Kocham piłkarza

 Wśród tysięcy kibiców dopingujących polską drużynę w czasie Euro 2012 była także Tatjana Batinic z Austrii. Dlaczego modelka i była Miss Austrii, ubrana w biało czerwoną koszulkę, kibicowała Polsce? Tajemnica jest prosta. Miłość. Miłość do reprezentanta polskiej drużyny narodowej, Sebastiana Boenischa.

Tatjana twierdzi, że jeśli kocha się piłkarza, to trzeba także żyć piłką nożną. Kiedyś z tym sportem kojarzyła tylko trzy nazwiska: Ronaldo, Messi i Beckham, dziś już świetnie orientuje się w zasadach futbolu.
Z Sebastienem Boenischem są parą od 2009 r. W roku ubiegłym, w czasie romantycznego urlopu na Majorce, piłkarz poprosił o rękę swoją ukochaną, wręczając jej zaręczynowy pierścionek.
Z Tatjaną Batinic rozmawialiśmy w kilka dni po przegranym przez Polaków meczu z Czechami.

 

Marzenie Polaków o wejściu do ćwierćfinału szybko się rozwiało. Jak radziła sobie drużyna z tak wczesnym wykluczeniem z rozgrywek?

– To było bardzo smutne. Niestety, dopiero teraz to wszystko do nich dociera. Muszą śledzić dalsze rozgrywki przed telewizorami, chociaż sami mogli brać w nich udział. Drużyna winna to była kibicom, niestety, rozczarowała cały kraj. Jak dalej sobie z tym poradzą? To się okaże w najbliższych dniach.

Czy interesowała się Pani wcześniej piłką nożną, czy stało się to przez związek z Sebastianem?

– Dopiero dzięki Bastiemu. Znam zasady tej gry i moja wiedza na temat piłki nożnej wciąż się poszerza, ponieważ w pewnym sensie nie mam innego wyboru.

Pani często kibicuje Sebastianowi w czasie meczów niemieckiego klubu Werder Bremen, w którym gra na stałe. Tym razem była Pani na trybunach podczas mistrzostw Europy. Kibicowała Pani w biało-czerwonej koszulce z orłem na piersiach. Jakie były Pani wrażenia?

– Wspaniałe! To było niesamowite przeżycie: doping kibiców na stadionie i cała ta niepowtarzalna atmosfera. Jestem dumna z Sebastiana.

Dla Pani narzeczonego na pewno czymś szczególnym był fakt, że gra dla swojego ojczystego kraju, który w dodatku jest gospodarzem mistrzostw. To na pewno wzbudza ogromne emocje.

– Udział w ME była najważniejszym wydarzeniem w jego karierze. Czekał na to cały ubiegły rok. Jest dumny, że mógł grać dla Polski. Niestety, zdarzają się osoby, które nie widzą w nim Polaka, mimo że urodził się w tym kraju.

Jak odebrała Pani atmosferę w Polsce?

– To była nieustanna euforia, śpiewy kibiców – wszystko kręciło się wokół piłki. Czuło się, jak bardzo Polacy są dumni z faktu bycia gospodarzami. Ten kraj zaprezentował się świetnie podczas Euro.

Znalazła Pani czas na zwiedzanie Warszawy?

– Oczywiście. Duże wrażenie zrobiły na mnie Łazienki i Pałac Kultury. Często chodziłam na Stare Miasto. Panowała tam niepowtarzalna atmosfera.

Wolno Wam było się widywać w tym czasie?

– Po każdym meczu wolno mi było nocować u niego w hotelu. Poza tym mogłam rozmawiać z nim przez telefon, motywować go, dodawać mu odwagi i otuchy i wreszcie wspierać go na stadionie.

Czy w wolnym czasie rozmawialiście na temat meczów, czy pomijacie ten temat?

– Ależ skąd! Bardzo często dyskutujemy na temat futbolu. Sebastian może przy mnie dać upust swoim emocjom. Moja rola polega na wysłuchaniu go, natomiast unikam krytyki, bo on i tak dokładnie sam analizuje swoją grę.

Czy kobiety piłkarzy trzymały się razem na trybunach? Czy udało się Pani zawrzeć jakieś przyjaźnie?

– Wszystkie panie były niezmiernie miłe, wspólnie dopingowałyśmy drużynę. Wzajemne wsparcie jest bardzo duże, przecież to chodzi o naszych mężczyzn. Bardzo dobrze rozumiałam się z Anną Stachurską, narzeczoną Roberta Lewandowskiego.

Zna Pani trochę język polski?

– Oprócz „dzień dobry" i „dziękuję" niestety niewiele, ale ponieważ mówię po chorwacku, to sporo rozumiem.

Pani rodzice przeprowadzili się z Chorwacji do Austrii jeszcze przed Pani urodzeniem. Czy kibicowaliście również Chorwacji?

– Tak! Ja zresztą zawsze będę fanem drużyny Chorwacji. Niestety, również bardzo wcześnie odpadła ona z turnieju.

To nie jest pierwsza Pani wizyta w Polsce. W roku 2006 wzięła Pani udział w finałach Miss World, które odbyły się właśnie w Warszawie. Jakie wyniosła Pani wtedy wrażenia z Polski?

– Nie takie piękne jak teraz. Wtedy nie mogłyśmy same opuszczać hotelu. Teraz miałam nieograniczone możliwości.

W jaki sposób tytuł Miss Austrii wpłynął na Pani życie?

– Miałam możliwość zwiedzenia bardzo wielu miast i zawarcia interesujących znajomości. Udział w tych wyborach otworzył przede mną wiele drzwi i za to jestem bardzo wdzięczna. Moje życie bez tego tytułu ułożyłoby się inaczej. Zostałabym zapewne nauczycielką.

Sebastian powiedział w jednym z wywiadów: „Ona jest kobietą mojego życia". Jak udało mu się zdobyć Pani serce?

– Swoim cudownym sposobem bycia. Jest wspaniałomyślny i dowcipny, daje mi poczucie bezpieczeństwa, dlatego też chcę dzielić z nim moje życie.

Od ubiegłego roku jesteście zaręczeni. Sebastian poprosił o Pani rękę na Majorce. Jak Pani wspomina tę chwilę?

– To było piękne! Właściwie obydwoje zdawaliśmy sobie sprawę, że powiem tak. To był romantyczny moment, który nas jeszcze bardziej ze sobą połączył.

Czy trwają już przygotowania do ślubu?

– Jeszcze nie. Chciałabym zająć się nimi jesienią. Uroczystość ta odbędzie się w Wiedniu, ponieważ większa część mojej rodziny i przyjaciół mieszka właśnie tutaj.

Są już jakieś plany powiększenia rodziny?

– Basti bardzo chce mieć dzieci. On kocha dzieci i dzieci go kochają. Za dwa, trzy lata możemy o nich pomyśleć.

Rozmawiała Anita Lechowski

Polonika nr 210/211, lipiec/sierpień 2012

Tatjana Batinic i Sebastian Boenisch, fot. Clemens Bednar

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…