Mam bardzo ciekawe życie

Małgorzata Kożuchowska w Wiedniu, fot. Sylwester Syndoman

- Moje motto życiowe to jest cytat ze św. Augustyna: „Kochaj i rób co chcesz", ponieważ uważam, że jeżeli człowiek kocha i mówi o tej miłości, nie jest w stanie robić rzeczy złych ani sobie, ani ludziom, ani światu - powiedziała znana aktorka, Małgorzata Kożuchowska.

Po koncercie dziękczynnym za beatyfikację Jana Pawła II w Kościele Polskim w Wiedniu spotykam się na rozmowę z gościem z Polski - znaną aktorką, Małgorzatą Kożuchowską. To w jej znakomitej interpretacji słuchaliśmy tego wieczoru poezji Karola Wojtyły.

Pani Małgorzato, czy to jest pierwsze spotkanie z Polonią austriacką?
- Szukam w pamięci... myślę, że tak. Byłam w Wiedniu bardzo dawno temu, jeszcze podczas studiów. Były takie spotkania młodych organizowane przez Wspólnotę Taizé, ale to niewiele miało wspólnego z Polonią (uśmiech). Rzeczywiście, takie spotkanie z Polonią jest pierwszy raz...

Kiedy przygotowywałem się do tej rozmowy, przeczytałem sporo wywiadów...
-Hmm... współczuję.

Opowiadała w nich Pani o swoich zainteresowaniach, sportach ekstremalnych, skokach ze spadochronu, świętach z rodziną... Jaka jest naprawdę Małgorzata Kożuchowska?
- To trudne pytanie. Trudno powiedzieć o sobie w dwóch zdaniach. Nie wiem... myślę, że jestem fajną babką, po prostu.

Czy gra aktorska to duży wysiłek?
- Gdy młodzi ludzie, którzy chcą wybrać aktorstwo, pytają mnie o to, to ja się śmieję, że trzeba mieć 60% talentu, potem 40% to bardzo bardzo ciężka praca i dodatkowo 20% procent to końskie zdrowie i wytrzymałość fizyczna. Ja, wybierając aktorstwo, oczywiście nie miałam takiej świadomości. Mój tata mnie przestrzegał, mówiąc, że są dwa najtrudniejsze zawody: górnik i aktor. Ale ja myślałam, że to żart. Szybko okazało się, że nie do końca.

Wstaje się czasami o 5 czy 6 rano, idzie się na plan zdjęciowy, siedzi się tam zakontraktowane 12 godzin, potem jedzie szybciutko do teatru, stojąc w korkach, z duszą na ramieniu, żeby zdążyć i o 19 wyjść na scenę. Kończy się o 22, a około 23 jest się w domu i trzeba się uczyć tekstu na następny dzień do serialu lub do filmu.

Trzeba też wygospodarować w tym kalendarzu czas na odpoczynek, bo bardzo ważne jest, żeby załadować akumulatory. Nie jest to łatwe, ale to powoduje, że mam bardzo ciekawe życie. Spotykam wielu wspaniałych ludzi, bywam w różnych przepięknych miejscach. Jest to interesujące i ja to zawsze lubiłam.

Obecny pobyt w Wiedniu jest dla Pani odpoczynkiem czy pracą?
- Jednym i drugim. To jest właśnie dobra harmonia. Dzisiaj miałam dzień pod znakiem duchowości, ale też kultury i sztuki, ponieważ rano poszłam tutaj naprzeciwko do parku, do Belwederu. Obejrzałam wystawę, kupiłam przepiękny album Klimta, który będzie mi to miejsce przypominał. Przepiękny, strasznie ciężki, ale przytaszczyłam go jakoś pod pachą, a potem był koncert. Bardzo mi się podobało, jak śpiewał chór, jak grała skrzypaczka. Było to dla mnie prawdziwe przeżycie duchowe, a oprócz tego teksty Ojca Świętego.

Czy teksty te mają dla Pani osobiste znaczenie, osobisty wydźwięk?
- Czasem mam takie wrażenie, że Jan Paweł II pisał swoją poezję jakby dla każdego z osobna. Myślę, że jest ona bardzo autentyczna i dlatego też bardzo osobista. Jest ona czasami zapisem dialogu Wojtyły z Panem Bogiem, takiego dialogu, który prowadzi się czasami samemu ze sobą. Jest to zapis myśli, która wypływa ze środka człowieka. Poprzez swoją głęboką prawdę mamy wrażenie, że to też jest w jakiś sposób nasze, że ja też kiedyś miałem podobne myśli, albo jest to coś, z czym ja też kiedyś się zmagałem, stawiałem sobie podobne pytania.

Nie jest to taka poezja, że po pierwszym przeczytaniu zapada gdzieś w pamięć. Trzeba troszeczkę się nad nią zatrzymać, poświęcić jej trochę czasu i wtedy rzeczywiście odkrywa się w niej coś bardzo osobistego i takiego dotykającego nas dogłębnie.

Jest Pani ambasadorem Fundacji Mam Marzenie. Dlaczego zdecydowała się Pani na taką działalność, co ona daje Pani osobiście?
- Jestem ambasadorem tej fundacji od ładnych paru lat. Jest to fundacja, która zajmuje się spełnianiem marzeń dzieci z chorobami zagrażającymi życiu. Każdy ma jakieś marzenia i jest miło, kiedy się one spełniają. Dzieci mają rozmaite marzenia, chcą się spotkać na przykład z ukochanym sportowcem lub ze śpiewającym artystą, albo dziecko interesuje się fizyką, a na drugim końcu świata jest postać, która jest jego idolem i chce się z nim spotkać. Ktoś by chciał pojechać do Disneylandu, ktoś chciałby być księżniczką. Jeżeli to nie jest wykonalne w cztery oczy, to się organizuje konferencję przez Skype'a.

Stwierdzono, że spełnianie marzeń pomaga w terapii. Sama byłam świadkiem przypadków, gdy lekarze rozkładali ręce i mówili, że to jest już koniec, jesteśmy bezradni. Zdarzało się tak, że dziecko zdrowiało. Wtedy jest to ogromna satysfakcja. Wiara w to, że spełnienie marzeń ma też większy sens, sprawia mi radość, że mogę w tym uczestniczyć.

Serialowa popularność w pewien sposób szufladkuje karierę, a często można nawet powiedzieć, że w pewien sposób niszczy warsztat aktorski. Czy nie boi się Pani, że grając w serialach w pewien sposób zostanie Pani zaszufladkowana?
- Pewnie był kiedyś taki moment, że się tego obawiałam. Jednak już po tylu latach, biorąc pod uwagę to, że cały czas gram w teatrze i nie siedzę na ławce rezerwowych, bo gram naprawdę ciekawe, duże role w przedstawieniach, które przechodzą już do historii teatru, przestałam się tego bać. Raczej mam takie wrażenie, że jestem jedną z nielicznych aktorek, którym udało się połączyć uprawianie tego zawodu na bardzo różnych szczeblach.

Mojej pracy w telewizji nie traktowałam po macoszemu. Mówię w tej chwili o roli Hanki Mostowiak z „M jak Miłość", bo z nią najbardziej jestem kojarzona. Mnie się ta postać podobała, ona była dla mnie ciekawa, inna wtedy, gdy ja się na nią decydowałam, że będę ją grała. Ona była czarnym charakterem, czymś tak kompletnie różnym niż to, co grałam do tej pory. Potem przeszła jakąś metamorfozę, można powiedzieć właściwie niemożliwą, ale myśmy ją obronili, by widz w tę metamorfozę uwierzył.

Śmiałam się kiedyś, że zagrałam tam materiał na ładnych parę fabuł. Było dużo rzeczy, które dla mnie jako aktorki były fajne do zagrania, a oprócz tego ta rola przysporzyła sporo sympatii i życzliwości widzów, a to jest chyba w tym zawodzie nie do przecenienia. Ale gdy przyszedł moment, kiedy zaczęłam czuć, że granie tej roli przestaje mi już dawać satysfakcję, przestaje mnie interesować, to ze względu na uczciwość uprawiania tego zawodu po prostu z niej zrezygnowałam. Bo wiem, że mój zawód powinien być pasją i jeżeli ja będę go z pasją uprawiała, ta pasja przenosi się na ekran i widz tę pasję czuje.

Pani ulubiony fragment Pisma Świętego. Czy ma Pani coś takiego? Albo może strofę, która jest takim mottem?
- Akurat motta życiowego z Pisma Świętego nie mam, chociaż bardzo podoba mi się opowieść o talentach. Myślę, że jest bardzo adekwatna do mojego życia, do tego, co ja myślę o używaniu i rozwijaniu talentów. Oczywiście też Pieśń nad Pieśniami . Jest nie tylko przepiękna literacko, ale jest niezwykle mądra, mówi o miłości. Przykazanie miłości jest dla mnie przykazaniem nie tylko miłości człowieka do Boga i Boga do człowieka, ale również człowieka do człowieka, matki do ojca, dzieci do rodziców, rodziców do dzieci. W ogóle miłości do ludzi, do świata. To jest dla mnie coś najważniejszego w życiu.

Moje motto życiowe to jest cytat ze św. Augustyna: „Kochaj i rób co chcesz", ponieważ uważam, że jeżeli człowiek kocha i mówi o tej miłości, nie jest w stanie robić rzeczy złych ani sobie, ani ludziom, ani światu.

Rozmawiał Sylwester Syndoman, Polonika nr 197, czerwiec 2011

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…