Wstyd Polaka

Gdy jedziemy wiedeńskim metrem i słyszymy przeklinających rodaków, to wstydzimy się, tak jakby to była nasza wina.

 

Gdy słyszymy wyświechtane kawały – rodem z lat osiemdziesiątych ubiegłego – wieku o tym, że Polak ukradł auto, wściekamy się. Gdy polski polityk palnie jakąś gafę na światowej arenie politycznej, to jesteśmy zażenowani. Jako naród jesteśmy znani z wielkiego patriotyzmu. Zawzięcie bronimy dobrego imienia naszego kraju, a gdy jakiś rodak to dobre imię szarga, to się wstydzimy za obcego nam człowieka, jak za członka własnej rodziny. Co najczęściej wywołuje w nas uczucie zażenowania? Zebraliśmy kilka wypowiedzi naszych czytelników.


Marcin, lat 40
Jako kierowca najbardziej się wstydzę polskiego braku kultury jazdy. Polacy nie szanują innych kierowców, nie ma mowy o przepuszczaniu, zwalnianiu, każdy jest królem kierownicy i jest najmądrzejszy. Polacy łamią przepisy i szarżują, nie myśląc o tym, że jazda samochodem może zagrażać życiu. Jeśli ktoś taki chce sobie zrobić krzywdę, to proszę bardzo! Trzeba jednak pamiętać, że za kierownicą odpowiadamy też za życie innych osób.
Austria jest krajem tranzytowym i często widać samochody na polskich „blachach”. Kierowcy jeżdżą bez szacunku, każdy gra kozaka i czasem myślę, że z czystej przekory łamią przepisy, żeby pokazać, jacy są wyluzowani. Każdy chce udowodnić, że jest kierowcą Formuły 1. Szkoda tylko, że taki polski Schumacher zgrywa panisko, a jeździ jakimś starym, kilkunastoletnim gratem.
W Austrii mieszkam już bardzo długo i muszę przyznać, że się wstydzę polskiego braku higieny i dbania o schludny wygląd. Nie dotyczy to kobiet, bo Polki zawsze są zadbane, wyglądają świetnie i aż rzucają się tym w oczy na tle byle jak ubranych Austriaczek. Natomiast polskiego mężczyznę można poznać po ubraniu i zapachu. Idzie taki w jakiejś wyświechtanej kurteczce, w spodniach upapranych jakimś obiadem, z tłustymi włosami. W metrze często widzę takiego delikwenta i sobie myślę, że to chyba Polak. Dziura pod pachą, spodnie spadają z tyłka, paznokcie brudne, jakby ziemię kopał, nagle wyciąga telefon i oczywiście mówi po polsku! No i jak się nie wstydzić? A najbardziej to się dziwię tym pięknym, polskim dziewczynom. Idą razem z gościem za rączkę, ona na szpilkach, umalowana, uczesana, pachnąca, a obok taki cieć w wyciągniętym sweterku. I ten polski pogląd, że jeśli się facet perfumuje albo nie daj Boże chodzi do fryzjera, to pewnie „pedał”. Czyli lepiej żyć w smrodzie?
Aleksandra, lat 33
Zrobiliśmy się bardzo wymagający, czasem nieadekwatnie do sytuacji. Na zasadzie: płacę, więc wymagam – choćby to było kupowanie kebabów w budce przy dworcu kolejowym. A ja się zastanawiam, co oni o nas pomyślą, kiedy czytam wiadomości o tym, jak to Polacy znaleźli kolejny sposób, żeby oszukać. Na przykład przy płaceniu podatków, w pracy itp. To takie nasze wrodzone kombinatorstwo. Wstydzę się, gdy czytam, jak to znowu Polacy ukradli Niemcom jakieś samochody. No i te stereotypy, że Polak to pijak. Kiedy jestem za granicą, na pytanie, skąd pochodzę, odpowiadam, że z Polski – i wtedy sypią się pytania o moje możliwości alkoholowe. Jasne, że sami jesteśmy sobie winni, bo pijanych Polaków jest pełno, ale nie każdy pije wódkę o dziewiątej rano pod supermarketem.
Dorota, lat 26
Bardzo mi wstyd polskiej polityki, pogląd społecznych i braku tolerancji. Najbardziej się wstydzę, gdy o czymś donoszą zagraniczne media. Prawie się spaliłam ze wstydu, gdy po sieci krążyły zdjęcia polskiego polityka w brudnych butach, a jeden but był zawiązany poprutą sznurówką. Skandalem jest to, że polscy politycy nie znają języków obcych i często są ubrani tak, jakby byli jakimiś ubogimi krewnymi Europy. To się oczywiście zmienia na lepsze i tych przypadków jest coraz mniej, ale zawsze jakiś jeden oryginał się znajdzie. Niby nie powinno się zwracać uwagi na wygląd, ale przecież politycy reprezentują cały nasz kraj. Poza tym na uniwersytecie ciągle spotykam się z tym, że inni studenci wypytują mnie o Polskę, szczególnie o polski katolicyzm. Zawsze staram się bronić mojego kraju, ale sam fakt, że muszę to robić, jest denerwujący. I jeszcze jedna rzecz: poznałam dziewczyny, Polki, które choć w Polsce skończyły studia, to tu sprzątają i nawet po kilku latach nie mówią po niemiecku. Jak to się mówi, żadna praca nie hańbi, ale języka mogłyby się nauczyć. Tym bardziej, że są wykształcone. Taki brak ambicji w nauce języka to dla mnie szok. Chcą tu zarabiać pieniądze, a nawet nie mogą się wysłowić. Takim zachowaniem wystawiają Polsce w Austrii złą opinię.
Iza, lat 33
Polacy to dość ambitny naród – nie chcą wyjść na nieinteligentnych, nieobeznanych w temacie. Polacy są przewrażliwieni na swoim punkcie i mają wiele kompleksów. Często są bardzo spięci, bo boją się opinii innych, boją się wyjść na zaściankowych i małomiasteczkowych. Właśnie przez to najczęściej na takich wychodzą. Bo jeśli coś się robi na pokaz, to jest sztuczne. Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to porządki – tak prozaicznie. Przede wszystkim Polki mają „świra”, każda Polka, którą znam, łącznie ze mną, myśli o tym, żeby przed przyjściem gości wysprzątać mieszkanie na błysk, mimo że jest ono czyste! Bałagan i brud to przyczyna wstydu przedstawicieli również innych nacji, ale przez Polki jest chyba maksymalnie demonizowany. Często sprzątają do utraty tchu, dla zasady. Nawet tam, gdzie brudu nie ma, i tak trzeba wysprzątać. A wszystko dlatego, że inni mogą sobie coś pomyśleć, coś powiedzieć lub nas obgadać. Sama też się na tym łapię, że przed przyjściem gości sama dodatkowo niepotrzebnie się stresuję, bo się przejmuję tym, co sobie inni pomyślą.
To polskie obgadywanie chyba doprowadza do takich stresujących sytuacji. Każdy Polak wie, że gdy się odwróci plecami, to już ktoś go zaraz „obsmaruje”. To widać też w przyjmowaniu gości, starej sarmackiej tradycji, która od stuleci jest pielęgnowana w naszych domach, często nieświadomie. Na przykład takie znane „zastaw się, a postaw się”. Czasem to nie wygląda, jak szczera gościnność, taka prosto z serca, ale jak chęć pokazania się „stać mnie, mam gest”. Nie daj Boże pomyślą, że nie mam co podać gościom – musi być na bogato, choćby trzeba było wziąć kredyt.
Paweł, lat 31
Wstyd mi za Polaków, którzy ,przyjeżdżając tu, do pracy fizycznej, czują się zwolnieni z nauki języka albo chociażby podstaw poprawnej komunikacji po niemiecku, dając tym samym Austriakom podstawy do szerzenia poglądu, że jesteśmy niezbyt inteligentnym narodem nadającym się jedynie do sprzątania czy malowania ścian. Tym samym powstają uogólnienia, że Polacy są bez większej szansy na jakąkolwiek intratną, „czystą” pracę. Najbardziej denerwuje mnie to, większość Polaków, którzy mają rodziny w kraju, a tu są tylko ze względów zarobkowych, nie uczą się niemieckiego. Nie rozumiem tej ignorancji i takiego podejścia. Po co mi to – na budowie czy podczas sprzątania i tak nie będę potrzebował niemieckiego – twierdzą.
Sam obracam się w kręgu wykształconych, świetnie mówiących po niemiecku Polaków, a każdy z nich 8-10 lat temu zaczynał tu od ciężkich prac fizycznych, a teraz mają dobre pozycje, coś osiągnęli. Mam koleżanki, które zaczynały jako sprzątaczki, zarabiając tak, aby się utrzymać, ale zawsze miały ambicje i chciały osiągnąć coś więcej. Wiele z nich ma świetną pracę i są w pełni zintegrowane z tutejszą społecznością. Jednak tych Polaków, którzy sobie poradzili, zintegrowali się, „nie widać”, bo nie rzucają się tak w oczy. Widoczny jest zawsze ten, który psuje nam opinię. Na tysiąc inteligentnych Polaków mówiących dobrze po niemiecku, Austriak zauważy tego pijanego. Widać zawsze tego Polaka, który przeklina w metrze, i tego, który nie potrafi sklecić poprawnego zdania po niemiecku. Wstydzę się i jest mi przykro, gdy z ust Austriaków słyszę niepochlebne opinie na temat polskich zdolności integracyjnych. Chyba tego najbardziej się wstydzę.
Anna, lat 37
Ja osobiście staram się żyć po swojemu i nie przejmować się tym, co robią inni Polacy. Szanuję każdą opinię i uważam, że zawsze należy posłuchać, co mówią o nas inni, ale nie wszystko musi od razu stanowić wytyczne do dalszego życia. Uważam, że osiągnęłam całkiem sporo w czasie mojej emigracji. Idę cały czas do przodu i chyba w oczach Austriaków wychodzę raczej na plus, a przynajmniej tak to odczuwam. Ostatnią rzeczą powinien być wstyd, bo każdy powinien wstydzić się za siebie, no ale w praktyce wygląda to inaczej. Ja się chyba częściej wstydzę za innych Polaków niż oni sami za siebie! Wstydzę się za tych, którzy na Austriaków narzekają, że „Kasztany” są nietolerancyjni i beznadziejni. Denerwuję się, gdy słyszę te bajki, że mąż to w sumie nie pije wcale, oprócz tego, że kilka razy w tygodniu „strzeli sobie” kilka piwek do kolacji, a widać że kobieta ma siniaki. Jestem zła, ale nie mogę zrobić nic więcej niż się wstydzić i robić dobrą minę do złej gry. Nie każdy Polak jest taki i ja to wiem, jednak za rodaka się wstydzę. Jakbym spotkała brudnego, niechlujnego Austriaka czy Serba, to mnie by to nie wzruszyło. Jednak jako Polka czuję się fatalnie, widząc „naszych” na dnie.
Roman, 52 lata
Nie spotkałem się z sytuacją, w której musiałbym wstydzić się za swojego rodaka. Owszem, gdy przeczytam w gazecie, że Polacy coś ukradli, to nie jest to przyjemne, ale mam nadzieję, że moi austriaccy sąsiedzi znają moją uczciwość i wiedzą, że jeśli jeden jest złodziejem, nie znaczy, że inny też. W każdym społeczeństwie, narodzie, są osoby zachowujące się niezbyt dobrze, ale proszę zwrócić uwagę, że jeśli w brukowej, austriackiej gazecie piszą, że ukradł Polak, to podkreślają jego narodowość, a gdy ukradnie Austriak, to nie piszą, że jest Austriakiem.
To, czego się wstydzę, to takie polonijne „podsrywanie sobie” nawzajem, obgadywanie się, a czasami nawet chęć szkodzenia innym naszym rodakom przez czystą zawiść lub może brak jakiegoś pożytecznego zajęcia. Mam nadzieję, że Austriacy o tym nie wiedzą, a zresztą nie wiem, czy oni są lepsi, może tacy sami?


Małgorzata Jansen, Polonika nr 202, listopad 2011

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…