Kurnik i kartoflisko?

Co myślicie o polonijnych organizacjach? Czy należycie do nich? A jeśli nie – to dlaczego? Komu są one potrzebne? Czy te organizacje to skansen, zacofanie i nacjonalizmy, jak to często jest widziane z Polski? Takie pytania zadaliśmy na naszym profilu społecznościowym. Do dyskusji włączyła się Polonia z całego świata.

Anna – Wielka Brytania. Czasami słyszę opinię, że wszelkie stowarzyszenia polonijne przyczyniają się poprzez propagowanie bardziej folkloru niż polskiej nauki i kultury wyższej do pogłębiania stereotypów na temat Polski – że jesteśmy kurnikiem, kartofliskiem itp. Jako artysta muzyk zauważam niestety, że jest w tym trochę prawdy. Prosty przykład: 2013 rok został ustanowiony przez UNESCO rokiem Witolda Lutosławskiego, razem z byłym studentem wielkiego mistrza przygotowaliśmy wspaniały program koncertowy, którym Polonia, domy polonijne mogłyby uczcić rok naszego najwybitniejszego polskiego kompozytora. Każda z owych instytucji otrzymała propozycję z półrocznym wyprzedzeniem. Żadna nawet nie odpowiedziała na tę wiadomość – nie odmówiła, nie była zainteresowana... Mówiąc dosłownie „olała”. Natomiast w zapowiedziach imprez nie ma w ogóle wzmianki o tak wielkiej dla Polski uroczystości. O dziwo, większym zainteresowaniem cieszy się ona wśród instytucji zagranicznych. No więc do kogo mieć pretensje, że wizerunek polonijnych instytucji jest taki, a nie inny – skoro nawet kulturalnego „nie, dziękujemy” nie można się spodziewać.

Jolanta – Szwecja. Mieszkam 34 lata w Szwecji (w Malmö). Uważam, że nasza organizacja spełnia bardzo ważną rolę w życiu nas, Polaków za granicą. Organizowane są spotkania i zabawy. Przede wszystkim wspaniałe występy teatralne i kabarety. Podejrzewam, że nigdy bym tego nie zobaczyła, mieszkając w Polsce. Zawsze publika dopisuje i można nawiązywać nowe znajomości.
Kuba – Wielka Brytania. Dla mnie to kompletnie zbyteczne, nie lubię przynależeć do niczego ani do nikogo.

Irena – Włochy. Jestem współzałożycielką stowarzyszenia Assoc Italo Polacca Padova – 5 lat wdzięczności od jednej części Polonii i bardzo dużo od Włochów. Pozostała część Polonii? – to „Polacy” – niewdzięczni, gotowi do pomawiania, szukający tylko wtedy, kiedy potrzebują, a broń Boże, żeby coś dać, czy zrobić za darmo – wszystko im się należy. Myślę, że wiele osób, które chciały coś zrobić dla Polonii lub zrobiły, na pewno spotkało się z tym, z czym ja się zetknęłam. Niestety, nic nie powinno się robić za darmo! To co jest za darmo, nigdy nie będzie szanowane.

Alicja – USA. Patriotyzm albo się ma w sercu, albo niestety się go nie ma. Wprawdzie nie należę do żadnej organizacji, ale swoim postępowaniem staram się wyrobić wizerunek Polaka za granicą inny niż obiegowy (pijak, złodziej, niewdzięcznik itp.). Z własnego doświadczenia stwierdzam, że bardzo mało Polaków nie tylko za granicą, potrafi się integrować, pomagać sobie bezinteresownie. Często zapłatą za uzyskaną „darmową” pomoc jest niewdzięczność.To jest smutne. Ale na szczęście są jeszcze wśród nas „pozytywnie zakręceni”.

Zbigniew – Kanada. Każda organizacja ma na celu propagowanie czegoś. W przypadku organizacji polonijnych jest to propagowanie polskości, kultury polskiej i języka ojczystego. Niestety, Polacy w znakomitej większości wstydzą się tego i dlatego nie chcą należeć do takich organizacji, a szkoda, bo to naprawdę wielka rzecz. Popatrzmy na inne nacje, tam większość bierze sobie za honor kultywowanie swoich narodowych tradycji, propagowanie kultury. Cóż, musimy jeszcze jak widać do tego dorosnąć.

Wiesława – Bułgaria. Organizacja polonijna pozwala nam na wspólne utrzymywanie rodzimych tradycji, nie tylko świąt kościelnych, ale i narodowych, które – prawdę mówiąc – tak w pojedynkę trudno uczcić.

Teresa – Niemcy. Organizacje polonijne, przynajmniej w Północnej Westfalii, zazwyczaj skupiają towarzystwo wzajemnej adoracji. Fakt, organizują wspaniałe imprezy, spotkania kulturalne, ale żyją i funkcjonują zazwyczaj same dla siebie. Wielu Polaków, poza znajomymi, nawet nie wie o tym, że takie organizacje istnieją.
Michalina – Włochy. Każda grupa polonijna, nieważne w jakim jest się państwie, to – tak mi się wydaje – jest kawałeczkiem naszej ojczyzny. Możemy uciekać od swoich korzeni (domu, miasta, dzielnicy), ale Ojczyznę ma się jedną, jak swoją matkę.

 

Oprac. Patrycja Brzoza, Polonika nr 213, pażdziernik 2013

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…