Waris, czyli pustynny kwiat

Kilka lat temu w Wiedniu los zetknął dwie kobiety: pochodzącą z Somalii znaną modelkę Waris Dirie oraz Polkę – Joannę Jasik, organizatorkę wiedeńskiej konferencji na temat okaleczania kobiet. Wkrótce obydwie panie zakładają Fundację Kwiat Pustyni.

Waris Dirie świat poznał jako supermodelkę. Współpracowała ona między innymi z Chanel, była gwiazdą wybiegów w Paryżu, a jej zdjęcia ukazywały się w najważniejszych magazynach świata mody. Na początku niewiele wiedziano o jej przeszłości. Przełom nastąpił podczas słynnego wywiadu do „Marie Claire", w którym opowiedziała o tym, co wydarzyło się w Somalii.

Cierpienie dziewczynki
Waris wychowała się w rodzinie nomadów, z którą od małego przemieszczała się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu wody i pastwisk. Nawet najmłodszy członek rodziny miał określony zakres obowiązków, którego niewykonanie powodowało brak pożywienia lub drewna na opał. Domem Waris Dirie była chata pokryta plecionką z trawy.
Jak wiele innych dziewczynek wychowanych w Afryce w wieku 5 lat została poddana obrzezaniu. Nikt nie pytał jej o zgodę. Tak całe zdarzenie opisuje Waris w książce „Kwiat Pustyni": Znachorka popchnęła mnie na płaski kamień. Z płóciennego woreczka wyłowiła złamaną żyletkę. Na wyszczerbionym ostrzu dostrzegłam zaschniętą krew. Kobieta splunęła na żyletkę i wytarła ją o swą suknię. A potem dowiedziałam się, jak to jest, gdy ci wycinają część ciała. To tak, jakby ci ktoś obcinał na żywca rękę albo nogę. Zemdlałam. Gdy odzyskałam przytomność, myślałam, że już po wszystkim, ale najgorsze miało nadejść. Morderczyni zgromadziła mnóstwo kolców z rosnącej w pobliżu akacji. Przekłuwała nimi to, co zostało po zabiegu, a potem przeciągała przez dziury grubą nić. Nogi miałam zdrętwiałe, a płonący między nimi ogień był tak silny, że chciałam umrzeć. Spojrzałam w stronę kamienia: był zbryzgany krwią, jakby zarżnięto właśnie jakieś bydlę. Moje ciało, moja płeć, leżało tam, wysychając na słońcu.
To nie był niestety koniec traumy dziewczynki. Gdy ukończyła trzynasty rok życia, ojciec oświadczył, że wydaje ją za mąż za mężczyznę w podeszłym wieku. Starzec zaoferował za nią aż pięć kóz i choć stawka była wysoka, Waris podjęła drastyczną decyzję o ucieczce z domu. Bosa, ubrana tylko w udrapowaną chustę biegła przez pustynię wiele dni, aby dotrzeć do Mogadiszu, gdzie mieszkała rodzina jej matki. Szczęśliwie udało jej się odnaleźć dom ciotki, której mąż został ambasadorem Somalii w Wielkiej Brytanii i akurat szukał sprzątaczki.

Modelka wydaje wojnę
Po czterech latach ciężkiej pracy los Waris się odmienił. Na jej drodze stanął słynny fotograf, Terence Donovan, który dostrzegł w niej idealny materiał na modelkę. Kariera Waris bardzo szybko nabrała tempa. Jednak sława i pieniądze nie pozwoliły jej zapomnieć o przeszłości. Choć dla niej było już za późno, poczucie, że może odmienić życie innych dziewczynek, nie odstępowało jej na krok. Do wspomnianego wywiadu doszło w 1997 roku. W tym samym roku została ambasadorem ONZ i rozpoczęła walkę z okaleczaniem kobiet.
W 2002 roku Waris przyjechała do Wiednia, aby wygłosić wykład i uświadomić tutejszym politykom, z jakim problemem zmagają się kobiety z krajów afrykańskich. Organizatorem tego spotkania była Joanna Jasik, Polka mieszkająca od kilkunastu lat w Wiedniu i pracująca w agencji w agencji zatrudniającej managerów dla znanych osób. Dzięki temu przypadkowemu spotkaniu i długim rozmowom dotyczącym obrzezania kobiet postanowiły utworzyć fundację Kwiat Pustyni, której zadaniem będzie walka o zaprzestanie tego procederu.
– Ludzie nie mieli pojęcia, że takie zabiegi są przeprowadzane. Wiele osób dopiero po przeczytaniu książki czy obejrzeniu filmu „Kwiat Pustyni" zrozumiało, jak okaleczane mogą być kobiety – mówi Joanna Jasik. Dlatego kolejnym z celów organizacji było uświadomienie społeczeństwu, że ciągle praktykowane są zabiegi uwłaczające godności kobiet. Klitoridektomia, czyli okaleczanie kobiet, podzielone jest na trzy typy. Cały zabieg przeprowadzany jest przez odpowiedzialną za to w danej miejscowości kobietę, która zazwyczaj nie dysponuje specjalistycznym sprzętem i środkami znieczulającymi. Zabieg polega na częściowym lub całkowitym usunięciu łechtaczki, czasami również warg sromowych mniejszych. Najdrastyczniejszym jest typ trzeci, nazywany również obrzezaniem faraońskim. Sprowadza się on do pozbawieniu kobiety warg sromowych i łechtaczki, zszywany jest również częściowy dostęp do waginy. Pozostawiany jest zaś niewielki otwór, pozwalający na odpływ moczu i krwi menstruacyjnej. Dopiero pan młody podczas nocy poślubnej ma prawo usunięcia szwów w celu inicjacji seksualnej.
Takie okaleczenie niesie za sobą wiele konsekwencji fizycznych i psychicznych. Ze względu na złe warunki przeprowadzania zabiegu może dojść do zgonu z powodu wykrwawienia lub zakażanie ran. Okaleczone genitalia są podatne na infekcje, pojawiają się problemy z narządami rodnymi i drogami moczowymi. Usunięcie łechtaczki ogranicza praktycznie do zera przyjemność płynącą ze współżycia seksualnego. Bardzo często pojawiają się również wśród tych kobiet problemy emocjonalne i stany depresyjne.
Klitoridektomia to element tradycji, z którym trudno jest walczyć. Jak podkreśla pani Jasik, „matki w ten sposób starają się zapewnić córkom lepsze życie, gdyż mężczyźni nie chcą innych kobiet za żony". To jest ich nietypowy dowód miłości rodzicielskiej. – Kiedyś zorganizowałyśmy z Waries spotkanie z 200 mężczyznami pochodzącymi z Afryki. W pewnym momencie padło pytanie, który z nich wziąłby za żonę kobietę nieokaleczoną. Ani jeden z uczestników nie zdecydował się na takie rozwiązanie. Pomimo że żyją w europejskiej kulturze i zapewne wielu z nich miało związki z Europejkami – mówi pani Joanna.
Jak podaje Amnesty International, na świecie żyje aż 130 mln okaleczonych kobiet. Najwięcej przypadków okaleczeń ma miejsce w Afryce, w takich krajach jak Egipt, Somalia, Dżibuti i Gwinea aż 90% kobiet jest poddawanych temu zabiegowi. Może się wydawać, że kwestia ta nie dotyczy naszego regionu. Jednak wraz z imigrantami tradycja ta trafiła do Europy. Coraz więcej krajów wprowadza regulacje prawne zabraniające tych praktyk. Państwem, w którym system kontroli emigrantów jest na najwyższym poziomie, jest Francja. Dziewczynki do szóstego roku życia są badane w specjalnych ośrodkach. Jeśli stwierdzone zostanie obrzezanie, rodzicom może być wytoczony proces. Kara jest zazwyczaj finansowa, jeśli zaś proceder się powtórzy w przypadku kolejnego dziecka, opiekunowie mogą nawet trafić do więzienia.
Fundacja Kwiat Pustyni stara się pomóc pokrzywdzonym, dlatego 11 września 2013 roku zostało otwarte pierwsze holistyczne centrum w Berlinie. Jak informuje moja rozmówczyni: „okaleczone kobiety mogą w nim poddać się operacji, czyli można ponownie przywrócić to, co wcześniej zostało wycięte, a przy tym odzyskać swoją kobiecość. Zabieg z przeszłości dla wielu z nich jest traumatycznym przeżyciem, wiele z nich usunęło z pamięci ten moment. Dlatego ważne jest, by w tym centrum opieka była uniwersalna". Takie ośrodki mają niebawem powstać w Amsterdamie i Monako, a w przyszłości również w Wiedniu.

Promyk nadziei
Kolejnym przedsięwzięciem Fundacji jest opieka nad dziećmi w Afryce. W filmie „Kwiat Pustyni" małą Waris zagrała Safa. Fundacja podpisała z jej rodziną umowę, w której ta gwarantuje, że dziecko nigdy nie zostanie okaleczone. W zamian za to rodzina ma zapewnione wyżywienie, a dziewczynce opłacana jest szkoła. „W momencie gdy najbliżsi przystali na takie rozwiązanie, pojawiły się problemy z otoczeniem. Rodziny dookoła zaczęły naciskać, że jeżeli oni tego nie zrobią, sąsiedzi porwą dziecko i dokonają okaleczenia bez ich zgody" – opowiada pani Joanna. Tradycja to w końcu tradycja. Cała ta historia została opisana w książce „Safa- Die Rettung der kleinen Wüstenblume". – Dzięki temu, co stało się z rodziną Safy, zauważyliśmy, że w momencie, gdy rodzinie zostanie zapewnione jedzenie, może ona zaprzestać tego procederu. Dlatego w Dżibuti rozpoczęliśmy nowy projekt. Podpisujemy porozumienie z rodzinami, które obiecują, że w zamian za jedzenie i łożenie środków na edukację dzieci dziewczynki nie będą okaleczane – mówi z dumą Joanna Jasik. Do tej pory taki kontrakt z Fundacją podpisało dwieście osób, zaś do końca roku planowany jest patronat nad tysiącem dziewczynek.
Wykształcone kobiety to w Afryce rzadkość. Oczywiście szkoły istnieją, ale dziewczynki nie są do nich wysyłane, gdyż według tradycyjnego modelu rodziny wiedza kobiecie nie jest do niczego potrzebna. Ich zadaniem jest zajmowanie się domem: gotowanie, sprzątanie. Później wydaje się je za mąż. Dlatego tak ważne jest zapewnienie podopiecznym edukacji. Moja rozmówczyni ze względów zawodowych kilkakrotnie odwiedziła Czarny Ląd i uważa, że „na dobrą sprawę może on być kontynentem niezależnym. Wystarczy tylko odpowiednia edukacja, aby mieszkańcy zauważyli swoje bogactwo i mocne strony".
Obecnie działalność całego przedsięwzięcia szybko się rozwija, choć początki nie były łatwe. Organizacja walczy z procederem, który jest silnie zakorzeniony w tradycji wielu narodów. Był czas, że Waris Dirie musiała zatrudnić ochronę, gdyż grożono jej śmiercią. Dlatego obie panie na każdym kroku podkreślają, że ich działalność w żaden sposób nie odnosi się do kwestii religii. Wierzą w to, że wszystkie kobiety, bez względu na miejsce zamieszkania, w końcu będą mogły żyć godnie i będą mogły cieszyć się swoją kobiecością. Jak podkreśla pani Joanna, w swoich działaniach „chcą one dać kobietom wiarę w ich prawa i siłę do walki".


Natalia Jadach, Polonika nr 234/235, lipiec/sierpień 2014

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…