Stara NoVA

fot. Gerhard Seybert

W 2012 roku zaostrzono w Austrii przepisy dotyczące używania samochodów na obcych rejestracjach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Uderzyło to przede wszystkim w wielu Czechów, Słowaków, Węgrów, ale także Polaków kursujących między ojczyzną a Austrią, w której przebywają dla zarobku.
Okazało się, że również wielu Austriaków jeździło na – na przykład – słowackich rejestracjach, prawdopodobnie z banalnego powodu: ubezpieczenie auta i podatki były gdzie indziej tańsze. Drogówka austriacka zaczęła wyłuskiwać takich „oszczędnych" obywateli, śledząc i fotografując ich parkujące całymi tygodniami auta na obcych, na przykład polskich, tablicach rejestracyjnych.
Policja po wystawieniu mandatu w wysokości 70 euro przesyła informację o naszym przewinieniu do Urzędu Finansowego i... wtedy przestaje być śmiesznie. Jeśli nie udowodnimy – a odwołać się trzeba w ciągu 14 dni od dnia wystawienia mandatu! – że jesteśmy Gastarbeiterami mającymi stałe miejsce zamieszkania w Polsce, że jeździmy ustawicznie do ojczyzny i że nasze auto nie przebywało w granicach Austrii ciurkiem dłużej niż jeden miesiąc (dobrym dowodem rzeczowym są kwity ze stacji benzynowej), grożą nam wysokie kary pieniężne, a nawet kara pozbawienia wolności za tak zwane uchylanie się od obowiązku podatkowego. Tak czy owak: ustawa mówi, że jeśli przeprowadzamy się do Austrii, która jest odtąd naszym stałym miejscem zamieszkania, musimy nasze auto przerejestrować w ciągu miesiąca. Jeśli mieszkamy w Austrii tymczasowo (a jeździmy stale do rodziny w Polsce), na przerejestrowanie auta mamy rok (patrz również Polonika nr 195 i 218).

Przepis ten obowiązuje niezależnie od tego, czy samochód należy do osoby, która nim akurat po Austrii jeździ, czy – na przykład – do wujka mieszkającego w Cieszynie lub w Chyżnem.
Ci, którzy już długo mieszkają w ojczyźnie walca, wiedzą, że prawo austriackie pełne jest wyjątków, które dają duże pole do popisu osobom umiejącym owe wyjątki trafnie zinterpretować i zastosować. Okazuje się więc, że wszystko to, co powyżej napisane, to prawda, ale... no właśnie! Jak to w Austrii, jest jeszcze małe „ale". Oto czego doświadczyła pewna młoda i rezolutna dama, nazwijmy ją Monika.
Pani Monika, mieszkająca od dzieciństwa na terenie Austrii, prowadzi w niedużej miejscowości niedaleko Wiednia polsko-austriacką firmę. Przed budynkiem, w którym jej firma się znajduje, parkował stale samochód na polskich numerach rejestracyjnych należący do zamieszkałego na stałe w Polsce kuzyna. Pewnego razu została zatrzymana w tym aucie przez drogówkę i kiedy wylegitymowała się austriackim prawem jazdy, policjant wystawił jej mandat, a notkę o wykroczeniu przesłał do Urzędu Finansowego.
Rozpoczęło się dochodzenie. Pani Monika dostała stos formularzy do wypełnienia i polecenie załączenia dokumentów (na przykład kopii dowodu rejestracyjnego samochodu, umowy kupna-sprzedaży, jaką kuzyn podpisał, nabywając auto). Wszystko powysyłała gdzie trzeba i ... na dzień przed terminem rozprawy zadzwoniono do niej z Urzędu Finansowego z informacją, że nie musi przychodzić, wszystko się wyjaśniło, a pani Monika jest niewinna! Okazało się bowiem, że auto kuzyna, którym jeździła, było kupione w Austrii i że podczas transakcji nie została z niego zdjęta tzw. NoVA (Normverbrauchsabgabe), czyli jednorazowa opłata, którą należy uiścić, sprowadzając auto do Austrii (opłatę tę teoretycznie można uzyskać z powrotem, przemeldowując auto do innego kraju). Okazuje się więc, że auta, których NoVA jest opłacona (i nie była zwrócona), nawet jeśli są przerejestrowane, oclone i ubezpieczone w Polsce, są na terenie Austrii nadal uznawane za tutejsze.
Kilka miesięcy po tej przygodzie pani Monika została znów zatrzymana przez kontrolę drogową. Pytania i zarzuty się powtórzyły. Kolejny policjant przyczepił się do polskich tablic i austriackiego prawa jazdy. Ale rezolutna pani Monika powiedziała: Nasza rozmowa będzie krótka: Ten samochód był już raz kontrolowany przez Urząd Finansowy, stwierdzono, że NoVA jest opłacona i nie została wycofana, więc nic nie może mi pan zrobić. I... policjant rzeczywiście pozwolił pani Monice odjechać!
Zasada ta funkcjonuje również w drugą stronę. Pan Andrzej kupił w Austrii samochód, który przewiózł do Polski i tam zarejestrował. Wszystko w Polsce uregulowano prawnie i finansowo tak jak się należy, przy czym NoVA została na samochodzie. Panu Andrzejowi ktoś ukradł tablice rejestracyjne: nie wiadomo czy przez złośliwość, czy dla żartu. W takim przypadku w Polsce (inaczej niż w Austrii) zostawia się stary numer i tylko tłoczy jeszcze raz nową tablicę. Pan Andrzej zaniepokoił się, że złodziej może jeździć na jego skradzionych numerach i w razie gdy przekroczy prawo, to pan Andrzej będzie pociągany do odpowiedzialności. Postanowił więc – i tak chciał właściwie kupić nowy wóz – że sprzeda stary i że najlepiej, gdy zrobi to w Austrii, licząc, że dostanie więcej pieniędzy. Przyjechał więc do Wiednia, poszedł do Urzędu Finansowego i powiada: auto było pierwotnie kupione w Austrii, przemeldowane do Polski, teraz chciałbym je sprzedać w Austrii. Pani urzędniczka zajrzała do komputera, sprawdziła dane i odrzekła: NoVA nie była ściągnięta przy przemeldowaniu do Polski, co oznacza, że samochód jest otwarty. W każdej chwili można zrobić przegląd techniczny, zameldować samochód bez dodatkowych opłat i go sprzedać.
Warto więc wiedzieć: jeśli kupiony w Austrii samochód przemeldujemy i oclimy w Polsce, to on egzystuje w obu krajach. Płacąc cło w Polsce, możemy domagać się, aby NoVA została nam wypłacona. Ale nie musimy. I jak długo NoVA z naszego auta nie jest zdjęta, tak długo auto jest austriackie.

Powyższy artykuł nie stanowi wykładni prawa. Został napisany na podstawie autentycznych przypadków.

Dorota Krzywicka- Kaindel, Polonika nr 229, luty 2014

 

 

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…