Ile Poland jest w „Made in Poland”?

Francuz lubi francuskie wino. Niemiec niemieckie samochody. Włoch zajada się włoską kuchnią. I nikomu to niedziwne. A Polak? No właśnie…


Oprócz tego, że promocja polskich marek w kraju i na świecie mocno kuleje, polskiemu konsumentowi brakuje też świadomości przy zakupowych decyzjach. Niby wiemy, że głównym przejawem nowoczesnego patriotyzmu są decyzje w supermarkecie, na bazarze, czy w Internecie… Te mają przecież dalszy zasięg, niż rzucanie się na barykady lub palenie artefaktów kulturowych uznawanych za wrogie.


Dobre, bo polskie
Często dajemy się złapać na każdy najprostszy trik marketingowy. Łowicka spódnica na etykietce, odwołanie do historii Polski czy tradycji lokalnej – i już wpadamy w sidła pt. „Dobre, bo polskie”. Nawet jeśli wytwórca należy do zagranicznego koncernu, nie kwestionujemy jego proweniencji. A z drugiej strony, kwestionujemy wszystko i wszędzie węszymy spisek. Świadomość polskich klientów zaprawiona jest przecież kompleksami typowymi dla społeczeństw postkomunistycznych. Chcielibyśmy, żeby nasze było dobre, bo jest dobre i nasze, denerwują nas wszechwładne obce korporacje, ale tęsknym okiem spoglądamy na luksusowe produkty zachodnie i egzotyczne, czyli „lepsze” oferty zagraniczne. Do całego tego konsumenckiego galimatiasu dochodzi liczenie własnego grosza przeznaczonego na zakupy i frustracje związane z różnicami w zarobkach między Wschodem a Zachodem Europy. Ale największą przeszkodą w drodze do portfelowego patriotyzmu jest przede wszystkim powszechny brak rzetelnej informacji o pochodzeniu produktów.
Zabierz Polę na zakupy
Czy to z powodu niejasności na etykietach produktów, czy z przyczyn ekonomicznych i mody, czy też po prostu nieświadomości, nie umiemy wspierać własnych wyrobów. Na szczęście pojawiają się inicjatywy, mające na celu rewolucję na tym polu wyborów rodaków. Na przykład za pomocą najnowszych technologii. Autorzy aplikacji Pola, chcąc wspomóc praktyczny wymiar patriotyzmu i świadomość konsumencką, postanowili ruszyć im na ratunek. W jaki sposób? Stworzyli aplikację, która podpowie nam, ile tak naprawdę jest Polski w „polskim” produkcie. Na stronie aplikacji Pola pomysłodawcy projektu tak precyzują swoją misję: „Masz dość masówki globalnych koncernów? Szukasz lokalnych firm tworzących unikalne produkty? Pola pomoże Ci odnaleźć polskie wyroby. Zabierając Polę na zakupy odnajdujesz produkty z duszą i wspierasz polską gospodarkę”.
Prawo świadomego wyboru
Nie brzmi zbyt rewolucyjnie? Przecież umiemy rozróżnić Coca-Colę od Zbyszko Trzy Cytryny. Czy aby na pewno? Na tym polega geniusz prostych rozwiązań: wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że firmy o swojsko brzmiących nazwach lub o rodzimej genezie są polskie tylko z nazwy. Czasami wcale nie należą do polskich właścicieli albo nie wspierają polskiej gospodarki – utrzymując produkcję za granicą lub tam płacąc podatki.
Na czym więc polega działanie Poli? Jest banalnie proste – wystarczy pobrać ją na smartfonie (w tej chwili dostępna na Google Play oraz App Store, wkrótce również na Windows Phone Store) i skanować kody kreskowe naszych zakupów. W instrukcji czytamy: „Zeskanuj kod kreskowy z dowolnego produktu i dowiedz się więcej o firmie, która go wyprodukowała. Pola powie Ci, czy dany producent opiera się na polskim kapitale, ma u nas swoją produkcję, tworzy wykwalifikowane miejsca pracy, jest częścią zagranicznego koncernu”. Oczywiście nie chodzi tu o nawoływanie do bojkotowania importowanych wyrobów. Raczej o prawo do świadomego wyboru, a także uprzytomnienie polskim konsumentom, jak mało wiedzą o własnej gospodarce. I oczywiście promowanie pozytywnych przejawów patriotyzmu, czyli wsparcia zakupami lokalnej firmy.
Autorzy aplikacji zapewniają o jej dynamicznym i interaktywnym działaniu – Pola odpowiada na potrzeby konsumentów, bo ci mogą zgłaszać swoje zastrzeżenia, wysyłać informacje o nieskatalogowanych jeszcze firmach i aktualizować dane tych już przedstawionych. Program opiera się na maksymalnej przejrzystości, a całość kodu źródłowego dostępna jest na zasadach otwartego oprogramowania na koncie Klubu Jagiellońskiego w serwisie GitHub.
Zagrożone obce interesy
Polak mieszkający w kraju i na emigracji jest rozdarty między dwoma skrajnymi postawami: dobre, bo polskie versus dobre, bo zagraniczne. Mieszkaniec Zachodu nie ma takich dylematów. Może bez wyrzutów sumienia wybierać produkty własnego kraju, bo są one powszechne, a po drugie, w wielu przypadkach zdążyły już zdobyć ogólnoświatową renomę. Wydaje się, że mieszkańcy Zachodu tak zapatrzyli się w sukces własnych marek, że zapomnieli o tym, jak duży monopol dzierżą na rynku za wschodnią granicą i nie rozumieją idei aplikacji typu Pola. W obliczu kryzysu imigracyjnego, rosnącej popularności inicjatyw skrajnie prawicowych i nacjonalistycznych łatwo pomylić pozytywny patriotyzm z ksenofobicznymi tendencjami. Z tego względu Pola została parokrotnie skrytykowana przez zachodnie media jako narzędzie alienacji obcokrajowców i ksenofobii gospodarczej.
Czy aby słusznie? Francuz lubi francuskie wino. Niemiec niemieckie samochody. Włoch zajada się włoską kuchnią. I nikomu to niedziwne. A Polak? No właśnie… Być może gdyby większość produktów zachodnich przyozdobionych było lokalnymi symbolami, ale sprzedawanych z ramienia obcych koncernów, Niemiec czy Francuz sami zastanawialiby się nad własnymi wersjami aplikacji Helga, czy też Amélie…

Karolina Sima, Polonika nr 254, maj/czerwiec 2016

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…