Kobiety po męsku

Chcemy pokazać, jaką nieustępliwością i odwagą wykazywały się kobiety w czasach, kiedy jedyną szansą na niezależność w życiu było zatajenie płci. Przez całe wieki bowiem kobieta nie mogła radzić sobie samodzielnie w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

 

W surducie i spodniach
Był rok 1881, kiedy zmarł Henryk Rodziewicz. Jego córka Maria Rodziewiczówna, późniejsza autorka powieści, m.in. Lato leśnych ludzi, Między ustami i brzegiem pucharu i Dewajtis, miała wtedy ledwie 17 lat. Skonfrontowana z koniecznością przejęcia majątku, obcięła po chłopięcemu włosy i odrzuciła damskie fatałaszki (gorset i obfite falbaniaste suknie), jako przeszkadzające, a może wręcz nielicujące z codziennymi obowiązkami zarządcy. Rodziewiczówna nie była słodkim dziewczątkiem i miała twardą, można powiedzieć, męską rękę. W zachowanych dokumentach czytamy o jej zgoła nie dziewczęcych występkach: oto 26-letniej Marii groziły dwa tygodnie aresztu za pobicie pastucha, czego uniknęła tego płacąc 5 rubli odszkodowania. Męski żakiet był jej ulubionym strojem, noszonym aż do końca jej niełatwego życia. Zmarła w listopadzie 1944 roku, po ewakuacji ze zniszczonej Powstaniem Warszawy.

Rodziewiczówna nie była jedyną artystką, która chętnie przywdziewała męskie stroje, aby tym samym móc swobodniej poruszać się w zdominowanym przez mężczyzn świecie. Postępowały tak w XIX wieku na przykład malarka Rosa Bonheur lub przyjaciółka Chopina George Sand: w surducie i spodniach mogły do woli palić publicznie ulubioną fajkę czy chadzać do niedostępnych kobietom miejsc. Takie postępowanie w tamtych czasach było ekscentryczne, mogło narazić rebeliantkę na utratę dobrego imienia, ale już nie, tak jak przed wiekami, na utratę życia.

Kobietom wstęp wzbroniony
Kobietom wstęp na uniwersytet był wręcz wzbroniony pod karą śmierci. Studiującej w pierwszej połowie XV wieku Nawojce udało się przetrwać w chłopięcym stroju na Uniwersytecie Jagiellońskim aż trzy lata, a zdemaskowało ją mokre odzienie w Lany Poniedziałek… Usunięta z uczelni panna została postawiona przed sądem biskupim. Karę śmierci zamieniono jej za dożywotnią pokutę w klasztorze. Natomiast sekret żyjącej w połowie IX wieku Johanny, która została papieżem jako Ioannes Anglicus, wydał się, gdy wsiadając na koń… zaczęła rodzić! Broniła się przed sądem inkwizycyjnym, że wybrała męskie przebranie, by móc studiować. Ponieważ Watykan usilnie starał się o zatuszowanie całego faktu, trudno ustalić dziś z pewnością losy ambitnej Johanny: czy umarła w połogu, czy też spalono ją na stosie.
Kobiecy głód wiedzy przez wieki był uważany za rzecz niepożądaną, naganną i niedającą żadnych szans na wykonywanie zawodu. W szczególności piętnowano tu kształcenie medyczne: kobieta lekarz musiała wszak liczyć się z uznaniem jej za czarownicę, tak jak to przytrafiło się matce wybitnego matematyka i astronoma Johannesa Keplera, która w 1615 roku została osądzona o praktykowanie czarnej magii i uniknęła stosu tylko dlatego, że wstawił się za nią jej uczony syn.

Pochowano ją jako mężczyznę
Blisko 200 lat później urodzona w Belfaście Brytyjka Margaret Ann Bulkley –ukrywając fakt, że jest kobietą – zapisała się na studia, ponieważ marzeniem jej życia było zostać chirurgiem. Nazwała się James Barry, którym to nazwiskiem posługiwała się do śmierci. Tuż po ukończeniu studiów została lekarzem w armii brytyjskiej. Opatrywała rannych, m.in. na tyłach frontu pod Waterloo. Jako lekarz wojskowy przebywała na placówkach m.in. w Indiach i Afryce Południowej, gdzie przeprowadziła z powodzeniem pierwsze cesarskie cięcie na afrykańskim kontynencie. Miała już ponad 70 lat, kiedy zmuszono ją w 1864 roku do powrotu do kraju i przejścia na emeryturę. Tajemnicę jej płci odkryła dopiero posługaczka zakładu pogrzebowego. Mimo to pochowano ją jako mężczyznę.

W wojskowym mundurze
Trudno powiedzieć, ilu kobietom udawało się przeżyć życie z męską tożsamością, bo znamy tylko te przypadki, które wyszły na jaw. Mistyfikacja wydawała się najczęściej w chorobie lub w przypadku... okaleczenia na froncie: co ciekawe, dużo kobiet, decydując się na męskie życie, wybierało jako przebranie wojskowy mundur. Przyczyn mogło tu być wiele: niekiedy świeżo poślubione małżonki ruszały na front za ukochanym w przebraniu adiutanta albo po prostu równoprawnego towarzysza broni. Takich śmiałych pań było w historii niemało! Tak postąpiła choćby walcząca w armii napoleońskiej Francuzka Marie-Angélique Duchemin i Szwedka Elisa Bernerström w kampanii przeciw Rosji w 1809 roku. Także urodzona w 1713 roku Angielka Phoebe Hessel towarzyszyła kochankowi w wojennej wyprawie do Indii Zachodnich i na Gibraltar. Wydało się, że jest kobietą, gdy miała być poddana karze chłosty. Powiedziała wtedy podobno: Bij i bądź przeklęty. Po powrocie do cywila Phoebe urodziła Goldingowi dziewięcioro dzieci. Zmarła w wieku 108 lat.
Irlandka Kit Cavannagh (1667-1739) z kolei walczyła jako dragon w armii brytyjskiej, do której wstąpiła, aby odnaleźć siłą zaciągniętego do wojska męża. Zwolniono ją za zabicie pewnego sierżanta w pojedynku o... kobietę. Zaciągnęła się ponownie i w sumie spędziła na froncie kilkanaście lat. Zdemaskowano ją, gdy doznała w walce pęknięcia czaszki. Kit została w armii jako markietanka. Zaginionego męża szukała w wojsku w męskim przebraniu także Angielka Hanna Snell (1723–1792). Była ranna 11 razy. Męża nie odnalazła. Ujawniła się, wyszła drugi raz za mąż i otworzyła pub The Female Warrior (Żeński Wojownik).

Płeć nie taka słaba
Wiele przedstawicielek płci (rzekomo) słabej wybierało życie w wojskowym lub marynarskim mundurze. Była to dla nich jedyna droga zachowania niezależności, gdzie bezżenność i brak rodziny nie wzbudzają niczyjego zainteresowania, a wikt i opierunek jest zapewniony. Taki styl życia wybierały więc często dziewczyny osierocone, źle traktowane w domu, czy po prostu zbuntowane i mające skłonność do przygód. Jedną z najdawniejszych takich awanturnic była urodzona w 1592 roku Hiszpanka Catalina de Erauso. Oddana w dzieciństwie do klasztoru uciekła z niego jako piętnastolatka i wyruszyła jako konkwistador Francisco Loyola na podbój Ameryki Południowej. Nigdy nie poznano prawdziwych danych młodej kobiety, którą nazywano Dragon Aal i która zginęła w bijatyce w 1710 roku w Rotterdamie. Jej niepochowane szczątki posłużyły adeptom sztuki medycznej do ćwiczeń anatomicznych.
Prawdziwym twardzielem była też Amerykanka Deborah Samson Gannett, walcząca pod przybranym nazwiskiem Robert Shurtleff o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Ranna dwukrotnie w 1782 roku (miała wówczas 22 lata), z obawy przed odkryciem sama sobie wydobyła scyzorykiem kulę z czoła. Drugi pocisk, w nodze, siedział zbyt głęboko; Deborah utykała przez to do końca życia.
Niezwykle dzielna była także Amerykanka pochodzenia kanadyjskiego, Sarah Emma Edmonds (1841–1898), która jako 15-latka uciekła z domu od surowego ojca. Nazwawszy się Frank Thompson wzięła udział w wojnie secesyjnej jako szeregowy piechoty i pielęgniarz. Wykazała się wielką odwagą w akcjach szpiegowskich. W jednej z nich, zabarwiwszy sobie skórę na czarno, spędziła w przebraniu niewolnika trzy dni we wrogim obozie konfederatów, zdobywając wiele cennych informacji.

Z miłości
Trudno powiedzieć, czy dążyły do pełnego kamuflażu, czy też może odczuwały rzeczywiście pociąg do tej samej płci. Faktem jest, że przebrane na mężczyzn żołnierki niejednokrotnie zawierały związki małżeńskie z kobietami. Postąpiła tak na przykład urodzona w 1611 roku Holenderka Barbara Pieters Adriaens, która uciekła w wieku 13 lat z domu poprawczego, po czym nazwała się Willem Adriaens i wstąpiła do armii. Początkowo unikała współżycia z żoną udając chorobę. Gdy jej prawdziwa tożsamość się wydała, została skazana na 24-letnią banicję.
Mniej szczęśliwie potoczyły się losy młodszej o dwa pokolenia Szwedki Lisbethy Olsdotter, która uciekłszy od męża wstąpiła do armii. Radziła sobie nieźle w roli mężczyzny: aby móc oddawać mocz na stojąco używała specjalnie spreparowanego rogu. Również i ona ożeniła się z kobietą, i to dwukrotnie (!), jako Mats Persson. Oskarżono ją o bezprawne wykonywanie zawodu żołnierza, ośmieszenie małżeństwa, bigamię, a dodatkowo o kradzież pieniędzy i ścięto toporem na placu targowym w Sztokholmie w 1679 roku.
Z kolei Holenderce Marii van Antwerpen znudziło się życie służącej i zaciągnęła się do wojska jako Jan van Ant. Wkrótce poślubiła córkę dowódcy. Gdy została rozpoznana przez swych uprzednich chlebodawców, została skazana na banicję. Kilkanaście lat później ożeniła się z litości ze zgwałconą ciężarną kobietą i została oficjalnie uznana ojcem noworodka!
Najbardziej niezwykłe życie z wszystkich opisywanych kobiet miała zapewne Catharina Margaretha Linck, formalnie mężczyzna Anastasius Lagrantinus Rosenstengel. Uciekłszy z domu w wieku 15 lat przystąpiła w męskim przebraniu do sekty radykalnych pietystów. Kilkakrotnie zaciągała się do armii, a gdy ją demaskowano, dezerterowała. W wieku 30 lat ożeniła się z 19-letnią kochanką i obie opuściły rodzinne Halberstadt w obawie przed teściową, która domyślała się, że Anastasius jest kobietą. W Münster małżeńska para, udając odbywających pokutę grzeszników, schroniła się u jezuitów. Po roku ochrzciły się w obrządku katolickim i wzięły ślub po raz drugi. Wspólne szczęście nie trwało długo. Żona Anastasiusa wróciła do matki, a on został sam i wybrał się w dalszą drogę, gdzie w miejscowości Helmstedt, znów udając pokutującego grzesznika, dał się ochrzcić tym razem w obrządku luterańskim. Wkrótce potem udał się z powrotem do Halberstadt po ukochaną, aby zabrać ją do Helmstedt i poślubić (po raz trzeci). W domu doszło do bijatyki, podczas której teściowa odkryła skórzane dildo fałszywego mężczyzny. Catharina/Anastasius została przez sąd inkwizycyjny skazana i w listopadzie 1721 roku ścięta mieczem na targu rybnym w Halberstadt.

Z wyższych sfer
Ale z domu uciekały nie tylko biedne sieroty: urodzona w 1682 roku Maria Ursula Lancastro y Abreu, pochodząca z bogatej brazylijskiej rodziny, wybrała żywot portugalskiego marynarza i jako Balthazar do Conto Cardoso uczestniczyła w wojennych wyprawach do Indii i Indonezji. Gdy zakochała się w kapitanie statku i wyjawiła swą prawdziwą tożsamość, nie została ukarana, lecz – w uznaniu dotychczasowych zasług – otrzymała od samego króla zgodę na małżeństwo.
Również Francesca Scanagatta pochodziła z bogatej mediolańskiej rodziny. Ojciec wysłał ją i brata do Austrii. Miała uczęszczać do szkoły przyklasztornej w Wiedniu, ale Francesca wolała (jako Franz) pobierać nauki razem z bratem w Akademii Wojskowej w Wiener Neustadt! Brała udział w licznych działaniach wojennych, m.in w oblężeniu Genui. W 1800 roku, będąc już w stopniu porucznika, pojechała zaprezentować się rodzicom, którzy bynajmniej nie podzielali jej dumy i nakłonili zawadiacką dziewczynę do zakończenia przebieranki. Francesca wyszła za mąż i urodziła czworo dzieci.
Rówieśniczką Franceski była Carin du Rietz, osóbka obdarzona najwyraźniej nie byle jakim temperamentem. Ta córka szwedzkiego porucznika uciekała z domu trzykrotnie. Jak sądzono, stały za tym surowe wychowanie oraz lektura „zbyt wielu powieści”. Podczas trzeciej ucieczki Carin w męskim przebraniu została żołnierzem pułku królewskiego. Z powodu niezwykłej urody zabiegały o jej względy i kobiety, i mężczyźni, co sprawiło, że ujawniła się i szybko wyszła za mąż. Zmarła w połogu w wieku 22 lat.

Dla dobra ojczyzny
Romantyczny XIX wiek przyniósł przebudzenie świadomości narodowej, a co za tym idzie poczucia patriotycznej powinności. W armiach pojawiły się kobiety chcące walczyć za wolność ojczyzny. Naturalnie, w zniewolonej zaborami Polsce najbardziej znaną postacią była „dziewica-bohater” Emilia Plater, uczestniczka powstania listopadowego. Powinniśmy także pamiętać o starszej od niej o pokolenie Joannie Żubr, polskiej uczestniczce wojen napoleońskich, która wraz z mężem Maciejem w oddziałach armii Księstwa Warszawskiego brała udział w kampanii przeciw Austrii. Za męstwo w walkach o Zamość (wdarła się na mury zdobywając armatę) została odznaczona przez księcia Józefa Poniatowskiego krzyżem srebrnym Virtuti Militari.
Nie zapominajmy również o dzielnej Annie Henryce Pustowójtównie, która jako Michał Smok walczyła w powstaniu styczniowym, po którego upadku wyemigrowała do Francji, gdzie wzięła udział w wojnie prusko-francuskiej.
Dobrze też wiedzieć, że i wśród legionistów I Brygady znalazła się kobieta: była nią nastoletnia Wanda Gertz, walcząca pod pseudonimem Kazimierz Żuchowicz. W armii Austro-Węgier na froncie I Wojny Światowej znalazły się też dwie Austriaczki: Stephanie Hollenstein, która po wojnie została malarką ekspresjonistyczną, oraz nastoletnia Victoria Savs, która, nie chcąc rozstawać się z idącym na wojnę ojcem, wybłagała od niego pozwolenie na wspólną wyprawę. Udało jej się oszukać komisję poborową, a podczas walk odznaczała się tak wielką odwagą, że nikt nie podejrzewał jej o mistyfikację. Ranna odłamkiem granatu straciła w 1917 roku nogę. Mimo to została na tyłach frontu, już jako kobieta – sanitariuszka Czerwonego Krzyża.

Uznane za święte
Dwie z bohaterskich kobiet ukrywających swoją płeć zostały świętymi: 19-letnia Joanna d' Arc, dziś bohaterka narodowa Francuzów, spłonęła na stosie w 1431 roku za rzekomą herezję, ale i noszenie męskich strojów.
Z kolei św. Teodora, żyjąca w greckim Vastas w XII wieku, trafiła do wojska w męskim przebraniu, poświęcając się dla swojej ubogiej rodziny, która nie mogła wypełnić obowiązującego wtedy przepisu, zmuszającego do oddania armii syna lub pieniężnego ekwiwalentu. Gdy zakochała się w niej wojskowa praczka i oskarżyła ją o ojcostwo jej dziecka, Teodora, która nie przyznała się, że jest kobietą, została skazana na śmierć. Jak chce legenda, w przeddzień sądu nieszczęsna dziewczyna modliła się, aby na jej grobie stanął kościół, a jej włosy stały drzewami. Do dziś pielgrzymi podziwiają niezwykły widok w Vastas: z dachu, ścian i szczytu kościółka wyrasta 17 potężnych pięknych drzew, niczym długie włosy, symbol kobiecości, których pozbawiały się niewiasty, chcąc upodobnić się do przedstawicieli płci przeciwnej i licząc na to, że ścinając włosy przetną obyczajowe pęta.
Dziś przyglądamy się akcjom feministek, wszystko jedno, czy tym nam współczesnym, czy tym, które w latach 60-tych zdejmowały biustonosze i domagały równouprawnienia na rynku pracy, czy też tym, które ponad 100 lat temu walczyły o prawa dla kobiet, w szczególności o prawo wyborcze i prawo do wstępu na uniwersytet. Przyglądamy się i nie zawsze uświadamiamy sobie, jakimi bohaterkami były panie żyjące w ubiegłych wiekach.

Dorota Krzywicka-Kaindel, Polonika nr 253, marzec/kwiecień 2016

 

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…