Wszyscy jesteśmy kobietami

Kobiety wpływały na losy świata bardziej, niż przypuszczamy. A 8 marca jest dobrą okazją, by to przypomnieć.



Zacznijmy od Julii Cezarii, która jako dziewczynka przeciętnej urody (zbyt duży nos) została już w młodym wieku przymuszona przez rodziców do noszenia zbroi i caligae, a także przebierania się za chłopca. Julia, podobnie jak wszystkie kobiety na wysokich stanowiskach, była niezwykle mądra i przedsiębiorcza, jednakże nietęgo było u niej z inteligencją emocjonalną, w związku z czym zwykle nawiązywała toksyczne przyjaźnie. Ta najsłynniejsza przyjaźń z Brutusą ją samą doprowadziła do śmierci i na trwale zapisała się w kanonie historii. Stając się zresztą wzorem przyjaźni toksycznych na całe pokolenia. Mało kto wie, że Brutusę wpuszczono wtedy na obrady forum tylko ze względu na jej modną wówczas grzywkę.
Mijały wieki, a kolejne kobiety decydowały o losach świata, a nawet wszechświata. Kopernik (o tym, że była kobietą, wiemy już od dawna) była nawet w stanie wstrzymać Słońce i ruszyć Ziemię. I to pomimo że zmuszono ją do udania się do męskiego klasztoru. Zabieg taktyczny na tak galaktyczną skalę nie udał się nawet wspomnianej wyżej Julii Cezarii. Tymczasem cała wielkość Kopernika przyćmiona jest od wieków kłótnią, czy była Polką, czy Niemką. A przecież Niemcy mają już swoją Ludwikę van Beethovenę, ważną historycznie kompozytorkę, głuchą co prawda i niemiłą w obyciu, bez której jednakże Unia Europejska byłaby pozbawiona hymnu.

Bo o kobiety wszyscy się lubią kłócić, jak o Helenę Trojańską, nawet gdy w męskich strojach występują. Weźmy taką Wolfgangę Mozartę: do tej pory Austriacy i Niemcy spierają się, czy Mozarta była Niemką, czy Austriaczką. Tymczasem czy nie ważniejszy jest fakt, że wybitna Wolfganga była pierwszą kobietą w historii, która odważyła się kopnąć w tyłek dygnitarza kościelnego, do tego przeklinać i przegrać wszystkie zarobione pieniądze? To bunt feministyczny godny jest uwagi, a nie muzyka, nawet gdy Wesele Figary okazało się wielkim sukcesem. Muzykę przecież może pisać każdy, nawet Salieria. Związek Mozarty, Salierii i znajdującej się gdzieś pośrodku Konstancji zasługuje zresztą na głębsze zbadanie przez badaczki nurtu gender.

Wracając do wodzów i idąc naprzód bezdrożami historii, napotykamy kolejny przykład wybitnej przywódczyni. Napoleona Bonaparte, podobnie jak Cezaria, nie mogła poszczycić się fizjonomią zachęcającą do ożenku z nią. I tak jak Cezaria ze względu na nos, Napoleona została przebrana w męskie ciuszki ze względu na wzrost. I jakoś tak – prawdopodobnie, by odreagować – zapragnęła zdobyć Europę. Polacy zawdzięczają jej wiele na arenie politycznej i kulinarnej, dotychczas na długiej liście jej zasług zachowało się ciastko zwane napoleonką – nie napoleonkiem, proszę zwrócić uwagę! Czy to nie najlepszy dowód, że Napoleona była kobietą? (niestety jedynym dowodem na to są ukryte teczki, zawierające dokumenty potwierdzające prawdziwą orientację seksualną pana Walewskiego, nie zostały dotąd jednak odnalezione, a pracuje nad tym IPN).

My Polacy mamy zresztą też swoją waleczną kobietę, Janinę III Sobieską, która obroniła Europę przed najazdem wojowniczek Imperium Osmańskiego. To, że dokonała tego kobieta, jest niestety kompletnie pomijane w podręcznikach do nauki historii, cała jednak nadzieja w badaczkach nurtu gender. Jak i to, że Emilia Plater była pierwszą walczącą dziewicą. Trudno, żeby nie była, gdy w armii same baby...
Mniej więcej w tym samym czasie tworzyła inna wybitna kobieta, Fryderyka Chopina. I znowu kłótnia narodowa, tym razem, czy była Polką, czy Francuzką? Tymczasem Fryderyka, osoba niezwykle wrażliwa, płaczliwa i nieradząca sobie kompletnie z całym wojenno-patriarchalnym stresem, z powodu burn outu wyjechała i najpierw siedziała na wsi francuskiej wyrabiając sery, a potem przeniosła się na Majorkę, gdzie płakała w deszczu (jakież to kobiece!) i pisała preludium deszczowe. Całym związkiem zarządzał wtedy jej partner, wybitny poeta George Sand, o którym wiadomo, że był mężczyzną, z racji jego imienia oraz faktu, że z własnej woli nosił portki.

W historii Austrii jest też przynajmniej dwóch prawdziwych mężczyzn, noszących portki (pod sukienką). To Marian Teres i Sisi. Marian Teres był walecznym cesarzem, który dokonał rozbiorów (czyż to nie męskie?) i wprowadził obowiązek szkolny dla wszystkich dzieci, bo, jak każdy chłop, chciał mieć chwilę spokoju, by poczytać gazetę i obejrzeć mecz. Co jest na tyle męską decyzją, że nikt nie ośmieli się twierdzić, że był kobietą. Z kolei Sisi świetnie jeździł konno, wyjeżdżał sobie kiedy chciał na samotne urlopy i codziennie chodził na trening do pałacowego fitness studio. Na co przecież w tamtych czasach mógł sobie pozwolić jedynie mężczyzna. Sisi wiedział, że musi być silny, by przejąć obowiązki rozmemłanej Franciszki Józefy. Konsekwencje faktu, że mu się to nie udało, ponosimy do dziś.
A właśnie, jak jest dziś? Dziś jest tak samo. Baby nadal zakładają spodnie i chcą artystycznie i politycznie zmieniać świat na lepsze. Artystkom powinno się udać, ale decyzje polityczne będą wymagały czegoś więcej niż fryzury Alberty Einsteiny. Bo dziś nie ma co prawda żadnego znaczenia, czy się nosi portki, czy kieckę, i czy się jest babą, czy chłopem. Przede wszystkim to jaja trzeba mieć. A to, czy się je miało, oceni dopiero historia.

Felieton Magdaleny Sekulskiej, Polonika nr 253, marzec/kwiecień 2016

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…