Czy ją pokochają?

Halka Stanisława Moniuszki po raz pierwszy w Wiedniu.

Kończy się właśnie Rok Stanisława Moniuszki, ustanowiony przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej z okazji 200-lecia urodzin kompozytora. W całym kraju odbywały się z tej okazji koncerty popularyzujące muzykę autora pięknych pieśni o wpadających w ucho melodiach, w tym powszechnie znanej Prząśniczki. Chyba każde polskie dziecko kojarzy tytuł Halka i nie trzeba być w Polsce obeznanym w muzycznej materii melomanem, żeby umieć zanucić początek jednej z najbardziej znanych arii z tej opery: Szumią jodły na gór szczycie.

Ale tak jest tylko w Polsce. Poza granicami naszego kraju nazwisko Stanisława Moniuszki nikomu poza specjalistami nic nie mówi. Dobrze więc, że jubileusz dwusetnych urodzin stał się pretekstem do wystawienia Halki w Wiedniu. Inscenizacja w Theater an der Wien będzie austriacką prapremierą opery powstałej w połowie XIX wieku!

Dlaczego dopiero teraz? Można powiedzieć, że Moniuszko po prostu miał pecha: nie licząc studiów muzycznych w Berlinie i – już po napisaniu Halki – podróży do Pragi i Paryża, spędził całe życie w zaborze rosyjskim. Władzom carskim nie było na rękę propagowanie twórczości polskiego kompozytora, zwłaszcza że w swych utworach wykorzystywał on rytmy i melodie polskiego folkloru z taką intensywnością, że uważa się go dziś za ojca polskiej opery narodowej. Kiedy zaś Polska odzyskała niepodległość, w Europie święcili triumfy Strawiński, Ravel i Schönberg, zaś muzyka Moniuszki dla XX-wiecznych melomanów trąciła myszką. Czy teraz Halka, najbardziej lubiana w Polsce opera tego kompozytora, spodoba się w Wiedniu? Czy Austriacy ją pokochają?
Trudno powiedzieć, dlaczego Moniuszko wybrał na miejsce akcji swojej opery polskie góry, w których nigdy nie był. Sam urodził się w 1819 roku w Ubielu, położonym dziś na terenie Białorusi majątku rodzinnym Moniuszków, 50 km na południowy - wschód od Mińska. Ojciec kompozytora był przedstawicielem litewskiej szlachty, matka zaś Ormianką. Żył i tworzył w Wilnie, potem w Warszawie. Moniuszko nie słyszał też nigdy muzyki góralskiej: znał ją jedynie z zapisów nutowych, prawdopodobnie tych dokonanych przez niestrudzonego badacza polskiego folkloru Oskara Kolberga. W partyturze Halki znajdziemy jeden taniec góralski w III akcie (dodany podobno tuż przed premierą...), dominują polonezy i mazury, a więc rytmy taneczne niemające nic wspólnego z Podhalem ani nawet z muzyką okolic Krakowa.

Inspiracją do napisania Halki była ludowa opowieść o uwiedzionej góralce, streszczona kompozytorowi przez późniejszego autora libretta Włodzimierza Wolskiego. Podobno Moniuszko zainteresował się regionem południowej Polski, czytając o krwawych wydarzeniach roku 1846 w Galicji. Opera powstała wkrótce po wygaśnięciu powstania krakowskiego, którego przywódcy próbowali przyciągnąć chłopów obietnicami zniesienia poddaństwa. Urzędnicy austriaccy słusznie byli zaniepokojeni, że zjednoczenie warstw społecznych mogłoby rzeczywiście doprowadzić do sukcesu ruchu narodowo-wyzwoleńczego. Chcąc temu zapobiec, Austriacy rozsiewali wśród chłopów plotki jakoby właściciele ziemscy nie tylko nie zamierzali ich uwłaszczać, ale wręcz planowali zaostrzyć pańszczyznę. Tragicznym punktem kulminacyjnym tych prowokacji stała się rzeź galicyjska pod wodzą Jakuba Szeli, której ofiarą padły tysiące, często z najwyższym okrucieństwem, pomordowanych ziemian.
Zresztą, kiedy dwa lata później, w 1848 roku Stanisław Moniuszko zaprezentuje w ratuszu w Wilnie koncertowe wykonanie pierwszej, dwuaktowej wersji Halki, w zaborze austriackim przeprowadzane będzie zniesienie pańszczyzny...
Historyczne konotacje Halki z Austrią są więc niezaprzeczalne, jednak trudno przypuszczać, żeby realizatorom inscenizacji w Theater an der Wien zależało na nawiązywaniu do nich. Nie tylko dlatego, że nie miałoby sensu wytykanie gospodarzom konfliktu sprzed półtora wieku, który się przyczynił jedynie do umiejscowienia akcji opery, ale także dlatego, że owe zaszłości nie wnoszą nic do historii nieszczęśliwie zakochanej góralki.

Zaprezentować Halkę w Austrii warto z pewnością ze względów muzycznych. Wprawdzie trudno tej operze konkurować z powstałymi w tym samym czasie arcydziełami rówieśników Moniuszki, na przykład Rigolettem i Traviatą Verdiego lub Lohengrinem i Tannhäuserem Wagnera. Jednak nie można polskiemu kompozytorowi odmówić ogromnej inwencji i umiejętności snucia pełnych wdzięku, łatwo wpadających w ucho melodii. Ale czy austriacka publiczność ma oczekiwać barwnego folklorystycznego widowiska?
 Mariusz Treliński, reżyser inscenizacji moniuszkowskiej opery w Theater an der Wien, rozwiał wątpliwości dziennikarzy przybyłych na konferencję prasową, stwierdzając: publiczność austriacką może w Halce zainteresować to, co jest ponadczasowe, uniwersalne, a więc tragiczny trójkąt miłosny i konflikt społeczny. Czas akcji przeniesiemy w lata 70. ubiegłego wieku. Akcja umieszczona jest w hotelu, do którego przybywają goście z wyższych sfer na zaślubiny Zosi, córki bogatego i wpływowego stolnika, z Januszem, ukochanym Halki, która z kolei, podobnie jak obdarzający ją nieodwzajemnionym uczuciem Jontek, należy do obsługi hotelowej.
Również dyrygent Łukasz Borowicz odpowiedzialny za stronę muzyczną podkreślił: chcemy pokazać uniwersalną historię, nie robić pokazu polskiego folkloru. „Sprzedaną narzeczoną” Bedřicha Smetany też niekoniecznie się wystawia jako ludowe widowisko.
Kostiumy Doroty Roqueplo i dekoracje według projektów od lat współpracującego z Trelińskim słowackiego scenografa Borisa Kudlički powstają w Warszawie, jako że wiedeńska inscenizacja jest koprodukcją z warszawskim Teatrem Wielkim i przeniesiona zostanie do Warszawy, choć z częściowo zmienioną obsadą.

Wybitna obsada to coś, co z pewnością przyciągnie tłumnie wiedeńską publiczność na operę Moniuszki! Dość powiedzieć, że dwie główne role męskie powierzono gwiazdom o światowej sławie, niedawno uhonorowanym zaszczytnym tytułem Kammersänger polskim śpiewakom. W postać nieszczęśliwie zakochanego w Halce Jontka wcieli się Piotr Beczała. W roli Janusza, niewiernego egoisty, który dla splendoru, jakie mu da małżeństwo z bogatą panną, porzuci ciężarną góralkę, usłyszymy Tomasza Koniecznego. Jako Zosię, narzeczoną Janusza, zobaczymy mieszkającą od lat w Wiedniu Natalię Kawałek, którą widzowie Theater an der Wien mieli okazję oklaskiwać w niejednej produkcji operowej. Natomiast w tytułowej roli obsadzona została Amerykanka Corinne Winters, która na pytanie dziennikarzy, czy nie miała kłopotów z nauczeniem się partii Halki w obcym dla niej języku, odpowiedziała: śpiewałam już po chińsku, a ze słowiańskich języków także po czesku i rosyjsku, więc polski nie stanowił dla mnie problemu. Przygotowywałam się do tej roli pod kierunkiem znakomitego coacha językowego Teatru Wielkiego w Warszawie. Język polski ma bardzo emocjonalny, wyrazisty rytm, co znakomicie pomaga równie emocjonalnej muzyce Moniuszki. Uwielbiam polskie „rrrrrrrrrrrrrrrrrr”!
Piotr Beczała potwierdził skwapliwie nienaganną polszczyznę amerykańskiej śpiewaczki. Wybitny śpiewak wspomniał też, że już przed sześcioma laty był inicjatorem rozmów na temat wprowadzenia Halki na scenę wiedeńskiego teatru muzycznego i że szczególnie napawa go radością, że udało się zebrać zespół tak wybitnych realizatorów, którzy zapewnią wysoki poziom austriackiej prapremiery.
Trzymajmy więc kciuki!

Dorota Krzywicka-Kaindel, Polonika nr 275, listopad-grudzień 2019

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…