Główkuję, by zbierać pieniądze

Kazimierz Michał Stryszowski – mieszkający w Wiedniu sportowiec – jeździ po Europie i podbija piłkę nożną głową nawet po 7 tysięcy razy. W ten sposób zbiera pieniądze na szczytny cel, jakim jest wsparcie hospicjum w Krakowie.

 

Skąd wziął się ten pomysł?
– W pewnym sensie zainspirował mnie ksiądz Jacek Stryczek, który jest założycielem stowarzyszenia Wiosna, realizującego akcję „Szlachetna Paczka”. Wielokrotnie słuchałem jego kazań, w szczególności tych na temat rozwijania swoich talentów. Zacząłem się wtedy zastanawiać, jaki talent kryje się we mnie. Wtedy właśnie odkryłem, że jest to podbijanie piłki głową.
Jakiś czas temu wraz z żoną ustaliliśmy, że na moje 40. urodziny zamiast prezentu pobiję swój rekord z młodzieńczych lat – 1200 podbić. W moje urodziny, w deszczowy dzień, udało mi się tego dokonać – miałem 1387 podbić. Po pewnym czasie ponownie słuchałem kazania księdza Jacka, który mówił, że nie wystarczy rozwijać talenty, trzeba robić to w jakimś celu. W tym momencie zrodził się pomysł na akcję „Główkujemy po Europie”. Był to pomysł mój oraz żony, która bardzo mnie wspiera, za co bardzo jej dziękuję. Wraz z Krakowskim Hospicjum dla Dzieci im ks. Józefa Tischnera ustaliliśmy, że cały dochód z naszej akcji przeznaczymy na owe hospicjum.

Jak długo Pan trenuje, że doszedł Pan do takiego poziomu?
– Zacząłem podbijać piłkę w wieku 13 lat. Pierwszy poważny rekord miałem w wieku 15 lat, było to 527 podbić. Kolejny w wieku 17 lat – 1200 podbić. Później wyjechałem do Austrii i miałem 20-letnią przerwę. Moim marzeniem było pobić rekord Diego Maradony, czyli 7000 podbić. I udało mi się! Moim nowym rekordem były 7002 podbicia w 55 minut. Zastanawiałem się, czy gdybym nie przestał trenować, to teraz byłoby mnie stać na pobicie rekordu świata, wynoszącego 35 000 podbić, a ustanowionego przez rodaka Janusza Chomontka. Ale wszystko się jeszcze okaże. Jeżeli chodzi o sprawę przygotowania oraz treningów, to często biegam przed pracą w parku, a wieczorem przez godzinę podbijam. Najbardziej lubię porę wiosenną, gdy o 4 rano jest już wystarczająco jasno, by pójść do parku i zacząć trening.

Jak reagują ludzie widząc, gdy podbija Pan piłkę aż tyle razy?
– Reakcje są bardzo pozytywne. Kiedyś w parku, gdy trenowałem, zatrzymał się pewien pan i mówi: „Nie wiedziałem, że Barcelona przeniosła szkółkę na ulicę”. Kiedyś znowu zatrzymała się para starszych ludzi, którzy byli przekonani, że w piłce jest magnes. Zdarzają się różne fajne historie i jest to bardzo miłe. Czasami ludzie pytają, dlaczego to robię, i wtedy muszę dłuższą chwilę poświęcić na tłumaczenie.

W jaki sposób zbiera Pan pieniądze?
– Podaję informację i numer konta hospicjum, nie zbieram pieniędzy do puszek, ponieważ chcę uniknąć niepotrzebnych komentarzy. Z informacji z hospicjum wiem, że wpływy z akcji „Główkujemy po Europie” w poprzednim roku były bardzo widoczne.

Czy wybór piłki jest ważny?
– Tak. Bardzo ważny. Jeżeli chodzi o podbicia, do 2000 nie ma większej różnicy, ale jeżeli chce się osiągnąć lepszy wynik, zakup piłki trzeba przemyśleć. Gdy kupuję nową piłkę, zawsze muszę chwilę poodbijać w sklepie, by upewnić się, że dana piłka się sprawdzi. Kolejną istotną sprawą jest ciśnienie w piłce, które nie powinno być ani za małe, ani za duże. Główkować można każdą piłką, jednak trzeba się przyzwyczaić do danego rozmiaru. Ja podbijam piłkę nożną, czasami próbuję tej do koszykówki.

W ilu krajach już Pan był, by zbierać pieniądze na hospicjum w Krakowie?
– Byliśmy już w 13 stolicach: Praga, Berlin, Budapeszt, Valletta, Zagrzeb, Lubliana, Bratyslawa, Warszawa, Wilno, Ryga, Helsinki, Tallin oraz Wiedeń. Zakończenie akcji planowane jest w Krakowie, z wynikiem 10 000 podbić.

Które miejsce było dla Pana najciekawsze?
– Podbijałem w Nazarecie, Betlejem czy Jerozolimie. Inspiracją do powstania mojej akcji były słowa Pana Jezusa z przypowieści o talentach. Podczas pobytu na Ziemi Świętej podbijałem właśnie w tych miejscach, gdzie kiedyś przebywał Jezus Chrystus. W tych miastach było najciekawiej, to było wspaniałe przeżycie.

Zajmował się Pan sportem zawodowo?
– Prawie cała moja kariera piłkarska to klub Tempo Rzeszotary. Grałem również w innych klubach, takich jak Hejnał Krzyszkowice czy Wisła Wien, ale były to tylko sezonowe przygody. To wraz z klubem Tempo Rzeszotary w ubiegłym roku zorganizowaliśmy w ramach „Główkujemy po Europie” mecz inauguracyjny, na którym główkowałem – dochód z niego został przeznaczony na wsparcie wspomnianego hospicjum.

Ile czasu trwa podbijanie np. 5000 razy?
– W normalnym tempie 5000 razy podbija się około 40 minut. Jeżeli jest bardzo ciepło, nie wolno forsować tempa, ponieważ pot leci do oczu i jest to dyskomfort, a podbijanie ma sprawiać radość.

Czy nie jest to szkodliwe dla zdrowia, kręgosłupa?
– Kontaktowałem się z trenerem, który zajmuje się siłowymi ćwiczeniami. Zadał mi zestaw ćwiczeń wzmacniających mięśnie, które przejmują obciążenie kręgów szyjnych i kręgosłupa. Staram się regularnie trenować i nie przesadzać.

Czy potrzebuje Pan jakiegoś wsparcia dla swoich działań?
– Największe wsparcie mam w mojej żonie, Kindze. Towarzyszy mi w każdym wyjeździe i finansuje akcję „Główkujemy po Europie'”. Każdy, kto chciałby wesprzeć mój projekt, jest mile widziany, powierzchnia reklamowa na koszulce jest wolna. Jednak moim celem jest, by ludzie wsparli krakowskie hospicjum z serca, a nie z przymusu. Dlatego nie jestem zbyt aktywny w pozyskiwaniu sponsorów, ale wsparcie jest mile widziane.

Jakie są Pana plany na najbliższą przyszłość?
Najbliższy będzie wyjazd do Aten, później do Londynu oraz krajów Beneluksu. W tym roku planuję zakończyć akcję „Główkujemy po Europie” w Krakowie. Potem planuję projekt „Historia Polski”, który będzie polegał na podbijaniu piłki w miejscach ważnych dla dziejów Polski, np. miejscu Chrztu Polski, na polach Grunwaldu czy na Kahlenbergu.
Korzystając z okazji, chciałbym wszystkich zachęcić do wsparcia akcji „Główkujemy po Europie”. Informacje na temat akcji znajdują się na stronie Facebook: Główkujemy po Europie, Michał Kazimierz Stryszowski, a także na stronach PZPN oraz Krakowskiego Hospicjum Dla Dzieci im Ks. Józefa Tischnera.

Rozmawiała Agnieszka Boryń, Polonika nr 253, marzec/kwiecień 2016

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…