Konkurs na autorskie tłumaczenie wiersza Juliana Tuwima

Laureaci konkursu, jury i goście honorowi, fot. M. Mansoory
11.10.2013 r. w Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym im. Jana III Sobieskiego przy Ambasadzie RP w Wiedniu odbył się wieczór poświęcony Julianowi Tuwimowi, w czasie którego ogłoszone zostały wyniki konkursu na autorskie tłumaczenie wiersza J. Tuwima.

 

Konkurs  zainicjowany został przez ambasadora RP w Austrii, Artura Lorkowskiego.  Wzięło w nim udział 76 uczniów, spośród nich wyłoniono 15 laureatów i wyróżnionych w 3 kategoriach wiekowych. Nagrody ufundowane przez Ambasadę RP w Wiedniu oraz Polską Organizację Turystyczną w Wiedniu wręczyli ambasador RP, Artur Lorkowski oraz dyr. Włodzimierz Szeląg.
Jury w składzie: Joanna Ziemska, Liliana Madelska, Hanna Kaczmarczyk, Urszula Lichtenwagner, Anna Narloch -Medek  zgodnie podkreśliło wysoki poziom i oryginalność tłumaczeń.
Gratulacje dla wszystkich laureatów i uczestników konkursu!

Lista laureatów: 

Liceum Ogólnokształcące
1. Mateusz Siuda – „Dom"
2. Katherine Szymańska – „O nas zakochanych"
3. Sebastian Mzyk „Nauka"
Wyróżnienie: Isabell Szymańska

Gimnazjum
1. Agata Scholz „Pan Tralaliński" i Mariusz Nitecki „Słoń Trąbalski"
2. Laura Michalski „Okulary"
3. Viktoria Ćwierz „Zosia Samosia"
Wyróżnienie: Dominika Kozioł „Cuda i dziwy"

Szkoła podstawowa
1. Katherina Meierhoff „Spóźniony słowik"
2. Julian Dragan „Okulary" i Krystian Gluc „Okulary"
Wyróżnienie: Stefan Majcher „Pstryk"

 

Spóźniony słowik
Płacze pani Słowikowa w gniazdku na akacji,
Bo pan Słowik przed dziewiątą miał być na kolacji,
Tak się godzin wyznaczonych pilnie zawsze trzyma,
A już jest po jedenastej -- i Słowika nie ma!
Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,
Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,
Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,
A na deser -- tort z wietrzyka w księżycowym blasku.
Może mu się co zdarzyło? może go napadli?
Szare piórka oskubali, srebrny głosik skradli?
To przez zazdrość! To skowronek z bandą skowroniątek!
Piórka -- głupstwo, bo odrosną, ale głos -- majątek!
Nagle zjawia się pan Słowik, poświstuje, skacze...
Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!
A pan Słowik słodko ćwierka: "Wybacz, moje złoto,
Ale wieczór taki piękny, ze szedłem piechotą!"

Die verspätete Nachtigall
Katharina Meierhoff, Grundschule, 6 B
Im Nest auf der Akazie weint Frau Nachtigall,
Denn ihr Mann sollte vor neun beim Abendessen sein.
So pünktlich, wie er immer ist...
Es ist schon nach elf und sie fragt sich, wo er wohl ist.
Alles wird kalt! Ein Süppchen aus Fliegen auf Abendtau
Sechs gefüllte Gelsen auf Maiglöckchenschaum,
Ein gegrillter Schmetterling gewürzt mit Schatten aus dem Wald – sehr dicht
Und für das Dessert – eine Windtorte im Mondschein – sehr schlicht.
Vielleicht ist ihm etwas passiert? Vielleicht wurde er bestohlen?
Vielleicht haben sie ihm seine grauen Federn ausgerissen
oder seine goldene Stimme gestohlen?
Es ist aus Eifersucht! Das war sicher die Nachtigall mit seiner Kinderschar,
die seine Stimme stahl.
Federn – egal, die wachsen nach, aber die Stimme – einfach genial!
Plötzlich erschient Herr Nachtigall, hüpfend und pfeifend ...
Wo bist du gewesen? Wo bist du geflogen? Wegen dir weine ich so verzweifelt!
Doch Herr Nachtigall zwitschert süß: „Entschuldige, mein Liebling,
aber der Abend war so schön, dass ich zu Fuß ging."

Dom
Wybuduję tobie dom zielony,
Dom zielony, bielony, brzozowy,
Do połowy winem ocieniony,
Malowany słońcem do połowy.
A w tym leśnym, w tym drzewnym kościele
Będzie kwitnąć twoje białe żeństwo,
Tam sprawimy wesołe wesele,
Odprawimy drzewne nabożeństwo.
Ledwo błyśnie i zapadnie ranek
Rosą, miętą, ptakami, oskołą,
Rozgłaskana wyśmiejesz na ganek
I zawołasz daleko, wesoło!
Do rozpuku odśmieję się w borze
I przybiegnę zadyszany w goście,
I szeroko ramiona otworzę
Dwojgu piersi w owocnym rozroście.
Będę z ziemi rósł wygałęziony,
Jeden z tobą, jak drzewne rodzeństwo,
I w gałęzie twych ramion wpleciony,
Wrosnę, wrosnę w twoje białe żeństwo!

Haus
Mateusz Siuda, Lyzeum, 1. Klasse
Ich bau' dir ein grünes Haus
Grünes Haus, aus Birkenholz, gebleicht,
Bis zur Hälfte in des Weines Schatten
Bis zur Hälfte mit Sonne bemalen.
Und im Wald, dieser Holzkirche,
Wird deine weiße Heirat blüh'n,
Dort feiern wir eine glückliche Hochzeit,
Und einen hölzernen Gottesdienst.
Kaum blinkt und kommt der Morgen
Mit Tau, Minze, Vögeln, Birkensaft,
Erscheinst du fröhlich auf der Veranda,
Und rufst laut und glücklich heraus!
Ich fang an im Wald zu lachen,
Und komme angerannt zu Besuch,
Verschnauft öffne ich weit meine Arme
Und umarme dich herzinniglich.
Ich werde aus der Erde wachsen,
Eins mit dir, wie Baumzwillinge
Und in die Äste deiner Arme verheddert,
Wachse ich, wachse ich in deine weiße Heirat!

O panu Tralalińskim
W Śpiewowicach, pięknym mieście,
Na ulicy Wesolińskiej
Mieszka sobie słynny śpiewak,
Pan Tralisław Tralaliński.
Jego żona - Tralalona,
Jego córka - Tralalurka,
Jego synek - Tralalinek,
Jego piesek - Tralalesek.
No, a kotek? Jest i kotek,
Kotek zwie się Tralalotek.\
Oprócz tego jest papużka,
Bardzo śmieszna Tralalużka.
Co dzień rano, po śniadaniu,
Zbiera się to zacne grono,
By powtórzyć na cześć mistrza
Jego piosnkę ulubioną.

Gdy podniesie pan Tralisław
Swą pałeczkę - tralaleczkę,
Wszyscy milkną, a po chwili
Śpiewa cały chór piosneczkę:
"Trala trala tralalala
Tralalala trala trala"
Tak to pana Tralisława
Jego świetny chór wychwala.
Wyśpiewują, tralalują
A sam mistrz batutę ujął
I sam w śpiewie się rozpala:
"Trala trala tralalala!"

I już z kuchni, i z garażu
Słychać pieśń o gospodarzu,
Już śpiewają domownicy
I przechodnie na ulicy:
Jego szofer - Tralalofer
I kucharka - Tralalarka
Pokojówka - Tralalówka,
I gazeciarz - Tralaleciarz,
I sklepikarz - Tralalikarz,
I policjant - Tralalicjant,
I adwokat - Tralalokat,
I pan doktor - Tralaloktor,

Nawet mała myszka
Szara Tralaliszka,
Choć się boi kotka,
Kotka Tralalotka,
Siadła sobie w kątku,
W ciemnym tralalątku,
I też piszczy cichuteńko:
"Trala-trala-tralaleńko..."

Über Herrn Lalaler
Agata Scholz, Gymnasium, 2. Klasse
In dem wunderschönen Singdorf,
Auf der Glückendorfer Straße
Wohnt der wohl bekannte Sänger
Mit dem Namen Lalaler.
Seine Frau – Lalarau,
Seine Tochter – Lalalochter,
Und sein Sohn – Lalalohn,
Und der Hund – Lalalund,
Und 'ne Katze? Gibte es auch
Diese Katze – Lalalatze
Außerdem ein Papagei,
der lustige Lalalei.
Jeden Tag nach dem Frühstück
Versammeln sie sich,
Um für ihren großen Meister
Zu singen sein Lieblingslied.
Wenn Herr Lalalaus,
Hebt den Stab – Lalalab,
Sind alle sehr leis
Und singen dann die Weis:
„Lala lala lalalala,
Lalalala lala lala!
Sie loben lauthals
Herrn Lalalaus.
Singen, singen, lalalingen,
Und der Meister hebt den Stab,
Und tut selber heiter singen:
„Lalalala lala lala!"
Aus der Küche, vom Zweisitzer
Tönt das Lied vom Hausbesitzer,
Alle Hausbewohner singen
Die Passanten auch erklingen:
Sein Chauffeur – Lalaleur,
Und die Köchin – Lalalöchin,
Zimmermädchen – Lalalädchen,
Zeitungsmann - Lalalann,
Der Verkäufer – Lalaläufer
Polizist – Lalaist,
Advokat – Lalalat,
Und der Arzt – Lalalarzt,

Auch die kleine Maus,
Alte Lalalaus,
Hat zwar Angst
Vor der Katze Lalalatze,
Sitzt nun in der Ecke,
Der dunklen Lalalecke,
Und piepst leise im Takt
Lala lala lalalalalakt.

Słoń Trąbalski
Był sobie słoń wielki - jak słoń.
Zwał się ten słoń Tomasz Trąbalski.
Wszystko, co miał, było jak słoń!
Lecz straszny był Zapominalski.
Słoniową miał głowę i nogi słoniowe,
I kły z prawdziwej kości słoniowej,
I trąbę, którą wspaniale kręcił,
Wszystko słoniowe - oprócz pamięci.
Zaprosił kolegów słoni na karty
Na wpół do czwartej.
Przychodzą - ryczą: "Dzień dobry, kolego!"
Nikt nie odpowiada,
Nie ma Trąbalskiego.
Zapomniał! Wyszedł!
Miał przyjść do państwa Krokodylów
Na filiżankę wody z Nilu:
Zapomniał! Nie przyszedł!
Synek nazywa się Biały Ząbek,
A ojciec woła: "Trąbek! Bombek!"
Córeczce na imię po prostu Kachna,
A ojciec woła: "Grubachna! Wielgachna!"

Herr Trombant
Mariusz Nitecki, Gymnasium, 2. Klasse
Es war einmal ein Elefant,
Sein Name war Tom Trombant.
Vor großen Sachen war er besessen,
Aber viele Dinge hat er gleich vergessen.
Kopf und Füße hatte er elefantenartig,
Auch sein Rüssel war gewaltig.
Mit dem er auch spielt ganz heftig,
Doch sein Gedächtnis war nicht so deftig.
Er lud seine Elefantenfreunde ein
Um halb vier oder auch halb drei.
Sie warten vor seinem Haus,
Doch keiner kommt bei der Tür heraus.
Herr Trombant ist nicht da –
Na super, na wunderbar!
Auf einen Becher Nilwasser aus dem Fluss
Kam er auch nicht, die dumme Nuss.

Auch die Namen seiner Kinder – Jan und Simone
Vergisst er und nennt sie Tochter und Sohne.

Pan Hilary
Biega, krzyczy pan Hilary:
"Gdzie są moje okulary?"
Szuka w spodniach i w surducie,
W prawym bucie, w lewym bucie.
Wszystko w szafach poprzewracał,
Maca szlafrok, palto maca.
"Skandal! - krzyczy. Nie do wiary!
Ktoś mi ukradł okulary!"
Pod kanapą, na kanapie,
Wszędzie szuka, parska, sapie!
Szpera w piecu i w kominie,
W mysiej dziurze i w pianinie.
Już podłogę chce odrywać,
Już milicję zaczął wzywać.
Nagle- zerknął do lusterka...
Nie chce wierzyć... Znowu zerka.
Znalazł! Są! Okazało się,
Że je miał na własnym nosie.

Die Brille
Übersetzung: Julian Dragan, Grundschule, 4 B
Herr Hilary läuft und schreit da und dort:
„Meine Brille ist fort!"
Die Hose und den Gehrock hat er schon abgesucht,
Auch im rechten und im linken Schuh hat er sie zu finden versucht.
Ausgeräumt hat er den ganzen Kasten,
Tut den Schlafrock und den Mantel abtasten.
„Skandal!" – schreit er – „ich glaub,
Jemand hat meine Brille geklaut!"
Unter dem Kanapee, über dem Kanapee,
Er sucht, er faucht, er keucht: „Oh weh!"
Er stöbert im Ofen und im Kamin – nicht drin.
Im Mäuseloch und im Klavier – nicht hier
Schon will er den Boden entfernen,
Schon will er es der Polizei melden.
Plötzlich schaut er in das Spiegelein
Und will's nicht glauben, guckt noch mal rein:
Er hat sie gefunden! Sie ist da! Es hat sich herausgestellt,
Dass die Brille sich auf seiner Nase aufhält!

Die Brille
Übersetzung: Krystian Gluc, Grundschule, 4 C
Herr Hilary läuft und schreit:
„Wo kann meine Brille sein?"
In der Hose, in der Jacke sucht er
Auch der linke und der rechte Schuh ist leer.
Alle Schränke hat er durchwälzt.
Greift auch in den Mantel, in den Pelz.
„Skandal!" – schreit er – „es ist nicht zu glauben,
Meine Brille mir zu rauben!"
Sucht unterm Sofa, auf dem Sofa
Überall, auch noch dort und da.
In dem Ofen, im Kamin.
Auch im Klavier und Mauseloch ist nichts drin.
Den Fußboden er aufreißen wollte,
Oder ob er die Polizei rufen sollte?
In den Spiegel blickt er plötzlich,
kaum zu glauben, staunt ergötzlich:
Oho, die Brille ist schon da!
Aha! Auf der eigenen Nase sitzt sie ja!

Die Brille
Laura Michalski, Gymnasium, 2. Klasse
Herr Hilary schreit schrille:
„Wo ist meine Brille?"
Er schaut in Hemd und Hose,
Ja, sogar in der Unterhose.
In dem Schrank steht alles auf dem Kopf,
Natürlich schaut er auch in den Topf.
„Katastrophe!" – so schreit er:
Ich finde meine Brille nicht mehr!"
Vor der Mauer, hinter der Mauer,
jetzt ist er schon richtig sauer!
Er läuft noch rasch in den Keller,
Vielleicht findet er sie dort schneller!
In dem Klo will er sie suchen.
Sogar die Polizei anrufen.
Auf einmal – sein Spiegelbild – „Ist das wahr?"
Er traut seinen Augen nicht, doch jetzt ist alles klar.
„Gefunden! Sie ist da!"
Die Brille ist auf seiner Nase. Hurra!

Zosia Samosia
Jest taka Zosia,
Nazwano ją Zosia-Samosia,
Bo wszystko "Sama! Sama! Sama!"
Ważna mi dama!
Wszystko sama lepiej wie,
wszystko sama robić chce,
Dla niej szkoła, książka, mama
nic nie znaczą - wszystko sama!
Zjadła wszystkie rozumy,
Więc co jej po rozumie?
Uczyć się nie chce - bo po co,
Gdy sama wszystko umie?
A jak zapytać Zosi:
- Ile jest dwa i dwa?
- Osiem!
- A kto był Kopernik?
- Król!
- A co nam Śląsk daje?
- Sól!
- A gdzie leży Kraków?
- Nad Wartą!
- A uczyć się warto?
- Nie warto!
Bo ja sama wszystko wiem
i śniadanie sama zjem,
I samochód sama zrobię
I z wszystkim poradzę sobie!
Kto by się tam uczył, pytał,
Dowiadywał się i czytał,
Kto by sobie głowę łamał,
Kiedy mogę sama, sama!
- Toś ty taka mądra dama?
A kto głupi jest!
- Ja sama!

Wichtig-Sein Sofia
Victoria Ćwierz, Gymnasium, 1. Klasse
Es gibt so eine Sofia,
man nannte sie Sofia Selbstlein,
Weil sie alles: „Ich! Allein!"
So eine Wichtig-Sein!
Alles weiß sie besser,
Alles will sie allein tun.
Für sie haben Schule, Buch, Mama
Keine Bedeutung – alles allein!
Sie hält sich für die Weisheit selbst!
Und was hat sie vom Verstand?
Lernen will sie nicht – wofür,
Wenn sie alles selber kann?
Wenn man Sofia fragt:
„Wie viel ist zwei und zwei?"
„Acht!"
„Und wer war Kopernikus?"
„Ein König!"
„Und was gewinnt man in Schlesien?"
„Salz!"
„Und wo liegt Krakau?"
„An der Warthe!".
„Und ist das Lernen wert?"
„Nichts wert!"
Weil ich alles besser weiß,
Und Das Frühstück kann ich allein essen.
Und ein Auto erfinde ich selbst,
Und mit allem komme ich zurecht!
Wer würde denn fragen, lernen,
Lesen, Wissen erwerben,
Wer würde sich den Kopf zerbrechen
Wenn ich alles alleine kann!
„Bist du ein so kluges Fräulein?
Und wer ist dumm?"
„ Ich – alleine!"

Cuda i dziwy

Spadł kiedyś w lipcu
Śnieżek niebieski,
Szczekały ptaszki,
Ćwierkały pieski.
Fruwały krówki
Nad modrą łąką,
Śpiewało z nieba
Zielone słonko.
Gniazdka na kwiatach
Wiły motylki.
Trwało to wszystko
Może dwie chwilki.
A zobaczyłem
Ten świat uroczy,
Gdy miałem właśnie
Przymknięte oczy.
Gdym je otworzył,
Wszystko się skryło
I znów na świecie
Jak przedtem było.
Wszystko się pięknie
Dzieje i toczy...
Lecz odtąd - często
Przymykam oczy.

Wunder und Mirakel
Dominika Kozioł, Gymnasium, 1. Klasse
Fiel einmal im Juli
Blauer Schnee,
Vögel bellten,
Hunde zwitscherten.
Kühe flogen
Über die blaue Weide,
Von dem Himmel
Grüne Sonne sang.
Nester auf Blumen
Flochten Schmetterlinge.
Das alles dauerte
Vielleicht zwei Momente.
Und ich sah
Diese reizende Welt,
Als ich gerade
Geschlossene Augen hatte.
Als ich sie öffneten,
hat sich alles verborgen,
Und auf der Welt
War alles wie zuvor.
Alles Schöne
Kommt und geht...
Aber seitdem schließe ich
Meine Augen oft.

O nas zakochanych

My - ze wszystkimi naszymi błędami,
Tu z jakąś winą, a ówdzie i z grzechem,
My, twardzi, szorstcy, nieprzejednani,
Z zaciśniętymi kamiennie pięściami -
Ach, mimo wszystko, jesteśmy uśmiechem,
Ziemi majowej szczęśliwym oddechem,
Słońcem młodzieńczym na świeżej polanie,
Świtem, pachnącym igliwiem leśnym,
Ust niecierpliwych słodkim pośpiechem -
- Oto, kto my jesteśmy.
I takich właśnie - błądzących często,
Gniewnych, zaciekłych w Ostatnim Boju,
Tu z błędem smutnym, tam z winą ciężką,
Trudnych, surowych, ugrzęzłych w znoju,
Takich nas wspomni wieczne Zwycięstwo,
Wspomną stulecia szczęścia, pokoju -
Ale tak wspomną, jak się wspomina
Ziemi majowej tchnienie szczęśliwe,
Świt przesycony leśnym igliwiem
I tę polanę... gdzie ta dziewczyna...
I ten wiersz do Niej... jak się zaczynał?...

Über uns, die Verliebten
Katarzyna Szymańska, Lyzeum, 3. Klasse

Wir – mit all unseren Fehlern
Hier mit einer Schuld, dort mit einer Sünde
Wir, harten, schroffen, kompromisslosen,
Mit steinig zusammengeballten Fäusten
Ach, trotz allem sind wir das Lächeln,
Der Maierde glücklicher Atem,
Die jugendliche Sonne in der frischen Lichtung,
Das Morgengrauen, nach einem Nadelwald riechend,
Der Lippen ungeduldige süße Eile –
Das ist, wer wir sind.

Und genau solche – die oft irren,
Wütend verbissen in der letzten Schlacht,
Hier mit einem traurigen Fehler, dort mit schwerer Schuld,
Schwierig, streng, in der Mühe versunken,
Als solche wird sich der ewige Sieg an uns erinnern,
Jahrhunderte des Glücks und Friedens werden sich erinnern –
Aber sie werden sich so erinnern, wie man sich
An den glücklichen Hauch der Maierde,
Das Morgengrauen überfüllt mit Nadelwald erinnert,
Und die Lichtung ... wo dieses Mädchen ...
Und das Gedicht für sie ... wie hat es begonnen?

Nauka

Nauczyli mnie mnóstwa mądrości,
Logarytmów, wzorów i formułek,
Z kwadracików, trójkącików i kółek
Nauczali mnie nieskończoności.
Rozprawiali o "cudach przyrody",
Oglądałem różne tajemnice:
W jednym szkiełku "życie w kropli wody",
W innym zaś - "kanały na księżycu".
Mam tej wiedzy zapas nieskończony;
2piR i H2S04,
Jabłka, lampy, Crookesy i Newtony,
Azot, wodór, zmiany atmosfery.
Wiem o kuli, napełnionej lodem,
O bursztynie, gdy się go pociera...
Wiem, że ciało pogrążone w wodę
Traci tyle, ile... etcetera.
Ach, wiem jeszcze, że na drugiej półkuli
Słońce świeci, gdy u nas jest ciemno!
Różne rzeczy do głowy mi wkuli,
Tumanili nauką daremną.

Wissenschaft

Sebastian Mzyk, Lyzeum, 3. Klasse

Sie lehrten mich Mengen an Weisheit,
Logarithmen und Formeln,
Aus Quadraten, Dreiecken, Kreisen
Lehrten sie mich die Unendlichkeit.

Sie sprachen von „den Wundern der Natur",
Ich beobachtete verschieden Geheimnisse:
In einem Glas „Das Leben im Wassertropfen",
In einem anderen – „Kanäle auf dem Mond".

Von diesem Wissen habe ich unendlichen Vorrat;
2 πR und H2SO4,
Äpfel, Lampen, Crooke's und Newton's
Stickstoff, Wasserstoff, Veränderungen in der Atmosphäre.

Ich weiß von der Kugel, mit Eis gefüllt,
vom Bernstein, wenn man ihn reibt...
Ich weiß, dass ein im Wasser eingetauchter Körper
So viel verliert, wie ... et cetera.

Ach, ich weiß noch, dass auf der zweiten Halbkugel
Die Sonne scheint, wenn es bei uns dunkel!
Verschiedene Dinge haben sie mir in den Kopf eingepaukt,
Verblendeten mich mit zweckloser Wissenschaft.

Kwiaty polskie - fragment

O, siwa mgło! O, srebrna mgło!
O, szara mgło! O, mgło bez końca!
Jakbym przez zadymione szkło
Przyglądał się zaćmieniu słońca:
Gdy się spacerem lekko szło -
O, gęsta mgło! wciąż gęstsza mgło! -
Sto razy tam i sto z powrotem
Pomiędzy Krótką i Nawrotem.
Przez welon łez, przez szary szron,
Najbliżej do rodzinnych stron,
Bo gdy tak mgliście jest, to właśnie
Tęsknocie lżej, wspomnieniom jaśniej.

Polnische Blumen – Ausschnitt
Iza Szymańska, Lyzeum, 3. Klasse
Oh grauer Nebel! Oh silberner Nebel!
Oh grauer Nebel! Nebel ohne Ende!
Als ob ich durch verrauchtes Glas
Die Sonnenfinsternis anschaute:
Als man angenehme spazierte –
Oh dichter Nebel! Immer dichterer Nebel!
Hundertmal hin und hundert zurück
Zwischen den Straßen Krótka und Nawrot.
Durch den Tränenschleier, durch grauen Reif,
Ist es der Heimat am nächsten,
Denn wenn es neblig ist, so ist es
Für die Sehnsucht leichter, für die Erinnerung heller.

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…