Poezja dodaje życiu blasku

rozmowa madroszkiewicz
Joanna Mądroszkiewicz Fot. Waldemar Czarnecki/materiały prasowe
Skrzypce towarzyszą jej od najmłodszych lat. Koncertowała w wielu miastach Europy i świata. Muzyka idealnie łączy się z jej wierszami. O karierze muzycznej i poetyckiej rozmawiamy z wybitną skrzypaczką, prof. Uniwersytetu Muzycznego w Wiedniu, Joanną Mądroszkiewicz.

Od ponad 30 lat mieszka Pani w Austrii. Czy po tych wielu latach spędzonych za granicą żałuje Pani, że wyjechała z Polski?
– Szczerze mówiąc, to bardzo tego żałuję. Nie do końca wierzę rodakom, którzy mówią, że świetnie się tu zintegrowali. Może w pewnym stopniu komuś się to udało, ale zawsze jest ten rozłam. My tutaj tak naprawdę nigdy nie będziemy u siebie. Choćby nie wiem jak nam się tu dobrze powodziło, to jednak zawsze będzie nam czegoś brakowało i za czymś będziemy tęsknić.

Czy odnalazła Pani w Austrii swój drugi dom?
– Mam dwa domy, jeden tu, a drugi w Gdyni. Ale w sensie przenośnym mam tylko jeden dom, którym jest Polska. Gdybym miała możliwość powrotu do Polski, to chętnie bym to zrobiła. Nawet kiedyś się do tego przymierzałam, ale niestety warunki życia w Polsce są bardzo trudne. Nie wyobrażam sobie żyć tam, gdzie na wizytę u lekarza trzeba czekać nie wiadomo jak długo. Żyjąc w danym kraju, człowiek musi mieć poczucie bezpieczeństwa, a tego w Polsce nie odczuwałam. Podziwiam mojego syna, który urodził się w Austrii i który zdecydowanie chce zamieszkać w Polsce. Mnie tutaj trzymają też inne zobowiązania, więc nawet gdybym chciała wrócić, to nie mogłabym wszystkiego zostawić i wyjechać. Każdy szuka poczucia bezpieczeństwa, a skoro go nie ma w naszym kraju, to trzeba go szukać gdzie indziej.

Jak to się stało, że zaczęła grać Pani na skrzypcach?
– Zaczęło się od poduszki, którą dostałam w prezencie od mojej cioci. Był na niej wyhaftowany krasnal, który grał na skrzypcach pod muchomorem. Rodzice chcieli, żebym grała na fortepianie tak jak mój starszy brat, a ja wymarzyłam sobie skrzypce. W mojej rodzinie nie było tradycji gry na tym instrumencie. Rodzice byli muzykalni, często chodzili do filharmonii na koncerty, byli melomanami, ale nigdy nie grali zawodowo. Mój ojciec był dość sceptycznie nastawiony do mojego pomysłu grania na skrzypcach i często mi powtarzał, że to za trudny instrument. I rzeczywiście miał rację, bo to trudny instrument, ale bardzo piękny. Nigdy nie żałowałam swojego wyboru.

Jakie były początki Pani kariery?
– W Polsce po moim udanym debiucie w Filharmonii Narodowej, który był zarazem debiutem poetyckim i po zdobyciu nagrody na konkursie Paganiniego, miałam dużo możliwości koncertowania po Polsce. Mój debiut poetycki polegał wtedy na tym, że w czasie koncertu recytowałam też wiersze i był to jeden z niewielu takich koncetrów.

Czy w Wiedniu musiała Pani zaczynać wszystko od początku?
– W Austrii zaczynałam od zera. Na początku odbyłam tu kilka przesłuchań, m.in. dla byłego dyrektora Konzerthaus, Hansa Landesmanna. Szybko zadebiutowałam w Konzerthaus i rozpoczęłam trasę koncertową w Austrii, a także poza jej granicami.
Przypadek sprawił, że mój debiut w wiedeńskim Konzerthaus miał miejsce14 grudnia 1981 roku. W związku z wybuchem stanu wojennego w Polsce moja decyzja o pozostaniu w Austrii była oczywista.

Poza muzyką ma Pani jeszcze jedną pasję. Stara się Pani łączyć muzykę z własną poezją. Od kiedy Pani pisze wiersze?
– Wiersze piszę od bardzo dawna. Zaczęłam pisać w Polsce w czasie studiów, a może nawet troszkę wcześniej. Wtedy nie traktowałam moich wierszy poważnie. W Austrii początkowo skoncentrowałam się przede wszystkim na muzyce, a wiersze pisałam dla siebie. Nie miałam komu ich zaprezentować po polsku. Dopiero przed trzema laty moja matka chrzestna zachęciła mnie do wydania tomiku wierszy.

Wydała Pani tomiki poezji Polskie drogi i Zielona Wyspa. Czy ten tytuł, nawiązujący do zapewnień polskich polityków o Polsce jako zielonej wyspie, nie jest trochę prowokacyjny?
– To jest na pewno prowokacyjny tytuł, z tym że ta prowokacja nie była zamierzona. Są wiersze, które rodzą się z natchnienia, a inne powstają w chwilach, które człowiek chciałby zatrzymać. Do napisania wiersza Zielona Wyspa zainspirowało mnie spotkanie pewnej starszej kobiety na Nowym Świecie w Warszawie.

Jaką tematykę porusza Pani w swoich wierszach?
– To kalejdoskop tematów. Natchnieniem wielu wierszy jest muzyka, dlatego że jest ona całym moim życiem. Jest dużo wierszy miłosnych, są też sceptyczne wobec dzisiejszego świata. Ostatnio napisałam wiele wierszy politycznych.

W tomiku zawarty jest cykl wierszy smoleńskich np. Czarna skrzynka czy Smoleńska rota. Co zainspirowało Panią do napisania tego cyklu?
– Katastrofa pod Smoleńskiem bardzo mną wstrząsnęła. I to był główny powód napisania tych wierszy. Nie godzę się na narzucanie z góry zdania na temat tego, co tam się mogło stać. Chciałabym, żeby ta katastrofa była wyjaśniona do końca, ale tak naprawdę w to nie wierzę. Jest to bardzo bolesne i dla nas będzie to oznaczało drugą traumę katyńską. Jeżeli coś nie jest do końca wyjaśnione, a to nie jest nawet w zarysach, to strasznie boli Polaków.

1 marca obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Brała Pani udział w koncercie skrzypcowym poświęconym tej rocznicy.
– Koncert odbył się w Gdyni, gdzie grałam i recytowałam wiersze. Dzień Żołnierzy Wyklętych jest niezwykle ważny dla nas Polaków. Jako dziecko nie wiedziałam, że żyją obok nas ludzie, którzy dalej walczą. O tym fakcie nie można było mówić ani pisać. Chociaż moi rodzice byli patriotami, to w naszym domu mówiło się po cichu o takich sprawach. Wiele osób z mojego rocznika nie wiedziało, że w czasie, kiedy my normalnie chodziliśmy do szkoły, obok nas ciągle toczyły się nie tylko walki o Polskę wolną od komunistycznego reżimu, ale że ludzie byli w bestialski sposób mordowani. To jest kolejny dramat naszej historii, który dopiero teraz odkrywamy.

Czy poezja pomaga Pani w życiu?
– Poezja uwrażliwia człowieka. Potrafi zupełnie odmienić zwykły, powszedni dzień. Poezja dodaje życiu blasku. To jest tak jak ze słońcem, które wpada przez okno i pozłaca nam wszystkie meble i lustra. To samo robi poezja z życiem, które na ogół jest szare. Owszem, wszystkie odcienie szarości też są piękne, ale ja chciałabym, żeby było więcej tych cieplejszych kolorów w moim życiu i więcej uwrażliwienia na piękno, które nas otacza, a które jest często przyćmione.

Wróćmy do muzyki. Gdzie będzie można usłyszeć Panią w najbliższym czasie?
– Koncertuję w Polsce, a później w Szwecji i USA. Natomiast moje występy w Austrii są planowane w następnym roku.

Osiągnęła Pani ogromny sukces jako skrzypaczka. Ma Pani jeszcze jakieś marzenia?
– Oczywiście, że mam. Myślę, że człowiek umiera z marzeniami. Gdy się ich nie ma, to człowiek stoi w miejscu i się nie rozwija. Ale moje marzenia idą w trochę innym kierunku niż to do tej pory bywało. Podobno marzeń się nie zdradza, więc pozostaną one moją tajemnicą.

Rozmawiała Asenata Burzyński, Polonika nr 219, kwiecień 2013

 

Widziałam Polskę

na Nowym Świecie

w Warszawie

w różowym berecie z mohera

w dziurawych walonkach

miała jakieś osiemdziesiąt lat

i chyba trzęsła się trochę z zimna

lecz może jednak

ze wstydu

bo kiedy wyciągała rękę

po grosz

to z oczu

kapały jej łzy

Joanna Mądroszkiewicz, Zielona wyspa

 

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…