Nowy ambasador

Artur Lorkowski, ambasador RP w Austrii, fot. Mariusz Michalski


Od czerwca 2013 r. Artur Lorkowski objął obowiązki ambasadora RP w Republice Austrii.

Gratulujemy nominacji na stanowisko szefa dyplomacji polskiej w Austrii. Jaka droga przywiodła Pana do objęcia tego stanowiska?
– Od dwunastu lat pracuję w służbie dyplomatycznej, a to pojęcie ma szeroki zakres. Pracowałem w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że to instytucja, która odpowiadała za przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. Wchodziłem w skład zespołu ludzi, którzy, jak to się przysłowiowo mówi – łokciami szukali dla Polski miejsca w Brukseli. Staraliśmy się, by Polacy w UE byli widziani i słyszani. Gdy Urząd spełnił swoją rolę, w 2010 roku został połączony z MSZ-em. W ten sposób zostałem pracownikiem MSZ-u, w którym zajmowałem się głównie tematyką ekonomiczną, ze szczególnym naciskiem na bezpieczeństwo energetyczne i politykę klimatyczną.
Oczywiście zanim znalazłem się w Wiedniu, musiałem przebyć też pewną drogę edukacyjną. Ukończyłem warszawską SGH, Krajową Szkołę Administracji Publicznej, studiowałem na Uniwersytecie w Getyndze, odbywałem staże, czy to w Kancelarii Premiera Bawarii, w Stanach Zjednoczonych, czy też na Uniwersytecie Oksfordzkim.
Wiedeń to jedna z najważniejszych placówek dyplomatycznych z punktu widzenia Polski. Dlaczego?
- Każda placówka dyplomatyczna ma swoją specyfikę, inne cele, i trudno ustalić ich hierarchię pod względem ważności. Z punktu widzenia polityki europejskiej Austria jest dla Polski liczącym się krajem. Prezentuje w Brukseli jasne stanowisko na przykład w sprawie energii atomowej, rolnictwa, polityki wodnej. Austria jest ważnym krajem dla Europy Środkowej – zarówno Polska, jak i Austria współpracują z państwami Grupy Wyszehradzkiej. Pod względem gospodarczym – łączne inwestycje austriackich firm w Polsce plasują ten kraj na dziewiątym miejscu wśród inwestorów zagranicznych. Saldo wymiany handlowej to nieco ponad 6 mld euro. Polski eksport do Austrii rośnie szybciej niż austriackie PKB, a naszą ambicją jest, aby polskie firmy wypracowały nadwyżkę w obrotach handlowych.

Jakie są zatem zadania polskiej placówki dyplomatycznej w Austrii?
– Po pierwsze – wszystko, co związane jest z UE. Jeśli 70 proc. legislacji w każdym państwie członkowskim stanowi legislacja uchwalana w Brukseli, to możemy sobie uświadomić, jak wielkie jest pole do bilateralnej współpracy w sprawach europejskich. Dlatego chcemy zacząć od przeglądu projektów, które znajdują się obecnie w procesie legislacyjnym w Brukseli, aby zastanowić się, gdzie możemy stworzyć koalicje negocjacyjne.
Po drugie – gospodarka. Chcemy pokazywać, jakie możliwości inwestycyjne stwarzają polskie regiony, które niezwykle szybko się rozwijają dzięki środkom z Unii Europejskiej. Zapraszamy austriackich inwestorów, firmy średniej wielkości, często rodzinne, aby przekonały się, że ci, którzy zainwestowali w Polsce przed laty, rozwijają swoje przedsiębiorstwa na polskim rynku. Z drugiej strony pomagamy polskim firmom dopasować swoją ofertę do potrzeb Austriaków. Na przykład promocja polskich uzdrowisk może nie przynieść znaczącego wzrostu gości z Austrii w Ciechocinku lub Busku Zdroju, gdyż mogą oni cieszyć się bogatą ofertą u siebie, lecz austriackie zabytki mogą dzięki polskim konserwatorom zachować swój blask.
Po trzecie – pokazywanie Polski jako nowoczesnego, dynamicznego i pozytywnego kraju, zmienianie schematów, którymi Austriacy myślą o Polsce, jeśli są nieprawdziwe i pejoratywne. Polska ma dobrą prasę w Europie i na świecie jako odpowiedzialny kraj, którego gospodarka rosła w czasie kryzysu.
Po czwarte – kwestie związane z Polonią. Liczna i bogata Polonia austriacka może być silną i wpływową grupą, która będzie wspierała realizację polskiej polityki zagranicznej.
Wróćmy do jednego z tych priorytetów, który jest nam szczególnie bliski, a mianowicie spraw Polonii. Czy polski rząd widzi Polonię jako partnera?
– Nie tylko jako partnera, ale jako autonomiczny podmiot, który powinien uczestniczyć w realizacji polskiej polityki zagranicznej. Możemy wspólnie chwalić się współczesną Polską, bo dokonania ostatniego ćwierćwiecza, które pokażemy w 2014 r., są imponujące. Polonia może być bardzo skuteczna w dyplomacji publicznej, gdyż ma jedną zasadniczą przewagę nad ambasadą: dyplomaci się zmieniają, a Polonia trwa w Austrii od dziesięcioleci i jest tu głęboko zakorzeniona.
Pozwolę sobie przytoczyć fragment Pana wystąpienia przed Komisją Sejmową: W sprawach polonijnych kluczowe dla ambasady będzie kontynuowanie wsparcia dla działań społeczności polskiej w Austrii w celu uznania jej statusu mniejszości narodowej.
Co to oznacza konkretnie – jakie ma to być wsparcie?
– Wsparcie ambasady z definicji ma charakter usługowy w stosunku do działań podejmowanych przez inicjatorów uznania Polonii za grupę narodowościową w Austrii. Rozmawiamy bowiem o bardzo specyficznej relacji między państwem austriackim i austriackimi obywatelami, którzy mają korzenie polskie i oczekują uwzględnienia ich prawa do bycia uznanymi jako grupa narodowościowa. Nie jest to więc relacja między państwem polskim a państwem austriackim. Podkreślam ten fakt, gdyż determinuje on możliwości działania ambasady w tej sprawie. Mówiąc wprost: ambasada w Wiedniu nie zastąpi grupy inicjatywnej, która złożyła wniosek w Urzędzie Kanclerskim, lecz będzie ją wspierać w zakresie swoich kompetencji.
W jaki konkretnie sposób?
– Odpowiedziałbym, zadając pytanie o przyczyny, z powodu których wniosek Polonii nie znajduje od lat przychylności władz austriackich? Przypomnę, że starania zaczęły się w 1996 roku. Zapewne jest wiele możliwych odpowiedzi na pytanie o brak sukcesu. Środowiska polonijne udzieliłyby pełniejszej odpowiedzi niż ja jestem w stanie to zrobić po kilku tygodniach pobytu w Wiedniu. Jednak z perspektywy ambasady, która chce wspierać starania Polonii, warto zauważyć, że ten temat bardzo dobrze pokazuje, jak potrzebna jest nowa filozofia wspierania Polonii, którą wprowadza MSZ.
Istotą nowego podejścia nie jest samo pielęgnowanie odrębności Polonii, lecz przekuwanie faktu bycia Polakiem w walory, które pozwalają budować i umacniać wpływy polityczne w państwie, w którym się żyje. Analizując powody dotychczasowej nieskuteczności, należałoby się wobec tego zastanowić, czy nie warto szukać efektywniejszych instrumentów oddziaływania na władze austriackie. Austriaccy obywatele polskiego pochodzenia mogą mieć bezpośredni wpływ na podejmowane decyzje polityczne. W demokracji taki wpływ uzyskuje się przez działania w partiach politycznych, przez czynny i bierny udział w wyborach, angażowanie się w organizacje społeczne, budowę wpływowych mediów. Jestem przekonany, że doskonale zintegrowana ze społeczeństwem austriackim, zamożna i dobrze wykształcona Polonia austriacka – co wynika z badań władz austriackich – może zacząć wykorzystywać swoje atuty i szukać nowych kanałów wpływania na decyzje polityczne w państwie, którego są obywatelami.
Pod koniec września odbędą sie w Austrii wybory parlamentarne. W Europie narasta eurosceptycyzm, widać to także w Austrii. Jaka Pana zdaniem jest przyszłość UE?
- Myślę, że w Austrii nie grozi nam powtórka z nieodległej historii. Austriacy doskonale wiedzą, że wybór skrajnie prawicowych partii, przeciwnych Unii Europejskiej, nie jest w ich interesie. Austriacy wyciągają wnioski z przeszłości, co potwierdzają sondaże wyborcze.
Nurty ekstremistyczne, najczęściej silnie antyeuropejskie, były zawsze obecne w europejskiej polityce, ale kryzys powoduje, że stają się one bardziej widoczne. W Austrii nie musi to jednak oznaczać wzrostu poparcia przy urnie wyborczej, gdyż przez lata wypracowano mechanizmy rozwiązywania napięć społecznych. Imponuje poziom dialogu pracodawców i pracobiorców. Polska przygląda się austriackiemu systemowi edukacji zawodowej, dzięki któremu bezrobocie młodych ludzi jest najniższe w Europie. Należy docenić, jak władze ograniczają skutki upadłości dużych przedsiębiorstw, których fala dotknęła Austrię w ostatnich miesiącach. Proszę zwrócić uwagę, że w Austrii od lat nie było strajków.
Odpowiedź na narastający eurosceptycyzm przychodzi również z Brukseli, która udowadnia, że zajmuje się problemami ludzi. W interesie Polski jest, aby Unia Europejska przez swoje inicjatywy wzmacniała wiarogodność wśród swoich obywateli. Niewątpliwie wiarygodność Unii wzrosła dzięki decyzji Rady Europejskiej o przyjęciu budżetu na kolejne siedem lat, który pozwoli wspierać wzrost gospodarczym, jak również decyzja o wyasygnowaniu pieniędzy na programy wspierające zatrudnienie młodych. Pierwszy projekt był kluczowy dla Polski, Austria była wśród liderów tej drugiej dyskusji. Te inicjatywy pokazują, że Unia nie straciła instynktu i ma zdolność do rozwiązywania problemów. Dlatego jestem spokojny o przyszłość UE.
Brak pracy i perspektyw we własnym kraju zmusza wielu do emigracji. Jakie jest Pana zdanie na temat takiej decyzji?
– Brak pracy nie jest jedynym powodem emigracji. Spójrzmy na Polonię austriacką: usłyszałem wiele różnych historii życiowych, które doprowadziły poszczególne osoby oraz ich rodziny do decyzji o wyjeździe z kraju na stałe. Dlatego – na marginesie – Polonia austriacka jest tak fascynującym środowiskiem, choć w czasach, gdy państwa konkurują o ludzkie talenty, każda decyzja o emigracji podejmowana dziś, powinna budzić pytanie w Warszawie, dlaczego realizacja aspiracji nie była możliwa w Polsce.
W przeszłości niestety bywało, że z powodów politycznych nie było alternatywy dla emigracji z powodów politycznych, ale dziś każda osoba zapewne na spokojnie ocenia zyski i straty wynikające z decyzji o wyjeździe. Wiem, że takie decyzje nie są łatwe, więc nie będę ich oceniał. Osobiście jestem jednak przekonany, że Polska oferuje możliwości rozwoju i awansu. Praca w Polsce i dla Polski może dawać satysfakcję. To, co mówię, nie jest wyrazem urzędniczego optymizmu, lecz wynika z mojego osobistego doświadczenia. Ja szukałem swojej szansy w Polsce i nigdy nie myślałem o emigracji. Nie mam jeszcze czterdziestu lat i po czternastu latach od zakończenia studiów pracuję w Wiedniu jako ambasador. Gdyby mnie młody człowiek po studiach zapytał, czy warto wyjechać, radziłbym mu, aby zastanowił się, kim i gdzie chce być za piętnaście lat. Decyzja o emigracji podjęta z powodu wyższej o kilkaset euro pierwszej pensji nie musi gwarantować trwałej satysfakcji.
Wielu jednak wyjeżdża, nie widząc dla siebie perspektyw. Być może kiedyś wrócą. W kontekście powrotu do Polski pojawia się problem znajomości języka polskiego ich dzieci.
-– Zachęcamy dzieci i rodziców do nauki języka polskiego, aby powrót do Polski nie był zamknięty z powodu braku jego znajomości. Bardzo ważną rolę pełni Szkolny Punkt Konsultacyjny przy Ambasadzie. Jednak placówka ta dostępna jest głównie dla dzieci z Wiednia, a dodatkowo zbliża się do granic swoich fizycznych możliwości oferowania nauki dzieciom, szczególnie na poziomie podstawowym. To świadczy o tym, że praca nauczycieli w Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym jest dobrze oceniana przez rodziców.
Dowodzi to również tego, że rodzice chcą wyposażyć swoje dzieci w znajomość języka polskiego, gdyż oceniają, że to się dzieciom po prostu opłaci. Jednak możliwość nauki po polsku oraz o Polsce może zostać stworzona większej liczbie dzieci, głównie poza Wiedniem, tylko przez promocję nauki języka polskiego w ramach austriackiego systemu edukacyjnego oraz wspieranie rodziców, którzy chcą organizować naukę języka dla swoich dzieci w ramach inicjatyw społecznych.
Ambasada reaguje pozytywnie na każdy sygnał, że zebrała się grupa dwunastu dzieci chcących uczyć się języka polskiego, gdyż umożliwia to otwarcie w austriackiej szkole klasy z nauką polskiego. Wówczas Ambasada oferuje bardzo praktyczne wsparcie. Jednak inicjatywa leży po stronie rodziców, którzy decydują o edukacji swoich dzieci.
W austriackim podręczniku szkolnym pojawiło się sformułowanie „polskie obozy zagłady". Czy Polska nie za mało stanowczo interweniuje w tych sprawach, ponieważ tego typu określenia pojawiają się również w austriackich mediach?
– W tej sprawie zareagowaliśmy stanowczo i – co najważniejsze – bardzo skutecznie. Dzięki szybkiej reakcji wydawcy nieuprawnione sformułowanie zostało skorygowane w nowym wydaniu podręcznika. Zwróciliśmy kuratoriom poszczególnych landów uwagę, że w szkołach mogą być wykorzystywane podręczniki z błędem historycznym. Otrzymaliśmy zapewnienia o podejmowaniu niezbędnych działań, aby zapobiegać utrwalaniu nieprawdziwych informacji. Pracujemy z Federalnym Ministerstwem Edukacji nad przeglądem wszystkich podręczników pod kątem nieprawidłowych sformułowań.
Uzyskaliśmy więc nie tylko bezpośredni efekt w postaci korekty konkretnego błędu w jednym podręczniku, ale dodatkowo znacząco podnieśliśmy czujność austriackiego systemu edukacyjnego na wrażliwe z naszego punktu widzenia kwestie historyczne. Ten ostatni efekt pozwala przypuszczać, że austriacki system dopuszczania podręczników do użytku przez dzieci będzie wyłapywał analogiczne błędy już w sposób autonomiczny, czyli bez interwencji polskich rodziców lub ambasady. To jest przykład, jak działa ambasada. Ważne jest pilnowanie swoich interesów i podejmowanie działań w sytuacjach, gdy nie są one respektowane. Lecz według mnie ważniejsze jest, aby administracja kraju, w którym mi przyszło urzędować, a wielu Polakom żyć, dobrze rozumiała nasze interesy, a przez to mogła je uwzględniać przy podejmowaniu codziennych decyzji, choćby o dopuszczeniu podręcznika do użytku. Żeby uzyskać ten efekt, Polonia powinna mieć zdolność oddziaływania politycznego – więc wracamy do początku naszej rozmowy. Po drugie, nie tylko ambasada, ale również środowiska polonijne domagały się korekty błędu. To przykład, że Polonia może być faktycznym podmiotem polskiej polityki zagranicznej, działając w swoim interesie oraz w interesie wizerunku Polski.
Na koniec zapytam o sprawy prywatne: jak spędza Pan wolny czas?
– Moja pasja w Austrii nie jest oryginalna! Uwielbiam góry. Każdy weekend od przyjazdu do Wiednia spędzam na szlakach. Czekam już na sezon zimowy.
A jakie okolice w Polsce będzie Pan polecał swoim austriackim znajomym?
- Pochodzę z Lubowidza, małej miejscowości na pograniczu Mazowsza i Mazur. Z pełnym przekonaniem poleciłbym właśnie ten obszar Polski. Nie z tego względu, że są to moje rodzinne strony, ale dlatego, że jest to obszar pełen atrakcji, których Austriacy mogą nie znać. Od Białowieży po jeziora mazurskie, od Brodnicy po Suwałki - to są okolice, które budzą zachwyt. Chciałbym pokazać również Polskę dla nich nieoczywistą - wielkie festiwale muzyczne, unikalną drewnianą architekturę południa Polski, ptaki nad Biebrzą, plaże nad Bałtykiem, ale również polskie miasta, które budują swoją atrakcyjność turystyczną. W ostatnich latach obok mojego mieszkania w Warszawie z jednej strony wyrosło Centrum Nauki Kopernik, z drugiej piękna Biblioteka Uniwersytecka, z trzeciej Stadion Narodowy, a dodatkowo Wisła przyciąga szukających odpoczynku i zabawy. Tak zmienia się nie tylko Warszawa, ale każde miasto w Polsce.
Kim jest zatem, w kilku zdaniach, nowy ambasador RP w Wiedniu?
– Trudne pytania na koniec? Nie wiem, czy pasuję do wiedeńskich stereotypów (śmiech): nie piję kawy, nie jem torcików, muzykę lubię, ale do Wiednia przywiozłem tylko dwie najnowsze płyty starszych panów Marka Knopflera i Boba Dylana. Czekam na wiedeński sezon balowy, ale na razie z miasta uciekam w góry. Czytam kilka książek na raz, głównie historycznych. Nie biorę pracy do domu. Mam żonę i 8-letniego syna, a każde z nich coś poświęciło, aby przyjechać do Wiednia, za co im dziękuję. I to by było tyle prywatności (śmiech).
Dziękuję za rozmowę, życzę sukcesów zawodowych i pięknych wypraw w austriackie góry.

Rozmawiała Halina Iwanowska, Polonika nr 224, wrzesień 2013

 

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…