Moc sceny

Claudia Kottal, fot. Anna Stöcher
W zeszłym roku Claudia Kottal została odznaczona nagrodą „Outstanding Artist Award" jako najlepsza aktorka młodego pokolenia. Przez osiem lat zdążyła się już na dobre zadomowić na wiedeńskiej scenie teatralnej. 

 Obecnie parodiuje Laurę Rudas, posłankę do austriackiego parlementu w „Wir Staatskünstler" oraz występuje w sztuce „Chatroom" w Theater der Jugend, poruszającej kontrowersyjny temat wirtualnej rzeczywistości.

Urodziłaś się w Wiedniu, ale masz polskie korzenie.
-Moja mama jest Polką. Przyjechała do Wiednia na rok przed moim urodzeniem. Zostałam wychowana dwujęzycznie i często bywam w Polsce, ponieważ mam tam liczną rodzinę. Ciocia jest aktorką w Warszawie. Gdy mówię o ojczyźnie mojej mamy, od razu robi mi się ciepło na sercu.

Czy zawsze marzyłaś o tym, żeby zostać aktorką?
- Właściwie tak, choć na początku nie byłam do końca przekonana, czy ten zawód jest dla mnie odpowiedni. Jestem bardzo nieśmiała. Występowałam w szkolnym teatrze, ale kiedy zaczęłam dojrzewać, coraz częściej towarzyszyło mi uczucie, że chciałabym się po prostu schować. Pomyślałam: to nie dla mnie. Podeszłam jednak do egzaminów wstępnych, żeby sobie później nie zarzucać, że nie spróbowałam.

Opowiedz, proszę, o swoim wykształceniu.
- Początkowo próbowałam swoich sił w Reinhardt Seminar, ale odpadłam. Wtedy pomyślałam: „dobra, zostaw to, to nie jest dla ciebie". Podjęłam studia dla tłumaczy, z niemieckim, polskim i angielskim. Studiowałam rok. W ramach wymiany studenckiej zdążyłam już nawet zaplanować semestr w Warszawie. Chciałam jednak jeszcze raz spróbować z aktorstwem i właśnie wtedy zostałam przyjęta do Konservatorium. Wtedy tylu ludzi próbowało swoich sił. Pomyślałam, jeśli mnie przyjęli, muszę iść tą drogą.

Czy Twój zawód jest dla Ciebie misją życiową?
- To jest po prostu to, czym chciałabym się w życiu zajmować, ten zawód tyle wyraża. Zwykło się mówić, z czym się zresztą zgadzam, że aktorzy to ludzie o tysiącu zainteresowań, którzy jednak nic dobrze nie potrafią. W wieku sześciu lat zaczęłam grać na fortepianie, ale zawsze wiedziałam, że to nie dla mnie. To zbyt jednostronne. Ważne są dla mnie języki. Tak chętnie zagrałabym coś po polsku albo po angielsku. Psychologia stoi właściwie na pierwszym planie. Człowiek ze swoją pełną paletą emocji to jest to, czym zawsze potrafię się zajmować.

Co było dla Ciebie jak dotąd największym wyzwaniem zawodowym?
- Dwa lata temu zaczęłam się głębiej zastanawiać nad tym, kogo gram. Niewiara we własne możliwości i przymus zaistnienia w nowym środowisku zeszły na drugi plan. W pierwszych latach koncentrowałam się przede wszystkim na tym, żeby się utrzymać, ważne było dla mnie to, co na mój temat sądzą inni. Potrzebowałam czasu, żeby zrozumieć, że obojętne, co oni myślą, że chodzi o sztukę, o przedstawianą historię. Właśnie gram bardzo interesującą rolę w Theater der Jugend. Sztuka nosi tytuł „Chatroom" i opowiada o mobbingu w Internecie i zagrożonych samobójstwem nastolatkach. Bardzo głęboko wgryzłam się w temat i byłam nim naprawdę wstrząśnięta.

Czy masz przygotowany w zanadrzu plan B?
- Nie. Choć gram już od ośmiu lat, dopiero od niedawna jestem pewna, że to jest naprawdę to, czego chcę. Może mogłabym też uczyć i przekazywać innym, do czego sama doszłam.

Jeśli miałabyś określić swoje życie jako sztukę teatralną, którą byś wybrała?
- Na to pytanie musiałby odpowiedzieć ktoś z zewnątrz, sama nie potrafię. Chodziłoby zapewne o sztukę nowoczesną.

Jak brzmi Twoje motto życiowe?
- „Kiedy chęci dobre, to i droga się znajdzie". Jako dziecko nigdy w to nie wierzyłam, ale teraz już tak. Moje motto brzmi: „zaufaj swojemu wewnętrznemu głosowi, pozwól mu mówić i w żadnym wypadku nie blokuj się".

Twój ulubiony film?
- Bardzo długo „Być jak John Malkovich", bo jest kompletnie szalony. Świetnym filmem jest też „Magnolia" .

Z kim zamieniłabyś się na jeden dzień życia?
- (po długiej chwili namysłu) Na pewno z mężczyzną. Konkretnie...z Johnnym Deppem, choć jest tak wielu interesujących ludzi.

Twoja najważniejsza decyzja z długofalowymi skutkami?
- Prawdopodobnie drugie podejście do egzaminów wstępnych. To była decyzja, która określiła moją drogę życiową i mój cel zawodowy. To on stanowi zasadniczą część życia. Możliwe, że udałoby mi się osiągnąć to samo, obierając inną drogę, ale tego nigdy nie wie się do końca.

fot. Anna Stöcher

Czego się o sobie dowiedziałaś po ukończeniu trzydziestu lat, wchodząc w nową dekadę życia?
- Długo się na to przygotowywałam i to było naprawdę ciężkie. Bonus młodości został wyczerpany. Trzeba się pogodzić z tym, że człowiek jest coraz starszy, pojawiają się zmarszczki, nie da się już tak po prostu wyjść z domu nieumalowanym. Z drugiej strony czuję, że jestem w porządku. Już nie pozwalam się innym atakować, tak jak to miało miejsce w przeszłości. Wcześniej nie wierzyłam we własne możliwości i nie byłam pewna, kim chcę być. Myślałam tylko o tym, jaka powinnam być według rodziców i stąd się brała moja podatność na krytykę innych ludzi.

Czy możesz powiedzieć, że osiągnęłaś swój życiowy cel?
- Chciałabym jeszcze wybadać teren. Chętnie popracowałabym w Polsce albo w Niemczech. Żyję w zgodzie z samą sobą i mogę o tym otwarcie powiedzieć bez zastanawiania się, czy to właściwe i czy inni traktują mnie poważnie. Na pewno chciałabym mieć dzieci, które niosą ze sobą konieczność życiowej stabilizacji. Na razie chcę się jeszcze porozglądać.

Obecnie grasz Laurę Rudas. Jak się przygotowywałaś do tej roli?
- YouTube. Nigdy nie widziałam, jak Laura Rudas przemawia. Nie mam telewizora. Grana przeze mnie postać jest dominująca i opryskliwa. Skupiłam się na jej dynamice i sposobie mówienia. Zaobserwowałam, że śmiesznie wykrzywia kąciki ust. Podczas nagrania robiłam automatycznie tak samo.

Czy zdarzyło Ci się, że po zakończonej pracy nie mogłaś wyjść z roli?
- Jeszcze nie miałam tego problemu, choć słyszałam o tym od moich kolegów. Dla mnie to raczej proces odnalezienia się w pewnej roli i czucie granej przeze mnie postaci. W moim przypadku większy problem stanowiłoby opuszczenie świata przedstawionego. Może się zdarzyć, że bardzo intensywna, mroczna i przygnębiająca atmosfera sztuki, w której gram tygodniami, stanie się częścią mojego życia.

 

Grasz w teatrze. Czy chciałabyś też częściej brać udział w filmach?
- Tak, bardzo. Niezależnie od wszystkiego chcę jednak grać w teatrze, bo to szczególny proces. Aktor teatralny czuje się silniej zintegrowany. Film i telewizja to zupełnie inne światy, które sprawiają dużo radości i wprowadzają urozmaicenie.

Rozmawiała  Anita Lechowski

Polonika nr 206, marzec 2012

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…