W służbie Bogu i poezji

Zmarł ks. prof. Bonifacy Miązek (27.03.1935 - 17.10.2018) -poeta, krytyk literacki i historyk literatury polskiej, profesor Uniwersytetu Wiedeńskiego. Przypominamy ostatni wywiad zamieszczony we wrześniowo-październikowym numerze "Poloniki".

 

Odszukać w starym domu zapomnianą pamięć,
powrócić
– powrócić dokąd ?
I tam już ślady czas po mnie wymiata
i tutaj jestem bezdomny.

To fragment wiersza „Powrót do domu” ks. prof. Bonifacego Miązka – kapłana, poety, historyka literatury, którego mamy zaszczyt gościć ponownie na łamach „Poloniki”.

Księże Profesorze, jest Ksiądz kapłanem, wykładowcą, historykiem literatury, krytykiem literackim, poetą. Zacznijmy może od podsumowania ponad 30 lat pracy na Uniwersytecie Wiedeńskim, w Instytucie Slawistyki. Jak Ksiądz wspomina te lata pracy, studentów i współpracowników?
– W roku 1973, w semestrze zimowym, rozpocząłem wykłady w Instytucie Slawistyki. Kilka miesięcy wcześniej (w grudniu 1972) uzyskałem doktorat z polonistyki na podstawie pracy Die lyrische Beschreibung im Nachkriegsschaffen Kazimierz Wierzyńskis. Początki tych wykładów były trudne. Trudne dlatego, że syntetycznych opracowań współczesnej literatury polskiej w języku niemieckim nie było wtedy zupełnie (hitlerowcy wyczyścili niemieckie biblioteki ze świadectw polskiej kultury), a ja miałem zlecone wykłady z okresu dwudziestolecia międzywojennego. W początkowych prelekcjach korzystałem z opracowań profesorów: Juliana Krzyżanowskiego, Ryszarda Matuszewskiego, Seweryna Pollaka i Kazimierza Wyki. Mój pierwszy wykład o grupie Skamandra prawie w całości oparłem na wstępie do antologii Poezja polska 1914–1939 w opracowaniu Matuszewskiego i Pollaka. Chociaż słuchacze otrzymali właściwe spojrzenie na poezję tej grupy, sam wykładowca nie był zadowolony. Nie bardzo akceptowałem niektóre dopowiedzenia ideologiczne, a tych z tego okresu napotykamy sporo. W tej sytuacji musiałem próbować własnych sił. Wykłady zacząłem opracowywać samodzielnie. Teksty pisałem po polsku, bo mój niemiecki nigdy nie był do „druku”. Tłumaczyła je zawsze mi życzliwa Gerda Leber-Hagenau, łodzianka z urodzenia, córka bogatego fabrykanta, która w Wiedniu w latach wojennych rozpoczęła studia, a potem nie było już gdzie wracać. Została, tu wyszła za mąż, poświęciła się pracy pisarskiej i przekładowej. Przełożyła na niemiecki wiele dzieł literatury polskiej, m.in. Włodzimierza Odojewskiego, Romana Brandstaettera, Marka Hłaskę. Gerda Leber-Hagenau oraz Oskar Jan Tauschinski to najwybitniejsi tłumacze polskiej literatury z pierwszych powojennych lat. Tauschinski tłumaczył Andrzejewskiego, wprowadził na półki księgarskie aforyzmy Stanisława Jerzego Leca, przygotowując pierwszy ich wybór (1950). W latach późniejszych będzie go tłumaczył Karl Dedecius. W tym miejscu zaznaczę, że to właśnie on pierwszy „odkrył” poezję Zbigniewa Herberta. Z Wiednia polski poeta rozpoczął międzynarodową sławę.

Czy Oskar Tauschinski również tłumaczył teksty Księdza?
– Nie. On był zawalony zamówieniami z wydawnictw, przynaglany terminami, miał kontakty ze sławnymi twórcami. Ks. Miązek był wtedy studentem slawistyki. Mój pierwszy tomik wierszy Ziemia otwarta ukazał się dopiero w roku 1967, w Paryżu. Owszem, Tauschinskiego poznałem chyba w roku 1966 roku, kilka razy spotykałem go u wspólnych znajomych, jeden raz byłem w jego mieszkaniu na kolacji razem z Brandstaetterem. Nic więcej. W tłumaczeniach pomogła mi Gerda Hagenau, potem Rudolf von Jouanne, polski baron o francuskich korzeniach, wyrzucony tutaj przez wojnę.
Przygotowanie prelekcji było dla mnie głównym i najważniejszym obowiązkiem. Z czasem zakres tematyczny rozszerzył się na dalsze epoki i okresy literackie. Dla studentów przygotowywałem skrypty, a z tych opracowań powstawały książki.
W roku 1984 wydałem uniwersytecki podręcznik dotyczący okresu pozytywizmu i Młodej Polski (Polnische Literatur 1863–1914. Darstellung und Analyse), a po habilitacji wydałem podręcznik z literatury średniowiecza i renesansu. Inne publikacje w języku niemieckim ukazały się w książce Studien zur polnischen Literatur. W dwusetną rocznicę urodzin Adama Mickiewicza, w roku 1998, opracowałem i wydałem tom Adam Mickiewicz. Leben und Werk. Były to prace 21 wybitnych naukowców o polskim poecie, usystematyzowane w formie monografii.
To byłby mój dorobek naukowy adresowany do odbiorcy niemieckojęzycznego.
W języku polskim powstało sporo studiów, artykułów i recenzji, zebranych potem w książkach Teksty i komentarze, Przygoda z książką, Od Kasprowicza do Miłosza. Studia z dziejów kultury i literatury.

A jak Ksiądz wspomina lata pracy na uniwersytecie?
– Uniwersytet był dla mnie szkołą pracy i szkołą życia. Właśnie w tej kolejności. Poznałem tu znakomitych profesorów. Na pierwszym miejscu wymienię prof. Józefa Hamma, światowej sławy filologa – specjalność język staro-cerkiewno-słowiański. Zawdzięczam mu prawie wszystko, kim dziś jestem. Drugim człowiekiem bardzo życzliwym był prof. Günther Wytrzens, Ślązak z Cieszyńskiego. Jego również przygnała tu wojna. Okazał mi dużo cierpliwości i pomocy w czasie pisania pracy doktorskiej. Pozwolił też pracować u swojego boku, odstępując zaraz po doktoracie spory kawał historii literatury polskiej. Na trzecim miejscu wymieniam nazwisko prof. Franza Mareša, który przybył do nas z Pragi Czeskiej. Świetny i wymagający pedagog, z którym byłem zaprzyjaźniony. Czy to byli już wszyscy profesorowie? Nie, był jeszcze znakomity Rosjanin, który do Wiednia przybył z Moskwy – prof. Sergiej Awernicew. Wykładał literaturę rosyjską. Skromny i pracowity, członek-korespondent Papieskiej Akademii Nauk. W Rosji jako pierwszy przetłumaczył na język ojczysty Pismo Święte Nowego Testamentu. Znakomity wykładowca i recytator poezji. Niekiedy, już jako docent, przychodziłem na jego wykłady, gdy czytał poetów rosyjskich. To była dla mnie wielka uczta. W poczuciu wdzięczności wymieniam też prof. Neweklowsky’ego (ucznia prof. Hamma). Jemu zawdzięczam poniekąd mój tytuł profesorski. On zainteresował się docentem Miązkiem, który za dwa lata miał odejść na emeryturę, wypromował 14 doktorów, a od roku 1984 był tylko docentem. No cóż, emigrant, a do tego jeszcze ksiądz...

Właśnie, jak to się stało, że przed kilkudziesięciu laty przyjechał Ksiądz do Austrii?
– Do Wiednia przyjechałem pięknego, słonecznego popołudnia 1965 roku. Datę tę powtarzam prawie tak często, jak datę moich urodzin. Mówię „przyjechałem”, bo przyjechałem pięknym autokarem z grupą księży udających się do Rzymu. W Watykanie obradował wtedy Synod Watykański II. Wielu polskim biskupom nie pozwolono wziąć w nim udziału. Kuranty moskiewskie były wtedy bardzo słyszalne w Warszawie. Powstało trochę hałasu w międzynarodowej prasie. Ktoś tam w komitecie centralnym partii wpadł na pomysł wysłania do Rzymu wycieczek księży, aby przekonać opinię światową, że w Polsce Ludowej panuje wolność i tolerancja religijna. Patrzcie tylko, ilu klechów odwiedza Rzym...
Tych „odwiedzających” rekrutowano albo z grona tzw. księży patriotów, a kiedy i oni nie bardzo chcieli nadstawiać swoich tyłków do bicia, ubowcy pomogli sobie na swój sposób. Jak pisała potem paryska „Kultura” i emigracyjna prasa, uszyto kilkadziesiąt sutann, przebrano kogo się dało, i to był właśnie kwiat polskiego duchowieństwa.
W takiej właśnie grupie znakomitych synów Kościoła udało mi się uciec na Zachód. Uciec? Tak. Kiedy pracowałem w Starachowicach, w parafii pw. Wszystkich Świętych, poznałem podczas jakiegoś wesela oficera marynarki żeglugi morskiej, Józefa Gawłowicza, przez którego później otrzymywałem wydawnictwa „Kultury” oraz inne książki z Zachodu. Książki te nie tylko czytałem, ale chętnie pożyczałem znajomym księżom i inżynierom pracującym w starachowickich Zakładach Samochodów STAR. Nie referuję tego szczegółowo, bo tu nie ma miejsca. Józef Gawłowicz wydał książkę Morski kurier  Giedroycia i tam opisuje te wydarzenia. Gdzieś po kilku miesiącach ktoś ze znajomych ostrzegł mnie, że służba bezpieczeństwa interesuje się moją osobą. Domyślałem się dlaczego. Postanowiłem uciekać.

Ksiądz jest nie tylko naukowcem, ale i poetą. Otrzymał wiele nagród i wyróżnień. Jaka była tematyka tych wierszy? Która z nagród ma dla Księdza znaczenie?
– Wierszami debiutowałem w warszawskiej „Więzi” w roku 1964. Rok później drukowałem w poznańskim „Przeglądzie Katolickim” moją pierwszą recenzję z tomu wierszy Tadeusza Chabrowskiego Madonny. Byłem wtedy bardzo przejęty funkcją krytyka, bo zalecałem autorowi zwrócenie większej uwagi na zastosowanie przenośni, gdyż tylko ona gwarantuje „wykwintne podanie tekstu”. Na szczęście Chabrowski nie zaufał moim diagnozom wykwintności. Nie dał się wepchnąć do starzejącej się rekwizytorni Skamandra. I chociaż wspominam tę pierwszą krytykę z lekkim zażenowaniem, to czytając ten tekst po latach odczuwam pewną satysfakcję, że miałem odwagę wypowiadać osobiste odczucia estetyczne i że w wielu miejscach miałem rację. Tekst literacki, a tekst poetycki w szczególności, różni się przecież od mowy potocznej. Poezja odarta z metafory, pozbawiona intelektualnej membrany – jest tylko kopczykiem retoryki, i niczym więcej. Ale tu wchodzimy na obszary podminowane gorącymi dyskusjami teoretyków literatury.
Pytała pani o tematykę moich wierszy. Powiem krótko: moje wiersze donoszą zdziwienie światem, jego pięknem, jego szerokością. To wiersze z tomu Ziemia otwarta, ale również zapełnia je nostalgia za coraz bardziej oddalającym się krajem – to wiersze z tomu Sandomierskie wirydarze oraz te z tomu Szukam domu. Ich suche ein Zuhause, wydanie dwujęzyczne. A które nagrody cenię? No chyba najbardziej tę pierwszą. Była to nagroda „Wiadomości” londyńskich w roku 1967 za wiersze tam drukowane w roku poprzednim. Dla mnie było to wyróżnienie szczególne, gdyż moją kandydaturę podał Kazimierz Wierzyński i nadesłał mi serdeczny list z gratulacjami. Drugim wyróżnieniem była nagroda Kościelskich z Genewy. Ta, nazywana emigracyjnym Noblem, sypnęła do kieszeni sporo grosza. Ale każda nagroda cieszy. Bo człowiek to zawsze takie małe dziecko, które się raduje, kiedy je pogłaszcze czyjaś życzliwa ręka.

Po przejściu na emeryturę zdecydował się Ksiądz na powrót do Polski, by po zaledwie 4 latach ponownie powrócić do Austrii. Dlaczego?
– To pytanie słyszałem już w różnych odmianach kilkadziesiąt razy. Teraz już wiem, że ludzie znający lepiej sytuację w Polsce byli zdziwieni moją decyzją. Zygmunt Brzeziński, pisarz, aktywny współuczestnik życia kultury Polonii wiedeńskiej, na pożegnalnym wieczorze w „Kabarecie E”, zapytał mnie publicznie, czy pamiętam, ile kosztuje bilet powrotny do Wiednia. Ten satyryczny padalec dobrze znał sytuację w Polsce... No cóż, wróciłem tam zżerany nostalgią, ale po 4 latach spakowałem walizkę (kilka kartonów najpotrzebniejszych rzeczy osobistych otrzymałem później). Pod Wiedniem, w klasztorze sióstr zakonnych Bożej Miłości, dostałem dach nad głową i funkcję kapelana. Jestem ludziom jeszcze potrzebny. Tu żyję i znacznie szybciej dostaję się do lekarza niż tam, w Końskich. Te wizyty są coraz częstsze, bo starość (83 lata) ma swoje przywileje. Łażę coraz trudniej (to od kręgosłupa), ale jak długo łażę i spełniam obowiązki w klasztorze, mam tu zapewnione „nieszpory życia”.

Rozmawiała Halina Iwanowska, Polonika nr 268, wrzesień/październik 2018

Ks. prof. Bonifacy Miązek –  poeta, krytyk literacki, historyk literatury, emerytowany profesor polonistyki na Uniwersytecie Wiedeńskim.  
Ks. Bonifacy Miązek opublikował pięć zbiorów wierszy, ostatni z nich zatytułowany Szukam domu. Poezje. Ich suche ein Zuhause. Gedichte ukazał się w wersji dwujęzycznej. Teksty polemiczne ks. prof. Miązka ukazywały się na łamach polskich czasopism na obczyźnie oraz w krajowych czasopismach naukowych, m.in. w „Orbis Linguarum”. Obszerny wybór esejów i recenzji zebrano w tomach Przygoda z książką oraz Teksty i komentarze. Na piśmiennictwo naukowe ks. Bonifacego Miązka składają się także obszerne rozprawy poświęcone twórczości Kasprowicza, Iwaniuka i Wierzyńskiego, artykuły o slawistyce wiedeńskiej i recepcji książki polskiej w Austrii. Ks. prof. Miązek jest redaktorem antologii poezji kapłańskiej Słowa na pustyni, do której wstęp napisał Karol Wojtyła, oraz autorem książek o twórczości Wierzyńskiego i literaturze staropolskiej. Najważniejsze dokonania to rozprawy Die lyrische Beschreibung im Nachkriegsschaffen Kazimierz Wierzyńskis (1977), Polnische Literatur 1863–1914. Darstellung und Analyse (1984), Polnische Literatur des Mittelalters und der Renaissance (1993) i Studien zur polnischen Literatur (1995). Laureat nagród literackich „Wiadomości” (1967), Laureat Nagrody Kościelskich (1972), nagrody Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie (1996), członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie.

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…