Color of Your Life

Już 16 września 2017 roku Michał Szpak wystąpi w Wiedniu! Z tej okazji przypominamy rozmowę z nim, przeprowadzoną przed 61. Konkursem Piosenki Eurowizji.

 

 

 

 

 

 Michał Szpak to jedna z najciekawszych i najwyrazistszych osobowości na polskiej scenie muzycznej. Jego album Byle być sobą potwierdza to, o czym mówią wszyscy: niezwykły głos i charyzmatyczną osobowość. Piosenką Kolor twojego życia wygrał właśnie krajowe eliminacje do 61. Konkursu Piosenki Eurowizji i będzie reprezentował Polskę na konkursie w Sztokholmie.

W konkursie Eurowizji w maju tego roku w Sztokholmie zaśpiewasz piosenkę Color of Your Life. Jakie kolory dominują w Twoim życiu?
– Zdecydowanie są to kolory radosne. Zawsze byłem optymistycznym i uśmiechniętym dzieckiem, a teraz jestem już takim mężczyzną. Oczywiście w życiu zdarzało się, że moje słońce zachodziło, ale tylko po to, by później znów się wznieść. Też czasem lubię bujać w obłokach, które na szczęście zawsze pozostają jasne.

Jedni mówią, że inspirujesz się Conchitą, inni, że wyglądasz jak polski rycerz idący na odsiecz Wiedniowi, a jeszcze inni widzą w Tobie prawdziwego rockmana z lat 70. To trafne porównania?
– To dziwne, bo takie porównania padają tylko od strony polskich odbiorców. Podczas ostatniego przedeurowizyjnego mini tournée nikt z zagranicznych wykonawców ani publiki nie porównał mnie do niej. Ja sam również nie widzę żadnego podobieństwa. Inspirują mnie czasy starego dobrego rock‘n’roll’a i trochę dzieci kwiaty, a do tego przeplatam w tym wszystkim własne ja!

Czy Twój wygląd jest ważną częścią Twojej artystycznej osobowości?
– Wizerunek sceniczny to nieodłączna część mnie. To on dodaje mi otuchy. Lubię wyrażać się poprzez swój odrębny wizerunek, bo wiem, że wypływa on ze mnie, z moich inspiracji i lekkiej nutki wewnętrznego szaleństwa. Scena to miejsce, gdzie trzeba okazać szacunek widzowi, dlatego też nie wychodzę w dżinsach, w których hasam na co dzień po mieście, a w specjalnie uszytych kreacjach.

Gdybyś miał wybrać między dwiema zwycięskimi piosenkami austriackimi na Eurowizji: Merci, Chérie Udo Jürgensa i Rise Like a Phoenix Conchity Wurst, to która jest Ci bliższa?
– Obiecuję odrobić zaległości, bo kojarzę tylko piosenkę Conchity, w której podoba mi się muzyczny rozmach. Sam uwielbiam występować z orkiestrą, co jest nobilitujące dla każdego artysty. Bogactwo dźwięków, instrumentów i emocji w piosence to jej ogromna wartość.

Swój talent nazwałeś darem od Boga. Co to dla Ciebie dokładnie znaczy?
– Każdy rodzi się z jakimś talentem. Sztuką jest możliwie szybko go w sobie odnaleźć i pielęgnować. W moim rodzinnym domu dostrzeżono to bardzo wcześnie. Jak tylko sięgam pamięcią, od dziecka śpiewałem, i dziś nie wyobrażam sobie dalszej drogi bez tego. Czuję się z tym szczęśliwy i największą nagrodą jest dla mnie pozytywna reakcja tak wielu fanów – że to, co sam kocham robić, sprawia radość innym.

Czy masz jakieś autorytety moralne albo artystyczne?
– Moralność wynosi się z domu. Niedoścignionym wzorem pozostanie dla mnie mama. Nauczyła mnie być życzliwym i radosnym człowiekiem. Nie chcę się zmieniać. Muzycznie też nie mam żadnych wątpliwości, bo prawdziwym idolem pozostaje dla mnie Freddie Mercury, czarodziej wokalu, emocji i artystycznego piękna.

Jakie jest przesłanie piosenki Color of Your Life? Jak wpisuje się w tegoroczne główne hasło przewodnie konkursu w Sztokholmie? W roku ubiegłym w Wiedniu było nim „budowanie mostów między ludźmi”.
– Moja piosenka jest o życiu w zgodzie z samym sobą, by zawsze móc samodzielnie dokonywać wyboru – black or white – i nie obawiać się swojego przeznaczenia, które jest nam wszystkim pisane. W tym roku organizatorzy wybrali jako hasło „Come together”, ale podobno ma to również odniesienie do aktualnej sytuacji politycznej związanej z uchodźcami. Cieszę się, że mogę wziąć udział w tak dużym wydarzeniu, bo do Sztokholmu rzeczywiście wszyscy przyjadą, by wspólnie świętować to największe i najstarsze muzyczno-telewizyjne przedsięwzięcie na świecie.

Znasz cenę, jaką płacą dzieci za emigrację rodziców. A czy Ty myślałeś kiedyś o wyjeździe z Polski?
– Dziś mamy wiele możliwości, by swobodnie podróżować i poznawać świat. To także moja wielka pasja. Mógłbym mieszkać w wielu miejscach na ziemi, czerpać inspirację z innych kultur. Tak jak każda rzeka ma swoje źródło, również nasze korzenie pozostają zawsze w tym samym miejscu. Ja pochodzę z Jasła i zawsze będę tam wracał, nawet jeśli od tylu lat związany już jestem z Warszawą.

Jesteś autorem tekstów piosenek. Co chcesz w nich przekazać w czasach, gdy najwięcej tekstów jest o niczym?
– To też zależy od tego, czego słuchamy. W swoich muzycznych wyborach pozostaję wierny prawdzie. Najczęściej trafiają do mnie artyści z charyzmą, czasem po poważnych przejściach, ale z tym doświadczeniem życiowym brzmią bardzo autentycznie, śpiewając o swoich rozterkach, problemach, które bliskie są przecież każdemu człowiekowi. Piosenka to dla mnie emocje wyrażone nie tylko przez interpretację, ale właśnie sam tekst.

Podczas przygotowań do konkursu poznałeś już na pewno reprezentantów innych krajów. A czy zetknąłeś się z Zoë z Austrii?
– Oczywiście spotkaliśmy się już kilka razy. To niezwykle radosna dziewczyna i do tego jedna z najmłodszych uczestniczek tegorocznej Eurowizji. Jej piosenka zawsze bardzo dobrze przyjmowana była przez publiczność. Trochę zaskoczony byłem, że Austria zdecydowała się wysłać piosenkę po francusku, ale, jak się zorientowałem, te konotacje pozostają wciąż bardzo silne. Austria już kiedyś wygrała konkurs z piosenką z francuskim tytułem. To naprawdę wspaniała osoba, pełna wewnętrznego ciepła i wielkiego uroku. Zoë, jeśli to czytasz, przekazuję Ci wielkiego buziaka :-)

Życzymy wspaniałego występu w Sztokholmie. Czy chciałbyś coś przekazać Polakom w Austrii?
– Dziękuję za dobre słowo. Publiczność w Austrii pewnie będzie z większą uwagą śledziła Eurowizję w pierwszym półfinale, ale zapraszam Was przed telewizory także w dniu drugiego koncertu półfinałowego. 12 maja dam z siebie wszystko, byście byli ze mnie dumni. Liczę na Waszą pozytywną energię. My na scenie zawsze czujemy tę sympatię. Obym znalazł się w finale, wtedy będę Was prosił o życzliwą pamięć podczas głosowania, jeśli tylko polubicie moją piosenkę. Bardzo na to liczę. Mam nadzieję, że uda mi się Was przez te trzy minuty zaczarować :) Trzymajcie kciuki :)

Rozmawiała Halina Iwanowska, Polonika nr 254, maj/czerwiec 2016.

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…