Kobieta na motocyklu

Ania Jackowska w Austrii, fot. www.aniajackowska.pl

Anna Jackowska przemierzyła m.in. Bałkany, USA, Maroko, Turcję, Syrię i Jordanię. Wszystkie te podróże odbyła samotnie, podróżując na motocyklu. Swoje przeżycia opisała w książkach Kobieta na motocyklu oraz Samotnie przez Bałkany. Wiosną 2013 roku odwiedziła Austrię. O swojej podróży i wielu doświadczeniach opowiedziała „Polonice".

 


Robi Pani to, o czym inni jedynie marzą, ale nie mają odwagi tego realizować.
– Miałam w moim życiu etap pracy w korporacji, a potem jeszcze w dwóch mniejszych firmach. W pewnym momencie poczułam, że całkowicie się pogubiłam, że robię rzeczy, które nie są „moje" i nie dają mi przyjemności, więc zrezygnowałam z takiej stereotypowej drogi. Zrezygnowałam z rzeczy, które są ważne: ze stałości, bezpieczeństwa finansowego i poszłam w kierunku realizowania swoich marzeń. Myślę, że w każdym z nas jest tęsknota za realizowaniem marzeń, oderwaniem się od schematu, w którym tkwimy, a który często nam nie pasuje.

Pokazała Pani innym, że marzenia można spełniać.
– Pierwszego dnia pobytu w Stanach miałam taką rozmowę, zupełnie przypadkową, z kobietą, która odebrała mnie z lotniska. Jechałyśmy do wypożyczalni po motocykl. Patrzyłam dookoła z zazdrością na ogromne samochody marki GMC i zachwycałam się nimi, a ona powiedziała mi: „wiesz, że trzy czwarte osób w tych samochodach chciałoby zrobić dokładnie to, co właśnie ty robisz? Oni kupują te wielkie samochody, którymi czasami nie wyjeżdżają nawet za miasto, bo zawsze jest coś, albo praca, albo brak czasu. To ty będziesz realizowała ich marzenia". Często słyszę od ludzi, że marzą o podróżowaniu, zmianie czegoś w swoim życiu. Nie czuję się upoważniona, aby komukolwiek doradzać, ale zawsze powtarzam – spróbujcie zrobić chociaż mały krok w kierunku nowej podróży, w kierunku zmiany.

fot. www.aniajackowska.pl

Jest Pani kobietą, która wyrwała się konwenansom.
– Nie trzeba mieć wielkiej postury, aby mieć siłę ducha. Trzeba próbować, trzeba sobie stawiać wyzwania, niewielkie, nie jakieś nie do spełnienia i powoli, krok po kroku trzeba dążyć do celu. Myślę, że pokazałam kobietom, iż bez strachu, same, możemy wsiąść na motocykl i pojechać w różne części świata. I bezpiecznie wrócić do domu.

Pani fanom na pewno imponuje też to, że doszła Pani do wszystkiego sama.
– Pierwsze moje podróże finansowałam z prywatnych, skromnych środków. Na studiach pracowałam jako kelnerka, udzielałam korepetycji, prowadziłam warsztaty dla młodzieży. Za te uzbierane w końcu pieniądze kupiłam pierwszy motocykl. Rok później kolejny – Suzuki Bandit. Pojechałam na nim do Chorwacji, oczywiście nie starczyło mi już ani na profesjonalne ciuchy na motocykl, ani na dobry kask. Pojechałam w dżinsach! Zaczynałam od finansowania podróży kosztem wielu rzeczy. Nie chodziłam na imprezy, nie wydawałam na ciuchy, po prostu zbierałam, bo miałam cel. Dopiero potem pojawił się pomysł, aby zacząć szukać sponsorów. Akurat mieszkałam w Trójmieście, poszłam do najbliższego dealera motocykli – salonu BMW. Pokazałam im artykuł, który napisałam z poprzedniej podróży Yamahą Fazer do Maroka. Pokazałam ten artykuł, który był moim jedynym argumentem i powiedziałam, że jeszcze nie zaplanowałam kolejnej podróży i jeszcze nie wiem, gdzie pojadę. Zapytałam równocześnie, czy, jak coś wymyślę, będę mogła skorzystać z ich motocykla. Kilka tygodni później na srebrnym BMW F 650 GS jechałam w kierunku Syrii i Jordanii. To był rok 2009. Na tym modelu motocykla jeżdżę do dziś.

Skąd się wzięła fascynacja motocyklami?
– Najpierw był motocykl dziadka. Dziadek z babcią mieszkali na warszawskiej Woli. Zajmowali jeden pokój trzypokojowego mieszkania – w pozostałych dwóch mieszkały inne rodziny. W tym jednym pokoju, w którym dziadek mieszkał z moją babcią i swoimi dwiema córkami, moją mamą i ciotką, w rogu, obok dziecięcego łóżeczka wstawił jeszcze Jawę. Potem miałam znajomych, którzy jeździli motocyklami. Kilka razy pojechaliśmy razem i złapałam bakcyla.

Motocykl to jedyny Pani towarzysz podróży. Czemu podróżuje Pani zawsze samotnie?
– Samotne podróżowanie mnie fascynuje. Pełniej i uważniej odbiera się to, co jest po drodze. Gdy podróżuje się samemu, łatwiej wchodzi się w interakcję z otoczeniem. Ja mam naturę samotnika i taka podróż motocyklowa jest dla mnie czasem, kiedy mogę pobyć sama ze sobą. To moment, kiedy mogę pojechać w tę stronę, w którą chcę jechać, skręcić tam, gdzie chcę skręcić, niekoniecznie idąc na kompromis. Tego czasem dla siebie potrzebuję.

Podróżuje Pani samotnie przez różne rejony świata. Zapomina Pani czasem o tym, że kobieta powinna bardziej na siebie uważać?
– Każda kobieta w podróży musi pamiętać o tym, że jest kobietą, i zachowywać się tak, żeby ta kobiecość nie sprawiała jej problemów. Kiedy podróżuję sama, zawsze zabieram sukienkę, ale noszę ją bardzo rzadko, tylko w takich miejscach, w których jest wiele kobiet w sukienkach, najlepiej jeszcze krótszych niż moja. Trzeba pamiętać, żeby nie prowokować, nie eksponować swojej kobiecości. Ważna jest świadomość, że to, co dla nas nie jest wyzywające, prowokujące, dla osoby z innej kultury już tą prowokacją może być. Bardzo rzadko rozmawiam w trakcie podróży sam na sam z mężczyznami, chyba że jest to cała rodzina. Praktycznie nie bywam w takich miejscach jak bary. Jeżeli chcę się napić wina, to idę do restauracji albo biorę sobie kieliszek wina do pokoju. Staram się tego nie robić, ale czasem się zdarza, że wracam sama wieczorem. Wtedy mam oczy dookoła głowy. Pamiętam, że w Stanach ktoś mnie zaczepiał na stacji benzynowej. Kilku chłopaków się mną zainteresowało, wsiedli do auta i kawałek za mną jechali. Cały czas kątem oka obserwowałam tę sytuację, nie poszłam do swojego motelu, ale w inną stronę, przeczekałam, aż sobie pojadą. Cały czas trzeba być cholernie ostrożnym.

fot. www.aniajackowska.pl

Drobna blondynka na motorze na pewno wzbudza ciekawość.
– Gdy ludzie widzą taką babkę z motocyklem, sami podchodzą, zaczynają rozmowę, pytają, dokąd jadę, dlaczego sama, zapraszają. Bycie kobietą bardzo mi ułatwia pewne sprawy, ale to nie tylko kwestia płci, ale i moja postawa. Otwartość i zainteresowanie drugim człowiekiem są cechami, które ułatwiają podróżowanie. Ludzie odwzajemnią się tym samym. Chcę ludzi poznawać, a nie oceniać.

A skąd się wziął pomysł, żeby pojechać motorem do Austrii?
– Powodów było kilka. Jest taki rodzaj mody, jest w ludziach przekonanie, że tylko to, co daleko, jest ciekawe. A to nieprawda. Bo to, co blisko nas, też może być interesujące i warte odkrycia. Austria była dla mnie nieznanym miejscem. Odkrywanie jej stało się prawdziwą przyjemnością. Spotkałam ludzi, którzy są bardzo gościnni, mają swoją kulturę, która pomimo geograficznej bliskości jest inna od naszej i ludzie są przez to inni.

Jakie miała Pani oczekiwania wobec Austrii?
– To był mój pierwszy, dłuższy pobyt w tym kraju. Poza przejazdami przez Wiedeń i weekendem na desce snowboardowej, nigdy tam nie byłam. Znalazłam fantastyczne wina, odkryłam regiony, które mają wiele do zaoferowania, ludzi, którzy są aktywni, lubią życie, lubią się bawić, ale w takim dobrym znaczeniu. Zauroczyło mnie Wachau swoją łagodnością, ta droga nad Dunajem jest przepiękna, kojąca. W Austrii zafascynowało mnie to, że ludzie dążą do przekraczania granic. Miałam takie wrażenie, że ludzie są bardzo, bardzo aktywni, dążą do własnego rozwoju, do pracy nad sprawnością ciała, nie poddają się nawet z wiekiem. U nas jest taka tendencja, że im jesteśmy starsi, tym aktywność spada – tam spotykałam starszych ludzi w górach, na rowerach. Poczułam w Austrii, że ja chcę jeszcze więcej, chcę tak jak oni wbiegać na najwyższe szczyty, wspinać się, dostałam takiego energetycznego kopa. W Austrii miałam wrażenie, że ludzie bardzo polegają na sobie samych, wierzą w siebie. Nikt nie czeka, tak jak u nas, że ktoś mu coś da. Jeśli mają pomysł, to krok po kroku go realizują. Ludzie w Austrii bardzo cenią też tradycję i to również mi się spodobało. Nie odcinają się od tego, co przez lata budowali ich dziadkowie, potrafią czerpać z tradycji rodzinnych i respektują je, nie odcinają się od przeszłości. Bardzo wyczuwalna jest duma i szacunek dla historii.

fot. www.aniajackowska.pl

Czy odkryła Pani w Austrii coś dla siebie?
– Podoba mi się w Austrii nurt zdrowego życia, dbania o siebie, o jakość spożywanych produktów, ale też o środowisko . W wielu miejscach ujęło mnie, że spotykani po drodze obcy ludzie witali się ze mną, wymienialiśmy pozdrowienia, uśmiechy, jakbyśmy się znali, a przecież widzieliśmy się po raz pierwszy. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz tam wrócę. Jeszcze jest wiele dróg nieodkrytych i sporo szczytów do zdobycia.
Mój austriacki projekt zrealizowałam przy współpracy z Austria Info, którego zespół włożył w to mnóstwo pracy i energii.
Zawsze się śmieję, że cały czas „jadę dalej". Zapraszam więc czytelników „Poloniki" na swoją stronę www.aniajackowska.pl i profil na Facebooku: Kobieta na motocyklu. Do zobaczenia gdzieś w drodze!

Rozmawiała Magdalena Marszałkowska

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…