Nie tracimy nadziei

Kiedy słońce rozgrzewa spokojne ulice Wiednia, dzieci spędzają czas na beztroskiej zabawie.  Nie wszystkie mają to szczęście. W wiedeńskim szpitalu AKH młodzi pacjenci zmagają się z chorobą nowotworową. Wśród nich jest 8-letni Piotrek, który z rakiem walczy już od trzech lat.

Mama Piotrka, Monika Wiśniewska, zgodziła się opowiedzieć „Polonice" historię choroby syna.

 

Wiosna 2012 roku. Piotrek jest radosnym, energicznym dzieckiem. Chętnie spędza czas na placu zabaw, wśród rówieśników. Pewnego majowego dnia rodzice otrzymują telefon od pani z przedszkola z informacją, że Piotrek wymiotował. Wszyscy zgodnie uznali, że jest to skutek przemęczenia. Wymioty jednak nie ustępowały, dlatego rodzice zgłosili się z nim do lekarza. Kolejne badania nic nie wykazywały, dolegliwości zaś się nasilały. Pediatra, neurolog, kardiolog – nadal bez diagnozy. Wtedy jeden z lekarzy zaproponował wykonanie tomografii głowy. Po tym badaniu rodzice otrzymali odpowiedź, która zbiła ich z nóg. Piotrek miał guza w mózgu. – Niewiele pamiętam po tym, jak usłyszałam słowa lekarza. Nie rozumiałam, co do mnie mówi, ani tego, co się właśnie wydarzyło – mówi mama chłopca.
Piotrek został przewieziony karetką do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, na oddział neurochirurgii. Tam wykonano rezonans magnetyczny. Następnie młodego pacjenta poddano operacji, która przebiegła pomyślnie i bez komplikacji. Dla kilkuletniego chłopca było to ogromne przeżycie. – Miał do nas dużo żalu za ten ból, jaki odczuwał. Całą złość rozładowywał na nas – wspomina Monika. Po tygodniu przyszły wyniki. Potwierdziły się najgorsze prognozy: medulloblastoma, nowotwór IV stopnia złośliwości. Piotrek został przeniesiony na oddział onkologii, gdzie wszczepiono mu port umożliwiający podawanie leków bez uszkadzania żył. Chemioterapia trwała półtora roku. Skutecznie udało się wyleczyć Piotrka, jego organizm był czysty od komórek nowotworowych. Rodzice poczuli ulgę.
Po roku rodzina zgłosiła się na badania. – Pojechaliśmy na kontrolną wizytę i wyjęcie portu. Byliśmy pozytywnie nastawieni. Rozmawialiśmy z lekarką o rehabilitacji, atmosfera była pełna optymizmu – wspomina Monika. Niestety, choroba powróciła. Przy 15-procentowej szansie na nawrót, padło na Piotrka. Nowotwór rozprzestrzenił się po organizmie. Rozmieszczenie komórek nowotworowych wzdłuż kręgosłupa oraz w trudno dostępnym punkcie w mózgu wykluczało możliwość wykonania operacji. Szanse na wyleczenie wynosiły już tylko 2%. Lekarze zaproponowali chemię przedłużającą życie, ale nie wyleczającą. Nie dawali chłopcu szans na przeżycie. – My jednak zbuntowaliśmy się, nie chcieliśmy pozwolić chorobie wygrać, zaczęliśmy szukać pomocy za granicą –opowiada mama chłopca.
Polscy lekarze polecili kilka placówek w Stanach Zjednoczonych, rodzina wysłała zgłoszenia. Jednak znani na cały świat specjaliści nie potrafili zaproponować żadnego rozwiązania. Zdeterminowani rodzice nie poddawali się. Kolejne zgłoszenia wysłali do Niemiec, Francji, Holandii i Londynu. Tam jednak również lekarze nie mieli gotowych rozwiązań. Wtedy rodzina dowiedziała się o szpitalu w Wiedniu – Allgemeines Krankenhaus. Lekarze zaproponowali tam upragnione rozwiązanie, jednak koszt leczenia miał wynieść aż 400 tysięcy euro. Mimo niewyobrażalnej sumy rodzina złożyła wniosek i w grudniu 2014 roku Piotrek wraz z mamą przeniósł się do Austrii. Pierwsza rata leczenia wyniosła 100 tysięcy euro, którą to sumę udało się rodzinie zebrać. Duży wkład miała anonimowa firma, która na konto Fundacji Dzieciom, wspierającej Piotrusia, wpłaciła 50 tysięcy euro. Ze strony państwa polskiego chłopiec nie uzyskał refundacji. Odmowa uzasadniona była nowatorskim charakterem badań prowadzonych w szpitalu wiedeńskim i brakiem potwierdzenia ich skuteczności. Tuymczasem oprócz Piotrka w szpitalu na tę samą chorobę leczą się dzieci ze Słowacji, Rumunii oraz kilku innych krajów, a każde z nich otrzymuje wsparcie ze strony rządu ojczyzny. – Patrzą tu na nas jak na kosmitów, nikt nie rozumie, dlaczego nie uzyskaliśmy refundacji. My również jesteśmy zawiedzeni i źli – komentuje Monika. – Nikt nie wierzył, że uzbieramy tyle pieniędzy. Na razie udało nam się zdobyć sumę równowartości pierwszej raty.
Zaproponowana metoda leczenia w AKH jest nadal na etapie eksperymentu. Rozpoczęty w 2007 roku projekt ma trwać do 2022 roku. Mimo wielu sukcesów skuteczność nowej metody będzie można potwierdzić dopiero za siedem lat. Rodzina obecnie jest wspierana przez Fundację Anny Buchacz. – Mieszkająca w Wiedniu pani Ania zorganizowała nam miejsce w hotelu, była naszą tłumaczką, towarzyszyła nam podczas rozmów z lekarzami, często nas odwiedza, wiemy, że zawsze możemy na nią liczyć. Jest naszym aniołem – uśmiecha się mama Piotrka.
Wiele dobrego przynoszą spotkania z Polakami mieszkającymi w Wiedniu, podczas których nieznajomi oferują bezinteresowną pomoc. Pani Justyna, Polka pracująca w jednej z wiedeńskich aptek, pomogła rodzinie uzyskać rabat na leki. W okresie Wielkanocy, gdy rodzina odwiedziła polski kościół, spędzając święta wśród przyjaciół, między rodakami, mogła przez chwilę poczuć namiastkę domowego ogniska. Głośnym wydarzeniem był bieg 16-letniej Natalii Lińczowskiej, która pokonała 320 km z Krakowa do Warszawy i spotkała się z Panią Prezydentową Anną Komorowską, która także zobowiązała się wesprzeć chłopca.
Piotrek ma się dobrze. Ma apetyt, włosy zaczęły mu odrastać. Razem z mamą mieszkają w przyszpitalnym hotelu. Są tam kolorowe ściany, duża świetlica wypełniona książkami i zabawkami. Jednak samo przyjaźnie zaaranżowane wnętrze nie jest w stanie zastąpić domu. Tata z bratem odwiedzają Piotrka z mamą nie częściej niż raz w miesiącu. – Z początku tęsknota była ogromna. Z czasem jednak jest łatwiej. I choć nadal bardzo tęsknimy, nauczyliśmy się żyć w ten sposób. Piotrek mimo młodego wieku posiada ogromną odwagę. Wiem, że te ciągłe zabiegi sprawiają mu dużo bólu. On jednak się nie skarży. Bardzo go podziwiam. Nawet nie wyobrażam sobie, jak dużo musi znosić – opowiada mama. I rzeczywiście, chłopiec wśród swoich rówieśników odznacza się większą powagą i dojrzałością. Nie tryska entuzjazmem i dziecięcą beztroską. Rozpromienia się jednak, kiedy odwiedza go brat. Przy nim czuje się swobodnie i odzyskuje radość.
Mama Piotrka w pełni poświęca się synowi. Kiedy nadarzy się wolna chwila, spędza czas na lekturze i nauce niemieckiego. Pojawiają się również i trudne momenty. – Czasami siadam sama przy oknie i obserwuję, jak inne rodziny spędzają czas. Jak gotują, jak dzieci wychodzą do szkoły. To takie normalne. A my tego nie mamy. My żyjemy w zawieszeniu. Staramy się nie wybiegać z planami w odległą przyszłość.
Mimo życia pełnego cierpienia i niepewnej przyszłości, rodzina nie traci nadziei. – Nadzieja to podstawa. I wiara. Ja nie straciłam wiary, choć mój mąż pogniewał się trochę na Pana Boga. Myślę czasem: dlaczego akurat my. Ale jak nie my, to kto? Kogoś to musi spotkać, nie mogłabym wskazać, kto miałby zachorować zamiast Piotrusia. Ja jednak wierzę i wiem to na pewno, że otaczają nas anioły – mówi mama Piotrka.
Monika Wiśniewska prowadzi stronę na Facebooku, gdzie na bieżąco dokumentuje losy Piotrka. Rodzina nadal potrzebuje 300 tysięcy euro. Poniższy link zawiera informacje o możliwościach dokonania przelewu. Każda kwota przyczynia się do ratowania życia.


https://www.facebook.com/WisniewskiPiotrDzialdowo 
Fundacja Dzieciom „Zdążyć z pomocą"
PL 11 10600076 0000321000196510 (darowizny w euro)
SWIFT (BIC): BPHKPLPK

Monika Rutkowska, Polonika nr 244, maj 2015

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…