Szukanie siebie

W ramach tegorocznego Festiwalu Wiener Festwochen 2005 gościł w Wiedniu warszawski teatr Rozmaitości ze spektaklem „Dybuk”. Rozmawiamy z reżyserem sztuki, Krzysztofem Warlikowskim.

 

Czy dobrze cię definiuję jako reżysera, który przez postaci swoich sztuk mówi o poszukiwaniu. Korzeni? Prawdy? Miłości? „Dybuk” nie jest przecież tylko epitafium dla świata żydowskiego, który uległ zagładzie...
- Tak, to nie tylko temat żydowski:„Dybuk”, który w naszej wersji jest splotem starej legendy opowiedzianej przez Szymona Anskiego i współczesnego reportażu Hanny Krall - to traktat o duszy i ciele. Zmysłowość sąsiaduje tu z mistycyzmem. To jest podróż przez ciało, ale i przez wnętrze duchowe...
O jakiejkolwiek twojej realizacji teatralnej pomyślę, to szeroko pojęte poszukiwanie jest zawsze pierwszoplanowym wątkiem: w inscenizacjach szekspirowskich, w „Poszukiwaniu straconego czasu” według Prousta, „Oczyszczonych” Sary Kane...
- Pewnie coś w tym jest...tylko pamiętaj też, że to nie jest tylko moje własne, prywatne poszukiwanie. Pracując w teatrze nie pracuję sam: pracuję przecież z ludźmi, praca aktorów nad sztuką uruchamia w nich ich własne emocje, które też są jakimś poszukiwaniem ich samych. Praca nad sztuką to jest najpierw moja percepcja ludzi, z którymi współpracuję. Rozmawiam z nimi, obserwuję, aż zobaczę w nich jakąś energię, głód czegoś. I razem próbujemy to rozwijać. Aktor musi mieć świadomość tego, o czym mówi, musi więc wyznawać jakąś ideologię życiową. Wydaje mi się, że tak jak ja jestem zaangażowany w świat, tak samo ci aktorzy są zaangażowani. Nie znoszę, kiedy aktor przychodzi na próbę i oczekuje, że ja mu powiem, co ma grać. On musi przetrawić postać przez siebie. Musi znaleźć siebie w niej.
Ostatnia twoja inscenizacja, „Krum” Hanocha Levina jest kolejnym etapem poszukiwania, twoim własnym i bardzo osobistym...
„Krum” to jest opowieść o powrocie do domu po latach z emigracji, na której się nie udało. I to po raz kolejny, bo najpierw nie udało się „u siebie”. To jest opowieść o artyście, który myśli, że ten banał swojego własnego pełnego porażek życia, który kiedyś opisze, to materiał, dzięki któremu stanie się słynny. To opowieść o 40-letnim niezrealizowanym człowieku zawieszonym jakoś w kosmosie, bo bez rodziny, bez dzieci, w perspektywie umierającej matki, czyli bez czegoś co po tobie następuje i bez kogoś kto ciebie urodził. To taki człowiek, który jest na płaszczyźnie życia nie zrealizowany, nie znajdujący pełni.
Czy fakt, że żyłeś życiem emigranta przez parę lat, był dla ciebie dodatkowym bodźcem zrobienia tej sztuki?
- Ja byłem „od zawsze” emigrantem życiowym. Gdy miałem 18 lat to wyjechałem z domu, ze Szczecina i już nigdy nie wróciłem. Mam wrażenie, że to było najważniejsze zerwanie w moim życiu; jak dotąd nie było powrotu. Chciałem, robiąc ten spektakl, przywołać, wydobyć z siebie coś, co zrobiłem sam jako bardzo młody człowiek: odciąłem się od korzeni. Chciałem zejść jak po drabinie po tej tematyce społecznej, zaangażowanej w poszukiwania w każdej sferze, aż do powrotu do korzeni czy też własnej tożsamości płciowej. Zszedłem tu do bardzo prywatnego człowieczka w sobie, który na takiej płaszczyźnie życia pyta: jak to jest, kiedy w pewnym momencie wyczerpują się ideologie życia, które ciebie popychały, gdy byłeś młody, zbuntowany przeciw swojemu narodowi, religii, przeciwko braku tolerancji, braku otwarcia na to, kim jesteśmy i braku zrozumienia samych siebie.
Jak szukałeś siebie i własnej tożsamości jako emigrant? Czy to poszukiwanie jest celem życia?
- Tak, choć pewnie nie zawsze jest to w tym samym stopniu radykalne... Ale w moim przypadku było tak, że zmieniłem miejsce, ale też świadomie się odciąłem od wszystkiego, co było moim domem. Nie potrafiłem jeszcze wtedy współbyć. Dopiero teraz, koło 40-tki zaczynam sobie stawiać pytania o matkę, o swoje miejsce jako człowieka, spełnienie tego człowieka, czyli mnie - jakaś kariera, czy sukces..Te wszystkie rzeczy po prostu przyszły, są i właściwie to jeszcze bardziej obnażają czy dotykają człowieka, który jest jakoś coraz bardziej obolały. Odkrywam to w sobie. Im więcej ta świadomość pracuje, tym bardziej staje się to jakieś gorzkie.
Idąc do tego celu stwierdzasz, że ta droga się wydłuża zamiast skracać?
Na to wygląda...


Rozmawiała Dorota Krzywicka, Polonika 126/127, lipiec/sierpień 2005

Krzysztof Warlikowski, wybitny reżyser polski. Jednym z najważniejszych autorów w teatrze Warlikowskiego jest Szekspir. Wystawił dotychczas 11 jego sztuk. Od kilku lat związany z warszawskim teatrem „Rozmaitości”, reżyseruje na całym świecie. Odznaczany wielkrotnie w Polsce i zagranicą, ostatnio we Francji zaszczytnym Orderem Kawalera Kultury przyznawanym w uznaniu zasług dla światowej kultury.

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…