BETA-CAR
NATCAR

Polski Habsburg

Pierwsza wojna światowa okazała się dla Habsburgów wydarzeniem przełomowym. Istniejące od wielu wieków mocarstwo rozsypało się, a z powstałego chaosu wyłoniła się Austria – państwo, które w porównaniu z poprzednim było niewielkie i mało znaczące.

 

Habsburgom świat się zawalił. Austriacy odwrócili się od swojej dynastii, niemile widząc Habsburgów u siebie. Cesarz austriacki Karol wyjechał na Maderę, gdzie zachorował i zmarł. Inni Habsburgowie również emigrowali z Austrii i poza jej granicami znaleźli dla siebie nowy dom. Taki też los czekał arcyksięcia Karola Stefana, który od wielu już lat związał się z polską Galicją.

Wydarzenia kończące pierwszą wojnę światową miały dla arcyksięcia Karola Stefana burzliwy przebieg. W ostatnich miesiącach wojny wezwano go do cesarza Franciszka Józefa w Wiedniu. Arcyksiążę niezbyt długo przebywał u niego na rozmowie, po czym udał się do swojego wiedeńskiego pałacu bardzo zły i nakazał służącemu natychmiastowe pakowanie się i wyjazd do Żywca. Salonka, którą arcyksiążę zazwyczaj podróżował jedynie ze służącym, była już zamówiona, i kiedy tylko lokaj uporał się z pakowaniem, natychmiast opuścili pałac i udali się na dworzec. Karol Stefan cały czas milczał, ale widoczne było w jego zachowaniu zdenerwowanie. Po jakimś czasie od wyruszenia z Wiednia arcyksiążę wezwał służącego i polecił mu nalać dwa kieliszki wina. Jeden dla siebie, drugi dla niego. Gdy służący postawił na stole wino i usiadł obok arcyksięcia, wreszcie Karol Stefan zaczął mówić.

– Wiesz, Ludwik, dzisiaj zaproponowali mi koronę Polski, ponieważ cesarz twierdzi, że ja się dobrze do tego nadaję – powiedział arcyksiążę o wiele spokojniejszy niż jeszcze kilka chwil wcześniej.

– To wspaniale, Wasza Cesarska Wysokość. Wszyscy będziemy dumni, gdy Wasza Cesarska Wysokość zostanie królem – powiedział ostrożnie służący.

– Ludwiku, ty nie jesteś głupi, ty co innego mówisz, a co innego myślisz – odpowiedział arcyksiążę.

– Ależ Wasza Wysokość, to będzie dla nas zaszczyt – bronił się służący.

– Postawiłem im trzy warunki. Po pierwsze, jeśli naród polski mój wybór zaakceptuje, to będę królem. Po drugie, gdy ja będę wjeżdżał do Warszawy z jednej strony, to z drugiej niemiecki gubernator Beseler będzie z niej wyjeżdżał. Po trzecie, polskie wojsko ma bronić Polski, a nie walczyć na froncie zachodnim. Ludwiku, moja noga w Wiedniu nigdy nie stanie – powiedział kategorycznie Karol Stefan i więcej nie wyjaśniał, co jeszcze się takiego stało, że arcyksiążę zdecydował się już więcej do Wiednia nie przyjeżdżać.

Propozycja, którą otrzymał, zdenerwowała arcyksięcia, ponieważ wiedział, że cesarzowi chodziło jedynie o to, by wykorzystać popularność Karola Stefana w imię austriackich i niemieckich interesów. W ten sposób Austro-Węgry i Niemcy chciały poprzez osobę arcyksięcia utrzymać przy sobie coraz bardziej wyrywających się do wolności i niezależności Polaków. Karol Stefan zbyt dobrze ich poznał, by wiedzieć, że przyjęcie godności królewskiej w tej sytuacji, gdy wojna się kończy, a Austro-Węgry i Niemcy ją przegrywają, zostanie odczytane jak zdrada interesów polskich. Arcyksiążę wiedział, że jeśli przyjmie w tym momencie i w ten sposób koronę polską, przedłoży interesy austro niemieckie nad polskie. Karol Stefan nie chciał przyjąć korony, postawił na rodzącą się Polskę.

Kim był arcyksiążę Karol Stefan?
Urodził się w roku 1860 w Gross Seelowitz na Morawach jako syn arcyksięcia Karola Ferdynanda i wnuk słynnego pogromcy Napoleona spod Aspern, arcyksięcia Karola Ludwika. Początkowo wiódł życie dosyć oryginalne jak na Habsburga. Jako jeden z nielicznych z rodu studiował w szkole oficerów marynarki, wiążąc swoją przyszłość z morzem. W roku 1886 w Wiedniu, w obecności cesarza i cesarzowej, pojął za żonę arcyksiężniczkę Marię Teresę z toskańskiej linii Habsburgów. Zaraz po ślubie młoda para wyjechała na południe do Puli, a stamtąd do swojego domu na wyspie Lussin na Adriatyku.

W lutym 1895 roku zmarł poważany arcyksiążę Albrecht Fryderyk, który po cesarzu był najbardziej wpływowym Habsburgiem w państwie austro-węgierskim. Był on bratem ojca Karola Stefana i właścicielem olbrzymiego majątku położonego w Polsce. Arcyksiążę Albrecht już jakiś czas wcześniej zdecydował, że majątek przekaże bratankom Fryderykowi i Karolowi Stefanowi. Ten ostatni otrzymał tzw. dobra żywieckie, które obejmowały obszar ok. 50 000 ha, browar, tartaki, itd. Karol Stefan, żyjąc do tej pory niemalże na łasce swojego stryja, stał się nagle bardzo bogatym człowiekiem. Po otrzymaniu pokaźnej fortuny postanowił skupić się na swoim majątku i zrezygnował z kariery w marynarce austro węgierskiej. Wraz z otrzymaniem spadku po stryju Albrechcie uwaga Karola Stefana została skierowana na Polskę.

Od roku 1897 systematycznie przyjeżdżał do Żywca i rozpoczął rozbudowę istniejącego już tam zamku. Im częściej przyjeżdżał do Polski, tym większą czuł sympatię do Polaków. Zaczął uczyć się języka polskiego i tego samego wymagał od swoich dzieci. Coraz częściej angażował się też w sprawy polskie, które stawały się dla niego coraz bliższe. Wydał dwie swoje córki za Polaków – w 1909 roku Renatę za Hieronima Radziwiłła, a w 1913 r. Mechtyldę za Olgierda Czartoryskiego. Nim ktokolwiek mógłby przewidzieć odrodzenie się Polski, arcyksiążę Karol Stefan, wbrew swoim krewnym, podkreślał swe przywiązanie do polskości, m.in. ostentacyjnie posługując się językiem polskim lub z chęcią uczestnicząc w patriotycznych uroczystościach, np. odsłonięciu pomnika grunwaldzkiego w Krakowie. Karol Stefan czuł się coraz pewniej i swobodniej w Polsce. Jego pozycja w Galicji była szczególna. W tym czasie wielu Polaków z uwielbieniem spoglądało w stronę Wiednia. Byli to zwłaszcza ci, którzy byli wdzięczni Franciszkowi Józefowi za autonomię, swobody językowe i kulturalne nadane Polakom w Galicji, o czym nawet nie mogli pomarzyć ich bracia w Warszawie czy w Poznaniu. Słowa, czyny i decyzje żywieckich Habsburgów były z uwagą śledzone przez Polaków we wszystkich zaborach. Krakowski dziennik Czas przytacza doniesienia prasy polskiej opisującej różne sytuacje związane z arcyksięciem z Żywca, które stały się źródłem wielu anegdot. Gdy arcyksiążę dobrze już posługiwał się językiem polskim, lubił incognito wdawać się w rozmowy, tak by rozmówca nie zorientował się, z kim ma do czynienia. Pewnego razu arcyksiążę postanowił zwiedzić Wawel, który co prawda był wtedy w ruinie z powodu stacjonowania tam wojsk austriackich, ale pod opieką Kościoła znajdowały się tam skarby związane z historią Polski, które Karol Stefan chciał zobaczyć. Nie ujawniając swej tożsamości, przybył do katedry w towarzystwie adiutanta i zwrócił się do kościelnego, aby mu otwarto skarbiec.

– Teraz nie będzie otwarty – odpowiedział kościelny.

– Kiedy ja chciałbym zobaczyć.

– Nie można.

– Czemu nie można?

– Dlatego – odparł kościelny z wysokości swego „urzędu" – że musi być przynajmniej dziesięć osób, aby skarbiec pokazywano.

– Ale może przecież otworzycie?

Kościelny zmierzył przybyłych od stóp do głów.

– Ksiądz kustosz ta dla byle kogo przychodzić nie będzie – zauważył sucho i odszedł.

Arcyksiążę uśmiechnął się rozbawiony i postanowił zastosować się do rady kościelnego. Udał się na dziedziniec wawelski, gdzie jeszcze wówczas przechadzali się żołnierze austriaccy, którzy stacjonowali w zamku obróconym na koszary. Zawołał ośmiu, dał każdemu pieniądze na wstęp i ponownie pojawił się z nimi przed zaskoczonym kościelnym, któremu nie pozostawało nic innego jak wpuścić zwiedzających.

Jego „polskość" była tak znana, że gdy w 1914 r. rozpoczęła się wojna, stał się naturalnym kandydatem na tron Polski, gdyby mocarstwa centralne zechciały ją wskrzesić. Nic więc dziwnego, że gdy w sierpniu 1915 roku Niemcy przejęli Warszawę z rąk Rosjan, w The New York Times ukazał się artykuł donoszący, że wkrótce arcyksiążę Karol Stefan zostanie koronowany w warszawskiej katedrze na króla Polski. Do aktu koronacji jednak nie doszło, ale Karol Stefan zyskał szacunek Polaków. Co prawda rodząca się Polska zajęła jego majątek żywiecki i nałożyła na niego przymusowy zarząd, ale pięć lat później odzyskał go. Karol Stefan po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wiódł spokojne i dostatnie życie w Żywcu aż do swojej śmierci w kwietniu 1933 r.

Adam Tracz, Polonika nr 219, kwiecień 2013

Top
Na podstawie przepisów art. 13 ust. 1 i ust. 2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. informujemy, iż Österreichisch-Polnischer Verein für Kulturfreunde „Galizien“, jest administratorem danych osobowych, które przetwarza na zasadach określonych w polityce prywatności. Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług na zasadach określonych w tej polityce. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie w można określić w ustawieniach przeglądarki internetowej z której Pan/Pani korzysta lub konfiguracji usług internetowej. More details…