Miłosierdzie jest potrzebne

Artur Dziurman w spektaklu "Brat naszego Boga", fot. M. Michalski

 Artur Dziurman – aktor teatralny i filmowy, także reżyser. Związany z Teatrem Starym w Krakowie.

 

Wystąpił w wielu filmach, m.in. „Klanie", „Ojcu Mateuszu", „Czasie honoru", „Generale Nilu", czy "1920.Wojnie i miłości". Założyciel prywatnego teatru Scena Moliere'a, pubu i restauracji.

 

Do Wiednia przyjechał jako reżyser i aktor, by w Piwnicy Takt pokazać polonijnej publiczności sztukę Karola Wojtyły „Brat naszego Boga", inspirowaną biografią malarza Adama Chmielowskiego, który porzucił sztukę, by jako Brat Albert pomagać biednym. Obok zawodowych aktorów w spektaklu występują aktorzy amatorzy z dysfunkcją wzroku.

Czy był to pierwszy spektakl Waszego teatru dla publiczności polonijnej?
- Tak, dla Polonii był to pierwszy spektakl, natomiast wcześniej występowaliśmy na międzynarodowym festiwalu w Zagrzebiu. Był to festiwal teatrów osób niewidomych, w którym udział wzięło wiele grup z Europy, Ameryki i innych zakątków świata. Dla nas była to bardzo dziwna sytuacja, ponieważ spektakl nie był wcześniej audiosubskrybowany ani specjalnie streszczany dla publiczności przed występem, okazało się jednak, że spektakl został świetnie przyjęty przez międzynarodową publiczność. Było to dla nas wyznacznikiem, że tę sztukę możemy przedstawiać publiczności za granicą.

Jakie znaczenie ma fakt, że autorem sztuki jest Karol Wojtyła? Czy wypowiadane na scenie słowa nabierają innego znaczenia?
- Ogromne znaczenie ma fakt, że dwa miesiące temu papież Benedykt XVI ogłosił datę beatyfikacji Jana Pawła II, w tym momencie to przedstawienie nabrało niesamowitego rozpędu i wiele osób zgłasza się do nas z zapytaniem o możliwość zorganizowania występu. Obecnie jesteśmy jedynym teatrem, który gra „Brata naszego Boga" w Polsce. Obecnie do końca października mamy sprzedanych ponad trzydzieści wystawień.

Papież jest tak bardzo znany w świecie, a sztuka mówi o pomocy jednego człowieka innemu człowiekowi, mówi o tym, żeby spojrzeć na drugiego człowieka z miłosierdziem. Słowa, które padają w tej sztuce są dzisiaj bardzo aktualne i o zasięgu światowym. Ten dramat był wcześniej i jest teraz, on się nie zmienia, a miłosierdzie jest potrzebne w każdej chwili i każdym zakątku świata. Słowa wypowiadane w tej sztuce są wieczne.

W tym spektaklu występuje piętnastu aktorów z dysfunkcją wzroku. Są to osoby niewidzące, niedowidzące i z innymi wadami wzroku. Poza tym występuje tu troje aktorów zawodowych. Ważne dla naszej grupy jest to, że ten spektakl gramy z sukcesem. To daje nam największą satysfakcję. Jesteśmy właśnie po przedstawieniu w Piwnicy Takt, gdzie ponad sto osób oklaskiwało na stojąco przedstawienie, co było dla aktorów rzeczą najważniejszą, że ta myśl papieża Jana Pawła II i ich gra była tak wspaniale przyjęta.

Czy trudno jest zagrać rolę Brata Alberta i jak wygląda praca z aktorami amatorami z dysfunkcją wzroku?
- Brata Alberta gra zawodowy aktor, mój przyjaciel z akademii teatralnej w Krakowie sprzed dwudziestu lat, Maciej Jackowski, który jest etatowym aktorem teatru im. Juliusza Słowackiego i z nim nie było żadnych problemów. Magda Sokołowska, Iwona Chamielec i Jasiek Leśniewski są to mniejsze postacie, które są w ten spektakl wkomponowane. Oni wszyscy potraktowali swoje role w bardzo dobrym stylu aktorskim.

Dla osób z dysfunkcją wzroku to była wycieczka na Mount Everest. Z tymi osobami pracuję od ośmiu lat i na początku wystawialiśmy łatwe sztuki dla dzieci, takie jak „Pchła szachrajka" czy „ Lis Witalis" - to było wszystko raczkowaniem w sztuce aktorskiej, aż do spektaklu „Dzikie łabędzie", kiedy nagle musieli się nauczyć ze sobą współpracować, a następnie pracować ze sobą animatorsko i improwizacyjnie, czyli grać i podgrywać. Tu weszliśmy na płaszczyznę wzajemnych relacji. Wszyscy wykonali gigantyczną pracę, wręcz domagali się kolejnych prób, gdy zbliżała się premiera. Na dwa tygodnie przed wystawieniem sztuki, żeby czuć się pewnie, wszyscy przychodzili dwa razy dziennie na próby. Potrafili stanąć na deskach i stać się prawdziwymi aktorami i partnerami profesjonalistów w sztuce Karola Wojtyły.

Na czym polega aktualność tego dramatu, jak można go odnieść do wyborów przeciętnego człowieka?
- Trudny jest temat stosunku współczesnego człowieka wobec drugiego człowieka, ponieważ zanika chęć pomocy potrzebującym, zanika szlachetność i lojalność wobec bliźnich. Jeśli tym przedstawieniem uda się nam jednego czy dwóch ludzi skłonić ku takiemu myśleniu, to będzie to duży sukces. Teatr jest zawsze teatrem i my opowiadamy pewną historię wymyśloną, skonfabulowaną w naszej wyobraźni. Jeśli ktoś wychodzi z naszego przedstawienia z jakąś refleksją, to na pewno będzie to myśl o pomocy drugiemu człowiekowi. To przedstawienie powinno uczyć, edukować, a jeżeli nie, to przynajmniej dać powód do refleksji: a może jednak spróbuję coś naprawić i od nowa zacznę relacje z drugim człowiekiem, a może nie będę już takim, jakim byłem do dzisiaj.
Dlatego wrócę do początkowego stwierdzenia: jeśli się uda jednego człowieka nawrócić, to już będzie to duży sukces.

Rozmawiał Mariusz Michalski, Polonika nr 196, mai 2011

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…