Z Alicją przez Wiedeń

Alicja Kuk wakacje w Wiedniu zamieniła na życie w tym mieście, po którym oprowadza nas na swoim blogu ,,Z Alicją przez Wiedeń”. Zapytaliśmy ją, dlaczego zaczęła pisać i kim są jej czytelnicy.


Prowadzisz blog dotyczący Wiednia. Może opowiesz czytelnikom „Poloniki”, jaka jest tytułowa Alicja i jak znalazła się w stolicy Austrii?=
– Właściwie pierwszy raz w Wiedniu byłam bardzo dawno temu, jeszcze w czasach szkoły podstawowej. Moje siostry mieszkają tutaj już kilkanaście lat, w związku z tym przyjeżdżałam do nich na wakacje. A że Wiedeń od kilku już lat oceniany jest jako miasto, w którym żyje się najlepiej, nie było trudno zdecydować o tym, by zamieszkać tutaj na stałe.

Jako miejsce naszego spotkania zaproponowałaś Karlsplatz. To przypadek czy może jedno z Twoich ulubionych miejsc?
– Kościół św. Boromeusza, obok którego właśnie siedzimy wygodnie na ławce, był pierwszym wiedeńskim zabytkiem, jaki zobaczyłam. Z dużym sentymentem wracam do tego miejsca, bo jest to piękna, barokowa bazylika i częste miejsce spotkań nie tylko turystów, ale też stałych mieszkańców Wiednia. Ja jestem nim zauroczona. W pobliżu mamy też Naschmarkt – największy wiedeński targ. Można też przejść się na Rennweg, gdzie znajduje się polski kościół. W jednym z opublikowanych postów wspomniałam, że można stąd dojechać autobusem prawie pod sam Hundertwasserhaus. Myślę, że jest to dobry punkt wyjściowy do zwiedzania Wiednia, bo tutaj krzyżują się aż trzy linie metra.

Kim są Twoi czytelnicy? Na pierwszy rzut oka można mieć wrażenie, że blog jest skierowany do turysty, który na jego podstawie może stworzyć plan wycieczki po Wiedniu. Z drugiej strony w komentarzach dzielisz się też spostrzeżeniami z mieszkańcami Wiednia.
– Często odwiedzają mój blog osoby, które kochają Wiedeń, miło go wspominają i po prostu chcą się podzielić swoimi wrażeniami. Często czytam ,,byłam w tym miejscu, pięknie je wspominam, tutaj bardzo lubię te knajpki, tam można zjeść pyszny Apfelstrudel”. Dużą część czytelników stanowią również moi znajomi, dzięki którym zaczęłam tworzyć bloga. Pytali, jak jest w Wiedniu, co można tutaj robić, jak spędzam wolny czas. W dużej mierze ten blog powstał dzięki nim.

Wystarczyło, że Cię namówili do pisania?
– Tak, oni byli dużą inspiracją, ale poza tym blogowanie umożliwiło mi połączenie moich dwóch pasji: pisania i zwiedzania. Blogowanie i związane z nim wycieczki są dla mnie bardzo miłą formą spędzania wolnego czasu.

W pasję pisarską wyjątkowo łatwo mi uwierzyć, bo widać w Twoich tekstach lekkość pióra. Jakie tematy cieszą się największym zainteresowaniem?
– Miło mi to słyszeć. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie – dla jednych ważne są praktyczne porady: jak poruszać się po Wiedniu, co i gdzie zjeść. Natomiast dla innych czytelników interesujące są kwestie dotyczące codziennego życia i tego, jacy są mieszkańcy Wiednia. Ku mojemu zaskoczeniu największym zainteresowaniem nie cieszą się posty o zabytkach, a właśnie to, jacy są wiedeńczycy, jak żyją i jak spędzają wolny czas.

Informacje o tym, jacy są wiedeńczycy, pomagają zaklimatyzować się osobom, które tu niedawno przyjechały i próbują wtopić się w kulturę austriacką.
– Z pewnością tak, jednak ta kultura bardzo szybko się zmienia. Pamiętam Wiedeń sprzed lat i wiem, że wyglądał zupełnie inaczej. Ale te wskazówki są na pewno cenne dla nowo przybyłych, bo wiadomo, że gdy jedziemy pierwszy raz w nowe miejsce, to mamy wiele obaw. Często jestem pytana – przede wszystkim przez studentów, którzy chcą wyjechać do Wiednia na wymianę studencką – które dzielnice są najbezpieczniejsze, a których lepiej unikać. 

Jak powstawały pomysły na kolejne posty?
– Bardzo spontanicznie. Starałam się opisywać to, czego doświadczam, kiermasze, lub imprezy, w których brałam udział, zabytki i muzea, które chętnie odwiedzam. Często tematem wpisu był zwykły spacer, np. po parku miejskim lub „najbogatszej” ulicy Wiednia – Graben.

Czy zdarzyło się, by czytelnicy zaproponowali kolejne posty lub chcieli, abyś poruszyła konkretne tematy?
– Tak, np. post o tym, co można zjeść na mieście, był napisany pod wpływem częstych pytań czytelników. Miałam również przyjemność napisać gościnny post dla koleżanki z bloga Reznorblog.pl o kosmetykach z wiedeńskich drogerii/aptek i moich doświadczeniach z nimi.

To pokazuje też, jaka jest rozpiętość informacji na Twoim blogu, bo znajdziemy tam opisy kosmetyków, ale też recenzje chlebów, które możemy kupić w Wiedniu. Chociaż, jak stwierdziłaś, żaden nie równa się domowym wypiekom Twojej mamy.
– Osobiście bardzo zwracam uwagę na rodzaj pieczywa, które kupuję, i kiedy przyjechałam do Wiednia, byłam zachwycona chlebami, jakie są tutaj w sprzedaży. Przede wszystkim przeważało ciemne pieczywo, podczas gdy w tym samym czasie w Polsce nie spotykało się go aż tak często w piekarniach. Ale wiadomo, że to, co domowe, jest najlepsze. Może kiedyś napiszę też post z przepisem na chleb mojej mamy :)

Czyli uważasz, że Austriacy przywiązują dużą wagę do dobrych, wartościowych posiłków? Pisałaś również o tym, że dzieci w szkole wiedeńskiej miały zakaz przynoszenia białego pieczywa i gazowanych słodzonych napojów.
– Te informacje pochodzą od moich sióstr, których dzieci chodzą do wiedeńskich szkół. Jeżeli chodzi o Austriaków, to ci, których znam, zwracają uwagę na to, by dobrze się odżywiać i jeść świeże, nieprzetworzone produkty. Jednocześnie często piją alkohol i stołują się w restauracjach.

Co według Ciebie wyróżnia Wiedeń spośród innych miast europejskich?
– Wiedeń jest dla mnie bardzo poukładanym miastem. Łatwo mi się tutaj odnaleźć, czuję się bezpiecznie. Środki komunikacji miejskiej funkcjonują na prostych zasadach, trudno się zgubić. Wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane. Zupełnie inaczej jest np. w Rzymie i Paryżu. Niezmiernie trudno poruszać się tam samochodem, bo prawie nikt nie przestrzega przepisów ruchu drogowego. W Paryżu przeżyłam szok, gdy na skrzyżowaniu, mając zielone światło, staliśmy około 30 minut, ponieważ auta z przeciwnego kierunku jechały cały czas, mimo czerwonego światła na ich sygnalizatorze. Tutaj w Wiedniu jest to nie do pomyślenia i za to bardzo cenię stolicę Austrii. W innych miastach trzeba również bardzo uważać na oszustwa i kradzieże. W Rzymie, na poczcie watykańskiej, oszukano mnie, gdy kupowałam znaczki... Później wszystkie pamiątki kupowałam zawsze z kalkulatorem pod ręką, żeby przy kasie nie doliczono mi nie wiadomo ile dodatkowych euro... W Wiedniu nigdy nie spotkałam się z takim oszustwem.

Przekazujesz czytelnikom wiedzę na temat różnic kulturowych i tradycji. Przed nami święta Bożego Narodzenia, stąd moje pytanie: jaki jest stosunek Austriaków do prezentów?
– Austriacy są w mojej opinii bardzo oszczędni, dlatego obdarowują bliskich drobnymi upominkami, nie wydając na prezenty za dużo, ale zawsze o sobie pamiętając. To miłe i przecież właśnie o to chodzi. O sam gest, a nie cenę.

Z czym według Ciebie należy uważać, by Austriaka nie urazić?
– Przychodzi mi do głowy jedna rzecz, a mianowicie zarobki. Wydaje mi się, że Austriacy bardzo nie lubią rozmawiać o dochodach i czują się zakłopotani, kiedy porusza się ten temat.

Rozmawiałyśmy o świętach. Jakie jest według Ciebie najbardziej urokliwe świąteczne miejsce w Wiedniu?
– Bez wątpienia są to kiermasze bożonarodzeniowe wieczorową porą. Moim ulubionym jest ten pod ratuszem. Choć jest duży i często zatłoczony, to zawsze magiczny i urokliwy za sprawą drzew, na których błyszczą przeróżne lampiony, pięknych stoisk oferujących ozdoby i oczywiście pysznego grzanego wina. Wszyscy są życzliwi, radośni i uśmiechnięci, co tworzy wyjątkową atmosferę.

Zrobiłaś przerwę w pisaniu bloga, bo zostałaś mamą Zuzanny. Czy myślisz już o powrocie do pisania?
– Myślę, że będzie teraz więcej postów dotyczących miejsc, w które można z łatwością wybrać się z dzieckiem. Pojawi się też zapewne kilka wpisów dotyczących moich doświadczeń z czasu ciąży, ale nie zapomnę o aktualnych wydarzeniach i spotkaniach z kulturą – już nie mogę się doczekać kolejnej wizyty w mojej ulubionej Albertinie. Tym razem nie odpuszczę i na pewno napiszę więcej o kontrowersyjnym malarzu – Egonie Schiele.

Czy zechciałabyś przekazać świąteczne życzenia czytelnikom „Poloniki”?
– Najcenniejsze, czego mogę Wam życzyć, to to, abyście żyli w zgodzie ze sobą i cieszyli się nawet z najmniejszych przejawów dobra wokół. Nie zawsze jest tak, jak sobie wymarzymy, często los płata nam figle, więc oby każdy z nas potrafił znaleźć wyjście z trudnych sytuacji, a najlepiej, żeby takie w ogóle się nam nie przytrafiały!

 

Rozmawiała Magdalena Tomczyk, Polonika nr 263, listopad/grudzień 2017

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…