Spotkanie z prawdziwym św. Mikołajem

fot. Walter Vavra
– Nawet sobie nie wyobrażacie, ile dzieci po prostu nie wie, czym tak naprawdę jest Boże Narodzenie – mówi z troską w głosie św. Mikołaj. W jego rolę co roku już od 45 lat wciela się austriacki aktor, Volker W. Waldegg.

Podkreśla, że świadomie odcina się od północnoamerykańskiej wersji św. Mikołaja, pękatego skrzata z czerwoną czapką z białym pomponem, znanego z reklam telewizyjnych Coca-Coli i z filmów animowanych Disneya.

Jego znakiem rozpoznawczym jest prawdziwa broda, która każdego roku zostaje poddana niezliczonym testom na wytrzymałość przez odwiedzane przez niego dzieci. Jest swoistym św. Mikołajem „de luxe" – zapraszają go do siebie znani i lubiani, gościł już w domach wielu austriackich prominentów.

Ze św. Mikołajem spotykam się w wiedeńskiej kawiarni Café Heumarkt, a poznaję go – jakżeby inaczej – właśnie po brodzie. Volker Waldegg w tym roku z braku czasu udzielił wywiadu jedynie rozgłośni radiowej Ö1 i „Polonice" – za co serdecznie dziękujemy!

Volker Waldegg uczynił z obdarowywania swój zawód, już od 45 lat pielęgnuje tradycję św. Mikołaja przynoszącego prezenty. Jest on najbardziej znanym i popularnym św. Mikołajem do wynajęcia w Austrii, a swoje zadanie traktuje niezmiernie poważnie i już w lipcu rozpoczyna przygotowania do mikołajowego sezonu, zapuszczając brodę i przygotowując scenariusze na każdą okazję – czy to dla rodzin, czy dla firm. Jego mikołajowe kreacje przygotowane są z niezwykłą dbałością o szczegóły, uroczystą oprawę uzupełniają wiersze i opowieści adwentowe i wigilijne.

Okres Adwentu i Bożego Narodzenia to dla Volkera Waldegga czas pracowity i wypełniony obowiązkami, ale to również czas zadumy nad istotą świąt, które w naszym świecie propagującym nieograniczoną niczym konsumpcję i komercjalizację zbyt często tracą swoje pierwotne znaczenie. Widoczne jest to również w prezentach, jakie otrzymują dzieci . Coraz częściej są to wyszukane i drogie prezenty, którymi rodzice starają się kompensować swoją nieobecność wymuszoną pochłaniającą pracą. – Im mniej czasu, tym większe prezenty – tak komentuje to pod wąsem św. Mikołaj. – Staram się delikatnie zwrócić uwagę rodziców na to, żeby w Adwencie poświęcili dzieciom więcej czasu – dodaje.
Volker Waldegg podkreśla, że świadomie odcina się od północnoamerykańskiej wersji św. Mikołaja, pękatego skrzata z czerwoną czapką z białym pomponem, znanego z reklam telewizyjnych Coca-Coli i z filmów animowanych Disneya. – Rezygnuję z tej postaci na rzecz św. Mikołaja inspirowanego historyczną postacią biskupa Mikołaja z Miry. Odwiedzając domy w Austrii w czasie od 4 do 8 grudnia, noszę strój inspirowany szatami biskupimi, z nieodłączną księgą, tiarą i pastorałem – mówi nasz św. Mikołaj.
Przez pozostałą część Adwentu do 22 grudnia Waldegg przemierza kraj jako „Nordischer Weihnachtsmann" – św. Mikołaj w stroju zaczerpniętym z tradycji skandynawskiej, z latarnią, ciepłą futrzaną czapą i jutowym workiem z prezentami.
Świętemu Mikołajowi w wykonaniu Waldegga nie towarzyszy diabełek „Krampus" z rózgami, ponieważ doświadczenie pokazało, że dzieci najczęściej się go boją, a św. Mikołaj ma pozostawiać przecież dobre wspomnienia. Towarzyszy mu więc wesoła „Nikolina", która pomaga ośmielić i rozbawić dzieci. Prezenty wręczane są dopiero pod koniec spotkania, które może trwać nawet godzinę. Ma ono za zadanie zbliżenie się członków rodziny w duchu tradycji świąt: – Nawet sobie nie wyobrażacie, ile dzieci po prostu nie wie, czym tak naprawdę jest Boże Narodzenie – mówi z troską w głosie św. Mikołaj.
Dzieci stawiają czasem nieco kłopotliwe pytania, jednak św. Mikołaj odpowiada na nie, biorąc pod uwagę wiek dziecka. Jeśli pytanie o prawdziwość św. Mikołaja wychodzi od dziecka, które zaczyna już wątpić, wtedy pada szczera odpowiedź mówiąca o świętowaniu tradycji bożonarodzeniowej. Waldegg, jako pedagog, uważa że dziecko zadające tego rodzaju pytania jest już wystarczająco dojrzałe, aby uzyskać na nie odpowiedź. Cieszy go, kiedy może usłyszeć, jak rozmawiające z sobą dzieci mówią, że „ich św. Mikołaj na pewno jest prawdziwy".
Jednak coraz częściej Volker Waldegg zapraszany jest nie do rodzin z małymi dziećmi, ale przez te dzieci, którym niegdyś wręczał prezenty, a dziś są już dorosłe i nie chcą zrezygnować z tej tradycji rodzinnej, którą stały się odwiedziny św. Mikołaja w ich domu. Zazwyczaj rodzice, zamawiając odwiedziny, przekazują kilka informacji o dziecku, tak żeby przy przekazaniu podarunku św. Mikołaj mógł je pochwalić za jego uzdolnienia czy wyniki w nauce. Często również dzieci chcą, żeby rodzice zostali docenieni i pochwaleni.
Negatywne cechy lub przewinienia nie są podkreślane, ponieważ nie jest to pożądane. – Lepsze efekty wychowawcze osiąga się poprzez pochwały i tak też staram się to przekazać rodzicom. W przypadku dorosłych zdarza się, że po porządnej porcji pochwał pozwolę sobie na żartobliwy przytyk. Tak było z pewnym menedżerem. Do odwiedzenia go w prowadzonej przez niego firmie zostałem poproszony przez jego żonę, która w ten sposób chciała zwrócić mu uwagę na to, że czas poświęcić trochę więcej uwagi rodzinie. Przyszedłem więc do firmy w momencie, kiedy trwało ważne szkolenie dla pracowników. Zgasło światło i wszedłem do sali seminaryjnej, oświetlając sobie drogę światłem latarni i recytując przy tym wiersz Theodora Storma „Knecht Ruprecht", mówiący o pomocniku Dzieciątka Jezus, który chwali dobre, ale też gani niegrzeczne dzieci. W sali było cicho jak makiem zasiał, a on w jednej chwili zamienił się w małego chłopca, który patrzył zadziwiony z wielkimi oczami i słuchał mnie z otwartymi ustami. Był bardzo poruszony – opowiada Waldegg. Ta niecodzienna interwencja św. Mikołaja okazała się bardzo skuteczna, rodzina spędzała ze sobą od tej pory więcej czasu, czego rezultatem było parę miesięcy później jej powiększenie.
Volker Waldegg wychował się bardzo skromnych warunkach. Święta Bożego Narodzenia, które zapamiętał z dzieciństwa, nie miały tak bogatej oprawy, jak święta dzieci, którym obecnie przynosi prezenty. Dlatego też tak bardzo lubi swoją pracę, cieszą go uśmiechnięte twarze dzieci i szczęśliwi rodzice. Natomiast gdy dostaje telefon od dzieci, które chciałyby, żeby w ich domach zagościł szczodry święty i w rozmowie okazuje się, że na jego honorarium nie ma środków, wtedy ze swojej kieszeni kupuje prezenty i z chęcią je podarowuje. Waldegg, który sam jest protestantem, trafia w ten sposób również do rodzin innych wyznań. – Pamiętam, kiedy zadzwoniła do mnie dziewczynka, która opowiadała, że jest mała i biedna. Gdy już do niej przyszedłem okazało się, że to ogromna rodzina z Indii. To była wielka radość przyjechać z prezentami do tej biednej rodziny. Na co dzień nie dostrzegamy biedy, a te dzieci chciały po prostu, żeby też do nich przyszedł św. Mikołaj – wspomina Waldegg. Obecnie trafia najczęściej do domów bogatych, ale to spotkania z biednymi rodzinami pozostały w pamięci jako najbardziej poruszające.
Podczas rozmowy Volker Waldegg zaskoczył mnie znajomością języka polskiego. Na pytanie o to, jak do tego doszło, że nauczył się tak trudnego w końcu języka, odpowiedział rozbrajająco: „ja mówię po polsku, malutka". Okazało się, że Polskę odwiedzał dosyć często, głównie przy okazji festiwali teatralnych, a najbliższymi przyjaciółmi w młodości Waldegga byli właśnie Polacy, co dodał po chwili z szerokim uśmiechem.

Katarzyna Waniek, Polonika nr 227/228. 

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…