Powroty do dzieciństwa

W austriackich i polskich kinach pojawił się poruszający film dokumentalny „Eksmisja". Film ten uważany jest za jeden z najlepszych polskich dokumentów ostatnich lat.

 

 

 

Stanowi przykład ciekawego nurtu: filmów tworzonych przez Polaków zakorzenionych jednocześnie w polskiej i zachodniej kulturze. O tym wzruszającym filmie, dziadkach, dzieciństwie w Polsce i na emigracji opowiedział nam jego autor, młody reżyser Filip Antoni Malinowski.

Filip Malinowski, fot. Mariusz Michalski
Pana film „Eksmisja" jest dokumentem opowiadającym poruszającą historię z życia Pana dziadków mieszkających w Polsce. Zostali oni, przed kilku laty, w brutalny sposób zmuszeni do opuszczenia swego domu rodzinnego.
– Dziadkowie mieszkali w kamienicy przez 66 lat, od 1945 roku – dostali to mieszkanie z przydziału. Kilka lat temu zaczęli dostawać listy od nowej właścicielki mieszkania, Polki, która wyszła za mąż za Niemca i to mieszkanie odziedziczyła. Właścicielka chciała najwyraźniej zarobić bardzo duże pieniądze na tym mieszkaniu, sprzedając je jak najszybciej. Zaczęła zatem szukać luki w ustawie o ochronie praw lokatora. Okazało się, że w Polsce lokatorowi można wypowiedzieć mieszkanie w terminie półrocznym, jeżeli ma się zamiar zamieszkania w nim. Oczywiście to nigdy nie było celem nowej właścicielki i ta pani nigdy tam nie zamieszkała. Jeżeli lokal wypowiada się w trybie normalnym, może to trwać do trzech lat i istnieje obowiązek zapewnienia lokum zastępczego. Te wymogi nie zostały spełnione.

Nowa właścicielka chciała wymusić wyprowadzkę Pana dziadków?
– Oczywiście. Nowa właścicielka zaserwowała moim dziadkom psychoterror. Nie podała im numeru swojego nowego konta bankowego, żeby nie mogli wpłacać czynszu. Gdy oni zwracali się do niej i jej prawników o podanie numeru konta, na który mają wpłacać pieniądze, nikt nie odpowiadał na ich oficjalne pisma. Dodatkowo podwyższono czynsz o sto procent, wciąż nie odpisując na pisma i nie podając numeru konta. I to wszystko działo się w świetle prawa.
Dziadkowie, którzy bardzo przeżyli to psychicznie i fizycznie, w końcu musieli opuścić mieszkanie, w którym żyli przez 66 lat. Dodam tylko, że ta pani nigdy się do niego nie wprowadziła, w tej chwili ten lokal od dwóch lat czeka na sprzedaż i stoi pusty. Prawo stoi po stronie osoby, która robi coś, co nie jest w porządku, coś moralnie nagannego. Niestety, jej działania są legalne w świetle prawa. Za luki w systemie płacą niestety ludzie słabsi i biedni.

Dzieciństwo i młodość spędził Pan w Austrii. Dziadkowie, z którymi łączy Pana bardzo bliska relacja, mieszkają w Polsce. Jak udało się zachować tak silne więzi pomimo odległości geograficznej?
– To był zawsze bardzo silny kontakt. Moja mama starała się zbudować nam życie tu, w Wiedniu. Wówczas, jako Polka, obywatelka trzeciej kategorii, miała bardzo ciężko. Początek lat 90. to był bardzo nieciekawy okres w Wiedniu. Pewnego wieczoru na Thaliastraße widziałem pochód mężczyzn ubranych na czarno, niosących pochodnie i otoczonych kordonem policji. To był marsz faszystów. Kolejnym wspomnieniem z dzieciństwa jest zastrzelenie w moich drzwiach pewnego Serba. Uciekał przed policją, strzelono mu w plecy, a był nieuzbrojony. Na drugi dzień do szkoły wychodziłem przez kałużę krwi. Zdarzało się, że podchodzono do mnie w tramwaju z pytaniem, skąd pochodzę, po czym słyszałem, żebym wracał lepiej z powrotem. Gdy dowiedziałem się, że ostatecznie zostajemy w Wiedniu na stałe, moją ulubioną zabawką stał się telefon. Podczas gdy mama całymi dniami bardzo ciężko pracowała, żeby móc nas utrzymać, ja dzwoniłem do ukochanych dziadków właściwie z każdym problemem, począwszy od tego, co ugotować na obiad, a skończywszy na typowych pytaniach zwiazanych z dojrzewaniem. To był trudny czas, a ja szukałem wsparcia. Właśnie u moich dziadków zawsze to wsparcie znajdowałem.

Emigracja w wieku dziecięcym okazała się przeżyciem traumatycznym?
– Tak, miałem traumę, ale związaną z ogromną ilością możliwości. Wszystko zaczęło się w 1989 roku, kiedy to moja mama oznajmiła mi, że chce mnie zabrać do pewnego fajnego kraju, ale jeśliby mi się tam nie spodobało, będę mógł wrócić. Pierwszy raz byłem w Austrii w wieku sześciu lat i zapamiętałem sobie z tego pobytu pierwszą wizytę w sklepie Billa. Tak poraziła mnie ilość kolorów, zapachów i smaków, że doznałem szoku, wystraszyłem się i nie byłem już taki pewny, czy chcę tutaj zostać. Po miesiącu chciałem wracać do Polski, ale okazało się to niemożliwe. Mama nie była ze mną wcześniej szczera, mówiąc, że jeśli mi się nie spodoba w Austrii, będę mógł wrócić. Zrobiła to dla mojego dobra. Mama wiedziała przecież, że do Polski nie było po co wracać. Pozostanie w Austrii było jednak dobrą decyzją, pewnie w ojczyźnie nie mógłbym robić tego, co dziś robię tu, w Austrii. Nie pochodzę z zamożnej rodziny, a żeby zajmować się sztuką, trzeba móc sobie na to pozwolić i w Polsce musiałbym pewnie tak dużo i ciężko pracować, że na sztukę nie miałbym już siły. A pracując tutaj, mam pewną swobodę oraz czas i energię na tworzenie.

Jak wspomina Pan swoje pierwsze lata życia w Polsce. Jakie wspomnienia wiążą się z ojczyzną?
– Lata mojego dzieciństwa, które spędziłem w Polsce, były dla mnie bardzo ważne i dlatego też powracam do tego tematu w moich filmach. To był świat pozbawiony wielu dóbr, barw, nie bardzo kolorowy. Jednak wówczas ważne były wartości rodzinne, wspólne spędzanie czasu. Pamiętam gry w karty, wyjazdy do lasu czy na działkę. Cieszyliśmy się z bananów na gwiazdkę, a takie zjawisko jak „shopping" nie istniało. Ten krótki czas w Polsce ukształtował moje spojrzenie na życie, do tego właśnie powracam w moich filmach.

Jak do pomysłu nakręcenia filmu odnieśli się jego główni bohaterowie, czyli Pana dziadkowie?
– Dziadkowie początkowo nie byli zbyt szczęśliwi. Najpierw ustawiłem w domu wyłączoną kamerę, do obecności której oboje stopniowo się przyzwyczajali, aż w końcu zaczęli ją zupełnie ignorować. Babcia była przejęta, skarżyła się, że musi „robić sobie włosy" i się malować. A dziadek, jak wszystkie starsze osoby, był szczęśliwy, że do niego wracam, że chcę go słuchać. Tak się nawet mówi w psychologii, że u starszych osób nagle otwierają się wszystkie małe drzwiczki i bardzo dobrze mogą sobie przypomnieć szczególnie lata dzieciństwa. A dzieciństwo dziadków nie było łatwe, bo przypadło na lata wojny. Biegali po ulicach wśród ciał sąsiadów, spostrzegając, że ktoś miał wczoraj buty, a dziś już mu zdjęli. Że komuś wyrwano złoty ząb, że dźwięk pocisków niemieckich różni się od dźwięku pocisków rosyjskich.

W swoim filmie wraca pan do wydarzeń historycznych, faszyzmu, wojny, socjalizmu i łączy je pan ze współczesną historią eksmisji i luk w obecnym polskim prawie.
– Problem mieszkaniowy, czyli tytułowa „Eksmisja", był bardzo ważnym elementem dramaturgicznym obnażającym realia polskiego kapitalizmu. W filmie spojrzałem na czasy okupacji, socjalizmu i kapitalizmu i dostrzegłem wiele paralelnych sytuacji w postawie faszystowskiej i kapitalistycznej. W obu przypadkach pojawia się wyzysk człowieka, bezwzględność. Ktoś, kto dysponuje władzą, ten używa jej bezwzględnie, niezależnie od czasów. Niedopuszczalne jest wyrzucanie z mieszkania kogoś, z kim ani razu się na ten temat nie rozmawiało, kogoś, kto jest nawet gotów zapłacić więcej. Ten film prowokuje pewną debatę, że może kapitalizm też nie jest takim świetnym rozwiązaniem?

Rozmawiała Magdalena Marszałkowska, Polonika nr 221, czerwiec 2013

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…