Przyjaźń na emigracji

fot. R. Kneschke
Stare przysłowie mówi, że rodziny się nie wybiera. Ale przyjaciół - owszem. Czy łatwo jest odnaleźć prawdziwą, bezinteresowną przyjaźń? Czy na emigracji jest to trudniejsze niż w ojczyźnie?

Gosia, lat 31
Do Austrii przyjechałam dziesięć lat temu, nie znałam wtedy języka niemieckiego, więc pierwsze znajomości zawierałam wyłącznie z Polakami. Bardzo tęskniłam za przyjaciółmi z Polski i zależało mi na tym, żeby móc pójść z kimś do kawiarni, pogadać, ot tak po prostu mieć do kogo buzię otworzyć. Szybko się jednak okazało, że czasem lepiej rozumiem się z ludźmi innych narodowości niż z Polakami. Miałam dość ciągłych rozmów o pieniądzach, pracy, co się opłaca itp. Do tego dochodziło obgadywanie, kto ile ma, kto kogo zdradza, czyli takie typowe polskie piekiełko. Na imprezy z Polakami musiałam przychodzić sama, nie mogłam przyprowadzić swojej koleżanki Hiszpanki, bo nikomu nie chciało się przechodzić na język niemiecki. Gdy nauczyłam się już języka, zaczęłam pracować w innych miejscach niż te, do których przylgnęła łatka „praca dla obcokrajowców". Dzięki temu poznałam wielu Austriaków. Moi współpracownicy okazali się ciekawymi osobami. Nigdy w mojej obecności nie padły żadne głupie słowa skierowane przeciwko obcokrajowcom. Jedna z moich najlepszych przyjaciółek to Eva, poznana w pracy Austriaczka. Czasem wydaje mi się, że ona mnie lepiej rozumie niż moje polskie koleżanki, więc jak widać, przyjaźń nie musi opierać się na wspólnych korzeniach. Nadal w moim kręgu znajomych są Polacy, ale staram się lepiej dobierać sobie towarzystwo, nie tak jak na początku mojej emigracji.

Ewa, lat 25
Do kręgu moich przyjaciół zaliczają się głównie Polacy. Z Austriakami nigdy nie miałam tak dobrego kontaktu, jak z rodakami. Myślę, że to wynika z naszej mentalności i poczucia humoru. Austriacy często nie rozumieją naszych kawałów, są mniej spontaniczni. Mam kilku znajomych Austriaków i to są bardzo mili ludzie, ale znajomości są bardziej powierzchowne. Możemy się spotkać od czasu do czasu, pójść razem do kina, ale nikomu z nich nie odważyłabym się opowiedzieć o swoich problemach z życia prywatnego. Czuję, że jest jakaś bariera, którą trudno im i mnie przełamać. Może potrzebują więcej czasu, żeby się otworzyć na nowe osoby? Z moimi polskimi przyjaciółmi mogę konie kraść. Może rozumiemy się lepiej dlatego, że mamy te same problemy emigracyjne? Najważniejsze jest jednak to, że żaden Austriak nie wie, jak to jest być „Auslanderem" w Austrii. Moje polskie przyjaciółki pomogły mi w wielu trudnych sytuacjach i wszystkie siebie wspieramy nawzajem jak siostry. Niestety, takich Austriaków, do których można zadzwonić o północy z problemem jeszcze nie poznałam, choć na pewno tacy też istnieją.

Agnieszka, lat 34
Przyjaźnię się zarówno z Austriakami, jak i z Polakami. Oprócz prawdziwych przyjaźni mam też wielu znajomych Austriaków, których znam z przedszkola moich dzieci. Często jest to sztuczne i wymuszone - dzieci się lubią, to trzeba się spotykać. W kamienicy mamy dwie rodziny polskie, ale niestety dosyć wiekowe, więc traktują mnie i męża jak swoje dzieci, dają nam mnóstwo rad i jest to w sumie bardzo miłe. Zaprzyjaźnione też mamy cztery rodziny austriackie po sąsiedzku - różne wiekowo, z dziećmi i bez. Spotykamy się co dwa tygodnie na winku w mieszkaniu u kogoś z nas. Rozmowy z nimi pozostają na długo w pamięci, bo z jednej strony są to ludzie otwarci na inne narodowości, a z drugiej znają dobrze mentalność austriacką. Mieliśmy rozmowę o tym, że dla Austriaków to już obojętne, czy jesteś Polakiem czy Turkiem - Ausländer to Ausländer. Często słyszę też, że jesteśmy narodem, który bardzo ciężko i rzetelnie pracuje, chce się zintegrować, dba o wykształcenie dzieci. Jest to dla mnie skarbnica wiedzy o postrzeganiu Polaków przez Austriaków. Najważniejszy jednak kontakt dla mnie, to moje polskie kumpele, przyjaciółki, babeczki, które poznałam najpierw na kursach niemieckiego. Ten babiniec jest najbliższy memu sercu.

Anna, lat 34
Myślę, że nieważne jest, czy jesteśmy na emigracji, czy mieszkamy w ojczyźnie, prawdziwą przyjaźń zawsze jest trudno znaleźć. Najważniejsze, żeby nie zamykać się w pewnych schematach. Im więcej osób się zna, tym łatwiej dobrać sobie krąg przyjaciół o tych samych poglądach i zainteresowaniach. Przyjechałam do Austrii kilka lat temu na studia i od samego początku miałam na uczelni kontakt zarówno z Austriakami, jak i ludźmi innych narodowości. Uwielbiam się spotykać z Polakami. Do rana możemy przerzucać się tekstami z „Misia", słuchać piosenek Maanamu i wspominać nasze dzieciństwo na komunistycznym trzepaku. Wiem, że są to przeżycia, których nie mogę dzielić z moimi międzynarodowymi przyjaciółmi. Z nimi mogę za to uczyć się nowych rzeczy, poprzez rozmowy poznawać inne kultury. W doborze znajomych nie dzielę ludzi na Polaków i resztę, tylko na to, czy się lubimy, czy możemy na siebie liczyć. Staram się patrzeć na to, jakim kto jest człowiekiem, a nie skąd pochodzi.

Majka, lat 29
Zauważyłam, że Austriacy są nastawieni dość sceptycznie do przyjaźni z Polakami, przypisując im stereotypowe cechy. Natomiast, jeśli się z nimi pracuje, ma się okazję z nimi pogadać i dać się poznać z dobrej strony - okazują się bardzo chętni do koleżeństwa, może nie przyjaźni, ale jednak stają się dobrymi znajomymi. Dużo łatwiej się zaprzyjaźnić z innymi emigrantami, bo każdy szuka na obczyźnie znajomych. Ja osobiście najbliżej się trzymam z ludźmi, z którymi pracowałam lub pracuję, bo poprzez wielogodzinne spędzanie godzin w pracy najlepiej się ich poznaje. Tak więc w mojej grupce są Polacy, ale też Anglicy, Węgrzy, Litwini, Grecy, Portugalczycy. Ale znam sporo Polaków, którzy kolegują się tylko z Polakami, często z powodu bariery językowej albo z braku możliwości wejścia w środowisko, w którym można ich poznać, czyli na przykład w pracy. Wydaje mi się, że często Polacy wolą spotykać się między sobą z lenistwa. Nie chce im się wychodzić poza swoje towarzystwo, mówić po niemiecku i postarać się o większe zintegrowanie ze środowiskiem austriackim.

Marta, lat 34
Z przyjaźnią na emigracji jest jak z każdą inną w życiu. Wszędzie rządzi się takimi samymi prawami. Albo jest, albo jej nie ma. Na emigracji jest tak samo. Różnice kulturowe bądź językowe nie mogą być przeszkodą dla prawdziwej przyjaźni, takiej na serio, a nie np. z facebooka. Przyjaźń to akceptacja, tolerancja, otwartość i ciekawość drugiego człowieka. W moim przypadku emigracja nie miała wpływu na przewartościowanie pojęcia przyjaźni. Jeżeli coś wpłynęło na inne jej postrzeganie to raczej mój wiek, przemijający czas. Im jestem starsza, tym większą wagę przywiązuję do jakości moich kontaktów. Czas spędzany z przyjaciółmi jest dla mnie ważny i cenny. Energia wkładana w pielęgnację przyjaźni jest nieodzowna dla jej rozwoju. Przyjaźni nie da się niczym zastąpić. Może na emigracja łatwiej sobie z tego zdać sprawę?

Magdalena Marszałkowska, Polonika nr 200, wrzesień 2011

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…