Jestem głosem Polonii w Ojczyźnie

Anna Maria Anders, córka generała Władysława Andersa, polskiego bohatera narodowego.  Od 2016 pełni funkcję sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, jest też senatorem IX kadencji.

 

W 1939 roku  Władysław Anders został wzięty do niewoli przez Rosjan. Dowodził Polskimi Siłami Zbrojnymi, utworzonymi w ZSRR. Po wojnie nie mógł wrócić do Polski, bo komuniści zaocznie skazali go na śmierć. Anna Maria Anders prawie całe swoje dotychczasowe życie spędziła za granicą, wychowała się w Wielkiej Brytanii, mieszkała w Szwajcarii, Francji, we Włoszech, w Niemczech, a od 20 lat w Stanach Zjednoczonych. Ze względów politycznych po raz pierwszy do kraju mogła przyjechać w 1991 roku, a w 2014 roku uzyskała obywatelstwo polskie. Biegle mówi sześcioma językami, w tym bardzo dobrze po polsku, bo w jej rodzinnym domu mówiło się wyłącznie po polsku. Jej misją, jak twierdzi, jest dokończenie dzieła Ojca w Polsce.

Jest Pani córką generała Władysława Andersa, jednego z największych bohaterów polskiego narodu, który uratował ponad 120 tysięcy Polaków zesłanych do Związku Sowieckiego, zwyciężył pod Monte Casino. Dziś możemy się o nim wiele dowiedzieć z opracowań historycznych, książek, artykułów. A jakim był on dla Pani prywatnie, jakim był ojcem, jak go Pani zapamiętała?
– Jako Tatusia. Myśmy byli ze sobą bardzo blisko. Przez to, że mieszkaliśmy w Anglii, i ja się tam urodziłam, prawdopodobnie było to dla nas łatwiejsze. Dlatego, że gdy ojciec chodził po ulicy, to nie wszyscy wiedzieli, kim on jest. Na co dzień był osobą anonimową. Mógł przez to więcej czasu poświęcać dla mnie. Gdyby był w Polsce i piastował jakieś ważne stanowisko, byłoby to trudniejsze. A tak to mieliśmy dużo czasu dla siebie. On był po prostu fantastyczną osobą, uwielbiałam go, byłam zazdrosna nawet o mamę.
On mówił, że była Pani jego ostatnią miłością w życiu.
– Mówił: największą i ostatnią.
Czy utkwiło Pani w pamięci jakieś wydarzenie z okresu dzieciństwa związane z Ojcem?
– Najbardziej utkwił mi w pamięci nasz wspólnie spędzony czas, gdy byłam naprawdę mała. Opowiem o pewnym wydarzeniu, choć niektórzy się śmieją, gdy to słyszą. Gdy miałam trzy lata, moje włosy stały się słabe, więc dla ich wzmocnienia całkowicie mi je zgolono. Wszyscy płakali, moja mama, moja niańka, że wyglądam strasznie bez włosów. Wtedy mój Ojciec także całkowicie zgolił sobie głowę. Pewnego dnia, gdy szliśmy przez miasto, zobaczyłam siebie w witrynie jakiegoś sklepu powiedziałam: „O, są dwa tatusie!” Było nam naprawdę dobrze razem.
Spędzałam z nim dużo czasu, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, jaki naprawdę jest. Prawdopodobnie uświadomiłam to sobie dopiero wtedy, gdy zaczęłam częściej przyjeżdżać do kraju, gdy zaangażowałam się w polską politykę. Gdziekolwiek jadę, to ktoś mi z dumą opowiada, że jego przodkowie przeszli wspólny wojenny szlak z moim Ojcem, pokazuje pamiątki. Wiedziałam oczywiście o Monte Casino, o Rosji, ale nie wiedziałam o wielu innych rzeczach, o których mi później ludzie opowiedzieli. On był naprawdę wybitnym człowiekiem, jestem dumna, że jestem jego córką. Żałuję, że Ojciec zmarł, gdy byłam nastolatką, odszedł za wcześnie, miałam wtedy 19 lat.
Jak starał się Panią wychować? Czy wprowadzał Panią w te wartości, które sam wyznawał?
– Absolutnie. Ja się wychowałam w rodzinie bardzo polskiej, bardzo patriotycznej. Do jakiego stopnia mój rodzinny dom był patriotyczny, zdałam sobie sprawę, gdy zaczęłam przyjeżdżać do kraju. Wszystko dla mnie było znajome, czy to kolędy, czy uroczystości, czy jedzenie. Emigracja stworzyła taką małą Polskę poza granicami Polski i ja do niej należałam.
Jest Pani postrzegana jako spadkobierczyni legendy Generała. Jakie wartości są dla Pani szczególnie ważne?
– Wyznaję tradycyjny system wartości: Bóg, Honor, Ojczyzna – tak jak Ojciec mówił. Jestem konserwatystką, szanuję chrześcijańskie korzenie cywilizacji łacińskiej. Ojciec był osobą bardzo wierzącą. Był ewangelikiem, ale w Rosji przeszedł na katolicyzm. Powiedział, że jeżeli wyjdzie z Łubianki, to przejdzie na katolicyzm, i tak się stało. Wspominał, że podczas pierwszej mszy świętej w Rosji jego żołnierze płakali. Od tylu lat nie mieli okazji być na mszy świętej. Odnośnie honoru – Ojciec był osobą bezwzględnie uczciwą, miał swoje zasady. A Ojczyzna? Ojciec służył Polsce najofiarniej, jak mógł. Mnie się zdaje, że należał do największych patriotów naszego wieku. Wychował mnie w silnym przywiązaniu do patriotyzmu i polskiej kultury.
Czym jest dla Pani patriotyzm?
– Obserwuję to, co się dzieje w Polsce, i uważam, że ludzie, którzy mówią teraz o patriotyzmie, nie wiedzą, co to jest. Dla mnie patriotyzm to miłość do kraju i to powinna być największa rzecz. Widzę teraz naszych niektórych polityków, którzy, kierując się tylko swoją własną ambicją, krytykują polski rząd w Parlamencie Europejskim, nie myśląc o tym, jak to może być odbierane na świecie. To wszystko powinno zostać u nas, w Polsce, i w Polsce być rozstrzygnięte, a nie wynoszone na zewnątrz. To nie jest patriotyzm. Niestety, polska polityka jest zbyt mocno upartyjniona i skonfliktowana. Gdy wygrywają jedni, to drudzy od razu starają się im za wszelką cenę przeszkadzać. Moją cechą charakteru natomiast jest łączenie ludzi, a gdy ktoś się ze mną nie zgadza, próbuję go przekonać, nie walczyć. Mój Ojciec mówił: Odrzućmy wszystko, co nas dzieli, i bierzmy to, co nas łączy. Ja pamiętam te słowa Ojca, więc walczmy o to, żeby Polska była Polską, żeby Polacy byli dumni z tego, że są Polakami.
Wygrała Pani wybory uzupełniające do Senatu na Podlasiu. Większość swojego życia spędziła Pani poza Polską, a mimo to rodacy mieszkający w kraju wybrali Panią jako osobę, która ma reprezentować ich w polskim parlamencie. Dlaczego Panią wybrali?
– Miałam dwie kampanie. Po raz pierwszy wystartowałam w Warszawie, w okręgu 44., tam gdzie głosują Polacy mieszkający za granicą. I to oni mnie wybrali, ale nie warszawiacy. Zdobyłam ponad 150 tysięcy głosów i, choć to był trzeci wynik w kraju, przegrałam małą ilością głosów z kandydatką PO. Polonia była bardzo niezadowolona, że się nie udało.
A potem kandydowałam w okręgu 59., czyli na Podlasiu, gdzie wygrałam. To jest okręg bardzo ściśle związany z historią mojego Ojca, to stamtąd były wywózki na Syberię. W czasie mojej kampanii poznałam wielu ludzi wywiezionych na Syberię, za to tylko, że byli Polakami, tych, którzy wrócili, lub ich potomków, również tych, którzy walczyli pod Monte Cassino. Tak więc, jeżeli chodzi o Polskę, ten okręg bardziej mi pasował. Ludzie mi zaufali, jeszcze bez mojej zasługi, ale dlatego, że jestem spadkobierczynią legendy mojego Ojca.
Wybrali mnie też dlatego, bo czuli, że ja naprawdę chcę coś dobrego zrobić dla tego okręgu. Ten okręg jest bardzo biedny, był zupełnie ignorowany przez ostatnie osiem lat przez poprzednie rządy. Ja już się staram o inwestycje dla tego okręgu, byłam w Stanach Zjednoczonych, jestem umówiona z senatorami w Ameryce, żeby się z nimi tam spotkać, a jeden z nich przyjedzie do mojego okręgu w lipcu.
Jestem bardzo dumna z tego zwycięstwa, choć niektórzy mówią, że nie było to jakieś spektakularne zwycięstwo. Według mnie było to fenomenalne zwycięstwo, bo trzeba mieć na uwadze, że absolutnie wszystkie partie, poza partią Kukiz'15, były przeciwko mnie. Byłam kandydatką partii PiS i te wybory uznano za referendum przeciwko PiS. Gdybym przegrała w tych wyborach, byłoby to bardziej szkodliwe dla partii niż dla mnie.
Ale Pani nie jest członkiem PiS.
– Startowałam jako osoba bezpartyjna z komitetu wyborczego PiS. Nie jestem członkiem PiS, ale bliski jest mi jej program. Uważam, że zmiany, które proponują, służą lepszej przyszłości naszego kraju. Popieram ich patriotyzm, popieram ich promowanie historii Polski.
Dlaczego, według Pani, ważna jest historia?
Dlatego, że bez historii nie ma przyszłości. Bardzo trudno jest uczyć patriotyzmu bez historii.
W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że zdecydowała się Pani kandydować pod wpływem wystąpienia inauguracyjnego prezydenta Andrzeja Dudy.
– Tak było. Mówił o Polsce, jaką ja chciałabym widzieć. On właśnie mówił o polskiej tradycji, patriotyzmie, o wspólnocie, czego nam absolutnie brak w Polsce. Jesteśmy tak strasznie podzieleni. Mówił o Polonii, na której mi bardzo zależy. Mówił o bezpieczeństwie kraju, a mi zależy, aby w Polsce bardziej zaangażowało się NATO, ewentualnie, żeby powstały bazy amerykańskie. Przekonał mnie, bo ma takie same poglądy jak ja.
Jest Pani córką generała, wdową po pułkowniku, matką oficera – czy jest Pani twardą kobietą w polityce?
– Nie wiem, czy jestem osobą twardą, ale na pewno zdecydowaną. Mój ojciec był bardzo skuteczny i zdecydowany. Ludzie mnie często pytają, czy jestem bardziej jak mama, czy jak ojciec. Wygląd mam po mamie, ale charakter po ojcu.
W swych wypowiedziach podkreślała Pani, że chce Pani dokończyć dzieło Ojca i dopisać do tego ostatni rozdział. Co to za ostatni rozdział, co chciałaby Pani zrealizować?
– Dokończyć dzieło Ojca mogę tylko podejmując odpowiedzialność za kraj, dlatego zdecydowałam się zaangażować politycznie. Koło historii się zamyka, mój Ojciec, który nie mógł wrócić do ojczyzny, w pewnym sensie wraca więc poprzez moją osobę. Poprzez rządową ustawę o repatriacji zaczynamy realizować to, czego On tak bardzo pragnął. To nasz narodowy obowiązek wobec naszych rodaków. Wielu Polaków żyje dziś w odległych republikach byłego Związku Radzieckiego, z których niektóre są coraz bardziej islamskie, przez co Polacy tam żyjący stają się obywatelami drugiej kategorii. Ojcu tak strasznie zależało, żeby wszyscy Polacy mogli wrócić do kraju. Właśnie tak się złożyło, że gdy objęłam funkcję ministra w rządzie, stałam się w pewnym stopniu twarzą tej ustawy. To jest najważniejsze, żeby Polacy, którzy zostali na Wschodzie, mieli możliwość powrotu do kraju. Pamiętam słowa Ojca, który wspominał to, co powiedział w czasie wojny: dojdziemy, ale nie wszyscy dojdziemy. Ojciec jednak chciał, żeby wszyscy mieli możliwość powrotu. To, co się stało na konferencji w Jałcie, zgoda sojuszników Polski na podporządkowanie Europy Wschodniej imperium sowieckiemu, to była dla niego tragedia.
Nie wszyscy wtedy zdążyli dołączyć do jego Armii, a potem wrócić do Polski. A co dziś Polska może zrobić dla tych Polaków, którzy żyją poza jej granicami?
– Nie można generalizować, jest stara emigracja, nowa emigracja, są też Polacy na Wschodzie, którzy mają różne oczekiwania. Chciałabym, żeby ludzie, którzy zostali na Wschodzie, wrócili do Polski, jeżeli tego chcą. Mamy tych, którzy chcą przyjechać do Polski i tutaj mieszkać, ale są też tacy, jak Polacy z Wilna, gdzie ostatnio byłam, którzy nie chcą przyjechać na stałe. Wolą być dalej Polakami na Litwie i współpracować z Polską. Są Polacy na Kresach, którzy chcą tam żyć, ale potrzebują naszej pomocy.
Odmiennym problemem jest emigracja młodych ludzi na Zachód. Chciałabym, żeby nasza młodzież zostawała w Polsce, a nie wyjeżdżała za granicę. Mam nadzieję, że w kraju będzie więcej możliwości pracy, że młodzi ludzie będą chcieli tu zostać. Spotykam się z Polonią, choć może w Stanach Zjednoczonych jest troszeczkę inaczej, bo Polacy tam są szczęśliwi i nie chcą przyjeżdżać tutaj. Ale na przykład Polacy w Anglii bardzo chętnie by wrócili, tylko nie mogą sobie na to pozwolić ze względu na różnice w zarobkach. Oczywiście nie można tego zrobić w ciągu 24 godzin, ale chodzi o to, żeby stworzyć miejsca pracy, zapewnić większe zarobki i żeby ludzie mogli wracać do Polski, i tu zainwestować swój kapitał i doświadczenie. Jestem w stałym kontakcie z Polonią, w stosunku do której będziemy jeszcze bardziej aktywni. Mój Ojciec cieszyłby się, że wróciłam do Polski, mam nadzieję, że nikogo nie zawiodę.
Niektórzy twierdzą, że Polacy mieszkający za granicą nie powinni brać udziału w wyborach, ponieważ nie wiedzą, co się dzieje w kraju. Pani natomiast z sukcesem kandydowała. W kraju pojawiają się komentarze w rodzaju: „Polacy wracają z emigracji i próbują nam organizować życie". Co Pani powie na stwierdzenie, że Polacy za granicą nie powinni się mieszać w sprawy polskie?
– Polska potrzebuje pomocy, bo wszyscy twierdzą, że nie jest tak, jak być powinno. Potrzebujemy więc też ludzi z zagranicy. Potrzebujemy inwestycji zagranicznych, a jeżeli chcemy mieć ich więcej, to trzeba tych ludzi zintegrować, włączyć w sprawy polskie poprzez prawo do głosowania.
Jeżeli ktoś mnie krytykował za to, że startuję w wyborach, a mieszkałam za granicą, to ja pytałam: a co ty zrobiłeś dla Polski? Ja uważam, że nie ma różnicy, gdzie człowiek się urodził, to jest od niego niezależne. Są ludzie, którzy całe życie mieszkają w swoim kraju i niewiele dla Polski zrobili.
Prezes PiS, Jarosław Kaczyński, powiedział że Pani możliwości „przewyższają możliwości zwykłego senatora”. Jak Pani sądzi, dlaczego?
– Po pierwsze dlatego, że jestem córką Generała, i mam nazwisko, które jest bardzo znane w Polsce. Jest wielu ludzi, którzy bardzo cenią mojego Ojca i którzy mnie cenią właśnie za to, że jestem jego córką. Ale nie tylko to. Pochodzę z zagranicy, więc mam inne spojrzenie na politykę w Polsce, patrzę trochę z dystansu. I rzeczywiście, ja patrzę inaczej na polską współczesność, bardziej zdroworozsądkowo. A po trzecie, mieszkałam tyle lat za granicą i znam Polonię. Jestem jedyną osobą, która naprawdę zna Polonię i Polaków żyjących na emigracji. I oni także uważają, że jestem tą osobą, która ich zna. Tak więc, gdy za pierwszym razem nie dostałam się do Senatu, byli niezadowoleni. Teraz uważają, że mają swojego reprezentanta w polskim parlamencie. Jestem ich głosem w Ojczyźnie.

Rozmawiał Sławomir Iwanowski. "Polonika" nr 255, lipiec/sierpień 2016.

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…