Macierzyństwo i kariera mogą iść w parze

Kasia Greco, Polka urodzona w Austrii, właścicielka firmy doradczej, autorka książek, opowiada, jak poczuć spełnienie w życiu rodzinnym i jak odnieść sukces na drodze zawodowej.

 W tegorocznych wyborach parlamentarnych jest kandydatką z listy ÖVP. Dr Katarzyna Greco jest wiceprezesem Wiedeńskiej Kasy Chorych.

 

Czy darzy Pani Polskę jakimś szczególnym uczuciem?
– Oczywiście. Urodziłam się w Austrii, mimo to zawsze czułam się bardziej Polką niż Austriaczką. Największą więź czuję jednak z Włochami. Mój mąż pochodzi z Włoch i bardzo długo tam żyłam. Zawsze w domu rodzinnym rozmawialiśmy po polsku. Mimo iż mam mało okazji do mówienia po polsku, to, kiedy tylko mogę, staram się używać tego języka. Swoich synów również tego nauczyłam.

Jak to jest mieć męża z innego kraju? Czy w przypadku Włoch, Austrii i Polski można mówić o jakichś znacznych różnicach?
– Austria jest zupełnie inna, podczas gdy Polskę i Włochy można w wielu aspektach do siebie porównać. W obu tych krajach rodzina jest bardzo ważna: Mama Italiana to nasza Matka Polka. Czuję się tam świetnie, podobnie też moje dzieci. Różnice pojawiają się w przypadku Austrii. Tutaj do mamy idzie się na odwiedziny, u nas do mamy po prostu się idzie. Wraz z moją rodzina żyję w Wiedniu według polsko-włoskich tradycji. Uważam, że w Polsce jest więcej dyscypliny niż we Włoszech. Jednak dla obu tych krajów można znaleźć wspólny mianownik – dzieci są na pierwszym miejscu. Zarówno dla matki, jak i dla ojca.
Jak zachęca Pani synów, by posługiwali się językiem polskim?
– Najprościej w świecie po prostu rozmawiam z nimi po polsku. Są sytuacje, gdy dzieci mówią do mnie w innych językach, jednak często mimo to odpowiadam po polsku. Staram się ten język w naszej rodzinie zachować. Gdy wszyscy domownicy, czyli nasza czwórka, są w domu, rozmawiamy po włosku. Mój mąż niestety po polsku nie mówi. Gdy moja mamusia jeszcze żyła, to też zawsze z dziećmi mówiła po polsku. Teraz jest coraz mniej okazji do rozmowy w tym języku. Mieszkamy w Austrii, a więc pomagam dzieciom odrabiać lekcje w języku niemieckim. Ponadto synowie uczą się angielskiego i francuskiego. Jestem z nich dumna, że w tak młodym wieku władają tyloma językami.
Czym zajmuje się Pani zawodowo?
– Codziennie rano sama się nad tym zastanawiam (śmiech). Od 7 lat mam swoją firmę coachingową. Przez 18 lat pracowałam w firmie amerykańskiej, gdzie zajmowałam się marketingiem. Byłam odpowiedzialna za całą Austrię. Bardzo mi się ta praca podobała. Jednak latanie samolotami po całym świecie przy dwójce małych dzieci nie było tym, czego tak naprawdę chciałam. Właśnie wtedy odważyłam się otworzyć własną firmę. Zajmuję się treningami personalnymi, czyli pomocą innym. Napisałam książkę Moms u can. Jest to program coachingowy dla kobiet, które mają dzieci i chcą wrócić do pracy. Pracę nad tą książką zaczęłam w Stanach. Szukałam wtedy zajęcia, które da mi możliwość pracy w nocy, podczas gdy dzieci już śpią. Często się śmieję, że powinnam była studiować psychologię, a nie ekonomię. Do Stanów poleciałam na trening camp „How to became a milioner?" Na tym spotkaniu wiele się nauczyłam i wtedy pojawiła się w mojej głowie idea napisania książki. Niektórzy chodzą do psychoterapeuty, a ja piszę – to moja osobista forma relaksu.
Kilka słów o Moms u can...
– Pisanie tej książki było czystą przyjemnością. Zajęło mi to około 2 lat. Na początku miała ona około 60 stron. Książka ta opowiada moją historię. Piszę o tym, że niczego mi w życiu nie brakowało, jednak odczuwałam swego rodzaju pustkę. Chciałam oddać trochę tego, co dostałam. Rodzice zapewnili mi dużo możliwości rozwoju: wszelkiego rodzaju wyjazdy, ukończenie dobrych szkół. Pragnę się tym dzielić z innymi. Nie chcę być tylko mamą, która płaci niani. Chcę brać czynny udział w wychowaniu dzieci, chcę być dla nich i mieć z nimi bliską więź. Szukam więc możliwości, by odnieść sukces jako mama, która wciąż pracuje. Właśnie o tym jest moja książka. Pokazuje, jak pogodzić życie rodzinne z zawodowym. Trzeba być odważnym. Wtedy chcieć oznacza móc.
O czym według Pani nie powinna zapomnieć młoda mama?
– O sobie. Bez względu na to, czy jest się osoba młodą, czy już nie. Wiadomo, każda mama chce zrobić wszystko dla dziecka i to jest zrozumiale, jednak w tym wszystkim nie można zapomnieć o sobie. Kobieta poświęca się dla dziecka, partnera i najczęściej zupełnie zapomina sama o sobie. Nie mówię, by siebie stawiać na pierwszym miejscu, ale nie można o sobie zapomnieć. Nawet jeżeli byłoby to tylko 10 minut dziennie, trzeba znaleźć coś, co jest tylko dla mnie, o czym nikt inny nie wie.
Prezentacja Pani kolejnej publikacji odbędzie się już niebawem, 5 października. Proszę powiedzieć, o czym ona jest, i dlaczego zajęła się Pani tą tematyką.
– Moja nowa książka nosi tytuł Unstuck. Jest ona adresowana do wszystkich kobiet. Pokazuje, jak znaleźć właściwą drogę mimo wielu problemów i przeciwności losu. Tak jak nie ma jednej pary butów, które pasują wszystkim kobietom, tak też nie ma złotego środka, który rozwiąże wszystkie problemy. Trzeba odnaleźć swoją własną drogę. Ta książka jest poniekąd kontynuacją Moms u can. Moje dzieci urosły, także ja, moje biuro i moja firma. Sama wiele przeżyłam, ciężką chorobę, śmierć mojej mamy. To sprawiło, iż Mums u can też urosło. Unstuck opowiada o kobietach znajdujących się w różnych sytuacjach życiowych, także tych, które nie czują potrzeby bycia matką, tych, które chcą pracować, jak i tych, które pragną być kurą domową. Analizie poddany jest każdy rodzaj kobiety. Książka nakłania kobiety do walki o to, by zrozumiały, czego tak naprawdę chcą, i odważyły się o to zawalczyć. Podstawą jest zrozumienie, czego od życia oczekujemy. Kolejnym krokiem jest poinformowanie o planach najbliższego otoczenia, pokazanie im, czego pragniemy i co nas uszczęśliwia. Wymaga to niebywałej odwagi, jednak jest kluczem do wypełnienia pustki tkwiącej głęboko w nas. Unstuck uczy również, jak stać się dobrym. Jak wyzbyć się krytycznego zachowania. Uczy akceptacji. Pokazuje, iż różnorodność jest wspaniała. Kluczem do raju jest to, by czuć się dobrze z samym sobą. Akceptacja stawiana jest na czołowym miejscu. Pisanie książki zajęło mi półtora roku, ma ona 212 stron.
Jakie doświadczenia życiowe miały największy wpływ na Panią?
– Urodzenie moich dzieci oraz śmierć mojej mamusi. Te wydarzenia wiele mi pokazały. Studiowałam w Stanach, we Włoszech, w Hiszpanii. Wszędzie bywałam i nikt sobie nie wyobrażał mnie jako prawdziwej mamy. Jednak zawsze chciałam być przy dzieciach i to one są dla mnie wszystkim. To właśnie dzieci mobilizują mnie do działania i dają mi energię. Po śmierci mojej mamy radziłam sobie, wyładowując swoje emocje poprzez pisanie książki Unstuck. Moja mama była dla mnie wzorem i bardzo dobrze mnie wychowała. Wiele jej zawdzięczam. Nauczyła mnie, by zawsze patrzeć w górę.
Jak udaje się Pani utrzymać równowagę między życiem prywatnym a zawodowym?
– Absolutnie dzięki dzieciom. Dzieci aktywnie biorą mnie za rękę. One mają w sobie to coś, czego dorosłym brakuje. Są w stanie pokazać dorosłym ukryte piękno błahych spraw.
Swoją pracę wykonuję wtedy, gdy dzieci są w szkole. Za wszelką cenę chcę spędzić z nimi jak najwięcej czasu w różnorodny sposób. Gdy dzieci idą spać, wracam do pracy. Nadal mam możliwość pracowania z klientami ze Stanów, więc dużo rzeczy mogę robić wieczorami, co jest dla mnie bardzo ważne.
Czy zdarzyło się coś w Pani 20-letniej karierze, czego Pani nigdy nie zapomni i z czego jest Pani niebywale dumna?
– W roku 1999 objęłam stanowisko jako osoba odpowiedzialna za całą Austrię. Nowa firma, nowa praca. Byłam w nowej sytuacji. Mimo wszystko w krótkim czasie byłam w stanie zrozumieć, o co chodzi. Poznałam wiele osób. Bardzo się bałam. Tak odpowiedzialne stanowisko, cały kraj pod moim nadzorem. Zero znajomości. Często słyszałam, iż jestem zbyt otwarta, sympatyczna i że nie osiągnę przez to sukcesu. Bolało mnie to. Tłumaczyłam, że każdy jest równy i wobec każdego trzeba być miłym, bez względu na to, jakie stanowisko zajmuje. Było to moje pierwsze doświadczenie, że wolno mi być taką, jaką jestem, i to może przynieść dobre efekty, mimo krytyki innych. Jestem niebywale dumna z tego, że miałam odwagę być sobą. I tego innym życzę.
Posługuje się Pani sześcioma językami. Jak udało się je wszystkie opanować?
– Nigdy nie wkuwałam słówek na pamięć. Nie mogę sobie nawet tego wyobrazić. Nauczyłam się ich poprzez podróże. Rodzice dbali o to, bym jeździła na kursy językowe do innych krajów, co naprawdę dużo mi dało. Angielskiego nauczyłam się pracując, przy czym 60% mojej pracy polegało na rozmowie w tym języku. Od zawsze miałam kontakt z ludźmi z różnych zakątków świata i tak się nauczyłam języków. Im więcej się zna języków, tym łatwiej przychodzi nauka kolejnych.
Od czego, Pani zdaniem, najlepiej zacząć planowanie kariery?
– Bardzo trudne pytanie. Trzeba sobie najpierw uświadomić własne możliwości i czym się chcemy zajmować. Im wcześniej zrozumiemy, czego chcemy, tym łatwiej jest to osiągnąć. Ważne jest, by robić to, co chcemy, by czuć spokój wewnętrzny i spełnienie. Nie można przy robieniu kariery zapomnieć, by nauczyć dzieci, co to znaczy mieć rodzinę. Na przykład ja po tylu latach dziś studiowałabym co innego. 20 lat temu nie wiedziałam tego, co wiem teraz, nie miałam tego doświadczenia życiowego. Jestem spełniona w swojej pracy, ale dużo czasu minęło, zanim wszystko zrozumiałam.
Na koniec proszę o radę dla przyszłych mam, które pragną spełnienia zarówno w macierzyństwie, jak i pracy zawodowej.
– Nie planujcie niczego. Czekajcie do narodzin dziecka. Trzeba dać sobie tyle czasu, ile potrzeba. To jest sprawa indywidualna. Niektóre kobiety już po 3 miesiącach są gotowe mentalnie do zajęcia się czymś innym, inne potrzebują roku, dwóch. Każda przed narodzinami dziecka ma jakieś wyobrażenia, plany usnute w głowie, ale do czasu, gdy dziecka nie ma się na ręku, wszystko jest inne. Miłość do dziecka jest nieporównywalna do żadnej innej, jest to coś zupełnie nowego. Coś, co zmienia nasz świat i ukazuje wszystko w innej perspektywie. Trzeba pamiętać, by dać sobie czas, aż będzie się gotową na nowe wyzwania. Wtedy trzeba pomyśleć, kto nam pomoże, jak i kiedy możemy pracować. Trzeba mieć dyscyplinę i nie zapominać, by nie zaniedbać tego, co powinno być najważniejsze – rodziny.

Rozmawiała Agnieszka Boryn, Polonika nr 249, październik 2015

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…