Z gitarą przez Wiedeń

Muzyka jest towarzyszem, który sprawia, że człowiek nie czuje się sam w tym wielkim świecie, fot. Justyna Kwiecień

Spakować walizkę, wziąć gitarę i z głową pełną nadziei i marzeń ruszyć w świat. Postawić wszystko na jedną kartę i wierzyć w swój sukces. Nie każdy by tak potrafił.

Początki nowego życia
Janusz Gadomski, artysta uliczny, odważył się wziąć los w swoje ręce i pełen wiary w lepsze życie wyjechać w nieznane.

- Któregoś dnia zdecydowałem, że coś trzeba zmienić w swoim życiu i... wyjechałem do Austrii. Wziąłem samochód i gitarę, jakieś ciuchy i to wszystko.

Jak sam mówi, w Polsce nic go nie trzymało, rodziców już niestety nie ma, rodzeństwo dorosłe, każdy ma swoje życie. Nie ma żony, nikogo nie zostawił. Po przyjeździe do Wiednia zaczął grać na ulicach i stacjach metra.

- Zawsze lubiłem śpiewać i grać, jestem samoukiem. Nie mam słuchu muzycznego, zepsułem go sobie, grając na rozstrojonych gitarach. Piszę teksty polityczne, z nimi jeździłem po Polsce i grałem. Śpiewałem przy tym Kaczmarskiego i Wysockiego. Przyjeżdżając do Austrii, myślałem, że gdy nie znajdę pracy, to może uda mi się zarobić na życie graniem. Okazało się to jednak niemożliwe. Jest bardzo kiepsko z otrzymywaniem pieniędzy, ale przy okazji grania poznałem wielu ciekawych ludzi.

I te właśnie uliczne występy, mimo że nie bardzo dochodowe, stały się receptą na sukces. Podczas codziennego grywania poznaje się wielu ludzi, w tym wielu Polaków, którzy – słysząc ojczyste piosenki – podchodzą i zaczynają rozmawiać. To zajęcie przyniosło zatem wiele nowych znajomości.

- Poznałem wielu dobrych Polaków, którzy mi pomogli tutaj w pierwszych chwilach. Szczególnie chciałem podziękować pani Katarzynie z 2 becyrku i zaznaczyć, że to nie jest tak, że wszyscy rodacy są dla siebie źli. Często słyszy się: „tylko nie idź do pracy do Polaka, bo on cię wykorzysta". To nie jest prawda, bo to, czy ktoś nam pomoże, nie zależy od narodowości, ale od człowieka, nie należy się więc zrażać. Wielu Polaków mnie zaczepia, rozmawiamy. Nieraz dołączają się do śpiewu, co w wielu przypadkach po dłuższej chwili bywa uciążliwe. Ogólnie jest przyjemnie, darują mi piwa, a ja, mimo że nie piję, traktuję to jako formę zapłaty.

Nie tylko Polacy okazali się pomocni. Przyjeżdżając do Austrii, trzeba było jak najprędzej znaleźć pracę. Pan Janusz jest doskonałym przykładem na to, że naszym światem rządzi przypadek. Grając na Praterze, spotkał pewnego Austriaka, który – zaintrygowany jego muzyką – dał mu pokaźną sumę pieniędzy i zaprosił do siebie. Od słowa do słowa lepiej się poznali, polubili i co więcej, mężczyzna zameldował go u siebie. Dzięki temu szybko udało mu się znaleźć pracę w szklarni, potem następną i za jakiś czas kolejną. Pan Janusz, urodzony optymista, zapewnia, że najważniejsze w życiu jest niepoddawanie się mimo różnych trudnych sytuacji. Wyznaczyć sobie cel i do niego dążyć, wierząc, że wszystko się uda.

Ciemne strony muzykowania
Niestety, nigdy nie jest w pełni kolorowo, w graniu ulicznym zdarzają się też niemiłe czy wręcz niebezpieczne sytuacje. Nie każdemu prezentowana muzyka czy sposób jej wyrażania może się spodobać lub po prostu ktoś dla zabawy stara się przerwać występ.

- Zdarzyło się parę niemiłych sytuacji, gdy na przykład rzucano do mnie z daleka kamieniami. Ale ja jestem człowiekiem, który się nie poddaje i choćby nie wiadomo co się działo, gram dalej. Gdy kiedyś grałem na Dresdner Strasse, ktoś rzucił mi petardę pod nogi, huk był niesamowity. Strasznie mnie to rozzłościło, ale nie mogłem nic zrobić, bo nie wiedziałem nawet, z której strony ją rzucono.

Gdyby ktoś chciał wziąć gitarę czy inny instrument i spróbować swoich sił na ulicy w Wiedniu, to nie jest to takie proste. Wiążą się z tym formalności, przede wszystkim należy się postarać o pozwolenie na taką działalność, bo w innym przypadku można dostać karę od policji. Innym sposobem jest zapoznanie się z „rozkładem grania", gdzie wypisane jest, w jakich miejscach i w jakim przedziale czasowym można grać.

- W Austrii trzeba mieć specjalne pozwolenie na granie, jednakże ja się o to nie starałem, bo jestem amatorem i nie myślałem, żeby tylko dzięki graniu się utrzymywać. Gdy widzę, ile inni muzycy zbierają, to mogę powiedzieć, że są to bardzo skromne sumy. Zawodowi muzycy mogą zarobić gdzieś z 30 euro dziennie. Policja mi co jakiś czas mówi, że nie wolno grać, ostatnio na Floridsdorfie mnie sprawdzali, wypytując o szczegóły. Ja się niczego nie boję, bo jestem tu legalnie, a to, że ktoś może przyjść i zwrócić mi uwagę, to jest oczywiste. Do tej pory nie dostałem żadnej kary za takie granie bez pozwolenia. Mam książeczkę, w której jest zapisane, gdzie i w jakich godzinach można grać legalnie.

„Manipulują nami politycy, którzy mieli nam służyć"
Zwykłe występowanie i śpiewanie banalnych tekstów czy rozrywkowych piosenek to nie w stylu Janusza Gadomskiego, jego muzyka jest specyficzna, bo skupia się na obecnej sytuacji politycznej w Polsce. Jego zamysłem jest zwrócenie uwagi ludziom na to, co się dzieje, próba przedstawienia pewnych rzeczy i nakłonienia słuchaczy do przemyśleń. Na jego repertuar składają się głównie piosenki Kaczmarskiego, Wysockiego, ale nie brakuje również piosenek własnego autorstwa oraz takich klasyków jak Perfect czy Dżem. Trzeba mieć silną osobowość i dużą pewność siebie, by w obcym mieście grać teksty nierozumiane przez większość ludzi, wiąże się to również z mniejszym zainteresowaniem Austriaków, co z kolei przyczynia się do ilości zebranych pieniędzy.

- Przede wszystkim Polacy wrzucają mi pieniądze, bo oni rozumieją teksty, a ja nie znam na tyle dobrze języka niemieckiego, by w nim śpiewać. Planuję, żeby się go nauczyć i przetłumaczyć parę tekstów. Nie chcę, żeby Austriacy myśleli, że jestem ignorantem, że nie chcę śpiewać w ich języku. Ludzie mnie zaczepiają, ponieważ jestem zaangażowany w politykę, zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy. Występuję przeciwko komunizmowi. Mnie się w Polsce nie podoba, nie podoba mi się obecny rząd, nie mam tam komfortu życia. Mimo to jestem i zawsze będę dumny z tego, że jestem Polakiem. Wolałem przyjechać tu, gdzie nikogo nie znam, ale mam pewność, że gdy coś mi się stanie, to mi pomogą, czy w szpitalu, czy na policji. Grając tutaj, przekonuję ludzi, żeby zaczęli interesować się polityką, bo od niej wszystko zależy.

Granie to wolność

- Muzyka jest dla mnie uosobieniem wolności. Gdy gram Kaczmarskiego albo Wysockiego, to w ogóle zapominam o świecie. Tylko gram i śpiewam, tracąc poczucie rzeczywistości. Chciałbym przynajmniej dwa swoje teksty przetłumaczyć na język niemiecki, żeby ludzie wiedzieli, o czym śpiewam.

W najgorszych chwilach, gdy brakowałoby już siły i nadziei, zawsze jest coś, czego nikt mi odbierze. To muzyka, która daje wolność, pozwala zapomnieć o otaczającym nas świecie. Ona nigdy człowieka nie opuści, przynosi ukojenie i radość. Dla samotnego mężczyzny, który ciągle czeka na swoją drugą połówkę, by wraz z nią iść przez życie, muzyka jest partnerem, towarzyszem, który sprawia, że człowiek nie czuje się sam w tym wielkim świecie.

Justyna Kwiecień, Polonika nr 205, luty 2012

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…