Słodko i ostro

Powstałe przed trzema laty w Wiedniu Duo Aliada tworzą polski saksofonista Michał Knot i pochodzący z Serbii Bogdan Laketic.

Oryginalne brzmienie, wybitna muzykalność, wirtuozowskie wykonania przyniosły młodym muzykom w krótkim czasie prestiżowe nagrody: zwycięstwo w konkursie dla młodych talentów „Fidelio", udział w objętym patronatem austriackiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych programie „The New Austrian Sound of Music", nagranie płyty i... kilkadziesiąt koncertów rocznie w Austrii i za granicą. Na jubileuszu 20-lecia „Poloniki" pojawili się niemal prosto z lotniska, wracając z tournée po Ameryce Południowej. 19 listopada zadebiutują w wiedeńskim Musikverein. Warto przyjść i posłuchać!

Znasz taki dowcip? Facet zaczepia przechodnia i pyta: jak dojdę do Filharmonii? A tamten odpowiada: ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć! Przypomniał mi się ten dowcip, kiedy czytałam taki wpis na Twoim profilu fejsbukowym: Cztery lata temu, gdy przeprowadziłem się do Wiednia, pierwsze kroki skierowałem do wspaniałej Musikverein. Patrząc na plakaty reklamujące wielkich artystów zastanawiałem się, czy kiedykolwiek zagram tam koncert. No i stało się! A raczej – stanie się: 19 listopada o godzinie 20:00. Czy uważasz, że pilność w ćwiczeniu to najkrótsza droga na renomowane estrady koncertowe?

Michał Knot: Przede wszystkim trzeba być bardzo zdeterminowanym. Stawanie się muzykiem to nie jest tylko ćwiczenie, granie godzinami w zamkniętym pokoju i grywanie na szkolnych, a potem studenckich koncertach, żeby się ograć, czyli oswoić z publicznością. Stawanie się muzykiem to także słuchanie wybitnych wykonawców: na żywo i z nagrań. Życie muzyką. Przesiąknięcie nią.

Trzeba się zauroczyć?

MK: Tak, to musi być miłość od pierwszego wejrzenia. Od małego dziecka. Jeśli chcą tego głównie rodzice, a dziecko jest zmuszane do ćwiczenia, to raczej nic z tego nie wyjdzie. Moja mama jest nauczycielką skrzypiec. Sam też zacząłem grać na skrzypcach, ale mnie od początku ciągnęło do saksofonu. Nigdy nie miałem wątpliwości, co chcę robić w życiu. Studiowałem najpierw w Krakowie, potem we Włoszech, teraz robię drugie studia magisterskie w Wiedniu. Myślę, że ta wielość i różnorodność doświadczeń, przyglądanie się, jak ludzie pojmują muzykę i jak ją wykonują w różnych krajach, to też odpowiedź na to, jak dojść do Musikverein. Na pewno nie przez ćwiczenie przez 20 lat w zamkniętym pokoju. Tak to nie działa niestety. Trzeba rozwijać swoją kulturę muzyczną, ale też znajomości w świecie muzycznym. Bez tego, nie oszukujmy się, nie trafimy na estrady. Jak już ktoś cię zna, to przynajmniej spojrzy na to, co mu dajesz do posłuchania. Dla obcych nikt nie ma czasu.

Jakiej muzyki słuchało się w Twoim rodzinnym domu?

MK: Słuchałem bardzo dużo muzyki klasycznej od wczesnego dzieciństwa. Mógłbym nawet zażartować, że żyłem z muzyką, zanim się urodziłem, bo moja mama grała swój recital dyplomowy, gdy była ze mną w zaawansowanej ciąży. U nas muzyka była zawsze elementem codzienności. A wszystko wzięło się właściwie z tego, że moja babcia była woźną w szkole muzycznej w Jaworznie i wszystkie czworo dzieci tam posłała. Gdyby babcia nie była woźną w tej szkole, to zapewnie i ja nie byłbym muzykiem.

Gdzie się spotkaliście?

Bogdan Laketic: W konserwatorium. Mój profesor, akordeonista Grzegorz Stopa, który też jest Polakiem, słyszał kiedyś grającego Michała, zaznajomił nas ze sobą i zachęcił do wspólnego wzięcia udziału w konkursie „Fidelio" w Konservatorium Wien.

Który to konkurs wygraliście, co oznaczało nie tylko nadanie wam tytułu Artysty Roku, ale też otrzymanie stypendium. No i oczywiście wyszliście z cienia anonimowości!

MK: Tu muszę jeszcze nas pochwalić, że po raz pierwszy w historii tego konkursu, a była to już dwunasta edycja, jury przyznało nam tę nagrodę jednogłośnie!

BL: Ale najważniejsze było rozpoznanie, zaraz na pierwszej próbie, że brzmienie saksofonu i akordeonu tak znakomicie pasuje, więc nawet gdybyśmy tego konkursu nie wygrali, to i tak było to dla nas istotne doświadczenie, które zaważyło na naszej przyszłości.

Na pierwszy rzut... ucha nie łączymy tych dwóch instrumentów.

BL: No właśnie. Akordeon kojarzy się z muzyką ludową, a saksofon z jazzem. Tymczasem my wysłyszeliśmy, że brzmienia naszych instrumentów potrafią być na tej samej fali kolorystycznej czy to w lirycznych, bardzo cicho granych fragmentach, czy dynamicznych. Nasz repertuar zawiera sporo adaptacji utworów na flet i fortepian i grając je co rusz sami się dziwimy, jak bardzo nasze zestawienie stało się po prostu... barwniejsze! Flet brzmi tak łagodnie i słodko. Saksofon też to potrafi, ale umie też być całkiem inny, drapieżny, ostry. Także akordeon ma dużo więcej możliwości brzmieniowych niż fortepian.

A właśnie, jak dobieracie repertuar? Chyba mało jest utworów napisanych na saksofon z akordeonem?

MK: Nasze instrumenty mają niesamowitą możliwość zmieniania barwy dźwięku. To, co my robimy, to jest eksperymentowanie z brzmieniami. Efekty zostały zarejestrowane na naszej pierwszej płycie, która się nazywa New Colors of the Past, czyli nowe kolory przeszłości. Na tej płycie są wyłącznie transkrypcje, utwory przeznaczone w oryginale na inne instrumenty. Chcemy pokazać, że te instrumenty mają niesamowite właściwości właśnie w muzyce klasycznej. Wyszła z tego całkiem ciekawa prezentacja możliwości naszych instrumentów. Gramy przecież Pendereckiego, i Piazzolę, ale też kompozytorów barokowych: Vivaldiego i Haendla.

A jakie są Wasze dalsze plany odnośnie repertuarowych poszukiwań?

MK: Chcielibyśmy poeksperymentować z brzmieniami kompozytorów północy, na przykład Sibeliusa i Griega. Mamy wrażenie, że współbrzmienie saksofonu i akordeonu ewokuje takie zimne emocje północy.

Z czego jesteście szczególnie dumni?

BL: Chyba z tego, że znaleźliśmy się w programie popierającym młodych artystów „The New Austrian Sound of Music". Oznacza to, że możemy w najbliższej przyszłości liczyć na ułatwienia w organizacji naszych koncertów na całym świecie. Za trzy tygodnie lecimy do Portugalii, w przyszłym roku mamy w kalendarzu Chile, potem Waszyngton... Bardzo nas to cieszy, bo chcielibyśmy naszą muzykę móc zaprezentować jak największej rzeszy publiczności, zwłaszcza że na koncertach zauważyliśmy, że to, co robimy, bardzo się podoba, daje ludziom radość.

MK: Jesteśmy dumni, że to, co robimy, doczekało się uznania fachowców, bo dostajemy nagrody i dobre recenzje, a zarazem cieszymy się, że nasza muzyka jest znakomicie przyjmowana przez publiczność, która niekoniecznie chadza regularnie do filharmonii i która nie jest obyta z muzyką klasyczną.
19 listopada o 20:00 wystąpimy w Musikverein, jednej z najważniejszych sal koncertowych nie tylko w Wiedniu, ale i w Europie. Zagramy nasz debiutowy koncert, który będzie zarazem koncertem promocyjnym naszej płyty CD. Zapraszam serdecznie, jeżeli są Państwo zainteresowani usłyszeniem nowego oblicza muzyki.

Rozmawiała Dorota Krzywicka-Kaindel, Polonika nr 250/251, listopad/grudzień 2015

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…