Uwierzyłam, że sobie poradzę

 – Nie stać nas na brak równouprawnienia: obojętnie, czy to dotyczy kobiet, mniejszości, czy obcokrajowców – mówi Ewa Dziedzic, rzeczniczka ds. kobiet w Partii Zielonych.

 

 

 

Rozmowa została przeprowadzona przed wyborami do wiedeńskiego Landtagu w październiku 2015 roku. Dziś Ewa Dziedzic pełni funkcję senatorki w Parlamencie Austriackim i w przedwczesnych wyborach parlamentarnych, które odbędą się 15 października 2017, jest kandydatką Zielonych i znajduje się na wysokim, siódmym miejscu.

 

Czy nastąpił jakiś decydujący moment, w którym powiedziała Pani: nie tylko jestem u siebie, ale chcę mieć wpływ na to, co dzieje się w tym kraju? Czy może był to długotrwały proces?
–Z pewnością różnorodne doświadczenia w moim życiu zachęciły mnie do tego, żeby się zaangażować politycznie. Zawsze miałam silne poczucie sprawiedliwości. Pamiętam, jak mając 8 lat napisałam mój pierwszy list do polityka, bo mama narzekała, że nie można kupić dzieciom pisaków do szkoły. To było w Polsce w 1988 roku. Po przyjeździe do Austrii szybko zauważyłam, że osoby urodzone poza granicami tego kraju są postrzegane negatywnie i traktowane często nieufnie. W czasie studiów intensywnie zajmowałam się zagadnieniami społecznymi i próbowałam równocześnie aktywnie „poprawiać świat" – na uniwersytecie, w organizacjach pozarządowych i od 2007 w Partii Zielonych.
Dlaczego Zieloni? Co Panią przekonało do tej partii?
– Pracowałam na Uniwersytecie Wiedeńskim i właśnie skończyłam pisać doktorat, kiedy przez przypadek dowiedziałam się, że Ulrike Lunacek (aktualnie wiceprezydentka Parlamentu Europejskiego – przyp. red.) poszukuje kogoś na pół etatu w klubie parlamentarnym Zielonych. Nigdy bym nie pomyślała, że w ciągu 7 lat z 20 godzin tygodniowo zrobi się 70-godzinna pasja. Przekonało mnie to, że Zieloni są jedyną partią w Austrii, która się troszczy o sprawy współżycia społecznego i integracji poprzez wyrównanie szans oraz działa w praktyce w oparciu o prawa człowieka. Z czasem zaczęłam się także interesować alternatywną gospodarką, sprawami czystego środowiska naturalnego i zdrowej żywności. W końcu zdecydowałam się kandydować na radną gminy miasta Wiedeń oraz posłankę do Landtagu.
W Partii Zielonych pełniła Pani różne funkcje. Aktualnie jest Pani rzeczniczką ds. kobiet. Jak z Pani punktu widzenia wyglądają problemy kobiet w tak nowoczesnym, otwartym i tolerancyjnym mieście, jakim jest Wiedeń?
– Mimo przepisów zakazujących dyskryminacji w pracy ze względu na płeć, nie zmniejsza się różnica w zarobkach: w Austrii kobiety nadal zarabiają około 23% mniej niż mężczyźni – za tę samą pracę i taką samą liczbę godzin. Prace opiekuńcze, jak i większość nieodpłatnych zadań związanych z utrzymaniem gospodarstw domowych wykonują w 80% kobiety. Badania potwierdzają też, że kobietom trudniej jest pogodzić karierę zawodową z obowiązkami wobec rodziny. Imigrantki są w jeszcze gorszej sytuacji: podejmują często prace poniżej zdobytych kwalifikacji, zarabiają mniej oraz trudniej im znaleźć zatrudnienie. Oprócz tego wiele z nich jest uzależnionych ekonomicznie od męża, a przemoc domowa wobec kobiet stanowi najczęściej zgłaszane przestępstwo. Nie stać nas na brak równouprawnienia: obojętnie, czy to dotyczy kobiet, mniejszości, czy obcokrajowców.
11października odbędą się w Wiedniu wybory na szczeblu gminnym i krajowym. Dlaczego warto wziąć w nich udział?
– Obywatele państw członkowskich UE mieszkający w Wiedniu mają czynne prawo wyborcze jedynie w wyborach dzielnicowych miasta. Uczestnictwo w wyborach rady miasta niestety nadal nie jest dozwolone, ale to się musi zmienić! Wiele Polek i Polaków nawet nie wie, że mają prawo wybierać u siebie władzę w danej dzielnicy – Bezirksvertretung. Przecież to nie jest obojętne dla nikogo, jaka partia decyduje o rozwoju danej dzielnicy. Na szczeblu gminnym i krajowym prawo głosowania mają natomiast jedynie obywatelki i obywatele Austrii. To znaczy, że aż jedna czwarta mieszkańców Wiednia pozbawiona jest prawa do udziału w procesie podejmowania decyzji. Brak prawa wyborczego z pewnością zmniejsza gotowość do uczestnictwa w życiu społeczno-politycznym.
W Wiedniu rządzi od 4 lat czerwono-zielona koalicja, która obniżyła cenę rocznych biletów komunikacji miejskiej na 365 euro za roczną kartę, a cenę parkingów w miejscu zamieszkania o 11%. Miasto słynie z doskonałej wody, transportu publicznego, wytyczono także 1174 km tras rowerowych. Wysoka ranga Wiednia jako międzynarodowej metropolii o światowej sławie opiera się na szczególnej, samodzielnej, federalnej pozycji tego miasta, gwarantowanej konstytucyjnie. Umożliwia to stolicy prowadzenie wyjątkowo aktywnej polityki administracyjno-samorządowej. Dlatego na wybory warto iść!
Wróćmy do początków. Przyjechała Pani do Austrii jako 9-letnia dziewczynka. Jak Pani to wspomina?
– Nie zaimponowały mi strasznie długie kolejki na granicach, nasze małe pierwsze mieszkanie w 10. dzielnicy czy hałas, do którego nie byłam przyzwyczajona. Imponowała mi za to różnorodność języków, które słyszałam. Bawiłam się z tatą w rozpoznawanie, skąd ktoś jest.
Pierwszy rok w szkole nie był łatwy, ponieważ nie mówiłam w ogóle po niemiecku. Do dziś jestem wdzięczna mojej nauczycielce, która zabiegała o to, żebym poszła do gimnazjum po 2 latach w austriackiej podstawówce, i wierzyła, że sobie dam radę. I ja też uwierzyłam, że sobie poradzę.
Oprócz polityki Pani pasją jest nauka.
– Zanim zaczęłam pracować w klubie parlamentarnym, spędziłam ponad 10 lat na Uniwersytecie Wiedeńskim. Studiowałam publicystykę, filozofię, politologię oraz przez kilka semestrów translatorykę. W tym czasie pisałam prace naukowe, obroniłam pracę magisterską i zakończyłam studia doktoratem. Zaczęłam nawet pracować nad drugim, ale, ze względu na moje zaangażowanie się w politykę, zabrakło na to czasu. Do tej pory nauka i badania naukowe są moją pasją.
Ma Pani kontakt ze wszystkimi możliwymi narodowościami. Jak na ich tle wypadamy my, Polacy?
– Blisko 50% mieszkańców Wiednia ma pochodzenie migracyjne, co znaczy, że jest to społeczność bardzo różnorodna. Wiedeń jako miasto zawsze przyciągał stałych lub krótkotrwałych imigrantów. Ważne było i nadal jest, żeby nikt z nich nie został pozbawiony praw lub stał się osobą wykluczoną.
Często słyszę, że „polnische community" jest bardzo „zintegrowana". Rzeczywiście, wielu Polaków w Austrii zintegrowało się z otoczeniem. Z jednej strony możemy to odbierać jako komplement, bo przecież nie chcemy, żeby nam opowiadano kawały o skradzionych samochodach lub nadużywaniu alkoholu. Z drugiej strony ważna jest świadomość swoich korzeni, znajomość polskiego języka i tradycji. Nie warto o nich zapominać, obojętnie, jak długo tu przebywamy.
Za sprawą chrześcijaństwa łączącego Polskę z Austrią jest mniej nieporozumień na tle kulturowym. Większość Polaków utrzymuje intensywne kontakty z Polską, a wielu z nich nie wyklucza powrotu do ojczyzny. Statystycznie w Austrii żyje nas około 100 tysięcy, z czego większość w Wiedniu. Odkąd Polska przystąpiła do Unii Europejskiej, wiele się dla nas zmieniło. Ja na przykład czuję się nie tylko Polką z austriackim obywatelstwem, lecz także Europejką.
Dlaczego, Pani zdaniem, Polacy powinni angażować się w austriacką politykę?
– Korupcja, nadużycia władzy i brak przejrzystości nadwerężyły zaufanie do austriackiej polityki. Zamiast pozwolić na to, aby coraz więcej pieniędzy wsiąkało w bagno korupcji, warto włączyć się w rozwiązywanie pilnych problemów naszego społeczeństwa. Jesteśmy jakby ambasadorami Polski i równocześnie mieszkańcami Austrii, którzy jako migranci mają wpływ na społeczeństwo austriackie.
Demokratyczny ustrój państwa ma swój fundament oparty na wolności słowa, powszechnym i nieodpłatnym dostępie do edukacji, tolerancji w stosunku do innych nacji, wyznań religijnych oraz ochronie prawnej, zagwarantowanej wszystkim obywatelom bez względu na ich pozycję społeczną, materialną itd. Niejednokrotnie zdarza się jednak, że te elementarne prawa nie są respektowane. Demokracja jest wyrazem woli większości obywateli, przy respektowaniu praw mniejszości. Jeśli przestanie to być ważne nawet w bliskim środowisku, w którym żyjemy, to utracimy wiarę w to, że możemy mieć wpływ na politykę, a na dłuższą metę także na sprawy społeczne.

Rozmawiała Halina Iwanowska, Polonika nr 242, luty 2015

 

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…