BETA-CAR
NATCAR

Jeden produkt o dwóch smakach

Problem podwójnej jakości produktów spożywczych czy chemicznych w Unii Europejskiej jest obecny od wielu lat.

Te same ciastka czy proszki do prania są wyższej jakości w sieciach handlowych na Zachodzie, niż na przykład w Polsce. UE w końcu zajęła się sprawą podwójnych standardów.

Konsumenci długo nie zdawali sobie z tego sprawy, a sklepy z tzw. niemiecką chemią w Polsce mnożyły się jak grzyby po deszczu. Do czasu, gdy Polacy podczas zagranicznych wyjazdów dostrzegli różnice w produktach.
– Mieszkam na stałe w Niemczech, mam dwoje dzieci. To one mi kiedyś zwróciły uwagę, że ich ulubione ciastka kupione w Polsce są inne, niż te zakupione w Niemczech. Nie tylko opakowanie było mniejsze, ale i sam skład się różnił – mówi 40-letni Krzysztof, zamieszkały od ponad 10 lat w Niemczech. Dodaje, że duże różnice co do jakości proszków zauważyła z kolei jego żona, i od tej pory wozili ten produkt do Polski dla swoich rodziców.
– Mój tata pracuje w Austrii, zawsze przywoził nam do domu proszki do prania, które mimo tej samej nazwy były znacznie lepsze od takich samych dostępnych na rynku polskim – mówi Klaudia z Podhala. Dodaje, że tak samo było z produktami spożywczymi.

Obywatele drugiej kategorii?
Podwójne standardy drażniły konsumentów krajów dawnego bloku wschodniego, którzy zaczęli się czuć jak obywatele drugiej kategorii. Sprawa dojrzała na tyle, że w drugiej połowie kwietnia 2019 r. zajął się nią Parlament Europejski w Strasburgu. Poparł on wówczas przepisy zakazujące sprzedaży produktów podwójnej jakości. Stwierdzono, że produkty, które są sprzedawane pod tą samą marką i w takim samym opakowaniu, powinny mieć jednakowy skład. Komisja Europejska proszona przez kraje Europy Środkowej o interwencję w tej sprawie nie zdecydowała się na nowe regulacje, ale wydała pewne wytyczne.
Parlament Europejski przyjął unijną dyrektywę, mającą na celu ograniczenie możliwości oferowania podwójnej jakości produktów w takich samych opakowaniach. Do tej pory było tak, że krajach Europy Środkowej sprzedawane były pod tą samą marką towary żywnościowe w innym składzie i gorszej jakości. Producenci mętnie się tłumaczyli, że w różnych krajach konsumenci są rzekomo przyzwyczajeni do różnych produktów. Niestety, praktyka pokazywała, że lepsze składniki towarów znajdowały się w produktach kierowanych na rynek zachodni, a gorsze szły na rynek wschodni.
Za nową regulacją prawną zagłosowało 474 europosłów, przeciw było 163, a 14 wstrzymało się od głosu. Teraz zgodnie z przepisami dyrektywy firmy mają ujednolicić skład produktów sprzedawanych w UE albo zmienić nazwę produktów. Wyjątkowo producenci będą mogli stosować produkty lokalne do produkcji, takie jak owoce czy warzywa, jednak informacja o tym musi się znaleźć na danym produkcie.

Głosy za i przeciw
Co ciekawe, dyrektywa chroniąca niejako polskich konsumentów nie spodobała się części polskich europosłów. Za nią głosowali wszyscy europosłowie PiS oraz jedynie częściowo z PO. Jak swą decyzję tłumaczy np. Róża Thun z PO? Jej zdaniem dyrektywa nie wzmacnia praw konsumentów, przede wszystkim w kwestii podwójnej jakości produktów. Twierdziła ona, że PE już wcześniej poparł propozycję przepisów o zakazie stosowania tych samych opakowań. – Natomiast Rada UE przyjęła tekst, który zepsuł naszą propozycję – stwierdziła, podkreślając, że zgodnie z przyjętymi przepisami teraz to konsumenci będą zmuszeni sami udowadniać, że zostali wprowadzeni w błąd. Dodaje, że ze swą grupą zaproponowała, aby umieszczanie produktu jakościowo gorszego w takim samym opakowaniu jako lepszy produkt było traktowane zawsze jako nieuczciwa praktyka handlowa, badana przez odpowiednie organy (w Polsce przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów UOKiK – przyp. red.). – Konsument nie musi udowadniać wówczas, że został wprowadzony w błąd – powiedziała Róża Thun.
Z kolei europoseł PiS Jadwiga Wiśniewska uważa, że dyrektywa to krok w dobrym kierunku. Podkreśliła, że w końcu nie będzie respektowana podwójna jakość produktów w UE. – Po raz pierwszy w regulacji unijnej wskazano, że takie praktyki są naganne – zaznaczyła. Zwróciła też uwagę, że dzięki dyrektywie nastąpi odchodzenie od produktów podwójnej jakości. Produkty będą musiały mieć ten sam skład i to samo opakowanie w całej UE – Chcemy Europy równych szans i równych możliwości, zatem nasze głosowanie było spójne z naszą deklaracją.
Jak podaje UOKiK, jeśli przedsiębiorca będzie stwarzał błędne wrażenie, że produkty sprzedawane pod tą samą marką w różnych krajach członkowskich UE są identyczne, podczas gdy w rzeczywistości mają one różną jakość i skład, to, podobnie jak w przypadku innych nieuczciwych praktyk rynkowych, UOKiK będzie mógł interweniować. Urząd będzie analizował każdy przypadek w zależności od konkretnych okoliczności. Korzystając z narzędzi przewidzianych w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów, będzie mógł np. nałożyć karę maksymalnie do 10 proc. obrotu.

Jeden standard i jeden smak
Warto przypomnieć, że problem podwójnej jakości produktów (dual quality) był poruszany już od dłuższego czasu. Dwa lata temu w Bratysławie przywódcy Grupy Wyszehradzkiej dyskutowali o podwójnych standardach w UE. Wtedy ówczesna premier Polski Beata Szydło podkreślała, że truizmem jest twierdzenie, że obywatele z całej UE mają jednakowy dostęp do dobrej jakości produktów oferowanych na wspólnym rynku. To bowiem kraje Europy Środkowej już od lat alarmowały, że do ich sklepów trafiają gorszej jakości produkty. Zleciły one nawet ich badanie. Co się okazało? Wafelki w Austrii były bardziej chrupkie, niż te sprzedawane np. na Węgrzech, a paluszki rybne w Słowacji mają mniej ryby w składzie. Warto też przypomnieć sprawę bardzo głośną, gdy to wykazano, że sprzedawany bio-ryż z marchewką i indykiem dla dzieci jest w Chorwacji znacznie gorszej jakości, niż w Niemczech: zawiera mniej warzyw i mięsa, a na dodatek kosztuje dwa razy więcej.
Badania prowadzono również w Polsce. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów dwa razy badał produkty kupione w Polsce i za granicą takich firm jak: Aldi, Kaufland, Lidl, Makro Netto czy Rossmann. Porównywane pod względem składu były m.in. serki, napoje, chipsy, jogurty, czekolada, herbata, wędliny, ciastka czy żelki. Wynik testów wskazywał, że produkty spożywcze oferowane do sprzedaży w Polsce niejednokrotnie były gorszej jakości, np. duża różnica objętościowa występowała między chipsami, które sprzedawano w takim samym opakowaniu. Chipsy sprzedawane w Niemczech były smażone na oleju słonecznikowym z dodatkiem proszku pomidorowego i serowego, natomiast te na rynek polski smażone były na tańszym oleju palmowym, a dodawano do nich wzmacniacze smaku. Miały też wyższą zawartość tłuszczu. Z kolei serek na niemiecki rynek wyprodukowany był tylko z sera twarogowego, a do sera trafiającego na polski rynek dodawane było mleko w proszku. W herbacie z kolei było mniej ekstraktu z herbaty, a zamiast cukru słodzik. Czekolada z orzechami przeznaczona na polski rynek zawierała mniej orzechów, niż ta na rynek zachodni, chrupki więcej wzmacniacza smaku, napoje gazowane słodzono syropem gorszej jakości, a w soku była mniejsza zawartość miąższu owocowego. Więcej za to dodawano konserwantów, stabilizatorów i innych tego typu „ulepszaczy”.

Name and shame
Problem różnic w tych samych produktach pojawił się już w latach 90. I nie dotyczył tylko rynku polskiego, ale całej Europy Środkowej. Początkowo konsumenci nowych krajów członkowskich nie narzekali i cieszyli się z zalewu żywności, kosmetyków, proszków do prania, których wcześniej u siebie nie mieli. Z czasem jednak zaczęli zauważać różnice dotyczące jakości kupowanych produktów. Publicznie to nagłaśniali Słowacy, Czesi i Węgrzy, składając oficjalne skargi w Komisji Europejskiej.
W sprawie tej również polscy europosłowie pisali interpelacje do Komisji Europejskiej, jak i sygnalizowali to w kraju. Anna Fotyga podkreśliła, że UOKiK doprecyzowywał już definicje tak, aby nie można było się wymigać z odpowiedzialności za podwójne standardy produktów. – Polska wprost wykazała nieuczciwe praktyki rynkowe – mówi poseł Anna Paluch. Jeszcze teraz średnio na 100 produktów kilkanaście różni się w znacznym stopniu.
W przypadku udowodnienia, że określony produkt jest sprzedawany w gorszej jakości w różnych częściach Europy, należy zastosować skuteczną metodę pod nazwą „name and shame”, czyli publicznie wskazać nazwę firmy, która stosuje podwójną jakość produktów. Najwyższy bowiem czas, żeby te praktyki się zakończyły, a „Europa dwóch smaków” jak najszybciej przeszła do historii. Jeśli produkt jest inny, należy zmieniać opakowanie, a nie wprowadzać klientów w błąd.
Walka w sprawie różnej jakości produktów sprzedawanych w krajach Unii może jeszcze potrwać. Poszczególne kraje UE mają dwa lata na przyjęcie odpowiednich przepisów prawnych według dyrektywy przyjętej przez Parlament Europejski. W przypadku stwierdzenia przez daną firmę stosowania podwójnych standardów i nieuczciwych praktyk rynkowych, może zostać nałożona na nią kara finansowa. Jednak to konsumenci, gdy zauważą takie nieprawidłowości, mogą zgłaszać pojedyncze przypadki do odpowiedniego urzędu. Różnice te mogą łatwiej dostrzec Polacy mieszkający za granicą i przyjeżdżający, chociażby w okresie wakacyjnym, do kraju.
Warto również zwracać uwagę na etykiety i ewentualne tłumaczenia w różnych językach składu produktu. Tłumaczenie tekstu wskazuje, że produkt ten oferowany jest w różnych krajach, a jego skład może się różnić w zależności od rynku, na jaki jest przeznaczany.
Uwagi dotyczące różnic w składzie podawanym na opakowaniach można w Polsce zgłaszać do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, www.uokik.gov.pl 

Beata Szkaradzińska, Polonika nr 273, lipiec/sierpień 2019

Top
Na podstawie przepisów art. 13 ust. 1 i ust. 2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. informujemy, iż Österreichisch-Polnischer Verein für Kulturfreunde „Galizien“, jest administratorem danych osobowych, które przetwarza na zasadach określonych w polityce prywatności. Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług na zasadach określonych w tej polityce. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie w można określić w ustawieniach przeglądarki internetowej z której Pan/Pani korzysta lub konfiguracji usług internetowej. More details…