Jan Paweł II w Austrii
Co zostało w nas ze słów Jana Pawła II skierowanych specjalnie do Polaków mieszkających poza ojczyzną?
Jan Paweł II trzykrotnie gościł w Austrii: we wrześniu 1983 roku, w czerwcu 1988 i czerwcu 1998 roku.
Były to pielgrzymki „do serca Europy” – jak sam mówił – stąd też myślą przewodnią tych odwiedzin był temat europejskiej jedności opartej na wierze chrześcijańskiej.

„Zostań z nami” – krzyczeliśmy, kiedy tu przyjeżdżał. Został z nami – wystarczy wsłuchać się uważnie w słowa skierowane do nas w czasie trzech Jego pielgrzymek do Austrii. Spotkania te pogłębiały wiarę, pozwalały odnaleźć poczucie własnej godności, uwalniały od kompleksu emigranta, umacniały więź z Polską.
– Swoim świadectwem wiary, miłości i odwagi apostolskiej, pełnym ludzkiej wrażliwości, ten znakomity syn narodu polskiego pomógł chrześcijanom na całym świecie, by nie lękali się być chrześcijanami, należeć do Kościoła, głosić Ewangelię. Jednym słowem pomógł nam nie lękać się prawdy, gdyż prawda jest gwarancją wolności – powiedział Benedykt XVI do zgromadzonych na Placu św. Piotra pielgrzymów w dniu beatyfikacji Jana Pawła II.

Znam, przynajmniej w części, wasze bóle i wasze gorycze związane z tym przeszczepieniem, jakim jest emigracja. Wielu z tych bólów może nie przewidywaliście, może wielu próbom i pokusom, jakie pojawiły się w tym świecie, macie czasem ochotę ulec. Nie będę ich tu wymieniał, znacie je dobrze, ale proszę was, nie pozwólcie się przesiewać żadnym siłom i układom. Bądźcie dojrzali dojrzałością wiary i mocni mocą ducha. Trudźcie się dla dobra waszego i waszych rodzin, niech te rodziny będą wierne ewangelicznemu prawu miłości, niech będą szkołą wiary. Pracujcie też dla dobra tej wspólnoty, którą wybraliście lub w której wypadło wam żyć (…). Zachowajcie dobre imię wasze i dobre imię tej ziemi, z której wyrośliście. Zachowajcie i pomnażajcie to dziedzictwo, które nosicie w sobie. Bądźcie wierni w tym, co dobre. Nie pozwólcie sprowadzić waszego ducha na poziom jakiegokolwiek materializmu.
Jan Paweł II, wrzesień 1983 r., Kahlenberg
Dzisiaj na placu Bohaterów nie przemawiają bohaterowie świata, ale bohaterowie Kościoła – troje nowych błogosławionych. Sześćdziesiąt lat temu na tym placu przemawiał z balkonu człowiek, który samego siebie ogłosił zbawcą. Nowi błogosławieni przynoszą nam inne orędzie: zbawienia nie można znaleźć w człowieku, ale w Chrystusie, Królu i Zbawcy!Pozdrawiam serdecznie również obecnych na tej mszy św. moich rodaków, mieszkających w Austrii oraz tych, którzy przybyli z Polski. Niech wstawiają się za wami nowi błogosławieni, którzy dzisiaj zostali wyniesieni do chwały ołtarzy. Idźcie ich śladami, wpatrujcie się w ich życie, naśladujcie ich czyny.
Jan Paweł II, czerwiec 1998 r., Heldenplatz

– We wrześniu 1983 roku stałem w tłumie na Heldenplatz. Obok mnie kilku przyjaciół. Trudno jest wyrazić i oddać to, co wtedy czuliśmy. Spotkanie z Nim było jak powiew wolności. Kazało dumniej podnosić głowę, a jednocześnie uczyło, kiedy należy ją pochylić. Tego wzruszenia i tamtych chwil nie zapomnę nigdy.
Janusz P., Wiedeń
– Spotkanie z papieżem przeżyłam w bardzo smutnym miejscu: na terenie byłego obozu koncentracyjnego Mauthausen. Co można powiedzieć w takim miejscu, jak znajdować słowa nadziei, otuchy, a przede wszystkim słowa przebaczenia? On je umiał znaleźć. A jeśli nie było to słowo, to był to gest.
Krystyna Z., Graz
– Uczestniczyłam w nabożeństwie na Heldenplatz w piękną, słoneczną niedzielę 1998 roku. Potem pobiegłam przed Polski Kościół na Rennwegu. Myślę sobie, że jeśli zostaje parę zdjęć i parę wzruszeń, to jest o wiele za mało. Żyjemy wszyscy w takim pośpiechu, czas upływa coraz szybciej, coraz mniej czasu mamy dla siebie, coraz mniej czasu dla rodziny, dla przyjaciół. Mały Karol codziennie z okna patrzył na napis: „Czas ucieka, wieczność czeka”. To są takie niby oczywiste prawdy, ale co musi się wydarzyć, byśmy przystanęli, byśmy zastanowili się nad swoim życiem i starali się po prostu być dobrzy. Dobrzy dla innych i dla siebie.
Irena W., Wiedeń
– Spotkanie z papieżem pamiętam jak przez mgłę. Miałam wtedy 6 lat. Mama ubrała mnie w piękną, białą sukienkę i sama też założyła sukienkę jasnobeżową. Zapamiętałam te kolory, bo wydały mi się jakieś takie wyjątkowe. Wiem, że był straszny upał i że bardzo chciało mi się pić. Jednak starałam się nie marudzić, tylko dzielnie uczestniczyć we mszy św. Dzisiaj myślę, że to wielka szkoda, że nie mogłam wtedy w pełni przeżywać i rozumieć tego, co się działo, że nie mogłam przeżyć tego poczucia niezwykłego bycia razem – tak o tym opowiada moja mama.
Paulina B., Wiener Neustadt
– Z upływem czasu papież coraz bardziej przypominał mi mojego dziadka, zaczęłam odnajdywać go w wielu twarzach starszych ludzi, których spotykałam, odwiedzając moje rodzinne Wadowice. Któregoś dnia, na wadowickim rynku uświadomiłam sobie jeszcze raz, że tak naprawdę kształtuje nas nasze środowisko. I to od nas zależy, co z niego wyniesiemy, jak to wykorzystamy, jak pielęgnować będziemy pamięć o kraju lat dziecinnych, który zawsze pozostaje czysty i piękny, jak chciał Adam Mickiewicz. I że nie wolno nam zapominać ani odchodzić od tych naszych marzeń i ideałów, może śmiesznych, może naiwnych – ale gdy o nich zapominamy, gdzieś urywa się ciągłość, popadamy w bylejakość, idziemy na kompromisy.
Od wyboru Karola Wojtyły na stolicę Piotrową już nie byłam dziewczyną z prowincjonalnego miasteczka.- Ach, pani jest z Wadowic? – pytał z zachwytem nowo poznany Hiszpan, Francuz czy Grek. Wykonuję zawód, który umożliwia mi podróżowanie po świecie i proszę mi wierzyć, że podobne zdanie słyszłam w najodleglejszych zakątkach świata. I choć od ponad dwudziestu lat mieszkam w Wiedniu, zawsze nowo poznanym osobom przedstawiam się jako Anna: Anna z Wadowic.
Jestem dumna z człowieka, który zawsze pozostał synem ziemi…tej ziemi, człowieka z „dalekiego kraju” – bo wtedy Polskę od Włoch dzieliły setki tysięcy kilometrów…
Moje dzieci do pewnego momentu reagowały niecierpliwym wzruszeniem ramion: ach, mamo, ten twój papież… Do chwili, kiedy udało nam się osobiście spotkać z Janem Pawłem II. To był cudowny, wzruszający moment. Moja córka podeszła jako pierwsza i powiedziała: – Moja mama jest z Wadowic…Na to papież odpowiedział: – Skoro mama jest z Wadowic, to dlaczego ty mówisz do mnie po niemiecku? Córka zrobiła się purpurowa i natychmiast przeszła na język polski. I odtąd jakoś chętniej jeździła do Wadowic, i odtąd jakoś skwapliwiej zaczęła chodzić do kościoła… To była ta niezwykła charyzma, ten dar docierania do ludzi w każdym wieku, do ludzi różnych narodowości.
-Ach, ten twój papież zostaje błogosławionym, to chyba pojedziemy? – zapytała mnie córka.
I tak właśnie tego szczególnego dnia – 1 maja 2011 roku – będziemy wszyscy w Rzymie: mój austriacki mąż i nasza trójka dzieci.
Anna z Wadowic

„Tego, co w was się zaczęło, czy potraficie nie popsuć,
czy będziecie zawsze oddzielać dobro i zło”
(Karol Wojtyła, Poezje wybrane)
Patrycja Brzoza, Polonika nr 196, maj 2011.