Polki zadają szyku

Tamara Łempicka stała się ulubioną malarką Hollywood, zaś Pola Negri była pierwszą polską gwiazdą filmową w Ameryce. Helenie Modrzejewskiej również udał się zwycięski podbój Ameryki. Podobne, a jednak inne. Trzy Polki, które wyprzedziły czasy, w jakich żyły.

Królowa w zielonym Bugatti
„Nigdy nie kopiuj, stwórz własny styl” – tak brzmiało motto artystyczne Tamary Łempickiej. I rzeczywiście artystka stworzyła swój rozpoznawalny, charakterystyczny styl. Podobnie kreowała siebie i swój życiorys, w którym już do końca nie wiadomo było, co jest wymysłem, a co prawdą. Ale czy to ważne? Jej styl życia doskonale oddaje jej malarski autoportret, na którym widać ją w zielonym Bugatti, chociaż posiadała tylko żółte Renault. Wiele czasu spędziła w podróżach. Była intrygująca, wyniosła, odważna, nowoczesna. Stała się ulubioną malarką Hollywood.
Dziś zajmuje trzecie miejsce w rankingu najdroższych malarek świata. Jest nazywana królową epoki Art Deco. Jej obrazy są w posiadaniu Jacka Nicholsona, Barbary Streisand czy Wolfganga Joopa. Madonna podkreśla, że twórczość Łempickiej stanowi dla niej inspirację, co można zobaczyć w wielu jej teledyskach.
Już jako mała dziewczynka fascynowała się sztuką. Miała okazję podziwiać dzieła włoskich mistrzów w czasie podróży do Florencji, Rzymu i Wenecji.
W Sankt Petersburgu, gdzie zamieszkała u krewnych i pobierała lekcje rysunku, poznała swojego przyszłego męża, prawnika Tadeusza Łempickiego. W 1916 roku wyszła za niego za mąż. Tymczasem w Rosji wybuchła rewolucja i jej mąż trafił do więzienia, z którego wyszedł zupełnie odmieniony i załamany. Łempiccy wyjechali do Paryża. Ich sytuacja materialna stawała się coraz trudniejsza. Za namową siostry Tamara zaczęła malować portrety na sprzedaż i kształcić się w tym kierunku. Jej kariera zaczęła rozwijać się błyskawicznie, pojawiało się coraz więcej zamówień na portrety. Są one charakterystyczne: owalne, płynne linie pojawiają się obok geometrycznych kształtów, typowych dla kubizmu. Tamara używała świetlistych, wyrazistych barw. I sama też była taką kolorową artystką, spędzającą czas w paryskich klubach, w których królowały miłostki, alkohol lejący się strumieniami, narkotyki. Jej mąż nie wytrzymał takiego życia i złożył podanie o rozwód. Tamara zareagowała na to depresją. Zamknęła się nawet w klasztorze – efektem tego pobytu było kilka portretów przeoryszy.
Nie poddała się jednak. Bardzo dużo pracowała, malując cały czas: portrety jej autorstwa zamawiały księżne i hrabiny. Na swojej twórczości Łempicka zarobiła do 28. roku życia milion dolarów.
Po pewnym czasie poznała zamożnego, austriackiego barona Raoula Kuffnera.
Przeniosła się z nim do Stanów, do Beverly Hills, a potem do Nowego Jorku. Pierwsze 10 lat pobytu w Ameryce było pasmem sukcesów: najlepsze towarzystwo, przyjaźnie m.in. z Gretą Garbo. Po pewnym czasie zainteresowanie jej malarstwem zmalało, jako że trendy w sztuce się zmieniają. Łempicka czuła się coraz bardziej sfrustrowana. Po śmierci męża przeniosła się z córką do Meksyku i zupełnie zrezygnowała z wystawiania swoich prac.
Umarła w wieku 82 lat. Córka spełniła życzenie matki: ciało artystki zostało skremowane, a prochy rozrzucone nad wulkanem Popocatepetl. „Życie jest jak podróż” – twierdziła Tamara Łempicka. – „Spakuj tylko to, co najbardziej potrzebne, bo musisz zostawić miejsce na to, co zabierzesz po drodze”. Podróżowała tak przez całe życie, ale mimo to cały czas pamiętała o swoim pochodzeniu i ojczyźnie – i zawsze przyznawała się do polskości.
Po wielu latach zainteresowanie jej sztuką wzrosło: królowa Art Deco powróciła, przeżywając prawdziwy renesans. W BA-CA Kunstforum w Wiedniu, gdzie w 2004 roku wystawiono jej obrazy, pojawiły sie tłumy zainteresowanych. Jej słynny autoportret w zielonym Bugatti, wart miliony dolarów, jest w rękach prywatnego właściciela.

Piękna Helena
„Wszystkie mocy duszy zebrać i iść dalej ciągle, ciągle wyżej” – tak brzmiało motto Heleny Modrzejewskiej.
Mając 36 lat wyjechała do Ameryki z bardzo słabą znajomością języka angielskiego… i została uznana za najlepszą aktorkę w tamtym okresie. Jak tego dokonała? Zaczynała na małych, prowincjonalnych scenach, m in. w Bochni, Nowym Sączu i Przemyślu. Potem była nieudana próba angażu w wiedeńskich teatrach, bo język niemiecki jakoś Modrzejewskiej nie odpowiadał. Po sukcesach na scenach krakowskich przyszła pora na Warszawę. W Teatrze Wielkim debiutowała rolą Adrianny Lecouvreur. Potem przyszły kolejne role, zapewniające jej pozycję najwybitniejszej polskiej aktorki i jednej z najbardziej docenionych ówcześnie artystek w Europie.
Wyjazd do Ameryki był dużym ryzykiem. Dyrektorzy tamtejszych teatrów nic nie wiedzieli o jej statusie gwiazdy w Europie. Traktowano ją jak amatorkę. Aż wreszcie, w efekcie intensywnej pracy nad językiem, przyszła pierwsza rola. I znowu była to Adrianna Lecouvreur, tym razem w California Theatre w San Francisco. Widzowie oszaleli. „Było to po prostu wzięcie szturmem Ameryki” – napisał potem Henryk Sienkiewicz. Odtąd Helena Modrzejewska stała się Heleną Modjeską, a Amerykanie nazwali ją Madame Modjeska.
Helena była perfekcyjną aktorką, która całym sercem angażowała się w rolę. Gdy przygotowywała się do roli Julii, stawała się Julią, gdy do roli Lady Makbet – żyła tylko tą rolą. Jej kreacje szekspirowskie przeszły do historii. A w swoim repertuarze miała aż 260 ról!
Była przy tym piękną, pełną niezwykłego uroku kobietą. Kochali się w niej Henryk Sienkiewicz, Stanisław Witkiewicz czy Oskar Wilde. Do historii przeszła jako postać niezwykle barwna. Jedna ze znanych anegdot opowiada, jak na jednym z przyjęć w Ameryce poproszono ją, aby zarecytowała coś po polsku. Goście nie kryli wzruszenia i łez, choć nie rozumieli ani słowa. Wreszcie jeden z nich spytał, co było treścią utworu, i usłyszał w odpowiedzi: liczyłam po polsku do stu.
Ameryka, którą zjeździła wzdłuż i wszerz w specjalnie wynajętym dla jej ekipy luksusowym wagonie, noszącym notabene nazwę Poland na chwałę nieistniejącego wtedy na mapie świata kraju, zupełnie oszalała na jej punkcie. Jeszcze za życia doczekała się monografii i biografii.
Jej imieniem nazwano szczyt górski i wodospad w USA, a także słodycze, papierosy i dania w restauracjach. Modne Amerykanki nosiły suknie i kapelusze a la Modjeska, a prasa rozpisywała się o sekretach jej młodości i wszystkim, co jej dotyczyło.
Marzeniem jej życia było zagranie Szekspira w oryginale w jego mieście, w Londynie. To marzenie także się spełniło – w marcu 1881 roku Modrzejewska spędziła w Londynie dwa lata i co wieczór występowała przy pełnych salach, wywołując wielkie owacje.
Nigdy nie porzuciła Polski, którą często odwiedzała, występując gościnnie w Krakowie, Warszawie i Lwowie. Wspomagała polskich artystów, np. Paderewskiego, dla którego zorganizowała koncert, z którego dochód przekazała na sfinansowanie jego nauki w Wiedniu.
Zmarła w wieku 69 lat. Jej trumna okryta kwiatami przejechała całe Stany, by z Nowego Jorku wypłynąć statkiem do Polski. Uroczysty pogrzeb, w którym wzięły udział setki osób, odbył się w Krakowie. Modrzejewska spoczęła w rodzinnym grobie na Cmentarzu Rakowickim obok swojej matki.
Teatrolodzy są zdania, że skoro o Wojciechu Bogusławskim przyjęło się mówić jako o ojcu polskiego teatru, to jego matką mogłaby być właśnie Helena Modrzejewska.

Bajka o Kopciuszku
„W życiu liczą się osiągnięcia, a nie pochodzenie” – mówiła Pola Negri. I udowodniła, że tak jest. Była sławna, bogata, uwielbiana i podziwiana. W wieku 17 lat debiutowała w niemym filmie „Niewolnica zmysłów”. Grała tam rolę dziewczyny o imieniu Pola, która zostaje słynną tancerką i której udało się wyrwać z biedy. I tak naprawdę był to film o niej samej.
Urodziła się w 1897 roku w Lipnie na Kujawach. Nazywała się Barbara Apolonia Chałupiec. Żyła w strasznej biedzie, o czym wspomina w pamiętnikach. Gdy jej ojciec został zesłany na Syberię, matka sprzedała wszystko i przeprowadziła się z córką do Warszawy. Tam Barbara podjęła naukę w szkole baletowej, którą przerwała gruźlica. Dziewczynka, wracając do zdrowia, zaczytywała się w wierszach włoskiej poetki Ady Negri. Na jej cześć przyjęła swój artystyczny pseudonim – Negri. I tak oto rodzi się Pola Negri, która postanawia, że skoro zdrowie nie pozwala jej, by została tancerką, to zostanie aktorką. I została. Wytrwałość, praca i talent przynosiły sukcesy. Stworzyła rozpoznawalny typ bohaterek femme fatale. Potem był Berlin i role w filmach „Oczy Mumii Ma”, „Carmen” czy „Madame du Barry”. Na przyjęciu, jakie odbyło się po projekcji tego filmu, poznaje Charliego Chaplina. Amerykański aktor jest nią zachwycony. Ale ich związek przetrwał tylko kilka miesięcy.
Mając 25 lat Pola Negri wyruszyła na podbój Ameryki. Była pierwszą aktorką z zagranicy, którą zaproszono do Stanów Zjednoczonych. W nowojorskim porcie czekały na nią tłumy, a orkiestra zagrała na jej cześć Mazurka Dąbrowskiego. Jej limuzynę eskortowała kawalkada policyjna na sygnale. „Podniosłam rękawicę rzuconą mi przez Nowy Jork i Amerykę i zamierzam stworzyć dzieło godne mojej nowej ojczyzny. Wszystko, co osiągnęłam dotychczas, fakt, że tysiące osób znają już moją sztukę, to dopiero początek” – tak pisała w listach z Nowego Jorku. Polonia okrzyknęła ją „drugą Modrzejewską”.
„Bella Donna” był pierwszym filmem, w którym zagrała w Ameryce. I od razu odniosła sukces. Potem przyszły kolejne i stała się gwiazdą. Nakręciła w tamtym czasie 20 filmów, zarabiając milion dolarów rocznie. Przykuwała uwagę zarówno swym wyglądem, jak i zachowaniem. Wyznaczała też trendy w modzie: to ona zapoczątkowała modę na czerwone paznokcie, botki obszywane futrem oraz turbany, które były jej znakiem rozpoznawczym. Prowadziła ekskluzywne, wystawne życie. Jej dom w Beverly Hills, rolls royce z białą tapicerką i klamkami z kości słoniowej to symbole Hollywood lat dwudziestych. Była ekscentryczna: legendą stały się jej spacery po hollywoodzkich bulwarach z chartami i lampartem na smyczy.
Potem przyszła era filmów dźwiękowych. W 1964 roku Pola Negri zgodziła się zagrać w filmie Walta Disneya „Księżycowe prządki”. Był to ostatni film z jej udziałem.
Opuściła Polskę w 1923 roku i nigdy już do niej nie wróciła. Ale nie zapomniała o swoich korzeniach. Wspierała polskie organizacje charytatywne, przede wszystkim te, które zajmowały się dziećmi chorymi na gruźlicę.
Zmarła w wieku 90 lat. Pochowano ją w Los Angeles obok jej matki. Dziewczynę z dalekiego Lipna, która spełniła swoje marzenia.

Justyna Ossowska, Polonika nr 242, marzec 2015

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…