Wiedeńskie orkiestry w zasięgu ręki polskiej dyrygentki

- Ja tak naprawdę nie wybrałam emigracji. Nie wyjechałam dlatego, żeby już nigdy nie wrócić, czy dlatego, że coś mnie od Polski odpychało. Wyjechałam wyłącznie po to, żeby studiować tu w Wiedniu, a potem przywieźć tę wiedzę z powrotem do kraju.

 


Zawsze chciałam i wciąż chcę wrócić do Polski. Dopóki jestem jednak w Wiedniu, staram się promować naszą polską muzykę – mówi w wywiadzie dla „Poloniki” młoda dyrygentka Marta Gardolińska, warszawianka odnosząca muzyczne sukcesy w Wiedniu.

Kiedy zainteresowałaś się muzyką?
– Jest taka anegdota rodzinna, że zanim nauczyłam się chodzić, to gdy słyszałam muzykę, chwytałam się czegokolwiek, wstawałam i zaczynałam podrygiwać. W pewnym sensie zawsze reagowałam więc na muzykę, dlatego też rodzice posłali mnie do szkoły muzycznej pierwszego stopnia. Jako dziecko zawsze bardziej interesował mnie jednak sport i równolegle z nauką w szkole muzycznej trenowałam akrobatykę, skoki na trampolinie, pływanie, ale też grałam w koszykówkę, biegałam i tańczyłam. Sportu zawsze było w moim życiu bardzo dużo, to jest mój żywioł.
Wybrałaś jednak studia z dyrygentury symfonicznej, a to dosyć nietypowe w przypadku młodej dziewczyny.
– W szkole muzycznej drugiego stopnia miałam obowiązkowe zajęcia z chóru. Zajęcia te prowadziła profesor Katarzyna Sokołowska, świetna dyrygentka i pedagog. To ona zaproponowała mi zajęcia dodatkowe z dyrygentury. Okazało się, że taki rodzaj ekspresji jest dla mnie bardzo naturalny, dlatego profesor Sokołowska zasugerowała mi studiowanie dyrygentury chóralnej. Dyrygentura symfoniczna była wyborem typowo ambicjonalnym – egzaminy wstępne na ten kierunek mają renomę jednych z najtrudniejszych. Poza tym te parę lat temu przekonanie, że kobiety nie mogą dyrygować orkiestrą, było jeszcze dość rozpowszechnione. Ja postanowiłam zrobić dokładnie to, na co rzekomo nie miałam szans, i aplikowałam nie na dyrygenturę chóralną, ale właśnie na dyrygenturę symfoniczną. Chciałam wszystkim udowodnić, że przyjmą mnie na te studia. Tak się też stało, a dopiero z upływem czasu zrozumiałam, o co w tym wszystkim chodzi, i postanowiłam, że to będzie mój zawód.
Czy jako kobieta dyrygentka nie czujesz się trochę dyskryminowana?
– Niestety, co jakiś czas tak. Nikt otwarcie nie mówi mi: „Nie możesz dyrygować, bo jesteś kobietą” – tak nie wypada. Ale te sugestie się czuje. Wielokrotnie miałam takie sytuacje, w których na samym starcie byłam mniej szanowana, niż szanowany byłby mój kolega. Zazwyczaj wychodzi to jednak ze strony profesorów i jury konkursowych, a nie od strony orkiestry. Muzycy są bardziej otwarci i więcej niż płeć liczą się dla nich wiedza i kompetencje osoby, która przed nimi stoi.
Jak na tak młody wiek, zdobywasz wiele nagród muzycznych. A jak odebrałaś otrzymanie nagrody „Wybitny Polak w Austrii” przyznawanej przez „Polonikę”?
– To był dla mnie ogromny zaszczyt! Jak tylko dowiedziałam się o tej nagrodzie, niesamowicie się ucieszyłam. Pomyślałam jednak, że chodzi o kategorię Młody Polak, bo poza tym, że promuję mój kraj za granicą, to czuję się młodo! Okazało się jednak, że nagroda została mi przyznana w dziedzinie kultury. Bardzo, bardzo się z tego cieszę! Szczególnie dlatego, że ja tak naprawdę nie wybrałam emigracji. Nie wyjechałam dlatego, żeby już nigdy nie wrócić, czy dlatego, że coś mnie od Polski odpychało. Wyjechałam wyłącznie po to, żeby studiować tu w Wiedniu, by nauczyć się czegoś nowego, a potem przywieźć tę wiedzę z powrotem do kraju. Zawsze chciałam i wciąż chcę wrócić do Polski. Dopóki jestem jednak w Wiedniu, staram się promować naszą polską muzykę. Wprowadzam ją w programy koncertów, rozmawiam o niej z zagranicznymi muzykami, przypominam im o tym, że Polska ma wielu wspaniałych kompozytorów, o których – jak się często okazuje – mało kto za granicą słyszał. Dlatego bardzo mnie cieszy, że to, co robię, zostało zauważone!
Jak reagują obcokrajowcy, słysząc utwory polskich kompozytorów?
– Polska muzyka ma pewne cechy, które Polakom wydają się naturalne. Szczególnie jeśli chodzi o specyficzną polską melodykę – dla obcokrajowców nie jest ona tak oczywista jak dla nas, przez co melodia często okazuje się trudna do interpretacji. Mimo to polskie utwory za każdym razem spotykają się z bardzo dobrym przyjęciem zarówno publiczności, jak i orkiestry. Bardzo mnie ten fakt cieszy. Moi muzycy podchodzą do prób z ciekawością i podekscytowaniem, kiedy mogą zagrać coś polskiego, coś innego. Śmieją się z kolei, kiedy uczę ich wymowy nazwisk kompozytorów: Lutosławski, Karłowicz… Jest to zawsze pierwsza trudność do pokonania na próbie.
Słyszałam o planach wydania płyty z Twoim partnerem, Alfredo Ovallesem.
– Właśnie skończyliśmy akcję crowdfundingową (crowdfunding to forma finansowania np. projektów kulturowych, przez zainteresowaną danym projektem społeczność – przyp. red.). Udało nam się zebrać 111% sumy, którą zakładaliśmy! Prawie wszystko jest już gotowe, płyta nazywa się „Transoceanic”, a głównym jej autorem jest właśnie mój partner i wspaniały pianista, Alfredo Ovalles. Ja pracowałam przy nagraniu jako producent muzyczny – to taki rodzaj doradztwa muzycznego, bycie „dodatkowym uchem” artysty, który nagrywa w studio. Bardzo istotnym elementem tej płyty będzie jej szata graficzna, nad którą pracuje grafik Josh Graham. Artysta znany jest z projektów dla takich artystów jak Jay-Z czy Madonna. Liczymy na to, że najpóźniej jesienią tego roku płyta będzie już dostępna w sprzedaży.
Podobno Twój partner mówi coraz lepiej po polsku! Czy planujecie w przyszłości przeprowadzkę do Polski bądź Wenezueli, kraju Alfredo?
– Planujemy przeprowadzkę do Polski! Najchętniej już za rok, ponieważ zdradzę, że za rok bierzemy ślub. Alfredo będzie teraz uczęszczał na intensywny kurs języka polskiego. Jeśli chodzi o przeprowadzkę czy nawet wizytę w Wenezueli, jest to na chwilę obecną absolutnie niemożliwe, z powodu panującej tam sytuacji politycznej. Za sprawą agresywnej dyktatury dzieje się tam naprawdę bardzo źle i jest coraz niebezpieczniej. Nawet Alfredo nie był już od wielu lat w domu.
Ale do Polski przeprowadzi się chętnie?
– Bardzo chętnie! On bardzo dużo czyta, szuka informacji o moim kraju. Czasem mówi mi o takich rzeczach, o których nawet ja nie wiedziałam. Zawstydza mnie! Bardzo chcemy znaleźć czas na podróże po Polsce.
Jak to się w ogóle stało, że znalazłaś się w Wiedniu? Podobno to za sprawą wymiany studenckiej Erasmus?
– Tak, bardzo chciałam skorzystać z możliwości wymiany i wyjechać. Dzięki rodzicom zawsze wiedziałam, jak ważne jest poznawanie języków obcych, innych kultur. Kiedy byłam mała, dużo razem podróżowaliśmy, rodzice zapraszali również zagranicznych znajomych, tak żebyśmy (razem z bratem) oswajali się z przebywaniem wśród obcokrajowców. To były bardzo ważne doświadczenia.
Szlaki emigracyjne przetarł mój starszy brat, Kuba, który kilka lat przede mną studiował w Wiedniu architekturę. Dzięki temu to miasto nie było mi na początku aż tak obce i on bardzo mnie wspierał w moich zmaganiach z nowym środowiskiem. Obecnie mieszka i prowadzi biuro architektoniczne w Tajlandii.
Dzięki wyjazdowi przekonałam się między innymi, że bardzo wiele można się nauczyć czerpiąc z innych środowisk muzycznych oraz językowych. Muzyka ściśle połączona jest z językiem, jego melodyką, akcentowaniem. Osoba niemieckojęzyczna będzie więc naturalnie frazowała inaczej niż Polak.
Myślisz, że zaszłabyś tak wysoko, jeśli zostałabyś w Polsce?
– To bardzo trudne pytanie, a odpowiedź na nie jest smutna, bo wydaje mi się, że jednak nie. Bardzo kocham Polskę i zawsze staram się ją promować i jej bronić, ale to Wiedeń jest stolicą światowej muzyki klasycznej. Nie tylko Warszawa czy Kraków nie mają szans się do tego miasta porównywać, ale również większość innych światowych metropolii. Ogromna liczba turystów przyjeżdża do Wiednia, by wydawać duże pieniądze na koncerty muzyki klasycznej, a miasto zdobyte w ten sposób sumy przeznacza właśnie na rozwój muzyki klasycznej – i koło się zamyka. Każdy ważniejszy kompozytor przewinął się kiedyś przez Wiedeń i wciąż tak jest. W związku z tym Wiedeń to taki „kocioł”, w którym można bardzo dużo się nauczyć. Poza tym zawsze jest szansa na zdobycie tu znajomości, które być może pozwolą nam na wybicie się, na rozpoczęcie kariery. W Polsce czy w innych krajach byłoby to na pewno trudniejsze.

Zapraszamy na najbliższe koncerty: 8 czerwca 2017 oraz 21 i 22 czerwca 2017 roku.

Rozmawiała Weronika Jakubowska, Polonika nr 260, marzec/kwiecień 2017

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…