Co Polacy na obczyźnie mogą zrobić dla Polski?

– Czasem wielka polityka dzieje się w stolicach, a ta prawdziwa w codziennej pracy, w szkole, w relacjach międzysąsiedzkich. Tak budzą się przyjaźnie między narodami – mówi wiceminister Jan Dziedziczak, który w styczniu tego roku przebywał z dwudniową wizytą w Austrii.

 

Po objęciu stanowiska wiceministra spraw zagranicznych w swoim pierwszym wywiadzie, którego udzielił Pan portalowi wPolityce.pl, mówiąc o ogromnej skali emigracji z Polski, stwierdził Pan: „To zjawisko budzi z jednej strony smutek, że nasi rodacy nie są w Ojczyźnie, że nie współtworzymy Polski. Jednak z drugiej strony to jest szansa dla Polski”. Czy mógłby Pan skonkretyzować, na czym polega ta szansa i jak ją można wykorzystać?
– Duża grupa naszych rodaków poza granicami kraju jest wielką szansą dla Polski. Pamiętajmy, że według różnych szacunków poza granicami mieszka od 10 do nawet 20 milionów naszych rodaków. Zestawiając to z 36 milionami w kraju, widzimy, że jest to bardzo poważna część naszego narodu. Przez lata wnikliwie obserwowałem zachowania różnych mniejszości na świecie, w jaki sposób promowały swoje kraje. Chyba najlepszym przykładem są Stany Zjednoczone. Żyją tam mniejszości narodowe nie tak liczne, ale najlepiej zorganizowane, np. Kubańczycy czy Irlandczycy, którzy praktycznie nie pozwolą podjąć żadnej decyzji niekorzystnej dla ich krajów. Te mniejszości są znakomitymi lobbystami w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Pamiętamy wszyscy zachowanie Polonii amerykańskiej w latach 90., w czasie wielkiej dyskusji w Stanach Zjednoczonych, czy Polska powinna być przyjęta do NATO. Co prawda rozmawiamy w neutralnej Austrii, ale nie muszę przekonywać czytelników, jak ważne dla naszego bezpieczeństwa jest to, żeby Polska była w Pakcie Północnoatlantyckim. Polonia potrafi więc wspaniale wpływać na miejscowych polityków. Pamiętajmy, że często ma możliwość głosowania w kraju, w którym mieszka, a o ich głosy miejscowi politycy powinni także zabiegać, co stwarza warunki do lobbingu. To jest pierwszy przykład tej szansy.
Drugim przykładem jest znakomite i liczne grono ambasadorów Polski. Ja oczywiście z sympatią wyrażam się o naszych służbach dyplomatycznych, natomiast uważam, że każdy z nas jest takim ambasadorem za granicą.
To na podstawie spotkania z każdym z nas, na podstawie rozmowy z każdym z nas czy pod wpływem zachowania każdego z nas ktoś sobie o Polsce i o Polakach wyrabia opinię.

Czyli każdy dla Polski może zrobić coś dobrego.
– Czasem wielka polityka dzieje się w stolicach, a ta prawdziwa w codziennej pracy, w szkole, w relacjach międzysąsiedzkich. Tak budzą się przyjaźnie między narodami. Sam nawet odruchowo odczuwam sympatię do kilku krajów właśnie dlatego, że mam tam serdecznych kolegów od czasów studenckich. Będę zawsze myślał o krajach, skąd oni pochodzą, interesował się ich losami. Dlatego duża liczba naszych rodaków w Austrii jest wielką szansą. Wiem, że bardzo wielu czytelników „Poloniki” już przyczynia się do tego. Należałoby ich działania jeszcze skoordynować czy jakoś wspomóc. Przede wszystkim jednak chciałbym za pośrednictwem pisma „Polonika” podziękować wszystkim naszym rodakom za taką postawę.

Czy obecnie są jakieś sprawy, w które Polacy mieszkający za granicą powinni się włączyć?
– Tych spraw jest wiele i można by o nich mówić godzinami. W wymiarze lokalnym na pewno należałoby zmobilizować wszystkich w kwestii nauki języka polskiego. Korzystając z tej okazji chciałbym zaapelować do naszych rodaków: pilnujmy tego, żeby dzieci uczyły się polskiego. To jest najważniejsza rzecz, jaką możemy zrobić tutaj, będąc na obczyźnie, dla Polski. Przekazać polskość, pamięć, wspólną kulturę, tradycję, a przede wszystkim język, który jest nieodzownym elementem polskości w następnym pokoleniu.

Z czego wynika tak duże znaczenie znajomości języka polskiego?
– Bez języka polskiego bardzo trudno wejść głębiej w polskość. Część osób, które przeczytają tę rozmowę, przyjechało z Polski, ma tam rodzinę, pamięta czas swojego życia w ojczyźnie. Najbardziej należy dbać o tych, którzy słabo Polskę pamiętają, bo wyjechali we wczesnym dzieciństwie bądź się już za granicą urodzili. Oni nie mają tego silnego elementu wpływającego na tożsamość. Ważne jest, żeby oni też mogli poprzez wspólny język współtworzyć wspólnotę, jak i dotrzeć do polskiej historii, literatury, kultury, tradycji. Będzie to też wyzwalało chęć częstszych wizyt w Polsce. Skoro bowiem znamy język, skoro się go uczymy, to chętniej chcemy do Polski przyjeżdżać, chociażby po to, żeby go rozwijać. Osobie bez znajomości języka trudniej jest poczuć się w Polsce jak w domu.

Niektórzy rodzice wyrażają obawy, że nauka języka ojczystego przeszkodzi ich dziecku w bezbłędnym opanowaniu języka kraju, w którym żyją.
– Spotykam się czasami z takimi opiniami. Każdy pedagog temu zaprzeczy, bo jest wręcz przeciwnie – nauka języka ojczystego jeszcze bardziej wzbogaca percepcję językową, łatwiej się chłonie obydwa języki.
Kolejny mit to twierdzenie, że dziecko nauczy się języka polskiego później. Od ośmiu lat jestem posłem polonijnym, jeżdżę po świecie i czasami się spotykam z taką postawą rodziców: teraz nie ma czasu, teraz trzeba się uczyć w szkole, a gdy dziecko dorośnie, to samo podejmie decyzję, czy chce uczyć się polskiego. Otóż nigdy ono nie podejmie już takiej decyzji. Małe dziecko w sposób otwarty, naturalny chłonie język i trzeba to wykorzystywać.
Część naszych rodaków za granicą ma za sobą trudne przejścia. Niektórzy w pierwszych latach mieli kłopoty z adaptacją w nowym społeczeństwie, spowodowane niewystarczającą znajomością języka kraju osiedlenia. Wielu ma aspiracje, a musi z powodów językowych wykonywać najprostszy zawód. To jest problem, ale nie bójcie się – Waszym dzieciom to nie grozi! Dziecko bez problemu języka lokalnego nauczy się w szkole, od rówieśników. Natomiast to od rodziców zależy, czy nauczy się też języka poskiego. Pilnujmy więc, aby w naszym domu rozmawiać z dzieckiem po polsku.
Znam polskie rodziny żyjące w różnych krajach, gdzie dziecko zaczęło się uczyć języka lokalnego dopiero idąc do szkoły, w wieku 6 czy 7 lat. Do tego czasu rozmawiało z rodzicami wyłącznie po polsku. Zapewniam, że nie nabędzie od tego akcentu polskiego, np. posługując się językiem niemieckim. Wiem też, że rodzice mają doświadczenia własne, jeżeli chodzi o naukę języka kraju osiedlenia. Co innego jednak, gdy uczymy się języka w wieku dorosłym, a co innego, gdy ma to miejsce w wieku dziecięcym. Co ważne, dziecko powinno nauczyć się języka polskiego w domu, a potem dodatkowo w szkole, która jest nieodzownym elementem uzupełniającym. To muszą być dwa naczynia połączone, to musi ze sobą współgrać.

Wspomniał Pan o doświadczeniach rodziców na emigracji, którzy ze względu na barierę językową nie mogli osiągnąć statusu społecznego odpowiadającego im kwalifikacjom zawodowym. Nie wiadomo, jak losy naszych dzieci się potoczą – może zechcą żyć w Polsce? Jednak wtedy niewystarczająca znajomość języka polskiego może okazać się dla nich barierą. Taką barierą, z jaką mieli do czynienia rodzice w nowym kraju.
– Oczywiście. Nie ucząc języka polskiego, czy też ucząc niewystarczająco, zamykamy jakąś drogę naszemu dziecku w sposób nieodwracalny. Dając mu od początku dwa języki, dajemy mu wolność wyboru różnych dróg. Traktujemy go więc podmiotowo, a ono samo zyskuje więcej kwalifikacji.

Polonia austriacka jest aktywna. Przed Ambasadą RP w dniu, w którym rozmawiamy, zorganizowana została manifestacja w obronie polskiego rządu i prezydenta pod hasłem „Polskie sprawy w polskich rękach”. Jakie słowa skierowałby Pan do tych manifestujących ludzi?
– Przede wszystkim słowa podziękowania. Dziękuję za obronę imienia Polski, za aktywność. Wychodzę z założenia, że każdy z nas ma demokratyczne prawo do wyboru tej czy innej partii politycznej, do opowiedzenia się po którejś ze stron. Natomiast czymś zupełnie innym jest sugerowanie, że skoro nasze ugrupowanie przegrało, to w Polsce nie ma demokracji, dzieje się źle, a Polska jest niewystarczająco rozwiniętym krajem. To jest działanie szkodzące Polsce.

Właśnie tego samego dnia w Wiedniu miała miejsce inna manifestacja pod hasłem „W obronie demokracji", zorganizowana przez zwolenników KOD. A co by Pan powiedział uczestnikom tej demonstracji?
– Jestem gorącym zwolennikiem tego, żebyśmy dyskutowali. Zainteresowanie polityką, uczestniczenie w życiu politycznym jest najlepszym świadectwem współodpowiedzialności za losy Polski. Rozmawiajmy więc o tym, w którą stronę Polska pójdzie, według jakich wartości będzie urządzane to, co się dzieje w kraju. Jestem zdecydowanie za tym, by naszych sporów nie eksponować Austriakom, bo to nie szkodzi Prawu i Sprawiedliwości, tylko Polsce, i warto o tym pamiętać. Wracając do tej drugiej manifestacji, myślę, że choćby z racji niewielkiej skali tego wydarzenia nie ma ono większego znaczenia.

Jaki był główny cel Pana obecnej wizyty w Austrii?
– Przede wszystkim chciałem się spotkać z różnymi środowiskami Polonii austriackiej. Chciałem z jednej strony przekazać naszym rodakom to, co jest tematem naszej rozmowy, a oprócz tego wsłuchać się w ich problemy, oczekiwania Polaków w Austrii. Myślę, że warunkiem dobrej koordynacji naszych relacji jest wzajemne zrozumienie. Chcę zapewnić, że jesteście dla nas bardzo ważni, jesteście dla nas partnerami. Nie jest przypadkiem fakt, że w kancelarii prezydenta sprawami Polonii zajmuje się szef gabinetu prezydenta i że zostanie tam stworzone Biuro Polonijne, a w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych wiceministrem odpowiedzialnym za Polonię jest pierwszy zastępca ministra spraw zagranicznych. Mam zaszczyt piastować tę funkcję i cieszę się, że w czasie jednej ze swoich pierwszych bezpośrednich wizyt zagranicznych odwiedziłem Polonię austriacką.

Rozmawiał Sławomir Iwanowski, Polonika nr 253, marzec/kwiecień 2016.

 

  

  

Wiceminister Jan Dziedziczak odwiedził Austrię w dniach 23 i 24 stycznia 2016. Spotkał się z Polonią w Wiedniu i Linzu, odwiedził Szkolny Punkt Konsultacyjny im. Jana III Sobieskiego w Wiedniu, Instytut Polski oraz kościół św. Józefa na Kahlenbergu. Wiceszef MSZ upamiętnił ofiary II wojny światowej oddając hołd pomordowanym na terenie obozów KL Mauthausen i KL Gusen. Spotkał się z władzami samorządowymi, rozmawiał również z przedstawicielami organizacji pozarządowych, które angażują się na rzecz przywrócenia do oficjalnej pamięci ofiar obozu KL Gusen.
Wiceminister podkreślił, że rząd stawia na partnerski model współpracy z Polonią. Wskazał, że współpraca ta jest politycznym priorytetem Prezydenta RP i rządu.

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…