Wybór zawdzięczam Cyceronowi

fot. archiwum prywatne


– Zawód adwokata jest czasochłonny i wymaga wielu poświęceń w życiu prywatnym – mówi mec. Patrycja Gamsjäger, z którą rozmawiamy o jej pracy i prywatnych pasjach.

 

Pani Mecenas, pierwsze pytanie, które chciałbym Pani zadać, dotyczy Pani nazwiska. Pisownia imienia Patrycja jest zdecydowanie polską pisownią, natomiast nazwisko –Gamsjäger jest austriackie?
– Moja mama jest Polką, mój tata natomiast Austriakiem. Przyznaję, że polskim klientom trudno wymówić moje nazwisko i po kilku nieudanych próbach pogodziłam się z faktem, że dla wielu z nich jestem po prostu „Mec. Patrycja" (śmiech).

Rozmawiamy w języku polskim i nie słyszę u Pani żadnego akcentu...
– Wychowałam się dwujęzycznie. W domu z moją mamą zawsze rozmawiałam w języku polskim, z moim tatą w języku niemieckim, natomiast z moim młodszym bratem w obu językach, w zależności od tego, kto z nas i w jakim języku zaczynał rozmowę. I tak zostało do dzisiaj.
W Austrii uczęszczałam do gimnazjum o profilu językowym. Tym sposobem nauczyłam się również języka angielskiego i doskonaliłam język włoski, którego również uczyłam się w dzieciństwie. W czasie studiów prawniczych w Wiedniu chodziłam na kursy językowe i brałam udział w wielu wymianach oraz praktykach w kancelariach za granicą. Tam miałam okazję wyszlifować między innymi polski język prawniczy. Chętnie uczę się języków obcych, każdą znajomość języka obcego uważam nie tylko za atut, ale przede wszystkim za osobisty sukces.

Często bywa Pani w Polsce?
– Tak, często odwiedzam Polskę, moich mieszkających tam krewnych i przyjaciół. Obecnie wybieram się do mojej ślicznej i rosnącej w oczach chrześnicy Patrycji Victorii, która będzie niedługo obchodzić imieniny. Przyznaję, że kiedy przebywam w Polsce, a przede wszystkim w Krakowie, wchłaniam tę niepowtarzalną atmosferę miasta przepełnionego młodzieżowym optymizmem i cieszę się każdą pozytywną zmianą.

Kiedy podjęła Pani decyzję o wykonywaniu zawodu adwokata?
– Pamiętam, że w gimnazjum na lekcjach łaciny czytaliśmy różne mowy Cycerona, słynnego rzymskiego mówcy i polityka, między innymi jego znaną mowę przeciwko Katylinie. Byłam pod tak wielkim wrażeniem, że nauczyłam się wielu fragmentów tej mowy na pamięć i czytałam jeszcze inne jego dzieła. Cyceron był dla mnie symbolem najlepszego obrońcy i chciałam przemawiać w obronie innych tak jak on (śmiech). Wtedy postanowiłam, że zostanę adwokatem i później już nie zmieniłam zdania. Muszę jednak przyznać, że przed tą decyzją od dziecka chciałam zostać lekarzem. Przypuszczam, że gdybym w tamtych czasach przeczytała książkę „Medicus" Noaha Gordona, zostałabym lekarzem. Jednak moje zainteresowanie medycyną nigdy nie wygasło, z czego tak naprawdę zdałam sobie sprawę jako aplikantka do zawodu adwokata. Zauważyłam, że po każdym obligatoryjnym czytaniu materiałów prawniczych ciągnęło mnie do czytania magazynów i książek o medycynie i zdrowiu. Dlatego podjęłam się próby zaspokojenia mojego drugiego marzenia i jako adwokat wyspecjalizowałam się między innymi w prawie medycznym. Cieszę się, że do moich klientów zaliczyć mogę lekarzy, a także osoby, które szukają pomocy prawnej w procesach odszkodowawczych.

fot. archiwum prywatne

Prawo medyczne jest chyba dość obszerne...
- Zdecydowanie jest to obszerna, ale równocześnie bardzo ciekawa dziedzina, poczynając od pytań związanach z założeniem spółki czy też prywatnej kliniki, zagadnień dotyczących ich ubezpieczenia, kwestii organizacji szpitali i oddziałów opieki, a kończąc na procesach o błędach w sztuce medycznej i procesach odszkodowawczych. Prawo medyczne skupia zatem wiele innych interesujących dziedzin prawa.

À propos procesów odszkodowawczych. Na Pani stronie internetowej można wyczytać, że specjalizuje się Pani również w kwestiach prawnych związanych z wypadkami narciarskimi?
–To prawda, wynika to z faktu, że wielu turystów, w tym Polaków, wybiera się zimą na narty do pięknej Austrii. Niestety coraz częściej dochodzi do wypadków na stokach. Zdarza się, że ma miejsce kolizja, po czym uczestnicy wypadku jeszcze na miejcu zdarzenia dochodzą do wniosku, że nic wielkiego się nie stało i że lekarz nie jest potrzebny.Wymieniają wtedy swoje dane i sprawa niby jest zakończona. Następnie po sześciu miesiącach, a nawet po roku rodak otrzymuje pozew z sądu austriackiego, w którym przeciwnik (i nie zawsze jest to Austriak, lecz często inny obcokrajowiec) żąda odszkodowania i zadośćuczynienia za doznany uszczerbek na zdrowiu. Niestety wielu polskich klientów nie posiada odpowiedniego ubezpieczenia. W Polsce towarzystwa ubezpieczeniowe dopiero od niedawna polecają tego rodzaju produkt. Ale nawet jeśli rodak wybierający się na narty do Austrii posiada takie ubezpieczenie, często suma ubezpieczeniowa nie wystarcza na pokrycie wysokich kosztów procesowych, co nieraz skutkuje dużymi problemami finansowymi.

Czy to prawda, że do Pani klientów zaliczyć można również rodaków, którzy zdecydowali się na wyjazd za granicę w poszukiwaniu pracy?
– Tak, niestety z przykrością muszę stwierdzić, że nierzadko polscy klienci padają ofiarą nieuczciwych pracodawców. Wyjeżdżając do pracy za granicę, nie posiadają żadnej znajomości języka obcego – niemieckiego czy angielskiego. Będąc już na terenie Austrii, nie mają pojęcia o przysługujących im prawach i nie wiedzą, jak się zachować na przykład w sytuacji, gdy pracodawca nie wypłaca wynagrodzenia lub gdy dowiadują się, że nie zostali zameldowani do kasy chorych. Ze względu na barierę językową nie wiedzą, dokąd się udać, jak oraz gdzie zgłaszać swoje problemy. Udzielam im zatem pomocy prawnej w tym zakresie. Ponadto udzielam również porad firmom, które oddelegowując pracowników do pracy w Austrii, pragną zachować wszelkie przepisy i regulaminy prawa, tak aby w przyszłości nie dochodziło do problemów prawnych.

Chyba niełatwo jest pogodzić zawód adwokata z życiem prywatnym?
– Cóż, zawód adwokata jest czasochłonny i wymaga wielu poświęceń w życiu prywatnym. Cieszę się, że mam pełne zrozumienie u mojego partnera, który jest również prawnikiem. Poza tym cały wolny czas próbuję wykorzystać na świeżym powietrzu, blisko natury, uprawiając sport i chodząc na wycieczki. Kocham ruch, podróże i odkrywanie nowych miejc. Jestem też pasjonatką fotografii i trudno jest uciec od mojego obiektywu (śmiech). Potrafię cieszyć się każdą wolną chwilą i właśnie z takich wolnych chwil czerpię energię. A jeśli popadnę już w bardzo duży stres, myślę na przykład o lekarzach i o ich godzinach pracy spędzanych choćby w szpitalach na niekończących się dyżurach. I wtedy właśnie dziękuję Cyceronowi (śmiech).

Czy zawód adwokata w Austrii to typowo męski zawód?
– W Austrii, w przeciwieństwie do innych krajów unijnych, zawód adwokata wybiera więcej mężczyzn niż kobiet. Ale i ten trend powoli ulega zmianie. Statystyki wskazują, że kobiety w Austrii zdecydowanie dominują w zawodzie sędziego. Zatem nie narzekam na brak kobiet na sali sądowej.

Co jest Pani życiowym mottem?
– Jest nim zdecydowanie sentencja z filmu „Hotel Marigold": „W życiu wszystko dobrze się kończy. A jeżeli nie jest dobrze, to znaczy, że to jeszcze nie koniec!".

Rozmawiał Adam Taubowski

Polonika nr 212, wrzesień 2012

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…