Seks w (nie)wielkim mieście

fot. © WoGi

Seks w niewielkim, europejskim mieście, jakim jest Wiedeń – odróżnieniu od filmowej romantyki „Seks w wielkim mieście" – może być odarty ze wszelkiej romantyczności. Mowa jest o prostytucji. Według danych policji w Wiedniu zarejestrowane są oficjalnie 2734 kobiety i 97 mężczyzn trudniących się tą profesją. Od roku obowiązują ich nowe przepisy.

Nielegalna prostytucja
Z nieoficjalnych danych organizacji pozarządowych wynika, że w Wiedniu jest od 3000 do 7000 tysięcy kobiet świadczących usługi seksualne – czyli znacznie więcej, niż podają oficjalnie dane.
Według szacunków zawodem tym trudni się od 70 do 90 procent emigrantek z krajów byłego Bloku Wschodniego, reszta to Austriaczki. Polki mają być trzecią co do wielkości grupą, prawie na równi ze Słowaczkami, przed nimi są Węgierki i Rumunki. Austriaczki są tą grupą, która rzadziej melduje działalność niż emigrantki, ponieważ nie grozi im deportacja w przypadku zatrzymania przez policję.
Do tej pory prostytutki były karane za nielegalne wykonywanie zawodu. Teraz może zostać także ukarany klient, który w niedozwolonym miejscu nawiązuje kontakt z kobietą.

Polki korzystają z pomocy
Informacją i pomocą służy prostytutkom w Wiedniu kilka organizacji. Do poradni Sophie BildungsRaum für Prostituierte (organizacja udzielająca wszechstronnej pomocy prawnej, także ułatwiająca zdobycia innego zawodu), w 2011 r. zgłosiło się 386 kobiet, z tego 37 Polek. Są one pod względem liczebności czwartą co do wielkości grupą korzystającą z pomocy tej poradni. Najliczniejszą grupą były Węgierki (107), Rumunki (45) oraz Słowaczki (44).
Warto zwrócić uwagę na fakt, iż spośród kobiet zgłaszających się po porady dotyczące zmiany zawodu Polki stanowią drugą co do wielkości grupę, zaraz po Węgierkach (33). W 2011 r. 32 Polki dowiadywały się o możliwości zmiany zawodu prostytutki. W bieżącym roku z takiej porady skorzystało 28 kobiet, chociaż rok jeszcze się nie zakończył.
Dlaczego Polki były drugie pod względem ilościowym, wyjaśnia kierowniczka poradni, Eva van Rahden: – Wynika to prawdopodobnie z otwarcia austriackiego rynku pracy. W 2011 roku zakończył się okres przejściowy dla nowych członków Unii Europejskiej i tym samym rynek pracy i usług jest otwarty bez większych ograniczeń.
– Wiele kobiet interesujących się wyjściem z prostytucji korzysta z różnych kursów. Niektóre przychodzą regularnie od lat po porady, inne tylko raz – mówi Eva van Rahden.
Polki są grupą bardzo zróżnicowaną, wiele kobiet jest wykształconych, są wśród nich kobiety młode, ale jest także kilka starszych. Do poradni przychodzą również kobiety ciężarne, a także te bardzo chore – mówi kierowniczka poradni.
Roku temu wprowadzono nowe przepisy regulujące prostytucję w Wiedniu (das neue Wiener Prostitutionsgesetz 2011). Intencją prawodawcy była między innymi poprawa sytuacji prostytutek, zakaz nieograniczonej prostytucji ulicznej i legalizacja domów publicznych. Rok po wprowadzeniu przepisów życie pokazuje, że nie chronią one prostytutek, ale raczej utrudniają im życie. Także z legalizacją domów publicznych są poważne problemy.

Prostytucja uliczna
Prostytucja uliczna została ograniczona, kobiety mogą stać tylko w określonych przez przepisy miejscach (w pięciu tzw. „Erlaubniszonen", m.in. Auhof, Prater). Organizacje pozarządowe donoszą, że przez ograniczenie prostytucji ulicznej i przesunięcie jej na peryferie miasta kobiety narażone są na większe niebezpieczeństwo, bo w pobliżu nie ma żadnych hoteli, do których mogłyby się udać wraz z klientem, tak jak do tej pory, i dlatego muszą wsiadać do jego samochodu.
W samochodzie seks jest zabroniony, czyli klient jedzie z prostytutką, dokąd chce. Ograniczenie prostytucji ulicznej spowodowało, że o wiele więcej kobiet oferuje swe usługi w tzw. miejscach dozwolonych, w związku z czym cena za usługi erotyczne spadła. Zwiększona konkurencja w miejscach dozwolonych prowadzi do konfliktów między samymi prostytutkami. Także przemoc ze strony korzystających z usług wzrosła.
– Wcześniej kobiety chciały zdobyć informacje dotyczące możliwości nabycia prawa do pobytu – mówi Christian Knappik, który reprezentuje interesy Sexworker (organizacji pracowników branży usług seksualnych). – Dzisiaj często spotykamy kobiety z podbitym okiem.
Prostytucja w Austrii, podobnie jak w Niemczech, Szwajcarii czy też Holandii, jest legalna i regulowana. Uregulowanie oznacza konieczność zarejestrowania się na policji jako prostytutka i poddanie się obowiązkowym, cotygodniowym badaniom lekarskim. Kobiety posiadają wtedy tzw. zieloną kartę, zwaną potocznie Deckel. Pracują jako samozatrudnione, odprowadzają podatki i płacą ubezpieczenie zdrowotne.

Prostytucja w lokalach
Według nowych przepisów lokale, w których ma miejsce zorganizowana prostytucja, muszą zostać zalegalizowane. Czas na złożenie wniosku minął 31 października bieżącego roku. Lokale, które do tej pory nie postarały się o przyznanie im licencji, będą ukarane grzywną i zostaną przez policję zamknięte w trybie natychmiastowym. Prostytutki będą więc pracować nielegalnie w trudniejszej sytuacji, poszukując na przykład nowego lokalu albo będą zmuszone prostytuować się na ulicy, w miejscach dozwolonych, które i tak już są przepełnione.

Wysokie kary
W Wiedniu do tej pory oficjalne licencje posiadały tylko trzy domy publiczne, a reszta lokali była niejako tolerowana. Jednak, krótko przed upływem okresu przejściowego, tylko 30 lokali złożyło wniosek o przyznanie im licencji, a dostały ją tylko kolejne trzy. Ponieważ reszta nie spełniła rygorystycznych wymogów przewidzianych przepisami, dotyczących na przykład kwestii budowlanych. Mała liczba lokali, które złożyły wnioski, może wynikać z wielu przyczyn. Z jednej strony właściciele lokali nie do końca zdają sobie sprawę, że muszą to zrobić, a z drugiej strony – liczą na to, że kontrole policji ich ominą. Inny problem to kwestia finansowa, bo przebudowa lokalu i wydanie poświadczenia związane jest z wysokimi kosztami.
Z wysokimi karami wiąże się także uprawianie prostytucji bez pozwolenia. W zależności od landu różna jest wysokość kary. Według danych organizacji Sophie najwyższe kary są w Salzburgu – od 10000 euro do nawet 20000 euro w przypadku ponownego wykonywania zawodu bez pozwolenia. W Wiedniu kary te wahają się między 1000 a 2000 euro.

Pani Agnieszka ma 36 lat, w zawodzie pracuje od lat ośmiu. Pragnie pozostać anonimowa. O jej zawodzie rodzina w Polsce nic nie wie. I pewnie się nie dowie. W przeciwieństwie do wielu kobiet, swój zawód wykonuje legalnie.
Ile jest takich lokali, jaki prowadzi pani Agnieszka, na razie nie wiadomo, bo dopiero będą one kontrolowane przez policję, czy spełniają wymagania określone w nowych przepisach. Tak zwane salony erotyczne objęte są innymi przepisami niż duże domy publiczne.
Polka nie obawia się jednak problemów, bo, jak twierdzi, nigdy ich nie miała. Swój zawód wykonuje legalnie, płaci podatki, ma ubezpieczenie i co tydzień chodzi na badania kontrolne. Jak wygląda jej życie?
– Ja mogę mówić tylko o sobie, a nie za inne kobiety. Zrobiłam to, bo musiałam. W Polsce nie miałam możliwości zarobienia dobrych pieniędzy. Nie jestem zadowolona z tej pracy, ale robię to, bo muszę. Gdy chcę, to idę do pracy, a gdy nie chcę, to zostaję w domu. Gdy wychodzę z pracy, to zamykam za sobą drzwi i zapominam o wszystkim - mówi.
Pani Agnieszka była w poradni dla kobiet. - Mnie nie jest potrzebna żadna pomoc psychiczna. O zmianie zawodu nie myślałam - podkreśla.

Ania Haar

Polonika nr 214, listopad 2012

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…