Polak Polakowi emigrantowi

Niechęć do osób wyjeżdżających z kraju za chlebem jest dobrze znana, odkąd instytucja zagranicznych wyjazdów zaczęła funkcjonować. Kiedy z ubogiej Galicji lub Podhala ludzie wędrowali „za wielkie morze”, w Polsce zostawiali pełne nadziei rodziny i zazdrosnych do szpiku kości sąsiadów. Czy od tamtych czasów coś się zmieniło?

 


Poszukiwanie finansowego Eldorado nie oznacza już dziś rozłąki na długie lata. Zmniejszyły się odległości, a tygodnie podróży skróciły się zaledwie do godzin spędzonych w samolocie lub aucie. Rozwój video technologii pozwolił codziennie widzieć bliskich, którzy mieszkają aż tysiące kilometrów dalej, a nawet na „coweekendowe” widzenie rodziny, tak jak choćby w przypadku osób pracujących w Austrii. Rozwój sieci internetowej i niskie opłaty roamingowe sprawiły, że wyjazdy za chlebem stały się znacznie bardziej powszechne i znacznie mniej uciążliwe.
Czy jednak wraz z postępem technologicznym pozbyliśmy się naszych „plemiennych przywar” i czy Polak Polakowi bratem czy wilkiem? Na potrzeby tego artykułu przepytaliśmy Polaków pracujących w Austrii, a także osoby mieszkające w kraju. Wyniki naszych badań nieraz są zaskakujące.

Pracujesz za granicą, to stać cię na wszystko!
Polacy pracujący za granicą są często traktowani przez znajomych jak „dojne krowy”.
– Kiedy przyjeżdżam do Polski, moi znajomi oczekują, że będę stawiał i pożyczał wszystkim kasę. Nie zdają sobie sprawy, że na każde euro ciężko pracuję, oszczędzam, żeby po powrocie do Polski jakoś ułożyć sobie życie. Nie jest lekko, a pieniądze nie leżą na ulicy – mówi 20-letni Krzysiek z Krakowa, dorywczo pracujący w Wiedniu.
Marcin mieszkający i pracujący na stałe w Tarnowie widzi sprawę inaczej. – Nikomu nie zaglądam do portfela, jednak pracuję tak samo ciężko jak moi koledzy za granicą, a zarabiam kilka razy mniej. Nie będę wyjeżdżał, bo nie chcę zostawiać żony i dzieci, a jak znajomy przyjedzie z Austrii i piwo postawi, to chyba od tego nie zbiednieje.
Magda z Sanoka już blisko 20 lat pracująca w Austrii wspomina – Pamiętam, jak przyjeżdżałam do Polski z Wiednia, to koleżanki organizowały dla mnie spotkania w klubie. Podobało mi się to, tylko że to ja zawsze musiałam płacić rachunki.
Świat przyjaciół i znajomych został więc podzielony z racji rzekomo nic nieznaczących finansowych barier. Po jednej stronie niewidzialnej barykady są ciężko pracujący i zmuszeni do wyrzeczeń emigranci zarobkowi, a po drugiej niemający odwagi lub możliwości wyjazdu rodacy, rozgoryczeni niskimi zarobkami i brakiem perspektyw. Ta barykada jest nie do zburzenia, można tylko próbować bezpiecznie po niej przejść.

Jesteś zdrajcą i nieudacznikiem!
Polacy mieszkający i pracujący za granicą są postrzegani przez rodaków w kraju bardzo różnie. Zależy to zazwyczaj od regionu, wykształcenia, a nawet sympatii politycznych. Ważne okazuje się też to, czy w najbliższej rodzinie jest ktoś, kto już pracuje za granicą. Wtedy oceny stają się łagodniejsze – przecież to swój za granicą, a nie obcy.
– Większość Polaków za granicą to nieudacznicy, którzy nie potrafili poradzić sobie w kraju. Państwo płaci im za studia, a oni potem wyjeżdżają i pracują za granicą. Powinno zakazać się im wyjazdu, dopóki nie odpracują w Polsce za swoje wykształcenie – mówi 29-letni Tomasz z Łodzi. Jednak Tomasz w dużym mieście, inaczej niż jego rówieśnicy z podkarpackich czy małopolskich miasteczek, ma większe szanse na znalezienie „dobrej pracy”.
Panuje przekonanie, że Polacy za granicą wykonują najgorsze i najmniej płatne zajęcia. To prawda, że często pracują jako sprzątaczki, opiekunki czy pomocnicy na budowach, ale coraz więcej z nich ma dobrze płatne prace w renomowanych firmach. W londyńskim City czy wiedeńskich firmach nie brakuje polskich specjalistów, a szefowie dużych korporacji coraz częściej zatrudniają naszych rodaków na kierowniczych stanowiskach. Polacy też otwierają własne firmy (co za granicą często okazuje się łatwiejsze niż w Polsce), zdobywając klientów i osiągając sukcesy na obcym rynku.
Osoby mówiące o „zdradzie Polski”, niekoniecznie wiedzą, że według danych Narodowego Banku Polskiego Polacy pracujący za granicą przywieźli w zeszłym roku do ojczyzny ponad 16 miliardów złotych. To realna wartość ulokowana w naszym kraju. Gdyby tylko blisko 3 miliony Polaków pracujących poza granicami wróciło do Polski i zainwestowało odłożone pieniądze w kraju! Być może okazałoby się wtedy, że nie tylko nie zabiorą wakatów, ale stworzą wiele nowych miejsc pracy. Tylko czy są ku temu odpowiednie warunki, które zachęcałyby do powrotu?
Nie żyjesz w Polsce, to nie mieszaj się do polskich spraw – z taką opinią można się spotkać ze strony rodaków w kraju. Czy Polacy żyjący za granicą powinni mieć możliwość głosowania w wyborach w kraju? Jeżeli chodzi o prawo do głosowania i innych świadczeń, to, póki co, polska konstytucja nie różnicuje Polaków żyjących w Polsce i poza granicami. Wszyscy posiadający polskie obywatelstwo mają te same prawa wyborcze. Zresztą w dzisiejszej „globalnej wiosce”, którą stał się świat poprzez rozwój technologii i internetu, jest to zupełnie zrozumiałe. Polacy mieszkający w Pcimiu Dolnym czy Salzburgu mają taki sam dostęp do informacji. Kwestia świadomości społecznej i politycznej pozostaje raczej w gestii każdego z nas. Można być politycznym ignorantem w kraju i świadomym wyborcą tysiące kilometrów od granic naszego państwa. Może być zresztą zupełnie odwrotnie.

Polacy są jak pies ogrodnika
– Granice mamy otwarte, każdy może wyjechać. Jak mi ktoś zazdrości, to od razu daję książki do nauki języka i namiary na jakąkolwiek pracę. Mówię, że kasę nawet mogę pożyczyć, ale wtedy od razu cisza – mówi 40-letnia Maria pracująca w Wiedniu. Okazuje się, że rodakom, owszem, podoba się wysokość zarobków za granicą, ale niekoniecznie są skłonni do wyrzeczeń. Zmiana organizacji swojego życia wymaga bowiem dużych poświęceń. Okazuje się też, że nauka języka obcego nie przychodzi tak łatwo, a pieniądze nie leżą na ulicy. 45-letni Janusz z Katowic narzeka: – Polacy są jak pies ogrodnika: sam nie pojedzie, a drugiemu zazdrości. Prawie od trzydziestu lat pracuję niedaleko Wiednia i już od niejednej osoby słyszałem, jak to mi dobrze, ale jak mój szef szukał dodatkowego pracownika, to wśród wszystkich znajomych nie znalazłem nikogo!

Co wykazała nasza ankieta
Zapytaliśmy osoby pracujące za granicą i Polaków mieszkających w Polsce o ich stosunek do polskiej emigracji zarobkowej. Pytaliśmy o to mężczyzn i kobiety pomiędzy 18. a 45. rokiem życia.

 

 

 

 


Oczywiście nasza krótka ankieta została przeprowadzona na zbyt małej liczbie badanych, by mogła być źródłem danych statystycznych. Jest jednak pewnym odzwierciedleniem zachowań społecznych i pokazuje stosunek ankietowanych do niezwykle ważnego tematu socjologicznego, jakim jest emigracja Polaków.

Na szczęście czasy się zmieniają
– W Polsce dużo się poprawiło. Pracodawcy nie powiedzą już „wypad”, bo na twoje miejsce jest dziesięciu innych. Wyrównują się poziomy życia, ale jak ktoś już wsiąkł w inny kraj, to raczej nie wróci, zwłaszcza jak ma tu pracę albo założył rodzinę – mówi Marta z Wiednia. Wśród osób ankietowanych w co drugiej rodzinie ktoś był w pracy za granicą, na krócej lub na dłużej z myślą o pozostaniu. Świadomość rodaków, że praca za granicą jest taka sama, tylko różnice dotyczą odległości, języka i zarobków, jest coraz większa. Wskutek tego maleje również negatywny stosunek do rodaków za granicą.
Młodzi Polacy pracując i zdobywając doświadczenie za granicą po powrocie do kraju mogą stać się nieocenionym źródłem wiedzy i umiejętności. Szkopuł w tym, by państwo doceniło i umiało te umiejętności wykorzystać. Co więcej, umiało zachęcić ich do powrotu i inwestowania zgromadzonego kapitału w naszym kraju. Większość ankietowanych przez nas Polaków mieszkających za granicą deklaruje jednak chęć pozostania na zawsze poza ojczyzną.
Według przeprowadzanych przez wiele ośrodków badań, liczba emigrujących Polaków do 2050 roku może poważnie zachwiać rynkiem pracy i systemem emerytalnym w Polsce. Doraźne działania w postaci marchewki za 500 zł czy podatkowego kija, który niestety może uderzyć wkrótce w osoby wyjeżdżające na stałe za granicę, to zbyt mało. Jedyną nadzieją jest to, że do tego czasu życie w Polsce we wszystkich aspektach będzie porównywalne do tego, które można wieść w krajach Europy Zachodniej.
Emigracja jest tak szerokim zagadnieniem, że mogłaby powstać na ten temat niejedna książka. W tym krótkim artykule zaledwie dotknęliśmy niektórych kwestii, być może pobudzając czytelników do refleksji. Zresztą Polacy emigrują nie tylko za chlebem, ale też z wielu innych względów. O tym być może napiszemy w którymś z następnych numerów „Poloniki”.

Piotr Piegza, Polonika nr 268, wrzesień/październik 2018

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…