Jack Daniel's tylko dla twardzieli

Najdłuższa jaskinia w Austrii zwana Jack Daniel's, znajdująca się w Tennengebirge w Alpach Salzburskich, swą nazwę zawdzięcza polskim odkrywcom.

 

 

 

O zdobywcach niedosięgłych szczytów bywa w mediach zdecydowanie głośniej niż o grotołazach. Osiągnięcia alpinistów śledzi wielu, a najzagorzalsi kibice potrafią wymienić, kiedy i jakie ośmiotysięczniki zdobyli ich idole. Pamiętamy o wspaniałych sukcesach Jerzego Kukuczki, który jako drugi człowiek na świecie (po Austriaku Reinholdze Messnerze) zdobył wszystkie 14 ośmiotysięczników, podziwiamy też Wandę Rutkiewicz, która jako pierwsza Europejka stanęła na Mount Everest, a jako pierwsza kobieta w świecie – na ośmiotysięczniku uważanym za najtrudniejszy do zdobycia, czyli legendarnym K2, zwanym też Górą-Mordercą. Czcimy pamięć o ich tragicznej śmierci: Kukuczki w Nepalu, Rutkiewicz na stokach Kanczendzongi. Trzymaliśmy kciuki, kiedy austriacka himalaistka Gerlinde Kaltenbrunner w sierpniu 2011 roku wchodziła na K2, mając w ekspedycji Polaka Darka Załuskiego, który nie tylko wraz z nią zdobył ten trudny szczyt, ale też nakręcił znakomity film dokumentalny o tej wyprawie.

A grotołazi? Mało wiemy o ich dokonaniach. Nie kibicujemy ich ekspedycjom. O tym, że Polacy odznaczyli się wielokrotnie na tej niwie, a w Austrii są odkrywcami jednej z największych i najgłębszych jaskiń, dowiedziałam się przypadkiem, czytając humorystyczną wzmiankę w prasie. Chodziło o fakt, że ta rozgałęziona skalna grota zwie się Jack Daniel's, a piszący o tym dziennikarz zastanawiał się, dlaczego nazwano ją na cześć marki znanego alkoholu.

Whiskey z Tennessee?
Szczerze mówiąc od razu pomyślałam, że to musi być polski żart. Może dlatego, że pamiętałam stareńki polski dowcip o dwóch agentach amerykańskich, którzy „wykończyli" Borysa Jelcyna, a byli nimi... Johnny Walker i Jim Beam. Ha ha. Śmiechy śmiechami, ale sprawdzić trzeba. Usłużny internet wyrzucił odpowiedź w ciągu kilku sekund: owszem, jaskinię nazwali tak Polacy, ale chcąc uczcić w ten sposób nie słynną whiskey z Tennessee, lecz odkrywców tej jaskini: Jacka Wiśniowskiego i Daniela Oleksego.

Dwa razy „naj"
Jaskinia jest jedną z najdłuższych w Austrii. Właściwie trzeba napisać: najdłuższych z dotychczas odkrytych i przebadanych, ponieważ polscy speleolodzy z żagańskiego klubu Bobry jeżdżą w Tennengebirge co roku i za każdym razem eksplorują tutejsze podziemne korytarze i przejścia. Aktualne dane jaskini JackDaniel's to ponad 11 kilometrów długości korytarzy, schodzących na 748 metrów w głąb. Wejście do tego speleologicznego ewenementu znajduje się na wysokości 2111 metrów n.p.m., na północny wschód od góry Bleikogel, drugiego co do wysokości szczytu łańcucha Tennengebirge. Tyle suchych informacji. Polscy grotołazi dodają: Jesteśmy dumni z tej jaskini. Jest najdłuższa i najładniejsza w masywie. Brakuje tylko jednego „naj" – najgłębsza. Mamy nadzieję, że to kwestia czasu.
Bobry z Żagania rozpoczęły ekspedycje speleologiczne w 1979 roku. Już po dwóch latach, w 1981 roku, żagańscy grotołazi odkryli głęboką na 455 metrów tak zwaną studnię, zeszli na jej dno i nazwali ją Hades, gdyż była to najgłębsza w owych czasach jaskinia na świecie! Tytułem „naj" Hades mógł szczycić się przez trzynaście lat. W kolejnych latach speleolodzy całego świata, między innymi również żagańskie Bobry, dokonywali kolejnych, niesamowitych podziemnych odkryć. Obecnie za najgłębszą na świecie uchodzi gruzińska jaskinia Wronia o głębokości 2190 m. W eksploracji także i tej jaskini brali udział speleolodzy z Żagania, między innymi wspomniany Daniel Oleksy, odkrywca jaskini Jack Daniel's.

W głąb Jack Daniel's
Zdaniem odkrywców, tę najdłuższą i najpiękniejszą jaskinię znaleziono dopiero w 2003 roku, przy ścieżce, którą deptało dziesiątki butów – tak brzmi fragment relacji z kontynuowanych już od 12 lat badań. Na internetowej stronie Bobrów czytamy dalej, że jaskinia: wielokrotnie zaskakiwała nas swoją urodą, barwą i kształtem nacieków, malowniczymi jeziorkami i pięknie mytymi przez wodę studniami. Wielokrotnie podczas jej eksploracji wątpiliśmy, co dalej, a potem znów była radość i szał odkrywania. Z pozoru zasypany korytarz otwierał się, a niepozorne okno w ścianie okazywało się nowymi ciągami jaskini.
Polacy stopniowo docierali do coraz niżej położonych korytarzy. Jaskinia Jack Daniel's jest o 300 metrów głębsza od uchodzącego przed 35 laty za najgłębszy Hadesu! Odkrywali rozgałęzienia i tak zwane sale, nadając im poetyckie nazwy, opisujące charakter i wygląd podziemnego piękna, którego poznanie nęci i każe iść dalej, głębiej, nie bacząc na niebezpieczeństwa. Oto więc idąc korytarzem nazwanym Lożą dochodzi się do Studni Deszczu (łatwo się domyśleć, skąd nazwa...) i do dna Kruchej Sześćdziesiątki (w treści słowa „krucha” czai się zapewne niebezpieczeństwo obsuwu okruchów skalnych), dalej do Studni Ikara (tu zaraz wiadomo, czego się bać!), aby w końcu dotrzeć do odkrytego w 2008 roku odcinka nazwanego przez polskich grotołazów Biały Miś. Sala ta swą nazwę zawdzięcza niezwykle pięknej kryształowo-białej szacie naciekowej.

Cena odkryć
W tym właśnie obfitym w interesujące odkrycia 2008 roku żagańscy speleolodzy ponieśli też ogromną stratę: Jacek Wiśniowski, jeden z odkrywców wspomnianego już Hadesu, w 1996 roku eksplorator dwukrotnie głębszej (-1014 metrów) Bleikögelhöhle, a wreszcie odkrywca jaskini Jack Daniel's, zmarł, rozchorowawszy się podczas ekspedycji odbywanej na Papui Nowej Gwinei. Miał 42 lata. Przyjaciele z klubu zamontowali pamiątkową tablicę z jego nazwiskiem u wejścia do Jack Daniel's.
W ubiegłym roku natomiast doszło w jaskini Jack Daniel's do dramatycznego wypadku: jeden z grotołazów, będąc już wewnątrz korytarza na głębokości 250 metrów, osunął się i spadł 7 metrów w głąb. 27-letni Marek złamał sobie kość udową, żebra i doznał wstrząsu mózgu. Podczas trwającej dwie doby akcji wydobywania go na powierzchnię brały udział 182 osoby. Wykonano 52 loty helikoptera transportującego ludzi i sprzęt do wejścia do jaskini, czyli na wysokość ponad 2000 metrów. Trudność akcji ratowniczej polegała na tym, że ranny znajdował się na dnie skalnego szybu, który jest tak wąski, że przecisnąć się przez niego może tylko jedna osoba (w pionie). Transport w pozycji leżącej był naturalnie niemożliwy. Innym problemem okazało się zagrożenie zdrowia i życia unieruchomionego w skalnym potrzasku mężczyzny z powodu wyziębienia. Ratownicy nie kryli obaw co do pomyślnego zakończenia akcji, choć podkreślali jednocześnie znakomitą kondycję fizyczną Polaka i jego niezwykłą siłę duchową. Wszystko na szczęście skończyło się dobrze.
Wypadek był bardzo głośny, a media austriackie komentowały na bieżąco postępy akcji ratowniczej. Ponieważ ze strony opinii publicznej pojawiły się głosy mówiące o lekkomyślności grotołazów i komentarze typu: a po co tam poleźli?, dziennikarze pospieszyli z wyjaśnieniami, że Polacy są zawodowcami wyposażonymi w profesjonalny sprzęt i wiedzę oraz mają doskonałą kondycję, że ekspedycje do wnętrza gór to nie tylko sportowe wyzwanie, bo służą one celom naukowym, w szczególności z takich dziedzin jak geologia, paleontologia i archeologia. I oczywiście, jest to zajęcie tylko dla twardzieli. Takich, którzy nie ulękną się ryzykownych przejść, nurkowania w podziemnych lodowatych jeziorkach, dojmującego chłodu i wilgoci, o banalnej w tym kontekście ciemności nie wspominając. Dlaczego grotołazi narażają się na te trudy i niebezpieczeństwa? W odpowiedziach śmiałków jak refren powtarza się wyznanie, że z niczym nie da się porównać stan zachwytu, gdy po wielogodzinnym brnięciu w lodowatej wodzie, czołganiu w wąskich, niemal niemożliwych do przeciśnięcia szczelinach, naraz oczom ukazuje się olśniewająca, skrząca kryształowymi naciekami, monumentalna komnata.

Tajemnice gór
Prawdopodobnie nie jestem odosobniona, jeśli chodzi o wyobrażanie sobie góry jako potężnego, skalnego monolitu. Warto więc sobie uświadomić, że te kamienne kolosy o wysokości tysięcy metrów kryją w sobie niekończące się, rozgałęzione korytarze pełne zagadek i piękna i że żyją one swoim tajemniczym życiem. Przeobrażają się, to korodując, to pęczniejąc i wymyślnymi rzeźbami stalagmitów i stalaktytów zdobią swe podziemne komnaty, meandry i korytarze. Piękne dla samych siebie. Obojętne na zachwyt tych nielicznych, którzy się odważyli zstąpić do skalnego wnętrza.

Dorota Krzywicka-Kaindel, Polonika nr 252, styczeń/luty 2016

 

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…