Niedźwiedź idzie na wojnę

fot. Wikimedia Commons
O bohaterskiej armii Generała Andersa i „czerwonych makach" na Monte Cassino słyszał chyba każdy Polak. Nie wszyscy jednak znają związaną z tym oddziałem niesamowitą wprost historię żołnierza Wojtka. A dokładniej – niedźwiedzia Wojtka.

 Warto więc ją przypomnieć, ponieważ wśród ogromu cierpień i zbrodni w czasie II wojny światowej trudno znaleźć tak pozytywną historię przyjaźni i bezinteresownej pomocy.
Polscy żołnierze oddziału pod dowództwem generała Andersa odkupili małego syryjskiego niedźwiadka brunatnego od przygodnie spotkanego arabskiego chłopca. Zwierzę pozbawione matki wymagało opieki. Żołnierze 22 Kompanii Transportowej Artylerii wykarmili go więc skondensowanym mlekiem podawanym w butelce po wódce. Jak głosi anegdota, upodobanie do picia z butelki zostało mu na całe życie.
Wojtek szybko stał się ulubieńcem kompanii. Niedźwiedź wychowywany z ludźmi był ufny i przyjacielski. Szczególnie przywiązał się do kaprala Prandysza, który to ochrzcił osieroconego misia imieniem Wojtek. Niedźwiedź przewędrował z żołnierzami Andersa cały szlak bojowy, stając się maskotką i symbolem oddziału. Szczególnie wsławił się pod Monte Cassino, gdzie pomagał walczącym Polakom przenosić skrzynie z amunicją artyleryjską. Od tego momentu właśnie ten znak – niedźwiedź dźwigający pociski – stał się symbolem 22 Kompanii Transportowej Artylerii. Odznaka taka pojawiła się na samochodach wojskowych, proporczykach i mundurach żołnierzy.
Ze wspomnień żołnierzy wynika, że Wojtek z czasem nabrał typowo ludzkich zachowań i upodobań – lubił jazdę ciężarówką, zapasy z towarzyszami broni, a także piwo i papierosy. Niedźwiedź miał być jedynym żołnierzem, który posiadał zgodę na palenie i picie na służbie. Ponoć wypijał dwa piwa dziennie.
Po wojnie kompania Andersa została przetransportowana do Glasgow, oczywiście wraz z szeregowym Wojtkiem – niedźwiedź bowiem był regularnym członkiem armii, wciągniętym na listę i pobierającym żołd. Miał swój numer służbowy i książeczkę wojskową. Właśnie w Szkocji drogi niedźwiedzia i żołnierzy się rozeszły. Wojtek do końca swych dni mieszkał w ZOO w Edynburgu. Był uwielbiany przez odwiedzających, a on sam ponoć szalał z radości, gdy słyszał język polski. Niedźwiedź Wojtek odszedł pod koniec 1963 roku, w wieku 22 lat. O fakcie tym poinformowały wówczas wszystkie brytyjskie media.
Historia bohaterskiego misia doczekała się już publikacji w formie książki, nakręcono film, a w najbliższej przyszłości podziwiać będzie można pomnik „szeregowego Wojtka" w Edynburgu. W Polsce Wojtek ma już dwa pomniki: w Żaganiu i Szymbarku. Ten ostatni odsłonięto 17 września 2013 r. Wykonana z brązu figura ma 185 centymetrów wysokości – dokładnie tyle, ile miał Wojtek. Niedźwiedź trzyma w łapie pocisk, na głowie ma żołnierską czapkę, a na ramieniu biało-czerwoną przepaskę. Jest on w pewnym sensie symbolem losu polskiego żołnierza, który najpierw walczył za ojczyznę, aby potem umrzeć w niewoli. O kolejnych pomnikach myślą Sopot i Kraków – tam w parku im. Jordana pomnik Wojtka zostanie odsłonięty 18.05.2014 r. w 70 rocznicę bitwy pod Monte Cassino.
W 2011 r. browar Beartown z Congleton wprowadził na angielski rynek piwo „Wojtek" z etykietą przedstawiającą niedźwiedzia niosącego pocisk. Piwo trafiło także na rynek polski, można je dostać w niektórych sklepach w Lublinie i Warszawie.

Łukasz Wierzbicki, autor książki „Dziadek i Niedźwiadek”
Opowieść o niedźwiedziu, który poszedł na wojnę, zna nawet sam książę Karol. Dlaczego jednak jest tak mało popularna nad Wisłą, w kraju, dla którego walczył niezwykły miś? Sytuację tę postanowił zmienić Łukasz Wierzbicki, pisząc książkę dla dzieci pod tytułem „Dziadek i Niedźwiadek".W październiku 2013 roku w Polskiej Szkole przy Ambasadzie RP w Wiedniu odbyło się spotkanie z autorem i promocja wyżej wymienionej książki. Spotkanie, w którym udział wzięli uczniowie klas 4 i 5, pokazało, jak ważna jest nauka historii od najmłodszych lat, szczególnie zaś wśród dzieci urodzonych już poza granicami kraju. Po zakończeniu spotkania rozmawialiśmy z Łukaszem Wierzbickim.

Skąd wziął się pomysł na napisanie książki o Wojtku, na poruszenie akurat tego wątku z bogatej historii Polski?
– Gdy poznałem historię Wojtka, pomyślałem: dlaczego nie wiedziałem tego wcześniej, dlaczego nikt mi tego nie opowiedział, nie uczono o tym w szkole. Postanowiłem dowiedzieć się wszystkiego sam, przeczytałem chyba wszystkie dostępne publikacje i materiały. Pomyślałem, że tak fantastyczna historia musi ujrzeć światło dzienne.
Jest to jednak książka dla dzieci. Nie myślał Pan także o napisaniu czegoś poważniejszego, dla dorosłych, wśród których historia niedźwiedzia również nie jest zbyt popularna?
– Nie, nie jestem historykiem, więc nie mógłbym podjąć się napisania książki dla dorosłych. „Dziadek i Niedźwiadek" to książka dla dzieci, aczkolwiek nie jest pozbawiona faktów historycznych, pojawiają się w niej rzeczywiste postaci, takie jak chociażby gen. Anders czy Hanka Ordonówna. Starałem się jednak załagodzić w książce obraz wojny, pokazać coś innego niż okrucieństwo i przemoc. Chciałem pokazać historię przyjaźni, ukazać zabawne, dobre momenty. Oczywiście w książce jest wojna i niebezpieczeństwo, ale jako że jest to książka dla dzieci, jej obraz jest dla nich dostosowany, jednak bez wypaczania faktów.
A jaka jest reakcja dzieci, czy są zainteresowane, jak Pan to odbiera?
– Zwykle na początku przed wykładem zadaję pytanie: czy lubicie historię? Jak można się domyślić, pada chóralna odpowiedź : nie, to nudne. Wtedy mówię, iż zadam to pytanie za 45 minut, gdy wysłuchacie mojej historii. Myślę więc, że to historia misia Wojtka, tak niesamowita, a przecież prawdziwa, wpływa na zmianę ich myślenia. Historia uczona w szkole może być nudna dla dzieci. Dlatego postanowiłem napisać książkę o Wojtku. Miś staje się maskotką, dzieci chętniej uczą się historii w taki sposób. Zapoznanie się z historią niedźwiadka, który poszedł na wojnę, ma być swego rodzaju furtką. Poprzez książkę i tego typu spotkania chcę tę furtkę otworzyć, pokazać, że historia może być ciekawa i w ten sposób zachęcić dzieci do zgłębiania jej na własną rękę.
Dziś jest Pan w Wiedniu, polskie szkoły są jednak także w innych krajach, czy był Pan także ze swoją książką w innych placówkach?
– Tak, oczywiście, nie jest to pierwsze tego typu spotkanie, byłem w polskiej szkole w Edynburgu, w Holandii, a nawet w Australii. Myślę, że to potrzebne, bo gdy zadaję podczas spotkań pytania, dzieci nie zawsze znają odpowiedzi, historia uczona jest na różnym poziomie, dlatego ważne jest, by dzieci przez opowieści takie jak ta o misiu Wojtku zaczynały interesować się przeszłością.


Joanna Majewska, Polonika nr 227/228, grudzień 2013/styczeń 2014

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…