Fiat 125 p zrobił furorę

Polska drużyna (od lewej): Ireneusz Dziuba, Łukasz Motola, Igor Dziuba, Michał Iskra, Michał Wagner fot. Paulina Motola

 - Nie wygraliśmy, ale byliśmy blisko. Nasz samochód potrafi jeździć wszędzie! Można nim  jechać do pracy, na zakupy, a nawet  na rajd! –  zapewnia szef polskiej drużyny Nordring 24,  Ireneusz Dziuba.

 

 

 

 

 

 

21 i 22 czerwca odbył się kolejny rajd Nordring 24 we Fuglau w Dolnej Austrii. Wcześniej Ireneusz Dziuba uczestniczył w nich jako kibic. W tym roku zadebiutował w roli uczestnika rajdu. – W ubiegłym sezonie startował jeden z Polaków polską syrenką, ale skład jego drużyny był mieszany, a my jesteśmy pierwszą typowo polską ekipą – mówi pan Ireneusz, doświadczony kierowca oraz mechanik.

Debiut polskiej ekipy
Nordring 24 to specyficzna forma rajdów. Kierowcy ścigają się tzw. oldtimerami, samochodami mającymi ponad 30 lat, przerobionymi zgodnie z ustalonymi przez organizatorów zasadami. W wykazie samochodów biorących udział w wyścigu znalazły się między innymi Volvo 245, Alfa Romeo Tipo 33, VW Polo 86 L, Fiat Panda 34, Trabant 601, Lada, VW Garbus 1302 S, a nawet auta transportowe: Opel Blitz czy VW T25. Zainteresowanie wśród kibiców i innych uczestników wzbudził biało-czerwony Fiat 125p. Na początku nikt nie dawał mu wielkich szans. Nawet wśród członków drużyny nadzieje były płonne. To pan Ireneusz najbardziej wierzył w swojego fiata. – Młodsi myśleli, że fiat po prostu tego nie wytrzyma, a ja się uparłem, że to ma być polski Fiat 125 p. Teraz wszyscy przyznają mi rację – mówi. – Zaczynałem od fiata i dalej mam fiata. Powiedziałem rodzinie, że nie chcę innego. Prosty samochód, proste rozwiązania, naprawdę sprawuje się lepiej niż współczesne auta – zapewnia.

To sport wyczynowy
Zasady wyścigów Nordring 24 są proste, podobne do zasad podczas innych rajdów. Wyznaczony jest kilometrowy tor do przejechania. Tyle tylko, że samochód musi jeździć 24 godziny bez przerwy.
– Jechałem jako trzeci z kierowców. Mój poprzednik udzielił mi paru wskazówek, na przykład że najgorsze są dwa czy trzy pierwsze okrążenia. Potem już samo idzie. Nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę z warunków, jakie zastaliśmy na trasie. Tor pokryty był przede wszystkim szutrem i tylko na niewielkim odcinku asfaltem. Dodatkowo urozmaicony był wyrwiskami, dziurami utrudniającymi jazdę i powodującymi awarie – wspomina Łukasz Motola.
Polską drużynę tworzyli: Ireneusz Dziuba – szef ekipy, jego syn Igor Dziuba, kuzyn Łukasz Motola oraz dwóch współpracowników pana Ireneusza: Michał Wagner i Michał Iskra. Każdy z nich jeździł około godziny, po tym czasie wsiadał kolejny zmiennik. Gdy pojawiła się awaria czy usterka, reszta drużyny ją usuwała. Wszyscy są doświadczonymi kierowcami i mechanikami, którzy doskonale poradzili sobie podczas rajdu, bez większych przygotowań. Najwięcej czasu zajęło im rozebranie samochodu na części i powtórne złożenie.

Więcej w wakacyjnym numerze "Poloniki"

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…