Jak oceniamy Austriaków?

Austriacy są komunikatywni i sympatyczni, fot. Kzenon
Czy lubimy Austriaków? Czy oprócz ciągłego narzekania na to, jacy są nudni i mało spontaniczni, dostrzegamy także ich pozytywne cechy? O tym, co myślimy o narodzie, z którym przyszło nam żyć, opowiedzieli nam nasi czytelnicy.

Ewa, lat 37
Austriacy, z którymi mam do czynienia na co dzień, to w większości ludzie po studiach, uprzejmi, ale nie serdeczni! O dobrej ogładzie towarzyskiej i o sporej tolerancji... Ale nie ma w nich tej słowiańskiej serdeczności, są bardziej rozważni i nie da rady z nimi zaszaleć, jak to mówimy w Polsce: „Jak się szlachta bawi, to na koszty nie patrzy". Mają tendencję do specjalizowania się w jednej rzeczy, a pozostałe niezbyt ich obchodzą, co sugeruje zawężone horyzonty. Są wśród moich znajomych ludzie o poglądach bardziej lub mniej alternatywnych, zaangażowani społecznie i ekologicznie, ale też tacy, których interesuje tylko wykazanie się w pracy. W przeszłości miałam różne doświadczenia, niestety nie tylko te fajne. Zdarzali się i oszuści żerujący na emigrantach. Bardziej rozumiem się z Austriaczkami, bo tutejsi mężczyźni nadal są dla mnie zagadką. Wydaje mi się, że Polacy są bardziej bezpośredni, ale to też nie jest regułą.

Grzegorz, lat 47
Jestem w Austrii od ponad dwudziestu lat. To prawda, że Austriacy nie są na pierwszy rzut oka serdeczni, spontaniczni i gościnni. Z czasem przestaje się odbierać pewne zachowania jako skierowane bezpośrednio przeciwko sobie. Oni po prostu tacy są i już. Musimy to zaakceptować, ponieważ żyjemy w ich kraju i nikt nas tu nie trzyma na siłę. Po tylu latach pobytu w Austrii polubiłem ich porządek i zorganizowanie. Austriacy mają kulturę jazdy samochodem, przestrzegają przepisów i nikomu nie spada korona z głowy, gdy przepuści innego kierowcę, żeby tamten mógł włączyć się do ruchu. Podoba mi się, że Austriacy przywiązują wagę do ekologii. Przestrzeganie przepisów i ogólny porządek dają obywatelom większe poczucie bezpieczeństwa. Kiedy człowiek się przyzwyczai do takiego luksusu, jak dobrze funkcjonujące w społeczeństwie przepisy, to potem dostaje świra, gdy jedzie do Polski i ma coś załatwić. Muszę przyznać, że pomimo wielu różnic i minusów bardzo lubię austriacką mentalność. Choć muszę też przyznać, że zaszaleć z Austriakami nie można, a przyjaźnie z nimi są raczej powierzchowne.

Emilia, lat 30
Nasuwa mi się momentalnie pierwsze pytanie: kogo rozumiemy pod pojęciem „Austriak"? Austriaków żyjących w tym kraju od dziada pradziada jest w rzeczywistości wcale nie tak wielu... Osoby z innym pochodzeniem niż austriackie, nawet żyjące tu już od wielu lat, zachowały przynajmniej częściowo swoją tożsamość narodową z „pierwszej ojczyzny", więc trudno tak naprawdę jednoznacznie ocenić mentalność austriackiego społeczeństwa. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę tylko tych rodowitych Austriaków, to wydaje mi się, że ogólnie żyją po prostu trochę inaczej niż na przykład my, Polacy. Mają inne podejście do prowadzenia domu czy przyjmowania gości (do czego do tej pory się nie przyzwyczaiłam i przyzwyczaić nie mogę). Mają również inne podejście do pracy i pieniędzy. Mnie osobiście podoba się to, że jeśli już muszą wybierać, to najczęściej wolą mieć gorszy samochód, tańsze mieszkanie, ale za to urlop 3 – 4 razy w roku. Wolą zatrudnić sprzątaczkę, a za to mieć więcej czasu dla siebie. Kwestia podejścia. Wśród Austriaków znajdziemy pewnie i tych „dobrych", i tych „złych" – jak w każdej innej narodowości. Na podstawie swoich znajomości skłaniam się jednak definitywnie do pozytywnej oceny tych ludzi: są bardzo komunikatywni, zabawni, przebojowi i sympatyczni. Przyjeżdżając kilka lat temu do Austrii, miałam wbite do głowy pewne stereotypy, których bardzo szybko się pozbyłam: Austriacy to nie brzydcy rudzielcy, to nie sfrustrowani nudziarze, i już na pewno nie wielcy nieudacznicy. Fakt faktem, że można spotkać i takich. Ale czy wśród Polaków albo innych nacji nie?

Anna, lat 35

Przez trzy lata pracowałam naukowo na jednej z austriackich uczelni. Jako jedyna musiałam dzielić biuro z koleżanką pochodzącą z Rumunii. Okazało się, że dzieliłyśmy je również ze sprzątaczką, która tam trzymała swoje sprzęty i papier toaletowy - myślę, że niepotrzebny jest tu komentarz. Nie zaprzyjaźniłam się również z ani jednym Austriakiem, tzn. z jednym tak, ale on się nie liczy, bo jest mężem Amerykanki, więc jak widać jest otwarty na nowości. Z nielicznymi wyjątkami, koledzy i koleżanki z pracy ograniczali się do zdawkowych powitań na korytarzach, ale nigdy nikt mnie o nic nie pytał, byli też tacy, którzy poznawali mnie na nowo przy każdym spotkaniu. W związku z tym, że praca naukowa jest pracą samotniczą, wcale nad tą sytuacją nie ubolewałam, ale byłam zaskoczona, ponieważ pochodzę z kultury znanej z gościnności, choć niekoniecznie otwartości. Zawodowo jestem zadowolona, wiele się nauczyłam i zyskałam, ale bardziej dzięki swojej pracy niż pomocy środowiska. Ogólnie rzecz biorąc wydaje mi się, że jeżeli mi było trudno się zintegrować w środowisku teoretycznie przynajmniej światłym i otwartym, to większości ludziom musi być jeszcze trudniej.

Maria, lat 34
Cechy, które mi się rzuciły w oczy nie są może wyjątkowo spektakularne, ale dla mnie są ważne, a gdy się z nimi spotkałam po raz pierwszy w wieku dwudziestu kilku lat miały szczególne znaczenie. Przede wszystkim celebracja życia, również tych całkiem małych rzeczy jak deska wędlin wiejskich czy wyprawa do lasu. To trudno przekazać, ale moi znajomi austriaccy (wtedy mieszkałam jeszcze w Polsce) do wszystkiego podchodzili z takim szczególnym, wtedy mi nieznanym namaszczeniem. W jakiś sposób przygotowywali się psychicznie na wszelkie sprawy w swoim życiu tak, że czegokolwiek się nie tknęli, było to przyjemne, a przynajmniej przebiegało zgodnie z planem.
Podoba mi się tutejszy porządek, choćby dzisiaj, wizyta w AKH, konkretny formularz, konkretny pokój i wyznaczony lekarz i określone schorzenie. Wychodząc miałam poczucie załatwienia dużej sprawy.
Mieszkam w otoczeniu ludzi młodych, otwartych może, dlatego łatwiej mi widzieć zalety. Mimo różnych sytuacji nigdy nie odczułam, żebym była w jakikolwiek sposób przez nich dyskryminowana, wręcz przeciwnie - spotykam się z sympatią i zainteresowaniem.

Zofia, lat 40


Mentalność Austriaków jest dla mnie nie do przeskoczenia! Są zamknięci w sobie, skryci i nieufni. Nie czuję się w pełni zintegrowana, chociaż mówię dobrze po niemiecku. Wcześniej myślałam, że nie mam austriackich przyjaciół, bo mówię słabo w ich języku, ale teraz wiem, że to nie ma nic wspólnego z językiem. Trudno się z nimi zaprzyjaźnić. Mam takie odczucia, że oni na początku, gdy rozmawiają ze mną twarzą w twarz, to są mili i poprawni, a w głębi duszy uważają się za kogoś lepszego. Będę zawsze dla nich „tylko Polką", czyli auslanderką, która jest człowiekiem drugiej kategorii.

Aleksander, lat 30
Na pierwszy rzut oka są zdystansowani i powściągliwi, na drugi rzut oka też. To chyba ich taka cecha narodowa, powolność, sceptycyzm, brak poczucia humoru i narzekanie, ale w narzekaniu Polacy są tacy sami, albo nawet gorsi. Trudno mi powiedzieć, co u nich lubię, mogę powiedzieć, co lubię w Austrii. To jest porządek, zorganizowanie, posiadanie praw, jako obywatel i użytkownik, świetną służbę zdrowia. Ach wiem już, co lubię! Często puszczają mimochodem rzeczy, do których ja też nie przywiązuję wagi. Na przykład sposób ubierania się, którego nikt nie krytykuję i nie obgaduje. Fajna jest też kultura celebrowania jedzenia, chodzenie do restauracji i picie dobrego wina.

Magdalena Marszałkowska, Polonika nr 205, luty 2012

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…