak zapomnieć tych sytuacji. Następnego dnia, idąc na spotkanie z klientem, rozglądałem się na ulicy i obserwowałem swoich kolegów reprezentujących płeć brzydką. I muszę przyznać, że dużo ciekawego nie mogłem dostrzec.
Młode pokolenie wykazuje się albo brakiem higieny, albo cienkimi brwiami, gigantycznymi bicepsami i chudymi nóżkami (tak samo cienkie jak brwi), zapakowanymi w aurę, składającą się ze słodkich perfum i zapachu drinka energetycznego, i to o dziewiątej rano.
Wśród studentów wyróżniają się dwie grupy: do pierwszej zaliczają się tzw. „alternatywni", charakteryzujący się warkoczykami rasta, chodzący w klapkach firmy Birkenstock, z piwem w ręku i z rozdartym plecakiem. Przypuszczam, że studiują antropologię, etnologię lub filozofię. Drugą grupę stanowili chudzi mężczyźni około 25 lat, wszyscy z przedziałkiem z boku, ze swetrem leżącym na ramionach, zwiniętym z przodu, chodzący w mokasynach bez skarpetek (następny horror). Studia? Na pewno ekonomia lub prawo.
Starsze pokolenie też można dzielić na kategorie. Są albo zabiegani biznesmeni w garniturach, którzy w stacji metra pchaliby ze schodów nawet matki z wózkiem, by zdążyć na następny „meeting", albo reszta, która za bardzo nie dba ani o higienę, ani o wygląd.
Ale nie ma się co dziwić. Przecież dzisiaj brakuje wszelkiego rodzaju wzorców. Kiedyś istnieli jeszcze mężczyźni z klasą, którzy emanowali pewnością siebie, ale nie arogancją. Frank Sinatra był jednym z ostatnich takich mężczyzn. Wystarczy posłuchać słów jego piosenek. Nie śpiewał tylko o tym, jak zdobyć kobietę swoich marzeń, a nawet kiedy o tym śpiewał, robił to pięknie, nie przesadzał. A jak się mają do tego niektóre dzisiejsze przeboje? Na przykład: „Rusz dupą dziewczyno, rusz, rusz!" albo „Kochaj mnie, bo jeżeli nie, to wsadzę głowę do piekarnika". Kto reprezentuje nasze pokolenie? Biberzy, Tokio Hotele albo zwycięzca jakiegoś „Idola", którego sława trwa góra tydzień. U „Frankyboy" to było inaczej: śpiewał o życiu, o problemach społecznych, o tym, jak należy wybrać właściwą drogę.
I właśnie to zdaje się takie skomplikowane. Dostrzegam zjawisko, które jest tak rozpowszchechnione wśród mężczyzn: nie lubią albo może i nie potrafią samodzielnie myśleć. Nie wybierają własnej drogi. Robią to, co robią inni. Wybierają zawód tatusia, bo tatuś jest prawdziwym mężczyzną, i żeby takim zostać, trzeba wykonywać identyczny zawód. Rzadko trafi się na indywidualistę. Prawie każdy chłopak lub mężczyzna do kogoś lub czegoś należy. Grają w piłkę nożną, bo wszyscy grają. A może mieliby ogromny talent do tenisa? Zapisują się na ekonomię, bo wszyscy mówią, że tylko po takich studiach można dobrze zarobić, bo tylko menedżer jest prawdziwym facetem. Kolega mojego brata po archiwistyce w kilka lat po studiach kupił mieszkanie. Nie zrobił tego, co inni chcieli, ale to, w czym był dobry.
Nie powinniśmy, panowie, zapomnieć, że prawdziwa mężczyzna to właśnie taki, który wybiera i wie, co potrafi. W wielu przebojach skierowanych do kobiet słyszy się, że powinny one być sobą, ale to dotyczy też nas. Nie powinniśmy się podporządkować jakimś regułom tylko dlatego, że społeczeństwo tego oczekuje. Mężczyzna powinien być wierny sobie, abyśmy kiedyś mogli spojrzeć na nasze życie i powiedzieć: I did it my way....

Polonika 224, pażdziernik 2013.

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…