Jestem ostrożny w ocenach

– Ludzie, którzy nie są zainteresowani nauczeniem się języka i zintegrowaniem się w nowej rzeczywistości, nie przychodzą do nas na kursy – mówi Martin Lacroix, prawnik i doradca ds. socjalnych w Interface, instytucie organizującym kursy niemieckiego dla migrantów.

 

Czym się zajmuje Interfance?
– Interface jest instytucją naukowo-doradczą pod patronatem miasta Wiedeń, z różnorakimi ofertami dla migrantów, w tym: doradztwo socjalne, kursy niemieckiego, oferty dokształcania, projekty dla różnych grup docelowych: młodzieży, matek z małymi dziećmi, mężczyzn. Ja pracuję z młodzieżą.

Z jakich krajów pochodzą osoby, którymi się opiekujesz?
– Mamy uczniów i uczennice z wszystkich krajów Europy i świata. Oczywiście niektóre kraje są silniej reprezentowane, w obecnej chwili mamy na przykład na kursach wielu uchodźców z Syrii i Afganistanu. Wcześniej na kursy do nas uczęszczało także wielu Polaków, ostatnio zauważam zmniejszenie się ich liczby. Muszę dodać, że nasi polscy uczniowie są nadzwyczaj pracowici i szybko się uczą, co bym określił jako pozytywny stereotyp. Wiadomo, są różne stereotypy narodowe, ale uczniowie z Polski tworzą stereotyp pozytywny.

Jak uczniowie trafiają do Was?
– Po części zostają do nas przysłani przez urząd imigracyjny (Einwanderungsbehörde), wielu też trafia do nas z polecenia.

Na czym polega Twoja praca?
– Z grupami uczestniczącymi w codziennych kursach języka niemieckiego pracuję nad zagadnieniami ważnymi w kontekście właśnie integracji, w ramach programu Sprache plus – czyli nauka języka, ale nie tylko, bo także integracja. Doradzam więc, jak i gdzie szukać mieszkania, jak znaleźć pracę czy odpowiednią szkołę w Austrii i jak unikać konfliktów na tle językowym i kulturowym, eliminować stereotypy i poznać miasto. W tych kwestiach jestem osobą pierwszego kontaktu dla naszych uczniów, którzy potem mogą przyjść do mnie osobiście, gdy potrzebują porady w którejś z wymienionych kwestii.

I z czym się do Ciebie zwracają?
– Przychodzą do mnie, jeśli szukają mieszkania, szkoły, kursu zawodowego, klubu sportowego, opiekuna w ramach programów Patenschaft. Także gdy nie rozumieją treści otrzymanego rachunku czy urzędowego pisma, chcą się dowiedzieć czegoś o zniżkach na komunikację miejską, potrzebują pomocy w umówieniu telefonicznym wizyty u lekarza, nie rozumieją pracy domowej z matematyki, nie potrafią wypełnić wniosku, skomplikowanego formularza lub napisać maila po niemiecku.

W jakich sprawach udaje się pomóc?
– Zwykle się udaje, ale, choć bardzo bym chciał, nie mogę zapewnić pomocy każdemu. Nie mogę za nich szukać pracy, ale mogę im polecić odpowiednie instytucje, np. AMS, podać linki do biur pośrednictwa pracy. Podobnie wygląda sprawa z szukaniem mieszkania: podaję adresy biur nieruchomości, linki, tytuły gazet, informuję o tym, czy mają prawo do mieszkania gminnego (Gemeinde). W wyjątkowych sytuacjach udaje się znaleźć miejsce w jednej ze wspólnot mieszkaniowych (Wohngemeinschaft), które stara się zorganizować np. instytucja Fluchtlinge Willkommen Österreich. Z reguły możliwości są niestety niewystarczające. Przede wszystkim jeśli chodzi o znalezienie mieszkania.

Wspomniałeś o unikaniu konfliktów. Jakie konflikty mogą się pojawić?
– Całkiem zwyczajne, jak to wśród młodzieży. Ktoś się ze mnie śmiał w szkole, pokłóciłem się z kimś... Uczniowie sami podają przykłady takich zdarzeń, które im się przytrafiły. Jeśli chodzi o konflikty kulturowe, to zdarza się na przykład, że uczennica w chuście została obrażona na ulicy z powodu tej chusty, i to nawet kilkakrotnie jednego dnia. Wtedy staram się jej podpowiedzieć, jak sobie z tym radzić.

A jak pracujesz nad problemem stereotypów?
– Przede wszystkim wyjaśniam, co to jest stereotyp, i dlaczego jest niebezpieczny. W jednym z ćwiczeń uczniowie muszą na przykład rozwiązać zagadkę i odkryć, które wypowiedzi są prawdziwe, a które fałszywe lub uogólniające. Potem dostają zadanie, aby przedstawić swój kraj nie używając sformułowań „wszyscy”, „każdy”, a używając określeń takich jak „wielu, niektórzy, kilku”. Robią na przykład plakat przedstawiający ich kraj bez stereotypowych uogólnień. Bardzo rzadko zdarza się, że sami uczniowie nastawieni są wobec siebie stereotypowo. Chodzi o uświadomienie im, aby stereotypów nie używali wobec innych.

Powiedziałbyś, że są w Twojej pracy tematy ważne i mniej ważne?
– Najważniejsze jest na początku unormowanie sytuacji życiowej uczniów, ich podstawowych potrzeb codziennych. Jeśli ktoś szuka aktualnie mieszkania, nie rozmawiam z nim o maturze, tylko zajmujemy się jego obecną sytuacją, a potem dopiero innymi tematami.

A w chwili obecnej, gdy mamy do czynienia z kryzysem uchodźców?
– Najważniejszy temat to nadal znalezienie miejsca w szkole i przygotowanie migrantów do wejścia na rynek pracy.

Na czym polega trudność w znalezieniu miejsca w szkole i dlaczego w ogóle trzeba go szukać?
– Nasi uczniowie mają powyżej 15 lat, w związku z czym nie dotyczy ich już austriacki obowiązek szkolny ani prawo do chodzenia do szkoły. Jeśli uczeń ma poniżej 15 lat, szkoła musi go przyjąć. W przypadku starszych uczniów nie ma takiego obowiązku i trzeba znaleźć szkołę, która przyjmie 16-latka bez znajomości niemieckiego, bez znajomości szkolnych przedmiotów. Jest to trudne, bo szkoły niechętnie przyjmują takich ludzi.

A specjalne klasy z rozszerzonym niemieckim?
– Takie klasy istnieją w szkołach podstawowych, a nie w średnich.

Ilu więc uczniów znajduje miejsce w szkole?
– Około połowa uczestników naszych kursów. Reszta musi iść inną drogą, znaleźć np. miejsce nauczenia zawodu.

Jakie zawody są popularne wśród Twoich podopiecznych?
– Najpopularniejsze zawody to mechanik samochodowy, sprzedawca, pielęgniarz, przedszkolanka. Są oczywiście ograniczenia, bo nie wszyscy mogą zostać mechanikami i wtedy biorą pod uwagę inne dostępne opcje. W niektórych zawodach łatwiej jest znaleźć pracę, np. w turystyce, gastronomii, jako fryzjer czy sprzedawca.

Co możesz powiedzieć o planach, marzeniach ludzi, z którymi pracujesz i którzy do Austrii przybyli niedawno?
– Są różnorakie. Z jednej strony są ludzie, którzy przede wszystkim czują się szczęśliwi, że są wreszcie w bezpiecznym otoczeniu, że udało im się wydostać z regionów, gdzie trwa wojna, i tym samym spełniło się już ich marzenie. Inni patrzą bardziej przyszłościowo i mają niekiedy niestety marzenia nierealne, np. młody człowiek, który właśnie nauczył się pisać, ma marzenie, by zostać dentystą. Jest takich wielu. Co nie znaczy, że pozbawiam ich tych marzeń, nie mogę przecież niczego wykluczyć.

Czy udało się już komuś spełnić tego rodzaju nierealistyczne marzenie?
– Nie znam takiego przypadku. Z reguły nasi uczniowie kończą w trybie normalnym lub eksternistycznym szkołę, inni wieczorowo lub na specjalnych kursach zdobywają dyplom i potem uczą się zawodu.

A takie realistyczne marzenia migrantów spełniają się?
– Tak. I to jest piękne, gdy można się do tego przyczynić. Widzę to jako sukces, gdy udaje się znaleźć im miejsce w szkole albo szkole zawodowej.
Wielu uczniów chodziło do szkoły w krajach pochodzenia i chce tutaj kontynuować naukę. Są też kursanci, którzy dopiero co nauczyli się nauczyć czytać i pisać, bo wcześniej nigdy nie chodzili do szkoły. Jest to może od 10 do 20% naszych kursantów. W krajach, gdzie mieszkali, nie mieli dostępu do szkoły, bo została zniszczona przez wojnę, albo od dziecka musieli pracować, niekiedy od 8. roku życia, np. w górnictwie czy jako krawiec lub szewc.

Czy mogą tutaj wykorzystać swoje kwalifikacje?
– Pomimo niekiedy wieloletniego doświadczenia zawodowego nie mogą, ponieważ nie posiadają dokumentów czy dyplomów ukończenia konkretnych kursów czy szkół. Teraz zaczyna się dyskusja w AMS, jak ułatwić uzyskanie dyplomu właśnie tym ludziom, którzy mają wieloletnie doświadczenie zawodowe i wysokie kwalifikacje, są fachowcami w swoim fachu, a muszą uczyć się tyle samo co początkujący. Znajduje się to na razie na etapie pomysłu i wstępnych dyskusji.

Czy można ogólnie powiedzieć, jak wygląda sytuacja większości tych uczniów i kim są?
– Wchwili obecnej większość naszych uczniów to uchodźcy, których wniosek o azyl został pozytywnie rozpatrzony na czas nieokreślony lub uzyskali określone prawo pobytu w Austrii i deklarują chęć pozostania tutaj. Spośród nich duża cześć to minderjährige Unbegleitete, czyli młodzież bez opieki. Ci młodzi ludzie docierają do Austrii sami, ponieważ najczęściej niemożliwe jest przeniesienie się całej rodziny. Niemożliwe jest opłacenie przewoźnika (Schlepper) dla całej rodziny, nikt nie mógłby sobie na to finansowo pozwolić. Dlatego rodziny zbierają pieniądze dla przynajmniej jednego z synów, aby udało mu się dostać do Europy. Dlatego też są to w większości mężczyźni – nikt nie odważy się wysłać samotnie dziewczyny w taką podróż. Poza tym rodziny zostają na miejscu, by opiekować się starszymi osobami. Inaczej jest w przypadku Syrii. Z tego kraju uchodzą całe rodziny, ponieważ tam już nic nie istnieje. Z powodu wojny została zniszczona cała możliwa infrastruktura, ludzie po prostu nie mają wyjścia i uciekają całymi rodzinami. Dla nieletnich przybywających do Austrii bez opieki istnieją tu na miejscu instytucje, które ich przyjmują i dają im miejsce do życia. Na przykład organizacja Caritas, ale jest też wiele innych.

Co jest dla Twoich podopiecznych w tej chwili największym wyzwaniem?
– Największym wyzwaniem jest nauka niemieckiego. To jest wielka przeszkoda, wszystko jedno, czy dotyczy wejścia na rynek pracy, znalezienia się w systemie szkolnictwa, czy w ogóle odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Potem największym wyzwaniem jest zintegrowanie się z austriackim społeczeństwem.

Na czym to zintegrowanie się polega?
– Na tym, że jako przybysz jestem otwarty na nową rzeczywistość, zaangażowany, chcę się włączyć społecznie, dołączyć do austriackiego modelu życia.

Co oznacza „włączyć się społecznie”?
– Chodzi o to, by starać się uczestniczyć w życiu społecznym. Może to dotyczyć na przykład życia sąsiedzkiego – warto na początek pójść i przedstawić się. Dobrze jest szukać kontaktów, pokazać ze swojej strony inicjatywę. Jeśli dzieci rodziny migranckiej chodzą do szkoły, warto zainteresować się życiem szkolnym, regułami panującymi w niej, starać się uczestniczyć w życiu szkolnym dzieci. Zadawać pytania, starać się wyjaśniać ewentualne wątpliwości, zaakceptować austriackie normy społecznego zachowania. Dotyczą one na przykład kontaktów z sąsiadami, kiedy można, a kiedy nie można hałasować, jak powinno się nawzajem pozdrawiać. Dalej, dotyczy to zachowania w miejscach publicznych. Na przykład w Austrii można się na ulicy całować. Należy więc obserwować nowe otoczenie, co nie znaczy, że należy zacząć się publicznie całować. Ale jeśli nie jest się otwartym, ocenia się to negatywnie, podobnie jak to, że kobiety chodzą w mini, że jada się takie, a nie inne mięso. Są oczywiście ludzie, którzy nie są zainteresowani zintegrowaniem się. Jednak to wyjątki, ogromna większość jest otwarta w tym sensie, o którym mówiłem.

O otwartości wobec Austrii powiedziałeś, a jak to wygląda ze strony Austriaków? Są otwarci na nowych przybyszów?
– Są w tej kwestii wielkie różnice. Jest wielu ludzi, którzy chcą wspomóc nowych przybyszów, zajmują się nimi w swoim wolnym czasie za darmo, tworzą Patenschaften. Codziennie mam wiele takich zgłoszeń. Z drugiej strony jest też wiele osób, które myślą stereotypowo lub boją się. Obie grupy społeczne są obecne w społeczeństwie i nie można generalizować.

A odmienne religia i tradycja nie mają znaczenia w procesie integracji?
– Rzadko mam wrażenie, że to jest przeszkoda. Przy czym... nie jestem pewien, że nasza grupa docelowa, którą się zajmujemy, czyli młodzież, może reprezentować wszystkich migrantów. Obecność na naszych kursach jest dobrowolna, a kursy są bezpłatne. Ludzie, którzy nie są zainteresowani nauczeniem się języka i zintegrowaniem się w nowej rzeczywistości, nie przychodzą do nas na kursy. U naszych uczniów nie widzę kulturowych przeszkód, aby mogli się spokojnie zintegrować. Oczywiście, istnieją uwarunkowane religijnie i kulturowe przeszkody. Na przykład wiemy, że w Ramadanie nie robimy specjalnie ekstensywnych spacerów i pikników, gdy wszyscy poszczą.

A czy jest poruszany temat radykalnego podejścia do religii wśród uczniów z krajów zajętych wojną IS?
– W tej chwili jestem odpowiedzialny za 100 uczniów. W naszych kursach bierze udział ok. 300 uczniów. W ciągu 10 lat w firmie miałem do czynienia jedynie z dwoma przypadkami uczniów, którzy wspomnieli, że sympatyzują z IS, ale jasno o tym powiedzieli.

I jak na to zareagowałeś?
– Takie epizody trzeba oczywiście zgłosić do odpowiednich instytucji. W zaistniałej sytuacji poprosiliśmy o pomoc ekspertów ze specjalnego działu ministerstwa spraw wewnętrznych ds. radykalizacji, którzy przyszli do nas i rozmawiali z młodzieżą.

I co z tego wynikło? Po rozmowach ze specjalistami zmienili swoje nastawienie?
– Ta dwójka nie zmieniła swoich przekonań politycznych, jednakże zostali wykluczeni z kursu z powodów dyscyplinarnych, ponieważ nieodpowiednio się zachowywali. Wypowiedzi typu „IS super” są często formą protestu, jakby nie było, stąd uważam, że wykluczenie takich ludzi a priori ze społeczeństwa jest kontraproduktywne, bo wtedy można się tylko domyślić, co się z nimi dalej będzie działo. Lepiej starać się zaradzić problemowi. Zresztą młodzież protest manifestuje na różne sposoby.

Tylko 2 w ciągu 10 lat. Jak ma się do tego strach obywateli krajów europejskich przed radykalizacją religijną?
– Obraz, z którym mamy do czynienia w mediach, głoszący, że jest jakaś wielka radykalna grupa, której trzeba się bać, wydaje się nie mieć żadnego związku z rzeczywistością.

Jak powinno się reagować na obawy Europejczyków i kto powinien być za to odpowiedzialny?
– Uważam, że ludzie powinni być lepiej poinformowani. Istnieje wiele stereotypów, choćby w Internecie, kompletnie niezwiązanych z rzeczywistością. Rząd i media powinny się, moim zdaniem, tym tematem bardziej zainteresować.

Dlaczego Twoim zdaniem społeczeństwo nie jest wystarczająco poinformowane?
– Ponieważ interesy polityczne przemawiają za tym, aby temat przedstawić w złym świetle. Niektóre siły polityczne zbijają kapitał wzbudzając więcej strachu niż sytuacja tego wymaga. Czego mi brakuje, to możliwości spotkań migrantów z obywatelami państw, bo myślę, że ci wszyscy, którzy są tak bardzo przeciw, sami nie mieli możliwości skonfrontować się z problemem i są najmniej zainteresowani wiedzą na ten temat. Gdyby zaistniała możliwość osobistego kontaktu, wiele obaw i strachów mogłoby zniknąć.

Czy Twoim zdaniem pomimo kryzysu integracja dobrze funkcjonuje?
– Szczególnie w przypadku młodzieży mam wrażenie, że idzie to w dobrą stronę. Uczniowie szybko się uczą niemieckiego i świetnie się integrują, w przeciwieństwie do dorosłych, z którymi pracowałem wcześniej.

A czy Twoim zdaniem jest możliwa pełna integracja przybyszów z kompletnie innego kręgu kulturowego? Mam na myśli szczególnie kwestie roli kobiety i demokratycznego równouprawnienia?
– Moim zdaniem integracja może się udać pod tym względem. Ważne jest to, czy przybysze nabiorą dobrych doświadczeń w nowym kraju. W tym wypadku są dwie drogi. Pierwsza to ta pozytywna. Ktoś konserwatywnie nastawiony przyjeżdża do Austrii, czuje się tu doceniony, otrzymuje odpowiednie wsparcie, znajduje pracę, ma pozytywne doświadczenia. Taki ktoś pomyśli, że jest to świetny kraj i staje się wtedy otwarty i daje z siebie naprawdę wszystko. Także zacznie się zastanawiać nad sensem dotychczasowych przekonań. Inna droga jest taka, że ktoś przyjeżdża, nabiera tylko negatywnych doświadczeń, bo jest obrażany na ulicy, nie nadąża z nauką i czuje, że wszystko jest przeciw niemu. Wtedy oczywiście nie przejmie europejskich wartości dobrowolnie i z chęcią. Oczywiście nawet ci, którzy mają dobre doświadczenia w Austrii, nie zmienią dzięki temu automatycznie swoich poglądów na sprawy demokracji. Ale Austria nie jest taka, że wszyscy są wyemancypowani, jak to oficjalnie wygląda. Nadal duża część społeczeństwa jest zdania, że kobieta powinna być raczej w domu, a nie w pracy. Byłbym więc ostrożny z wszelkimi ocenami i uogólnieniami.

Rozmawiała Magdalena Sekulska, Polonika nr 252, listopad/grudzień 2015.

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…