Golden Vienna

Złoto dominuje w wiedeńskiej architekturze: złote fasady, kopuły, pozłacane pomniki, kościoły. Właśnie ten kolor eksponuje na swoich unikatowych fotografiach wiedeński fotograf polskiego pochodzenia, Thomas Salamonski. Rozmawiamy z nim o niezwykłej technice fotografii połączonej z malarstwem i o jego drodze do sukcesu.


Jak Pan się przygotowywał do wystawy, która ma uczcić 150. rocznicę wiedeńskiej Ringstrasse?
– Pomyślałem, że pierwsza dzielnica to wspaniałe budowle, należy więc zrobić coś ciekawego. Pierwszym pomysłem było przygotowanie książki. Znajomy powiedział: Po co wydawać książkę, skoro możesz zrobić całą wystawę? I zabrałem się do pracy. Na Ringstrasse znajduje się 16 bardzo ważnych budynków. Na początku sfotografowałem wszystkie budowle w stylu panoramicznym, co oznacza zrobienie od kilkudziesięciu do kilkuset zdjęć jednego obiektu. Niektóre szczególnie ważne budowle, jak np. Opera, Parlament czy Ratusz, ukazałem z różnych perspektyw. Na wystawie zostanie wystawionych około 25 obrazów prezentujących dany motyw, w limitowanym nakładzie pięciu sztuk. W sumie wybrałem kwintesencje obiektów, z uwagi na ich cechy architektoniczne, jak i historyczne, mającą znaczenie dla Ringstrasse i pasującą do tematyki jubileuszu.
Otwarcie wystawy zaplanował Pan z dużym rozmachem. Czy wszystko pokrył Pan ze swoich własnych środków?
– Tak, wystawa jest sfinansowana z środków prywatnych. Jest to moja pierwsza wystawa w Wiedniu, dlatego chciałem przygotować się do niej profesjonalnie. Wszystko po to, aby zainteresować szerokie grono odbiorców. Zaproszeni zostali ludzie ze świata sztuki oraz polityki, a także osoby zainteresowane moją fotografią i najbliżsi znajomi. Wystawa odbędzie się w zaprzyjaźnionym studiu fotograficznym, Foto Fayer, które również w tym roku obchodzi swój jubileusz 90-lecia istnienia. Wystawę otworzy pani Ursula Stenzel, przewodnicząca rady 1. dzielnicy Wiednia. Każdy obraz będzie wystawiony na sprzedaż, a ceny będą wahać się od 500 euro do 1000 euro i wzwyż.
Oprócz jednego obrazu, który wystawia Pan na aukcję.
– Tak, jeden z obrazów postanowiłem wystawić na aukcję, z czego dochód zostanie przeznaczony na cele charytatywne. W połowie na Fundację Pani Ani – Psychoterapeutyczna Rehabilitacja Dzieci Chorych Onkologicznie oraz Österreichische Kinder-Krebs-Hilfe- Survivors. Aukcja będzie przebiegać bardzo profesjonalnie, bo poprowadzi ją osoba z domu aukcyjnego Dorotheum. Obraz wystawiony na aukcję został stworzony tylko w jednym egzemplarzu, będzie to więc unikatowe rękodzieło.
Jak wygląda proces tworzenia takiego rękodzieła? Robi Pan fotografię i co dalej?
– Najpierw mam wizję jako fotograf, potem zaczynam obejmować to obiektywem. Robię dużo zdjęć i składam je w formacie panoramy. Później, za pomocą specjalnych programów graficznych, przerabiam zdjęcia na komputerze, aby wyglądały jak malowane akwarelą. Następnie zanoszę do drukarni i dostaję je z powrotem na ciężkim, starym płótnie. Na koniec zaczynam pracować ze złotem.
To chyba nie jest prawdziwe złoto?
– Owszem jest, ale w postaci płatków. Zawiera 80% czystego złota. Gruntuję miejsca, w których chcę położyć kruszec, a następnie bardzo cienkim i delikatnym pędzelkiem nakładam złoto na płótno. Zwracam uwagę na to, aby miejsca, w których moja wizja nie przewiduje złota, zostały tak jak w oryginale. Złoto w dodatku fantastycznie konserwuje obraz, po nałożeniu jest już nieścieralne.
Ile trwa proces tworzenia jednego obrazu?
– To zależy od wielkości obrazu, koncepcji i zdjęcia. Może trwać dwa dni, a może tydzień lub więcej. Największa panorama, którą zrobiłem, składała się ze 157 zdjęć. Po złożeniu zdjęcie zajmowało 5 GB. Trzeba było oczywiście później wszystko obrobić. Zdobienie złotem też wymaga czasu.
Fotografował Pan już Barcelonę, Budapeszt, Madryt, Istambuł, Sycylię, Indonezję. Zdaje się, Chiny były Pana największym projektem.
– Tak, właściwie od Chin wszystko się zaczęło. Wyjechałem w grupie trzech fotografów w celu sfotografowania nowo powstałego miasta, które Chińczycy w ciągu 10 miesięcy zbudowali na piasku. Zrobiliśmy świetne zdjęcia, ale czegoś mi w nich brakowało. Wtedy zacząłem myśleć, co mogę zrobić, żeby te zdjęcia były jeszcze ciekawsze. I wykorzystałem technikę złocenia. Później w Wiedniu przygotowaliśmy obrazy i wysłaliśmy je do Chin. Zorganizowana została specjalna wystawa przez Ambasadę Chińską. Wszystko było zrobione z dużym rozmachem. Moje obrazy spotykały się z wielkim zainteresowaniem i zachwytem. Wystawa ta była krokiem milowym na drodze do usamodzielnienia się w tej dziedzinie. Udało mi się wydać dwie książki, co było istotne ze względów marketingowych. Stałem się rozpoznawalny.
A teraz zaprosili Pana do Azerbejdżanu…
– Zostałem zaproszony do Baku, aby zrealizować podobny projekt jak ten w Chinach. Władze Azerbejdżanu wraz z firmą będącą światowym potentatem produkcji oleju i gazu wysłały do mnie specjalne zaproszenie. Będzie to projekt dla miasta, a obrazy zostaną później wystawione w Wiedniu w Ambasadzie Azerbejdżanu i w Azerbejdżańskim Centrum Kultury. Wszystko oczywiście w mojej technice ze złoceniem.
Dlaczego akurat fotografia?
– Od zawsze mnie pasjonowała. Zacząłem robić zdjęcia, gdy miałem 12 lat. Dostałem wtedy pierwszy aparat, była to rosyjska kamera marki Lomo. Ojciec robił zdjęcia hobbistycznie i od niego się uczyłem, przyglądałem się jego pracy i w taki sposób się rozwijałem. Później skończyłem 5-letnie liceum plastyczne. Po skończeniu szkoły musiałem iść do pracy. Podjąłem pracę w branży IT i telekomunikacji. Ale miałem też inne prace. Malowałem dla prywatnych osób w domu, a także podczas publicznych czy firmowych eventów. Malowałem przeróżne przedmioty: hełmy, deski snowboardowe, jak również i całe wnętrza, np. jeden z wiedeńskich klubów, co zajęło mi dwa miesiące. Cały czas robiłem też zdjęcia. Ale jak teraz patrzę na swoje zdjęcia z przeszłości, to ich nie poznaję. Mój styl uległ zmianie, rozwijam się.
Może nie jest Pan już fotografem, a malarzem artystą?
– Nie zamykam się i nie szufladkuję. Jestem otwarty na nowe wyzwania. Moja partnerka powiedziała mi kiedyś bardzo mądre słowa: Idź do przodu, nie cofaj się. Zawsze byłeś kreatywny. Przejdź tę barierę lęku i rób to, co kochasz. Robię to właśnie teraz. Jestem artystą i fotografem – czyli... artografem.

 

Rozmawiała Małgorzata Dróżdż, Polonika nr 245, czerwiec 2015

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…