„Wydmuszka” Marcina Szczygielskiego w wiedeńskim „Pygmalionie”

Oczywiście! Zachęcam wszystkich, a więc nie tylko żeńską część publiczności, do obejrzenia austriackiej inscenizacji „Wydmuszki” Marcina Szczygielskiego: idźcie, pośmiejecie się, a nawet wzruszycie: widziałam łzy w oczach niejednej z pań.

 

Sztuka bardzo się podoba, a żywe i głośne reakcje widowni dowodziły, że wszyscy dobrze się bawili.

Spora w tym zasługa sprawnej reżyserii Magdaleny Marszałkowskiej, znakomitej muzyki Macieja Hellera i – last but not least - bardzo dobrych odtwórczyń ról Haliny i Roksany, czyli Agnieszki Malek i Katarzyny Kuczer; ich wdzięku i naturalności. Obie grają nie szarżując, nie mizdrząc się do widzów, kreując tak sympatyczne sylwetki, że... chciałoby się i Halinę, i Roksanę, poznać w realu. I tylko, prawdę mówiąc, jedno tu nie pasuje: Dlaczego mająca niezły styl Roksana swoje wyzwolenie okupuje utratą poczucia estetyki i chodzi w obciachowych legginsach, zaś szczęście, jakie znajdzie w końcu Halina uosabia jakiś dyrygujący nią, gburowaty – sądząc po głosie – typek?

Miałam jednocześnie wrażenie, że tylko do nielicznych kobiet, które chichotały rozbawione na widowni można byłoby skierować osławioną gogolowską pointę: Z kogo się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie! Ile z serdecznie i głośno zrywających boki pań wyszło za mąż, tak jak jedna z bohaterek sztuki, dla kasy? A ile identyfikowało się z zakompleksioną szarą myszką? Chyba jednak niewiele. Ale może taki to już los lekkich komedii, że muszą posługiwać się kliszami i stereotypami?

Coś zresztą musi być na rzeczy, skoro załączony tu, popularny w socjalnych mediach mem, ilustrujący ten dwubiegunowy stereotyp (czyli jakby Roksanę i Halinę właśnie),
jest żywo i chętnie komentowany przez rozbawione dziewczyny, kobiety dojrzałe. Co ciekawe: ze świecą szukać wypowiedzi „o, szara myszka” to ja!” Panie raczej z dumą identyfikują się z „wredną, zimną suką”!

Mariusz Szczygielski odpowiadając przed prapremierą w warszawskim teatrze Komedia w 2010 roku w jednym z wywiadów na pytanie dlaczego napisał „Wydmuszkę”, stwierdził: Ja naprawdę uwielbiam kobiety: sposób w jaki myślą, w jaki się zachowują, w jaki postrzegają świat i go analizują. Jest mi bliska ich emocjonalność (…) Wiem i rozumiem, czego kobiety pragną. - Myślę, że autor nie tyle wie, jakie pragnienia życiowe mają kobiety, ile raczej co chętnie czytają, z czego i jak żartują. A też, że z tego, jak są przez mężczyzn i inne kobiety postrzegane, umieją i chcą żartować. I dlatego właśnie zabawa na „Wydmuszce” jest gwarantowana.

Dorota Krzywicka-Kaindel

Zdjęcia: Tom Photoart​

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…