Listy z emigracji do św. Mikołaja

fot. © pressmaster
Zwróciliśmy się do Polaków mieszkających w Austrii o nadesłanie listów do świętego Mikołaja - listów z życzeniami, tymi specyficznymi życzeniami, bo z emigracji.

 

 

 - W moim dzieciństwie św. Mikołaj przynosił skromne prezenty. Cieszyłam się ze słodyczy, cieszyłam się z egzotycznych owoców, jakimi były wtedy pomarańcze. Zapach pomarańczy zawsze przenosi mnie w świat dzieciństwa. Święty Mikołaju, proszę, przynieś mi w tym roku tylko wielkie, soczyste pomarańcze, które będą miały taki sam smak, jak wtedy. I żebym umiała się nimi cieszyć. Żebym zrozumiała, że niewiele trzeba, żeby być szczęśliwym. Że tysiące kolorowych paczek pod choinką nie zastąpi nam życzliwości, miłości i zrozumienia na co dzień. Anna, Graz.


- O co prosiłbym św. Mikołaja, gdybym miał napisać do niego list? Mój syn bez zająknienia wymieniłby całą listę życzeń. A ja? Siedzę tak od dłuższego czasu przed ekranem komputera i tak sobie myślę, czy nie lepiej by mi się siedziało i myślało nad białą kartką papieru? Kiedy ostatnio pisałem do rodziców, do siostry, do brata zwykły list? Życzenia świąteczne wysyłam e-mailem, rozmowy są prowadzone przez skype'a. Ale taka zwykła kartka papieru, pokryta nierównym pismem, z podpisem złożonym własną ręką - z którego moja mama bezbłędnie odczytywała mój nastrój - to chyba więcej znaczy? Życzyłbym sobie od św. Mikołaja więcej czasu dla siebie i moich bliskich, więcej normalnych spotkań i prawdziwych rozmów, nie tylko tych prowadzonych przez telefon czy przez skype'a. I paru przyjaciół z Polski, św. Mikołaju, których do tej pory nikt mi tutaj nie zastąpił. Adam, Wiedeń.

- Moje święta w Austrii zawsze były smutne. Wprawdzie za każdym razem starałam się spędzać je z rodziną w Polsce, ale różne względy, rodzinne i zawodowe, sprawiały, że musiałam zostać w Austrii. Brakowało mi wszystkiego: atmosfery, unoszących się wszędzie zapachów polskich potraw, polskich kolęd, przepełnionych kościołów. W któryś z takich smutnych dni Bożego Narodzenia znalazłam się na wieczornej mszy w kościele św. Karola. Garstka osób obecna na niej znowu wprawiła mnie w ponury nastrój. Pod koniec mszy do kościoła weszła grupka młodzieży. Z gitarami. Zaraz po mszy zaczęli śpiewać. Zamknęłam oczy i przeniosłam się do mojego ukochanego Krakowa, do kościoła św. Anny, do kazań ks. Tischnera. Przecież jestem taką samą osobą jak kiedyś. Dlaczego więc się smucę, że wszystko wokół mnie nie jest takie same? Podeszłam do jednego z chłopaków, wyciągnęłam rękę. Bez słowa podał mi swoją gitarę. I ja w tym kościele zaczęłam grać i śpiewać polskie kolędy. I tak grałam sobie na zmianę z grupką austriackiej młodzieży. Na pożegnanie życzyliśmy sobie jeszcze „Frohe Weihnachten". Wracałam uskrzydlona do domu. Smutek czy radość nosi się w sobie. I trzeba tylko z każdej sytuacji, jaka nas w życiu spotyka, wyciągnąć to, co najlepsze. Święty Mikołaju, podaruj mi z powrotem samą siebie, radosną, pogodną i otwartą na innych. Magda, Wiedeń.

- Mam z emigracji pisać list do św. Mikołaja, który też tam gdzieś za granicą przebywa, w jakiejś dalekiej Laponii? A do tego, ku zgorszeniu wszystkich „poprawnych" urodził się na terenie dzisiejszej Turcji? Czy naprawdę w Polsce, w której tak się szanujemy i kochamy - czego przykładem są nasi politycy - nie da się tego św. Mikołaja zastąpić jakimś polskim świętym? A może rozpropagować kult św. Antoniego, patrona rzeczy zgubionych? Może wtedy odnaleźlibyśmy po prostu spokój? Znowu zbliża się czas wysyłania i składania sobie życzeń. „Pastorałko w czapie białej /ziemi dziwnie rozszalałej/przynieś spokój, spokój, spokój .. ". Zygmunt, Schwechat.

- Czego sobie życzę od św. Mikołaja? Spełnienia w życiu osobistym. Wszystko układa się wspaniale - skończyłem dobre studia, mam dobrą pracę. Tylko jakoś nie mogę spotkać odpowiedniej dziewczyny. Ani w Austrii, ani w Polsce. Czy mam wygórowane oczekiwania? Ależ skąd! Ma być tylko dobra, mądra, życzliwa, uśmiechnięta, wyrozumiała i cierpliwa. No i ładna. Lubiąca konie, literaturę, narty i wyprawy w góry. Ja? Ja jestem bałaganiarz, niecierpliwy, uparty, czasami zarozumiały, mam specyficzne poczucie humoru. Wysoki - ale czy przystojny? Hmm, sprawa gustu. Zmiłuj się św. Mikołaju i przynieś samotnemu Polakowi na emigracji w Austrii jakąś uroczą Polkę. Kolor włosów i oczu obojętny. Tylko proszę - niepodobną do Barbie w żadnej wersji. Piotrek, Wiedeń.

- Czego sobie życzyć od św. Mikołaja i o czym tu napisać do niego z emigracji? Jakaż to kiedyś była kolosalna różnica, ta emigracja i ci w kraju. My i oni. Tak szybko wszystko się zmieniło. I tak szybko przyzwyczajamy się do nowych, lepszych rzeczy. Żeby to, co takie oczywiste: poczucie bezpieczeństwa, spokoju, nigdy nie zostało nam odebrane. Należę do pokolenia, które przeżyło wojnę, które przeżyło lata stalinowskie. I gdy stoję obok młodych ludzi, czekających na tramwaj, którzy niecierpliwie patrzą na zegarek, przytupują nogami, wreszcie przeklinają pod nosem, bo jest kilkuminutowe opóźnienie, myślę sobie: św. Mikołaju, daj współczesnej młodzieży pod choinkę więcej cierpliwości. Niech uczą się, że trzeba na coś czekać. Że czekanie jest ważne. Nie można mieć wszystkiego szybko, natychmiast. W czasie wojny moja matka w święta przyniosła mi, zasypiącemu już, kromkę chleba. Trzymałem ją obok siebie i rano upewniłem się, że jest, że to nie był sen. To był najpiękniejszy prezent od św. Mikołaja. Władysław, Baden.

- Z dalekiego, zasypanego śniegiem Tyrolu, proszę o polski opłatek i polskie święta. W mojej nowej, polsko-austriackiej rodzinie staram się kultywować polskie tradycje, ale to już nie to samo. W tym roku całe święta przygotowuje moja teściowa, gdyż ja, ze względu na urodziny mojego maleństwa, które ma zaledwie 2 miesiące, jestem zbyt nim zajęta. Dlatego tym bardziej mi tęskno do rodziców i do rozpaczliwie płaskich krajobrazów Mazowsza. Monika, Imst.

- W moim liście emigracyjnym do św. Mikołaja prosiłabym o to, bym potrafiła wierzyć tak, jak kiedyś. Żeby przygotowania do świąt były takie jak kiedyś. Żeby najważniejsze były sprawy związane z odnową duchową, z przebaczeniem - sobie i bliskim. Bo chyba najtrudniej jest wybaczać sobie. Ale gdy to zrobimy, stajemy się pogodzeni i z sobą i z całym światem. Chciałabym znowu modlić się jak kiedyś i czekać z takim samym czystym sercem na pierwszą gwiazdkę na niebie. Jola, Klosterneuburg.

Oprac. Patrycja Brzoza, Polonika nr 191/192, grudzień 2010/styczeń 2011

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…