111 powodów, by kochać Polskę

111 powodów, by kochać Polskę, z dopiskiem w podtytule Wyznania niemieckiego pisarza, to tytuł książki napisanej przez Matthiasa Kneipa, którego mamy przyjemność gościć na łamach „Poloniki”.

 

 

Czy ten tytuł i ta książka to wyznanie Pana miłości do Polski?
– Tak, jest to wyznanie miłości do tego kraju. Ta książka z pewnością nie jest typowym przewodnikiem po Polsce.

Uściślijmy: czy to jest miłość, czy może tylko sympatia?
– Wie Pan, ja już dwadzieścia lat piszę książki o Polsce, publikuję o Polsce artykuły w Niemczech, uczę się języka polskiego, kilka razy w roku jestem w Polsce. Do tego podjąłem zawodową pracę w Deutsches Polen – Institut w Darmstadzie. Szczerze mówiąc sympatia to chyba byłoby za mało (śmiech).

Czy nie jest tak, że w swojej książce idealizuje Pan Polskę, bo Pan w niej nie mieszka?
– Ja jej nie idealizuję, bo są też rzeczy, które mi się nie podobają. Jednak moim celem nie było opisanie Polski takiej, jaką ona jest. Moim celem było opisanie zalet, żeby wzbudzić sympatię i zainteresowanie tym krajem.

Do jakiego zatem odbiorcy jest ona skierowana?
– Chciałem moją książką zainteresować Niemców, którzy Polski nie znają lub znają mało, dlatego pierwsze wydanie było w języku niemieckim. Chciałem ich zachęcić do odwiedzenia tego kraju. Wszystko miało być opisane z humorem, z przymrużeniem oka, żeby wzbudzić ciekawość.
Jest to książka osobista, napisana z perspektywy Niemca, stąd też jej podtytuł brzmi Wyznania niemieckiego pisarza. Jak sądzę, o sukcesie tej książki zdecydowało to, że ja nie chcę na siłę wyjaśniać Niemcom, jaka jest Polska, tylko chcę z mojej osobistej perspektywy poprzez miłą lekturę przybliżyć im ten kraj. To tak jak z żoną, o której mąż mówi, że jest najpiękniejszą osobą na świecie a przecież nie wszyscy tak myślą.

Jest Pan Niemcem, ale ma Pan rodzinne związki z Polską.
– Moi oboje rodzice pochodzą ze Śląska, ale nie byli Ślązakami. Są Niemcami, tak jak i moi dziadkowie. Po II wojnie przez kilkanaście lat mieszkali w Polsce i przesiedlili się do Niemiec. Ja urodziłem się w Bawarii.

W jakiej atmosferze domu rodzinnego Pan dorastał?
– W domu była mieszanina kultur: niemieckich, polskich, bawarskich. Na początku nie wiedziałem, który obyczaj należy do której kultury. Ja i mój młodszy brat nie uczyliśmy się języka polskiego, nie znaliśmy go. Przed świętami Bożego Narodzenia rodzice, żebyśmy nie rozumieli, naradzali się po polsku, jakie prezenty nam kupić. Cały czas było też czuć w domu tego polskiego ducha, ale nie miało to dla nas większego znaczenia. W dzieciństwie nie znałem też historii naszych rodziców, dopiero później ją odkryłem.
Gdy w latach 90. pracowałem przez rok w Opolu, zakochałem się w Polsce. To był początek mojej miłości, zacząłem sobie zdawać sprawę z polskich tradycji. Miałem wtedy dwadzieścia kilka lat.

Czy na Pana niemiecką tożsamość składa się również element polski?
– Powiedziałbym, że moja tożsamość w około 20 procentach zawiera element polski. Na przykład w święta Bożego Narodzenia dzielimy się opłatkiem, śpiewamy polskie kolędy. Jednak moja miłość do Polski nie wynika z poczucia polskiej tożsamości, ale z tego, że po prostu podoba mi się ten kraj, który bardzo późno w moim życiu odkryłem. Języka polskiego uczyłem się sam, rodzice nawet o tym nie wiedzieli. Czyli to musi być miłość (śmiech!)

Z czego ta miłość może wynikać?
– Zazwyczaj jest tak, że podoba się to, czego nie ma we własnym kraju, w moim przypadku w Niemczech. Ta polska spontaniczność, gościnność, te cechy, z którymi oczywiście wiążą się pewne wady, bo każdy plus ma swój minus. Podoba mi się współczesna Polska, podróżowałem tam niemal wszędzie. Znam historię tego kraju, kocham polską literaturę. Zorganizowałem w Niemczech wiele autorskich spotkań z polskimi pisarzami, m.in. ze Sławomirem Mrożkiem czy Andrzejem Stasiukiem.
Byłem bliskim przyjacielem Tadeusza Różewicza, który często bywał u nas w domu. To właśnie on mnie zainspirował do pisania. Gdy w latach 90. pracowałem w Opolu, znajomi z Niemiec co tydzień dzwonili do mnie i pytali, kiedy wrócę do Niemiec. I to mnie wkurzało, bo gdybym pracował we Francji, to sami by mnie odwiedzali, a do Polsce nikt nie chciał się wybrać. Wtedy Różewicz powiedział mi: zrób coś, zachęć ich do odwiedzania naszego kraju, napisz coś. I to był początek mojej kariery pisarskiej: zacząłem pisać artykuły o Polsce, potem książki.

Co Polak może dla siebie odkryć w Pana książce?
– Z pewnością nie wszystkie rzeczy są dla Polaków odkrywcze. Każdy Polak wie, co to jest opłatek, w odróżnieniu od Niemców, bo znam takie przypadki, że moi niemieccy znajomi nie chcieli łamać takich pięknych opłatków i wieszali je u siebie w domu na ścianie jako obraz. Taki wiszący opłatek jest dla Polaków nie do wyobrażenia.
Pierwsze wydanie książki było, jak już wspomniałem, w języku niemieckim. Z czasem się jednak okazało, że coraz więcej Polaków się nią interesuje, bo dzięki niej mogą zobaczyć inaczej swój kraj, nieco w humorystyczny sposób. Ja patrzyłem na Polskę w inny sposób, co stwarzało nieraz komiczne sytuacje. Na przykład myślałem, że nazwa kiosku „Ruch” pochodzi od ruchu, który klient musi wykonać, schylając się do znajdującego się nisko okienka. Polakom takie skojarzenia do głowy by nie przyszły. Ponadto zawarłem w tej książce wiele ciekawostek. Polacy mało wiedzą o tym, że w Polsce powstała pierwsza na świecie kopalnia ropy naftowej, a było to w Bóbrce, wsi w województwie podkarpackim. Po moją książkę sięgają też Polacy żyjący w Niemczech, bo wzbudza tęsknotę do korzeni, do kraju, skąd pochodzą. Często kupują ją po to, aby podarować ją w prezencie niemieckim znajomym.
Dodam, że zadbałem o to, by książka spodobała się Polakom. Starałem się napisać ją w sposób skromny. Polacy nie lubią, gdy przychodzi Niemiec i wyjaśnia im ich własny kraj. Tu działa negatywny stereotyp Niemca, który zawsze wie lepiej, co jest dobre dla innych.

Czy swoją książkę przesłał Pan również niemieckim politykom?
– Prezydent Niemiec, Frank Walter Steinmeier, po otrzymaniu ode mnie tej książki, napisał piękny list z podziękowaniem. Były premier kraju związkowego Saksonii, Stanislaw Tillich, zapytany w wywiadzie dla „Bild Zeitung”, co teraz czyta, odpowiedział, że jego ulubioną książką, która właśnie leży obok jego łóżka, jest 111 powodów, by kochać Polskę.

Może Pan wspomnieć o swoich innych książkach?
– Napisałem w sumie 17 książek o Polsce. Podróżowałem przez cały kraj i szukałem ciekawych miejsc, które warto obejrzeć, nie tylko z powodów turystycznych. Szukałem tych mało znanych miejsc, aby wpleść je w opowieść o całym kraju.
Książka, o której rozmawiamy, jest najbardziej znaną z moich książek. Po niej opublikowałem książkę o zachodniej części Polski „Reise in West Polen”, która nie została przetłumaczona na język polski. W tym roku opublikuję kolejną, w której zdjęcia z różnych miejsc Polski będą opatrzone krótkimi, poetyckimi tekstami.

Jak wyglądają Pana obecne kontakty z Polską?
– Pracuję w Deutsches Polen – Institut w Darmstadzie. Kilka razy w roku organizuję dla Niemców wyjazdy do Polski, które również dla mnie są bardzo ważne, bo Polska bardzo szybko się zmienia. Do tego nie chcę zapomnieć języka.

Kto bierze udział w organizowanych przez Pana wyjazdach do Polski?
– Najczęściej są to ludzie otwarci, wolni od stereotypów. Ciekawi ich Polska, ale trochę boją się tam sami pojechać. Obawiają się tego, czy uda im się wszystko organizacyjnie załatwić, czy będzie bariera językowa. Więc ja to wszystko organizuję i razem jedziemy na około tydzień. Co ciekawe, gdy już się zdecydują, to chcą jechać ponownie. Dla przykładu grupy z Regensburga i Darmstadtu składają się w 80 procentach z tych osób, które kilka lat temu po raz pierwszy pojechały do Polski.

Dlaczego akurat z Regensburga i Darmstadtu?
– Mieszkam w Regensburgu, gdzie mam znajomych, których zabierałem do Polski. Potem Deutsches Polen – Institut w Darmstadzie zainteresował się organizowanymi przeze mnie prywatnymi wyjazdami. Zaproponował mi, żebym rozszerzył swoją inicjatywę, i w tym roku jadę zwiedzać południową Polskę z 40 nauczycielami ze szkół w z Bawarii, którzy chcą poznać ten kraj, żeby go później przedstawić uczniom na lekcjach. Są więc takimi multiplikatorami, którzy przekażą swoją wiedzę i wrażenia dalej.

Najtrudniej jest pojechać do Polski pierwszy raz. Czy w grę wchodzą tu jakieś negatywne stereotypy?
– Spotykam się często z przekonaniem, że w Niemczech powszechne są negatywne stereotypy na temat Polski: że tam ukradną samochód, że jest niebezpiecznie, że ulice są brzydkie i zaniedbane. Takie poglądy pojawiały się kiedyś, ale dziś już ich jest coraz mniej. Dziś nie muszę już walczyć z negatywnymi stereotypami, bo niewielu Niemców je zna, a jeżeli zna, to i tak w nie nie wierzą. Na przykład dawnego negatywnego określenia „polnische Wirtschaft” Niemcy już nie znają, a jeżeli je usłyszą, to kojarzy im się wręcz pozytywnie, chociaż niestety dotyczy to zazwyczaj niemieckich elit. Dla przeciętnego Niemca to określenie jest neutralne. Teraz nikt nie śmieje się ze starych dowcipów o Polakach. Młodzi ludzie, gdy pytam ich, co wiedzą o Polsce, to mówią o Robercie Lewandowskim albo Kamilu Stochu.
Moim problemem nie są więc negatywne stereotypy. Problemem jest to, że Niemcy o Polsce niewiele wiedzą i przez to nie są nią zainteresowani. Oczywiście, nie wiedzą też wiele o Danii, Holandii czy Belgii, a w przypadku Włoch najczęściej potrafią tylko wskazać, gdzie są ładne plaże. I sytuacja jest taka, że gdy mówię „Polska”, to oni mówią: „Polska, no i co?”

Czy nie jest tak, że starszemu pokoleniu Niemców bliższe są negatywne stereotypy na temat Polski, niż ludziom młodym?
– Moje zdanie jest takie: nie uda mi się zmienić obrazu świata osoby, która ma 70 czy 80 lat. Ja mogę wywrzeć wpływ na osoby, które nic lub niewiele wiedzą, mogę starać się je formować. I dlatego napisałem też książkę dla nauczycieli o polskiej literaturze i polskiej historii, by mieli na czym pracować w szkołach. Bo przyszłość leży w głowach młodych ludzi, którzy nie mają jeszcze swojego obrazu świata.
Od 20 lat opowiadam o Polsce uczniom w szkołach. Co roku odwiedzam ok. 50 niemieckich szkół. Jeżeli ktoś mnie zaprasza na wieczór autorski, to się zgadzam, pod warunkiem, że zostanie też zorganizowane dodatkowo spotkanie w miejscowej szkole. Robię tak dlatego, że na publiczne spotkania przychodzą z reguły ludzie, którzy i tak mają jakiś pozytywny obraz Polaków. Tymczasem w szkole spotkanie ze mną odbywa się w trakcie zajęć lekcyjnych. Na sali mam wtedy kilkuset uczniów, którzy być może cieszą się, że nie mają matematyki. A ja wtedy mogę przekazać im wiedzę, która może ich zainteresować. To dla mnie szansa, by zbudować w ich umysłach pozytywną wizję Polski. W ostatnich 15 latach miałem ponad 700 spotkań z młodzieżą w szkołach.

Czy Pana miłość do Polski jest odwzajemniona?
– Bardzo się cieszę z powodu pozytywnego oddźwięku z Polski. Od prezydenta Polski dostałem Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi RP, dostałem też Medal Komisji Edukacji Narodowej. Polacy honorują to, co robię, dostrzegają, że jest jakiś dziwny facet w Niemczech, który stara się budować most między obydwoma krajami. Więcej uznania płynie ze strony polskiej niż niemieckiej, mimo że moja praca jest ważniejsza dla samych Niemców.

111 powodów, by kochać Polskę to bardzo dużo powodów. A czy mógłby Pan wymienić jakiś jeden, który utrudnia Panu tę miłość?
– Przeszkadza mi w Polsce chociażby oszukiwanie turystów w kantorach wymiany walut. Jest to problem, bo jeżeli jadę z grupami do Krakowa czy Warszawy, to najpierw muszę im powiedzieć: uważajcie – oszukują w kantorach. Niestety, wymiana pieniędzy jest często sposobnością do pierwszego kontaktu z krajem. Nie rozumiem, dlaczego w dużych turystycznych miastach ten problem nie jest rozwiązany.

Napisał Pan książkę o Polakach w Polsce, a może skusi się Pan na temat: Polacy za granicą?
– Takie książki napisali już Polacy. Nie znam zbyt dobrze życia Polaków za granicą. Mało mam kontaktu z organizacjami polonijnymi w Niemczech, jedynie od czasu do czasu otrzymuję jakieś zaproszenie.

Czy nie zamierza Pan napisać książki pt. 111 powodów, by kochać Niemcy?
– Istnieje już taka książka. Jedno z polskich wydawnictw zainspirowane moją książką opublikowało 32 powody, by kochać Niemców. Jest to bardzo sympatyczna książka, chcieliśmy nawet wspólnie wysłać ją wraz z moją do prezydentów Niemiec i Polski, ale zrezygnowaliśmy, bo byłoby to politycznie niezręczne. W końcu 32 powody to za mało w porównaniu do 111 (smiech!)

Skoro tak pozytywnie o Polsce rozmawiamy, to czy od czasu wydania tej książki znalazł Pan 112. powód, by kochać ten kraj?
– Nie byłoby dla mnie żadnym problemem napisanie drugiego tomiku, nawet z podaniem kolejnych 111 powodów. Jednak pozostawiam to czytelnikowi, niech sam ich szuka. Natomiast w dedykacji dla czytelnika z chęcią bym napisał, że właśnie on jest tym 112. powodem. Bo ludzie, którym bliska jest Polska, są dla mnie najważniejszym powodem, żeby kochać ten kraj i właśnie tych ludzi!

Rozmawiał Sławomir Iwanowski, Polonika nr 270, styczeń/luty 2019

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…